Środa, 2 grudnia
Imieniny: Piotra, Pauliny
Czytających: 7611
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Potopy: zalewało i będzie zalewać

Wiadomości: Kotlina Jeleniogórska
Niedziela, 13 sierpnia 2006, 0:00
Aktualizacja: Poniedziałek, 14 sierpnia 2006, 11:20
Autor: TEJO
Fot. Archiwum, K. Piotrowski
Rwące potoki zmiatające wezbranym nurtem wszystko, co napotkały na swojej drodze. Potężne głazy niesione wezbranymi rzekami, siejące spustoszenie w podgórskich miejscowościach. Strach przed wielką wodą. Powodzie… To zjawisko naturalne i wciąż nieprzewidywalne i nieokiełznane, mimo zdobyczy i postępu w technice hydrologicznej. Zarówno wczoraj, jak i dzisiaj. Wiążą się z nimi wizyty rządzących i apokaliptyczne przepowiednie.

Należy się domyślać, że potopy, podtopienia i inne klęski związane z wielką wodą towarzyszyły mieszkańcom regionu od kiedy się tu osiedlili. Żródła historyczne dokumentują – jako największą – powódź, która region jeleniogórski sparaliżowała pod koniec lipca roku 1897. Katastrofę określono wówczas mianem powodzi tysiąclecia.

<b> Straszna noc
pod koniec lipca </b>
Nie było systemów wczesnego ostrzegania o nadchodzących opadach, choć istniało obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce. Nikt nie przypuszczał, że ulewa, która zaczęła się 29 lipca tamtego roku, przyniesie aż tak fatalne skutki dla miejscowości w pobliżu Jeleniej Góry.

Dokładny opis kataklizmu przytoczył na łamach miesięcznika „Karkonosze” Krzysztof Sawicki. Oparł się na wydarzeniach, które w nocy z 29 na 30 lipca roku 1897 nawiedziły mieszkańców Kowar.
Według relacji deszcz lał się z nieba strumieniami, jakby doszło do całkowitego oberwania chmury. Skromny potok Jedlica, który przepływa przez Kowary (Schmiedeberg) z godziny na godzinę zamienił się w niosącą spustoszenie porywistą rzekę.

Według relacji nikt z mieszkańców nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Rwąca woda uderzyła z impetem w domy, w których spali nieświadomi niczego ludzie.
Zmyła warsztaty rzemieślnicze, ówczesną fabrykę porcelany i stajnię z końmi. Impetu żywiołowi dodały głazy niesione przez nurt wezbranej Jedlicy oraz pnie drzew. Były ofiary i ogrom zniszczeń.

Ta sama ulewa spowodowała wystąpienie z brzegów Kamiennej i Wrzosówki. Zalane zostały Piechowice (Petersdorf), Sobieszów (Hermsdorf), ucierpiały Cieplice (Warmbrunn) i wiele innych miejscowości znajdujących się w dorzeczu Bobru, w tym Wleń (Lahn).

<b> Ratowali, co się dało </b>
W regionie szybko zaczęto usuwać skutki niszczycielskiego żywiołu. Do akcji włączyli się strażacy i żołnierze stacjonującej w Hirschbergu jednostki Strzelców Jeleniogórskich.
W Kowarach, aby ułatwić prace przy wywożeniu skalnych rumowisk, uruchomiono kolejkę wąskotorową. Było co naprawiać. Zerwane zostały mosty, publiczne i prywatne. Żywioł pochłonął ponad trzy kilometry dróg, co przy ówczesnej sieci komunikacyjnej oznaczało niemal paraliż dla miasteczka.

Podobnie było w Piechowicach i Sobieszowie.
Przyzwyczajeni niemal do idyllicznego krajobazu podgórskich miejscowości mieszkańcy nie mogli uwierzyć, co w jedną noc poczyniła wielka woda: zniszczone domy, tony konarów naniesionych przez nurt, rozwalone mosty. Sparaliżowana komunikacja.

