Powiat: Wielka woda z nieba. Dzień, w którym żywioł zabrał wszystko
Poniedziałek, 27 kwietnia 2026, 11:57 Autor: RaZ
Szymon Wrzesiński i Justyna Kość, „Zabójcze Karkonosze”
To był dzień, który zapisał się w pamięci mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej i okolic na długo. Spokojne lato nagle zamieniło się w walkę z żywiołem, a zwykła burza przerodziła się w katastrofę, jakiej nikt się nie spodziewał. 14 lipca 1702 roku nad Karkonoszami rozpętało się piekło.
Po południu nad górami pojawiła się gwałtowna burza z piorunami. Trwała godzinami i nie przynosiła ulgi. Jak opisują Szymon Wrzesiński i Justyna Kość w książce „Zabójcze Karkonosze”, nad Kotliną Jeleniogórską zapadł mrok, a wkrótce wszystko zaczęło się zmieniać. Rzeki wezbrały, woda zaczęła niszczyć wszystko, co napotkała na swojej drodze.
Dawid Zeller odnotował, że wielka powódź zerwała mosty wraz z pobliskimi budynkami kąpielowymi w Cieplicach, a także porwała setki sągów drewna należących do hrabiego von Schaffgotsch. To jednak był dopiero początek dramatu. Inny kronikarz, Hensel, opisał przebieg wydarzeń jeszcze dokładniej.
Burza nadeszła około południa i trwała blisko pięć godzin.
W górach doszło do oberwania chmury, a już około godziny 18 rzeka Kamienna gwałtownie przybrała. W krótkim czasie zerwane zostały wszystkie mosty od Piechowic do Jeleniej Góry.
Woda niosła ze sobą piasek, drewno, deski, trawę i zboże, zalewając drogi i czyniąc je nieprzejezdnymi. Rwący nurt przetoczył się przez Cieplice, a podobne zniszczenia dotknęły także inne rzeki w okolicy – w Sobieszowie, Jagniątkowie, Kamienicy i po drugiej stronie Kwisy. W niektórych miejscach woda osiągała głębokość ponad 13 metrów. Utonęło wielu ludzi i zwierząt.
Z kolei Johann Bergemann tak opisał to, co działo się nad Bobrem. Rano panowała gęsta mgła i ciemność, później na chwilę pojawiło się słońce, by zaraz ustąpić miejsca czarnym burzowym chmurom. Około godziny 13 rozpoczęły się gwałtowne wyładowania i ulewa. Woda zrywała mosty i niszczyła młyny. Burza trwała aż do wieczora, a towarzyszące jej oberwanie chmury wywołało powódź nazwaną później Wielkim Śląskim Potopem.
Zniszczenia były ogromne. W Mirsku domy na ulicy Górnej i na przedmieściach zostały zniesione, uszkodzonych zostało wiele budynków, a wszystkie mosty i kładki zostały zerwane. Kataklizm nie ograniczył się tylko do jednego miejsca – dotknął także okolice Bolesławca, Złotoryi, Legnicy, Jawora, Świdnicy, a nawet odległego Kłodzka.