fot. z: "Katastrofy i Wypadki Kolejowe pod Karkonoszami"
To jedna z tych opowieści, które brzmią jak scenariusz filmu, a wydarzyły się naprawdę. W Dolinie Bobru, pod koniec 1908 roku, rozegrał się dramat, którego finał rozstrzygnął się dopiero na sali sądowej. Mimo upływa lat dziś takie historie również się zdarzają.
Gdy większość torów budowanej trasy kolejowej Jelenia Góra – Lwówek Śląski była już gotowa, kilku chorwackich robotników pracujących przy budowie tamy w Pilchowicach podróżowało pociągiem roboczym w kierunku Lwówka Śląskiego.
Byli to Kroic, Rabic i Maraz. Czwarty z nich, Malkowic, wcześniej odłożył ponad 60 marek i planował wyjazd do Saksonii w poszukiwaniu pracy. Trzej pozostali mieli rzekomo ten sam cel i dołączyli do niego.
Jak opisują Szymon Wrzesiński i Justyna Kość w książce "Katastrofy i wypadki kolejowe pod Karkonoszami", na krótko przed Lwówkiem Śląskim, gdy pociąg niemal się zatrzymał, Malkowic został wypchnięty z wagonu i zapędzony do gęstego lasu. Tam jego towarzysze pobili go i okradli, zostawiając jedynie w bieliźnie. Po chwili wahania postanowili go zabić. Rabic próbował poderżnąć mu gardło, jednak rana nie była głęboka. W tym momencie Malkowic zebrał resztki sił, odepchnął napastnika i uciekł w ciemny las.
Zakrwawiony i półnagi dotarł do pobliskiego domu, skąd trafił do szpitala w Lwówku Śląskim, gdzie spędził cztery tygodnie. Wcześniej zdołał jednak złożyć zeznania policji i wskazać sprawców. Jeszcze tego samego wieczora zostali oni aresztowani na stacji kolejowej w Lwówku Śląskim.
Ława przysięgłych uznała ich za winnych usiłowania zabójstwa i rabunku. Kroic został skazany na siedem lat więzienia, Rabic – na osiem lat za próbę morderstwa, a Maraz, uznany za inicjatora napadu, na dziewięć lat więzienia. Wyroki zapadły na początku 1909 roku.