<b> Wielcy na zalewiskach
i budowa umocnień </b>
Na dotknięte klęską tereny przybywali wielcy włodarze.
Po klęsce w Kowarach miasto odwiedza Augustyna Wiktoria, cesarzowa Niemiec. Przywozi nie tylko słowne wsparcie, ale i sporo marek na zabezpieczenie miasta przed kolejnym potopem. Jej wizytę upamiętniono na niestniejącej już dziś okolicznościowej tablicy wmurowanej w jedną z kamienic blisko ratusza.

Powódź z końca lipca roku 1897 stała się bodźcem dla niemieckich inżynierów i techników, aby zapobiec rozmiarom klęski w przyszłości. Powstaje ambitny plan wzniesienia konstrukcji hydrotechnicznych: zapór, śluz, zbiorników retencyjnych, które miały pomóc ujarzmić człowiekowi siłę żywiołu powodziowych wód.
Jak już wspominaliśmy, największym przedsięwzięciem była budowa tamy i zbiornika w Pilchowicach. Głównym projektantem zapory był profesor Otto Intze z Aachen (Akwizgranu).
Niemcy zbudowali ją z kamieni łączonych betonem. Na tyle skutecznie, że oparła się kilkudziesięciu wodnym żywiołom, które na przez lata jej zagrażały. Całość powstała szybko, jak na tamte czasy, bo w przeciągu ośmiu lat (1906 – 1912). Na otwarcie tamy przyjechał cesarz Wilhelm. Odsłonięto okolicznościową tablicę ku pamięci ofiar powodzi z roku 1897. Zniknęła po 1945 roku.

Nie tylko ta konstrukcja powstała w tamtych latach. We wspomnianych Kowarach pomni nauczki powodzi włodarze miasta regulują Jedlicę, między innymi dzięki pieniądzom przekazanym cesarzową Augustynę. Dzięki kamiennym konstrukcjom kolejna powódź, w roku 1899, nie jest już dla miasta w takim stopniu odczuwalna.

W Sobieszowie i Cieplicach powstają wały przeciwpowodziowe na Wrzosówce oraz śluza pod którą zostaje puszczony nurt rzeki. Tereny zalewowe w ten sposób są w pewnym sensie okiełznane. Na terenach zalewowych tworzą się miłe dla oka zakątki z kilkoma stawami.
Jednak przy większych opadach deszczu zamieniają się niemal w morze deszczówki. Czy skutecznie chronią ulice miejscowości przed zalaniem? Na pewno nie są w stanie oprzeć się wielkiej masie wody. Sam fakt, że praktycznie nieremontowane od dziesięcioleci, ani nie wzmocnione, odpierają napór kolejnych powodzi świadczy na korzyść pomysłodawców i wykonawców przedsięwzięcia.

<b> Powodzie lubią lipiec i sierpień
czyli powtórka z historii </b>
Kolejne żywioły upodobały sobie lipiec. Gwałtowne opady deszczu, które powodują zalanie części miejscowości następują, między innymi w nocy z 2 na 3 lipca roku 1926.
Były tak silne, że nurt Heide Wasser (Wrzosowej Wody, jak Wrzosówkę nazywali Niemcy), w ciągu kilku godzin zniszczył centrum Sobieszowa i zerwał mosty. Na archiwalnym zdjęciu widać rwącą Wrzosówkę. Zaznaczono też poziom, który osiągnęła w szczycie żywiołu.

Niewiele pod względem zagrożenia kataklizmem zmieniło się w latach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Natury nie ujarzmiła też transformacja ustrojowa z roku 1998.

