Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Poniedziałek, 6 kwietnia
Imieniny: Izoldy, Wilhema
Czytających: 8923
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Nie będzie „Dżumy w Hirschbergu”

Czwartek, 15 października 2009, 19:44
Aktualizacja: Piątek, 16 października 2009, 8:19
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: Nie będzie „Dżumy w Hirschbergu”
Fot. TEJO
– Uwieczniam w powieściach tylko te miasta, które kocham, a Jelenią Górę jedynie lubię – powiedział dziś autor mrocznych powieści kryminalnych Marek Krajewski. Twórca serii o detektywie Eberhardzie Mocku i dawnym Wrocławiu zwierzał się w Książnicy Karkonoskiej licznym czytelnikom ze swoich „tajemnic”.

Pisanie było jego hobby, ale kiedy książki zaczęły zdobywać coraz szersze rynki i kręgi czytelników, stało się zawodem. Filolog klasyczny z wykształcenia, pedant aż do bólu, smakosz, zapalony brydżysta i – mimo fatalnej formy polskiej piłki nożnej – oddany kibic, to jedna z najważniejszych postaci polskiego panteonu autorów powieści kryminalnej.

Marek Krajewski nową powieść pisze co roku. Kilka osadził w przedwojennym Breslau, ale ostatnio odszedł od schematu. Wydana w kwietniu tego roku „Głowa Minotaura” dzieje się w dawnym Lwowie. – Pokochałem to miasto, kiedy udałem się tam na targi książki po tym, jak jedna z moich powieści została przetłumaczona na język ukraiński – powiedział pisarz. Wcześniej sympatię do Lwowa wzbudziły opowieści z rodzinnego kręgu.

Gdzie się będzie działa powieść następna? – Uprzedzam państwa pytania. Powiem jak polityk: nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam – żartował M. Krajewski, który – ze zrozumiałych względów – nie chciał zdradzić szczegółów nowej pozycji, którą aktualnie recenzują jego czterej przyjaciele i żona. Wiadomo jedynie, że będzie krótsza niż pozostałe.

Kryminały Krajewskiego są przesączone mrokiem i makabrą. – Uwielbiam detal, stąd tak dokładne opisy – tłumaczył autor. – Ten, kto pisze kryminały, musi wiedzieć, jak wygląda trup. Mój znajomy patomorfolog „zaprosił” mnie kiedyś na sekcję zwłok. Stąd wiem, jaki kolor ma ludzki tłuszcz, jak wygląda śledziona i inne części organizmu – podkreślił pisarz. Dodał też, że nie każdy czytelnik musi w takim typie literatury gustować, sam jednak nie zamierza zmienić sposobu narracji. Jego powieści nie są w rodzaju „kryminałów kominkowych”, jak powieści Agaty Christie.

– W moich powieściach policjant jest jednocześnie śledczym, sędzią i katem. Sam tropi zbrodniarza, a na koniec go zabija – mówił Marek Krajewski. – W literaturze nazywa się coś takiego konsolacją, czyli pocieszeniem. To dobrze odbierane jest przez czytelnika, który ze świata zbrodni, pogrążonego w chaosie moralnym, przechodzi do zwycięstwa dobra nad złem – usłyszeliśmy.

Pisarz przyznał, że też popełnia błędy lub też świadomie umieszcza pewne wątki, choć wie, że nie są zgodne z prawdą. – Jakiś miłośnik kolejnictwa wytknął mi, że opisałem połączenie kolejowe, którego nie mogło być – uśmiechnął się Marek Krajewski. Dodał także, że jego bohater, Mock, gra w brydża, co w przedwojennym Wrocławiu raczej nie mogło się zdarzyć, bo Niemcy w brydża nie grali, za to uwielbiali skata. – Ale ta postać to częściowe odzwierciedlenie moich cech. Ja brydża uwielbiam – wyjaśnił. Zaznaczył też, że Eberhard Mock – podobnie jak jego twórca – jest pedantem i smakoszem, którego ulubiona potrawa to golonka z chrupiącą skórką. – Często pije też alkohol i chadza do domów publicznych, ale mam nadzieję, że nie są to moje cechy – zażartował autor.

Powiedział także, że pierwowzorem fizycznym E. Mocka jest jego ulubiony aktor Janusz Gajos. Z kolei Edward Popielski, bohater powieści „Głowa Minotaura” wygląda jak Telly Savalas, odtwórca roli porucznika Kojaka z popularnej niegdyś serii telewizyjnej. Mimo podjętych już pewnych zabiegów na razie powieści Krajewskiego nie będą zekranizowane.

Pisarz mówił też o emocjach, jakie towarzyszą Niemcom, którzy czytają jego książki. Oprócz wyrazów zachwytu,
są też i głosy ubolewania, że przedstawia dawnych mieszkańców tylko w świetle zbrodni. – Jestem przecież autorem kryminałów – broni się Krajewski. Z kolei są też i polscy czytelnicy, którzy pisarzowi zarzucają „regermanizację” Wrocławia. Te wytyki autor – i słusznie – uważa za absurdalne.

– Czy jest możliwe, aby – zachęcony przez samorząd – napisał pan książkę, której realia byłyby osadzone w Jeleniej Górze – zapytała pisarza Barbara Różycka-Jaskólska, szefowa Informacji Turystycznej. Dodała, że powieści Krajewskiego są szeroko wykorzystywane do promocji Wrocławia. – Uwieczniam w powieściach tylko te miasta, które kocham, a Jelenią Górę jedynie lubię – odpowiedział Marek Krajewski. Pokochał też – jak już wspomnieliśmy – Lwów oraz nadmorskie Darłowo, które kojarzy mu się z miasteczkiem z klimatem jak z horroru. – Może kiedyś pokocham Jelenią Górę? – dodał. Warto dodać, że o Hirschbergu autor nadmienił kilka zdań w powieści „Dżuma w Breslau”.

Po spotkaniu i uhonorowaniu laureatów quizu Książnicy Karkonoskiej dotyczącego twórczości M. Krajewskiego, autor podpisywał swoje książki z osobistą dedykacją dla każdego czytelnika. Debacie wsparcia finansowego udzieliło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Sonda

Co jest największą zmorą jeśli chodzi o śmiertelne wypadki na drogach?

Oddanych
głosów
342
Brawura kierowców
61%
Pijaństwo i jazda pod wpływem
33%
Kiepski stan naszych dróg
6%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Mózg nie psuje się sam. My go codziennie zużywamy
 
Rozmowy Jelonki
Harcerstwo bez telefonów. „Pokazujemy dzieciom, że prawdziwe życie jest poza ekranem”
 
Aktualności
Życzenia od posła Roberta Kropiwnickiego
 
112
Zderzenie koło sądu
 
Aktualności
Miejska Droga Krzyżowa w sercu Jeleniej Góry
 
Aktualności
Autyzm to nie choroba
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group