Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 2940
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Ratował w Cieplicach polskie dobra kultury

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 6 sierpnia 2018, 6:27
Aktualizacja: Wtorek, 7 sierpnia 2018, 11:19
Autor: Stanisław Firszt
Kazimierz Pawelski, fotografia z 1942 roku
Fot. Archiwum S. Firszta
Bardzo dużo napisano o losach polskich dóbr kultury w czasie ostatniej wojny i tuż po jej zakończeniu. Większość osób nie zdaje sobie jednak sprawy, że skarby te w latach 1939–1946, były kilka razy narażane na zniszczenie lub grabież.

Najczęściej pisze się o grabieżach, barbarzyństwie i wandalizmie Niemców, a jednocześnie pomija się takie samo, a może i nawet gorsze zachowanie Sowietów. Polska w tym czasie tylko raz była okupowana przez III Rzeszę i aż dwa razy przez Związek Radziecki. Pierwszy raz dotyczyło to połowy terytorium, bo tyle zajęli Sowieci na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. I na tej podstawie okupacja trwała od września 1939 roku do czerwca 1941 roku i drugi raz stopniowo od 1943 po 1945 rok, kiedy został zajęty cały obszar II Rzeczypospolitej, a okupacja trwała aż do lat 90. XX wieku.

Losy polskich zabytków i dzieł sztuki na ziemiach II Rzeczpospolitej okupowanych przez Niemców i Sowietów były godne pożałowania. Każdy z okupantów dysponował nimi, wg własnego uznania. Najcenniejsze obiekty trafiały w ręce niemieckich i sowieckich „muzealników”, „kolekcjonerów” (tylko w przypadku Niemców) i „politycznych dygnitarzy”. W 1939 roku obaj grabieżcy podzielili się nimi równo - to co na zachodzie Polski stało się niemieckie, a to co na wschodzie sowieckie. W 1941 roku, kiedy Niemcy uderzyły na swojego przyjaciela, Sowieci „ewakuowali” wiele dóbr kultury i dzieł sztuki na wschód (i tam już w większości pozostały do dzisiaj). Kiedy Sowieci od 1943 roku parli na swego dawnego sojusznika, Niemcy „ewakuowali” wiele polskich dóbr kultury i dzieł sztuki na zachód (część z nich do dzisiaj tam pozostaje). Pamiętać trzeba, że tysiące cennych przedmiotów zostało w czasie tych walk bezpowrotnie zniszczone.

Kiedy w 1944 roku Sowieci rozpoczęli „wyzwalanie” ziem polskich w granicach ustalonych linią Curzona (tak naprawdę „wyzwalanie” ziem polskich zaczęło się w 1943 roku, chodziło o tereny wschodnie I i II Rzeczypospolitej), Niemcy rozpoczęli „ewakuację” tego co udało im się ukraść na polskich terenach okupowanych. Z kolei Sowieci starali się „zabezpieczyć” wszystko to czego Niemcy nie zdołali wywieść i to co ukryli. Polacy, prawowici właściciele tych dóbr mogli na to tylko bezradnie patrzeć i liczyć na dobry humor i gest dobrej woli ze strony nowego sojusznika, który bez skrupułów przejmował ich majątek.

Cofający się przed Armią Czerwoną Niemcy zabierali ze sobą wszystko co było najcenniejsze, w tym dzieła sztuki i inne dobra kultury materialnej. Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni kazał pakować w skrzynie skarby polskiej kultury i wysyłał je dalej na zachód. Część z nich trafiła na Dolny Śląsk, gdzie akcją zabezpieczania i ukrywania przed działaniami wojennymi dóbr kultury kierował Günther Grundmann. On to uważał, że najbezpieczniejsze one będą w górskich rejonach. Dlatego urządził tam łącznie ponad 80 różnego rodzaju składnic.

Część obiektów zabytkowych trafiła do Warmbrunn (Cieplice), z którymi Grundmann był związany. Tutaj miał rodzinę i tutaj uczył już pewien czas w Szkole Snycerstwa. Dużo skrzyń z polskimi skarbami zdeponowano w Pałacu Schaffgotschów. Tak się złożyło, że w tym czasie w kurorcie przebywało wielu Polaków na przymusowych robotach. Należała do nich rodzina Pawelskich. Kazimierz Pawelski pracował od 1942 roku w ogrodnictwie, ale w II poł. 1944 roku przeniesiono go do pałacu, gdzie palił w piecach. Jego żona Maria cały czas pracowała w ogrodnictwie. Za zgodą władz niemieckich i przy wsparciu hrabiego Schaffgotscha sprowadzili oni do Warmbrunn z Lututowa (wówczas w Warthelandzie) swoją 9-letnią córkę Zofię, która stała się ulubienicą córek hrabiego - Marii i Zofii.