Deszczowe lato z roku 1977 pamięta zapewne wielu mieszkańców miasta i okolic. Wystarczyło kilka dni intensywnych opadów i – znów to samo. Kamienna zalewa poszerzoną właśnie do czterech pasm ulicę Wolności oraz okoliczne zabudowania.
Centymetry dzielą masy wody od zerwania i przelania tamy przy jeziorze Pilchowickim. Potop podmywa Sobieszów i Cieplice. Wówczas, podobnie jak w roku 1897, do walki z żywiołem wysyłani są żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, którzy dzielnie podtrzymują tradycję Strzelców Jeleniogórskich.
Powódź nawiedza też miasto w roku 1980 i 1981, choć jej skutki nie są już tak niszczycielskie.

Natura, jakby sama chciała powtórki z historii, na największy żywioł naraża Jelenią Górę i okolicę niemal dokładnie w stulecie „powodzi tysiąclecia” z lipca 1897 roku.
Od początku lipca 1997 roku deszcz pada bardzo intensywnie. Uniemożliwia aktorom Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych przedstawienie spektakli w rynku. Odbywają się one w podcieniach kamieniczek, w bardzo okrojonej wersji.
Kulminacja żywiołu następuje w pierwszej dekadzie miesiąca. Miasto tonie. Wylewają Bóbr i Kamienna. Klęska na osiedlu Łomnickim.
Żywiołowi dają radę umocnienia Jedlicy w Kowarach, bo miasto – w którym opis kataklizmu sprzed wieku przytoczyliśmy – nie odczuwa tak bardzo skutków tej powodzi.

Wody wezbranych rzek zalewają Jelenią Górę także w lipcu roku 2001 oraz na przełomie lipca i sierpnia roku 2002.
Kolejną powtórkę z historii mieliśmy ostatnio. Zapewne zdarzy się jeszcze nie raz, mimo rzekomo doskonałych systemów ostrzegawczych (meteoradar zbudowany po powodzi w 1997 roku w okolicach Marciszowa i satelitarna nawigacja meteorologiczna).

Powtórką z dawnych czasów są także wizyty przedstawicieli władz na zalanych terenach. Wprawdzie w 1997 roku nie dotarł do Jeleniej Góry ówczesny premier Włodzimierz Cimoszewicz, ale jego nieobecność w 2002 roku nadrobił następca na stanowisku szefa rządu Leszek Miller. Nawiedził wówczas rozwalone przez powódź ujęcie wody pitnej w Górzyńcu, zaopatrujące Piechowice.
Podczas tegorocznej powodzi, czego chyba przypominać nie trzeba, pojawiła się także władza w postaci wicepremiera Ludwika Dorna.

Mimo tych nawiedzeń bardzo ważnych osób, jak historia pokazuje, pewne jest, że kolejna powódź znów zaleje region.

<b> Słowa (nie)prorocze </b>
Z powodziami związany związany jest także apokaliptyczny wątek przepowiedni Filipa Fediuka, jasnowidza z Ziemi Kłodzkiej. Jej mieszkańcy do dziś wspominają prorocze zdanie: Kiedy spotkają się trzy siódemki kataklizm nadejdzie - wówczas i wilk się wody w Kłodzku napije.
Ludzie dopiero w trakcie powodzi tysiąclecia z 07. 07. 1997, która zalała nie tylko Kłodzko, zrozumieli, co Fediuk miał na myśli. Jak podaje Ewa Wiśniewska w trakcie potopu poziom wody sięgnął dokładnie płaskorzeźby przedstawiającej wilka na jednej z kłodzkich kamienic przy restauracji „Wilcza Jama”.

Jasnowidz kolejny potop przewidział na dzień, kiedy „trzy dziewiątki staną obok siebie”. – Wówczas i lew kłodzki pysk w wodzie umoczy – pisał Fediuk. Kolejna taka data to 09. 09. 2009.
Jeśli ta przepowiednia miałaby się spełnić, woda zalałaby całą Kotlinę Kłodzką oraz – logicznie rzecz biorąc – również Jeleniogórską. Rzeźba lwa znajduje się, bowiem, 30 metrów wyżej niż emblemat wilka.

Teoretycznej możliwości całkowitego zalania tych rejonów nie wykluczają naukowcy.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (10) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group