Zapraszamy do przeczytania trzeciego rozdziału Waszego kryminału i zadecydowania, gdzie poprowadzi nas fabuła.
Pod każdym odcinkiem zamieścimy pytania, co ma być w kolejnym odcinku powieści. Decydować będzie największa liczba głosów Czytelników na daną opcję. Na tej podstawie będziemy wspólnie tworzyć kolejne rozdziały.
W poprzednich odcinkach:
PROLOG
ROZDZIAŁ I
ROZDZIAŁ II
ROZDZIAŁ III
ROZDZIAŁ IV
A teraz kolejna część naszej wspólnej powieści kryminalnej w Kowarach:
Powietrze w sztolni było ciężkie i zimne. Pachniało mokrym kamieniem, rdzą i czymś chemicznym, drażniącym gardło już po kilku oddechach.
Światło latarek przecinało ciemność wąskimi smugami. Krople wody spadały ze stropu regularnie, niemal rytmicznie.
Stachura szedł pierwszy.
- Trzymać się blisko ściany - rzucił. - I patrzeć pod nogi.
Tunel był niższy, niż wyglądał z wejścia. Stare drewniane podpory uginały się pod ciężarem skały, a pod butami chrzęścił żwir zmieszany z pyłem.
Hubert fotografował niemal wszystko.
- Jeśli zaraz oślepnę od flesza, to cię zakopię tutaj osobiście - mruknął Stachura.
- Dokumentuję - odpowiedział spokojnie Hubert.
Magda przesuwała dłonią po wilgotnej ścianie.
- Te ślady są świeże.
Latarka oświetliła błoto. Wyraźne odciski butów prowadziły głębiej. Nie byli tu sami.
Tunel zaczął opadać coraz bardziej stromo. Po kilku minutach dotarli do rozwidlenia. Po lewej ciągnęły się stare tory wagonika. Po prawej korytarz wyglądał na częściowo odkopany niedawno - świeża ziemia, przecięte korzenie, nowe deski podpierające strop.
Hubert przykucnął.
- Ktoś tu pracował.
Stachura oświetlił ścianę.
- Niedawno.
Nagle rozległ się głuchy trzask. Potem drugi. Wszyscy zamarli.
- Nie ruszać się - powiedział ratownik.
Ze stropu posypały się kamienie. A sekundę później huk eksplodował w całym tunelu. Zawalisko uderzyło gdzieś za nimi. Powietrze wypełnił pył i echo pękającej skały.
Magda odruchowo zasłoniła twarz.
- Cholera! - ryknął Stachura.
Latarki szarpały ciemność.
Ratownik górniczy, który towarzyszył śledczym pobiegł kilka metrów w stronę wejścia, ale po chwili wrócił blady.
- Zasypane.
Zapadła cisza.
Tylko ich oddechy i odległe osypywanie kamieni.
Hubert przełknął ślinę.
- To było naturalne?
Nikt nie odpowiedział od razu. Stachura świecił w stronę zawalonego tunelu.
- Za równo poszło - powiedział w końcu ratownik. - Ktoś musiał naruszyć podpory.
Magda spojrzała na niego.
- Czyli ktoś wiedział, że tu wejdziemy.
Ratownik wyjął krótkofalówkę. Tylko trzaski.
- Nie działa. Skała tłumi sygnał - rzucił, ale sam nie brzmiał przekonująco.
Powietrze stawało się coraz cięższe. Hubert spojrzał w ciemny boczny tunel.
- Czujecie?
Magda zmarszczyła brwi.
- Co?
- Duszno.
Ratownik natychmiast podniósł miernik. Urządzenie zapiszczało kilka razy.
- Poziom tlenu spada - powiedział cicho. - Musimy znaleźć drugi wylot.
Stachura zaklął pod nosem.
- Ruszamy. Bez paniki.
Szli szybciej. Tunel zwężał się coraz bardziej, aż w końcu dotarli do metalowych drzwi.
Wszyscy zatrzymali się jednocześnie.
Drzwi były nowe. Ciemnoszare. Ciężkie. Wzmocnione stalą. I absolutnie nie pasowały do starej, opuszczonej sztolni.
Hubert oświetlił zamek. Elektroniczny panel błysnął słabym zielonym światłem.
Magda spojrzała na Stachurę.
- Ktoś tu nadal pracuje.
Komisarz zbliżył twarz do drzwi. Po drugiej stronie coś huknęło. Jakby metal o metal.
Potem rozległy się kroki.
Powolne.
I coraz bliżej.
- I co teraz ma być dalej, Drodzy Czytelnicy? - zapytuje autor.
Wybierajcie, co ma się zdarzyć w następnym rozdziale?
1. Ktoś otwiera tajemnicze drzwi
2. Ktoś wali w drzwi z drugiej strony
3. Śledczy odkrywają przy drzwiach schowek
Propozycje wysyłajcie na na adres redakcja@jelonka.com do środy 27 maja 2026.