Mimo woli członkowie rodziny Pawelskich stali się świadkami, jak do pałacu przywożono skrzynie z polskimi skarbami i nie tylko, bo także z wielu miejsc, śląskich (pałaców, muzeów, kościołów itp.). Pawelski widział jak skrzynie z surowych desek z czarnymi, dużymi napisami Museum „Krakau”, „Warschau” deponowano głównie w Błękitnej Sali pałacu. Maria Pawelska, wraz z córką chodząc do piwnic pałacowych po jabłka widziały na korytarzu parteru co chwilę inne przedmioty, np. porcelanę, obrazy itp., które po spakowaniu umieszczano w różnych pomieszczeniach pałacowych a później wywożono. W tym czasie nie wolno było tamtędy chodzić. Pod koniec 1944 roku pałac przepełniony był skrzyniami z dziełami sztuki, obrazami i rzeźbami, wśród nich z dawnych polskich zbiorów. Kwaterowały w nim oddziały Volkssturmu.

Kiedy ze wschodu zbliżał się front, 17 lutego 1945 roku z Warmbrunn, konnymi bryczkami i wozami wyjechali Schaffgotschowie. Do pałacu napływali tymczasem uciekinierzy, m.in. z Breslau, znajomi Schaffgotschów, którzy chwilowo zatrzymali się w pałacu, ale do początku maja 1945 roku i oni udali się dalej na zachód.

Z samego rana, 8 maja 1945 roku, ok. godz. 5.00 do Warmbrunn wkroczyli Sowieci. Następnego dnia zajęli pałac Schaffgotschów wraz z jego skarbami. Na ulicach rozpoczęły się łapanki podejrzanych osób i aresztowania, a w pałacu penetrowanie wnętrz, rozbijanie skrzyń i poszukiwania cennych przedmiotów. Pałac stał się siedzibą komendanta wojennego, Rudniewa. Jego to, w imieniu Polaków, robotników przymusowych, witał Kazimierz Pawelski i on to zwrócił się do niego z prośbą o wydanie polskich skarbów narodowych, które znajdowały się w pałacu. Pokazał mu, że skrzynie są opisane i wiadomo skąd pochodzą. Komendant niechętnie wydawał „wojenne zdobycze”, ale w pałacu było tego tak dużo, że zgodził się na oddanie części obiektów polskich. Kazimierz Pawelski miał na ich przejęcie i wyniesienie bardzo mało czasu, a nikt z naszych rodaków, którzy wówczas mocno świętowali dni wyzwolenia nie kwapił się z pomocą. Dlatego całkiem dobrowolnie skrzynie z polskimi skarbami do Biblioteki Majorackiej (dzisiaj Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze) i do budynku naprzeciwko kościoła ewangelickiego, pomogli mu przenieść.... Niemcy. Zdeponowane tam skrzynie, K. Pawelski trzymał pod zamknięciem, a klucze miał przy sobie. Prace te trwały do połowy maja 1945 roku.

Kiedy 17 maja 1945 roku do Kotliny Jeleniogórskiej wkroczyły polskie oddziały wojskowe, a wraz z nimi polskie władze, to właśnie Kazimierz Pawelski witał w Cieplicach, polskiego starostę Wojciecha Tabakę. Na jego cześć urządzono wielkie przyjęcie w pałacyku Ziethena, późniejszym DW „Stoczniowiec”.

Wojciech Tabaka mianował burmistrzem najpierw Kazimierza Tomaszewskiego, a następnie Jana Steingerta. Wiceburmistrzem został Kazimierz Pawelski, który zaraz zgłosił staroście o zabezpieczonych polskich skarbach, a ten z kolei zawiadomił o tym odpowiednie władze polskie. Już wówczas, od 29 kwietnia 1945 roku, przy Urzędzie Pełnomocnika Rządu RP na Okręg Administracyjny Dolnego Śląska działał Wydział Kultury i Sztuki, którego zadaniem było zabezpieczenie dzieł sztuki i muzealiów, ale sprawa ta miała ważniejszą rangę, toteż o wszystkim powiadomiono Naczelną Dyrekcję Muzeów i Ochrony Zabytków w Warszawie kierowaną przez prof. Stanisława Lorentza. Ten zareagował natychmiast i do Cieplic wysłał swojego pracownika Witolda Kieszkowskiego. Sprawa zrobiła się głośna, bowiem to, co zabezpieczył Kazimierz Pawelski było autentycznym skarbem, to były sztandarowe obiekty polskiej kultury. Od sierpnia 1945 przyjeżdżały do Cieplic liczne komisje i spisywały zawartość 19 skrzyń. Były w nich, m.in.: zbiory numizmatyczne Muzeum Narodowego w Warszawie, teki grafik ze zbiorów króla Stanisława Augusta, rzeźby, wyroby ze złota i srebra, m.in. gotyckie krzyże z wawelskiego skarbca, miniatury, obrazy, starodruki (m.in.”Kodeks Emmeramski” z XI wieku, „Pontyfikał Erazma Ciołka”, „Mszał Tomickiego”, modlitewniki z XV w.) z Biblioteki Czartoryskich. Wśród tych skarbów były także perskie dywany, obrazy z warszawskich i krakowskich muzeów, w tym „Wierzbięta”, pejzaże Constablet’ów, płótna Jordaenesa i Ribeira, „Judyta” Cranacha i wiele innych. Był tam też XVII. wieczny dywan polski ze zbiorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, który tak zachwycił polskich muzealników, bo traktowali go jak zagubione dziecko, które szczęśliwie się odnalazło.

