Środa, 20 stycznia
Imieniny: Fabiana, Sebastiana
Czytających: 8704
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Zimowa szczelność autobusu

Poniedziałek, 28 lutego 2011, 8:58
Aktualizacja: 8:58
Autor: CW
JELENIA GÓRA: Zimowa szczelność autobusu
Fot. TEJO
Mroźne jeleniogórskie przedpołudnie przeklinałem w duchu na przystanku autobusowym. Zima, wbrew pospólnym życzeniom i oczekiwaniom, postanowiła przypomnieć o sobie, sypnęło śniegiem, wiatrem omiotło, ręce zziębły, na kość zmarzły i wylądowały w kieszeniach. Podjechał wreszcie autobus. Wbiegłem, wskoczyłem niemalże, ciepła łaknąc dla rąk zziębniętych.

W autobusie jakże inaczej. Jakże odwrotnie, jak powiedziałby klasyk. Na przystanku – pierwotne milczenie, posępność walki z mrozem. Każda cząstka cielesności, ba, duchowości także, w elektrociepłowniczym trudzie. W autobusie – rozpasanie, wyuzdanie i rozbisurmanienie. Przystankowy tłum zmieniony w zbiór jednostek. Rozmowy zewsząd i o wszystkim.

„...wszystko zniosę, ale ateistka w domu?! Stanowcze nie. Nie i koniec. Nie i kropka. Mieszka u mnie, ma chodzić do kościoła, w Boga wierzyć ma, czcić go i bać się. Tego mi jeszcze trzeba, ateistka w domu!
To się zaczęło, kiedy ten się pojawił, poeta, szlag by go trafił. Chude to to, długie i poeta do tego, no przecież wiadomo, że pijak. I do kościoła nie chodzi. W Boga nie wierzy.

Ja jestem już po pięćdziesiątce, wie pan, żołnierzem byłem zawodowym, do rezerwy odszedłem, na emeryturę. Jaką tam emeryturę, pożal się Panie Boże, człowiek za Boga, Honor i Ojczyznę siódme poty, krwią okraszone wylewał, młodość na poligonach, młodość w moro stracił, a teraz, na stare lata, dorabiać jako taksówkarz... Noce nieprzespane, za kółkiem, na kółkach czterech. To po to ja przez całą komunę do partii nie wstąpiłem, w stanie wojennym po kryjomu w nabożeństwach uczestniczyłem?! Człowiek w ciągłym strachu, że trzeba mu będzie do ludzi strzelać. Po to znój i trud, żeby teraz nie móc zasłużonego wywczasu zażywać?! Żeby zasłużone, utrudzone ciało i duch na pokusy wystawiony ciągłe, a przecież zwycięski, nie mogły doczesnego szczęścia odrobiny zaznać?!”

Kolejny przystanek, mrowie ludzi wsiada, wysiada zdecydowanie mniej. Staram się przewidzieć, jakie trzeba będzie wykonać ruchy, w jakie konstelacje ze współpasażerami wejść, żeby nie stracić wątku, komu miejsca ustąpić, w jaki kabłąk się wygiąć, żeby ucha, brzydkim podobno obyczajem, z podsłuchu, nasłuchu, ze spijania nie zwalniać. Całe szczęście, że miejsce w autobusie zabierałem jedynie ciałem swoim, ubranym rzecz jasna i obutym, że nie musiałem się martwić o torby, siatki, reklamówki, czy jakiekolwiek jeszcze niezbędniki pasażerów jeleniogórskich autobusów. Udało się zająć miejsce stojące, najbliższe, najlepsze do chłonięcia i spijania wcześniej chłoniętych i spijanych przeze mnie konfesji.

„...dziecko ma, wie pan, to zamiast z dzieckiem siedzieć, robić, co tam żona jej powie, że jest dla dziecka najlepsze, to albo z tym poetą się szlaja, u niego chyba w norze przesiaduje, albo ciągnie gdzieś tego dzieciaka, nie wiadomo gdzie i po co.
A ten poeta to też, wiadomo skąd on i za ile. Mnie tak zastanowiło, że on do kościoła nie chodzi, w Boga nie wierzy. A potem zobaczyłem jego twarz i wszystko jasnym przeraźliwie się stało! No Żyd, najczystszy Żyd, arcyŻyd bym powiedział. Nos i uszy, mówię panu, Żyda ja zawsze poznam. Kupiłem taką książkę nawet, o spisku żydomasońskim w Polsce. Ja się historią interesuję i wiem nie od dziś, nie od wczoraj, co to i kto to tę Polskę rozkrada.. Nawet tutaj, w Jeleniej Górze. A co pan myśli, nasze miasto nie jest wolne od tych wszechświatowych zagrożeń odwiecznych, knowań diabelskich, spisków szatańskich. Niech się pan tak dobrze przyjrzy, uważnie, bacznie niech się pan przygląda, zaraz pan będzie wiedział, co zacz i kto zacz. Kto z kim, kto komu rękę, kto nogę, kto pod kim dołki kopie. A pod kim, pan myśli, kto, koniec końców, po sierści dostanie? Oczywiście, pan, ja, my wszyscy. Nawet gazety lokalne wystarczy poczytać i już pan widzi, że niejeden taki poeta właśnie zatrudniony pismaczy podle, sługus i pachołek, widać, jaka myśl i linia jaka, czyje wskazania kierują tym ich pisaniem...”

Wysiadłem na Kochanowskiego. Z rospasania, rozhoworu znów w mróz lutowej Jeleniej Góry, w luty mróz Jeleniej Góry, w samotność wobec mrozu, w elektrociepłowniczy trud ciała i ducha. Refleksji poddałem się już przy kawie. Chwaliłem przemyślność minionych ekip, konstelacji i układów lokalnych, które doprowadziły do zakupu niskopodłogowych autobusów, ze szczelnymi oknami, które w dni arktyczności pełne są nie tylko autobusami.

W dni takie jak ten, szczelność, bezpieczeństwo, ciepło autobusowych wnętrz sprawiają, że pasażerowie stają się uczestnikami komunikacji miejskiej. Komunikują, są komunikowani, komunikacja ta jest komunią w sensie ścisłym, ciepło autobusowego wnętrza spotęgowane ciepłem wypełniających autobus do ostatka ciał łączy, ale nie roztapia, zimowa komunia w autobusie nie pozbawia uczestników niepowtarzalności, ona ją wręcz podkreśla. Duch, uwolniony z konieczności wytwarzania ciepła, eksploduje, przelewa się na innego ducha, wchodzi z nim w korelacje i komunie. Objawia się, charakteryzuje i opowiada siebie. Zimowa szczelność autobusu implikuje bezkres komunii. Gorzej w lecie.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (36) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group