Środa, 22 września
Imieniny: Maurycego, Tomasza
Czytających: 3267
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Paweł Łagoda: Pomoc innym ma we krwi

Niedziela, 31 stycznia 2016, 8:37
Aktualizacja: Poniedziałek, 1 lutego 2016, 18:14
Autor: Angelika Grzywacz – Dudek
Jelenia Góra: Paweł Łagoda: Pomoc innym ma we krwi
Fot. Prywatne archiwum Pawła Łagody
Uratował życie i dobytek wielu ludziom, a mimo to nie czuje się bohaterem. – To jest moja praca, od zawsze chciałem być strażakiem właśnie po to, by pomagać innym – mówi Paweł Łagoda, strażak Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze, kolejny „Zwykły – niezwykły Jelonki.com”. W 2014 roku odebrał „Medal za Ofiarność i Odwagę”.

Paweł Łagoda ma 33 lata. Służbę w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze pełni do 10 lat. Jako ratownik i kierowca uczestniczył w setkach akcji ratowniczo-gaśniczych.

– Jest zawsze skoncentrowany na wykonywanych zadaniach, profesjonalny i wkładający całe serce w swoją pracę – mówi o nim st. kpt. Andrzej Ciosk, kolega naszego bohatera. – Zawsze można na nim polegać. Niczego nie trzeba mu dwa razy powtarzać. Jest uczynny, koleżeński i stara się pomóc wszystkim – dodaje A. Ciosk.

Poza służbą w PSP jest strażakiem w Ochotniczej Straży Pożarnej w Świerzawie, gdzie mieszka wraz z rodziną: żoną Eweliną, 4-letnim synkiem Wojtkiem oraz 8-letnią córeczką Julią. To w miejscowej OSP stawiał swoje pierwsze kroki strażaka… jako 10 –latek.

- Od zawsze wiedziałem, że będę strażakiem – mówi. – W tzw. międzyczasie uczyłem się i pracowałem w różnych zawodach. Byłem mechanikiem, budowlańcem, ale cały czas powtarzałem swoim pracodawcom, że to przejściowe zajęcie, bo ja będę strażakiem. Nie traktowali tego poważnie, a ja się zawziąłem i dopiąłem swego. Dla mnie to coś więcej niż praca, tu w stu procentach się realizuję. To jest we mnie. Kiedy jadę na akcję liczy się tylko cel: ugasić, uratować jak najwięcej, pomóc ludziom. Tak działają moje emocje, może dlatego nie mam problemu by wejść w ogień, by zrobić coś, czego w normalnych warunkach nigdy bym nie zrobił. Ale ja nie jestem wyjątkowy, wszyscy moi koledzy strażacy tak mają – dodaje skromnie.

W maju 2014 roku podczas działań ratowniczych związanych z podtopieniami w Biegoszowie Paweł Łagoda narażając własne życie i zdrowie ratował życie i mienie mieszkańców tej miejscowości. Za to został odznaczony przez Prezydenta RP „Medalem za Ofiarność i Odwagę”.

- To nie mi należał się ten medal, tylko wszystkim strażakom, którzy wtedy tam działali – mówi. – Ja byłem dowódcą. Podjąłem decyzję o ratowaniu człowieka stojącego w wielkiej wodzie pomiędzy dwoma budynkami, ale działali wszyscy strażacy. Mówiłem, że albo odznaczą wszystkich, albo ja tego medalu nie chcę, ale się uparli, że muszą odznaczyć jedną osobę. I odznaczyli, ale to medal jest dla całego zespołu OSP Świerzawa – mówi strażak.

Rok później Paweł Łagoda pomagał w ratowaniu dwóch topiących się mężczyzn. - Byliśmy z rodziną nad morzem, w pewnym momencie przy niestrzeżonej plaży jeden z mężczyzn zaczął się topić, na pomoc ruszył mu drugi i już chwilę później sam potrzebował pomocy – relacjonuje strażak. – Wezwałem ratowników i pomagałem w udzieleniu poszkodowanym pierwszej pomocy do czasu, kiedy przyjechało pogotowie – mówi.

Natomiast w styczniu tego roku uratował życie mężczyźnie, który zasłabł i upadł na jezdnię na przejściu dla pieszych w Świerzawie. – Wracaliśmy z rodziną z kościoła – opowiada. – W pewnym momencie dzieci zaczęły krzyczeć „tatusiu, jakiś pan leży na drodze. Biegnij go ratować”. I pobiegłem. Początkowo nie mogłem zatrzymać żadnego kierowcy. W końcu zatrzymała się jakaś kobieta, która wezwała karetkę pogotowia, a ja w tym czasie zająłem się pomocą medyczną, bo mężczyzna nie oddychał, nie dawał żadnych oznak życia. Kiedy na miejsce dojechali strażacy z OSP Świerzawa i przywieźli specjalistyczny sprzęt, przywróciliśmy mężczyźnie czynności życiowe – dodaje.

Ale praca strażaka, to nie tylko działania ze szczęśliwym zakończeniem. Często to traumatyczne przeżycia, z którymi trzeba sobie poradzić.

– Dla mnie takim zdarzeniem był wyjazd do wypadku drogowego, w którym dwuletnie dziecko wypadło wraz z fotelikiem przez przednią szybę auta. Widok tych obrażeń dwulatka mam do dzisiaj przed oczami. Długo nie mogłem sobie z tym poradzić, ale mimo to nie zmieniłbym swojej pracy na żadną inną – dodaje strażak.

Żeby pracować w straży, zarówno państwowej, jak i ochotniczej, Paweł Łagoda musiał zrezygnować z dawnych pasji i wielu przyjemności. – Kiedyś jako młody chłopak dużo się wspinałem, a później zajmowałem się speleologię jaskiniową – mówi Paweł Łagoda. – Razem z naszą ekipą zwiedziliśmy sporo jaskiń, kilka z nich nawet udało nam się odkryć, jak np. Jaskinie Wolańską w Podgórkach. Później ktoś ten sukces sobie przypisał, ale nie o to chodziło. Największą moja przygodą związaną z jaskiniami to zwiedzenie Jaskini Niedźwiedziej w Kotlinie kłodzkiej, do której dostęp w tamtych latach mieli naprawdę nieliczni. Teraz nie mam już czasu na takie przyjemności. Ale nie żałuję. Robię to, co zawsze chciałem robić i to jest najważniejsze. Czy mam jakieś marzenia? Jak każdy mężczyzna. Syna już mam, więc zostało mi teraz wybudować dom i zasadzić drzewo, a że jestem uparty i jak coś sobie postanowię, to nie odpuszczę, więc dopnę swego (śmiech) – puentuje strażak.

Ogłoszenia

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group