Jednak jak pisano w ówczesnej prasie i także później: „Przed zniszczeniem uchroniły je (te obiekty-przyp.autora) troskliwe ręce polskich robotników”. Nie wspomniano nigdy o Kazimierzu Pawelskim, który to przecież tylko sam uratował te dzieła sztuki narodowej, a nawet kiedy wspomniano później o nim mylono fakty, przekręcano jego imię, a zasługę uratowania polskich skarbów przypisywano komu innemu, cyt.: „(…) kierownictwo akcji rewindykacyjnej na Śląsku objął dr Witold Kieszkowski – zastępca Naczelnego Dyrektora Muzeów i Ochrony Zabytków, który przy pomocy S.Pawelskiego (Warszawiaka przywiezionego do Cieplic w 1940 roku) wydobył z pałacu Schaffgotschów w Cieplicach 19 skrzyń z cennymi zbiorami wywiezionymi z Polski”.

W ten sposób, to co zrobił ten robotnik przymusowy dla naszej kultury narodowej zostało rozmyte i z czasem zapomniane. Warto więc krótko przypomnieć kim był ten patriota, uczulony w czasie trudnych wojennych dni na ratowanie polskiego dziedzictwa narodowego.

Kazimierz Pawelski urodził się 5 grudnia 1901 roku w Potyczy pow. Grójec. Mieszkał w Konstancinie, a później w Warszawie, gdzie uczęszczał do szkół. W 1920 roku wziął udział w walkach z bolszewikami, m.in.: uczestniczył w bitwie pod Poczajowem. Później pracował w rodzinnej firmie specjalizującej się w wytwarzaniu wyrobów z bakielitu. Ożenił się z Marią Leszczyńską w Lututowie k. Wielunia. Mieszkali w Warszawie, ale w połowie 1939 roku, za namową matki żony Róży Leszczyńskiej, Maria z córką Zofią wyjechały do Lututowa. Tam zastał ich wybuch wojny. Po zakończeniu działań wojennych rodzinę rozdzieliła granica. Ojciec pozostał w Warszawie w Generalnej Guberni, a jego żona z córką mieszkały w Warthelandzie. Kazimierz Pawelski, bez dokumentów, przeszedł przez zieloną granicę i przyjechał do Lututowa. Przez donos został wykryty, wraz z żoną aresztowany i wywieziony w marcu 1942 roku do pracy przymusowej. Trafili do Warmbrunn do hrabiego Schaffgotscha. Córka pozostała u babci, a w związku z tym, że nie miała rodziców groziło jej wywiezienie do specjalnego ośrodka dla opuszczonych dzieci w Łodzi.

Udało się ją jednak 11-12 maja 1942 roku sprowadzić do Warmbrunn, gdzie pozostawała pod opieką rodziców pracujących w ogrodnictwie do końca wojny.

Kazimierz Pawelski jak napisano wyżej przyczynił się w maju 1945 roku do uratowania polskich dzieł sztuki i obiektów zabytkowych, prawdziwych skarbów polskiego dziedzictwa narodowego.

Po wojnie K. Pawelski krótko pełnił funkcję wiceburmistrza Cieplic, ale szybko zrezygnował ponieważ bycie u władzy było wówczas niebezpieczne i kończyło się często więzieniem. Mówiono w tym czasie, że jeśli chcesz trafić za kraty, zostań burmistrzem Cieplic Śląskich Zdroju. Dlatego został kierownikiem Biura Aprowizacyjnego. Później był członkiem Zarządu Miasta Cieplice, a następnie kierownikiem i magazynierem Wytwórni Części Zamiennych w Podgórzynie. W 1967 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł w Cieplicach, a właściwie już w Jeleniej Górze, 20 października 1984 roku i został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Dzisiaj niewiele osób pamięta o tym zasłużonym człowieku, który tak pięknie zapisał się Narodowi Polskiemu ratując jego najcenniejsze skarby. Gdyby nie on i jego działania w 1945 roku, Polska utraciłaby zapewne część swojego dziedzictwa na zawsze.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group