Sobota, 24 października
Imieniny: Marcina, Rafała, Antoniego
Czytających: 5032
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra w czasach „złotego wieku” miasta (cz. 2)

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 25 stycznia 2016, 7:59
Aktualizacja: Wtorek, 26 stycznia 2016, 12:37
Autor: Karolina Matusewicz
Jelenia Góra 1738 rok
Fot. Archiwum S. Firszta
Druga połowa XVIII wieku przyniosła wiele znaczących wydarzeń, które pośrednio i bezpośrednio wpłynęły na upadek „imperium jeleniogórskich woali” na świecie. Rynek europejski zaczęły zalewać tanie płótna przywożone z kolonii. Wyroby bawełniane zaczęły wypierać lniane. Na dodatek, w 1784 roku, Anglik James Watt wynalazł maszynę parową, którą bardzo szybko wykorzystano do poruszania wielu maszyn, w tym nowoczesnych maszyn tkackich…

Warsztaty tkackie starego typu stawały się anachronizmem. Nowe materiały i wzory maszynowe były tańsze i lepiej wykonane. Zmieniła się też moda i gusta odbiorców.

Anglia prowadziła wojny w koloniach. W wyniku jednej z nich, w latach 1776-1783, kiedy kolonistów wsparła Hiszpania, Francja i Holandia, powstały Stany Zjednoczone Ameryki. W wojnie sukcesyjnej w Holandii w 1787 roku walczyły wojska pruskie. I wreszcie w 1789 roku wybuchła Rewolucja Francuska. Wszystko to miało ogromny wpływ na załamanie się handlu europejskiego. W 1795 roku Francuzi zajęli Holandię. Trwające wojny koalicyjne z Francją, utworzenie Związku Reńskiego i pokonanie Prus przez Napoleona ostatecznie dały kres „złotemu wiekowi” Jeleniej Góry, której kupcy przez dziesiątki lat byli tymi, którzy dyktowali ceny i warunki kupna i sprzedaży woali w Europie – opowiada Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Jak pisał kronikarz: „Od czasów wojny (1756-1763) żebractwo przybrało pośród mieszkańców naszego miasta takie rozmiary, a i obcy żebrzący motłoch ciągnął do naszego bogatego i szczodrego miasta, że dla dających jałmużnę stawało się to nie do wytrzymania, a ze strony żebraków wydarzyło się tyle złych rzeczy, że trzeba było coś na to poradzić”. Utworzono specjalny przytułek dla bezdomnych, ale nic to nie dało „gdyż żebracy uważali go za więzienie i woleli chodzić obdarci i żebrać, niż lekko pracować i żyć porządnie”.

W latach 80. i 90. XVIII wieku handel woalami stawał się coraz trudniejszy i coraz mniej opłacalny. Kupcy i handlowcy jeleniogórscy mieli kłopoty ze zbytem towaru, a co za tym idzie z zapłatą dla tkaczy. Ceny spadały, płynność finansowa przestała istnieć, a magazyny były pełne. Kupcy popadli w kłopoty. Pracowało coraz mniej warsztatów tkackich. Tkacze i ich rodziny głodowali. Z czasem wszystko zamarło. Łoskot warsztatów tkackich w Jeleniej Górze i okolicach ucichł. Nikt już nie potrzebował i nie produkował woali, które były „jeleniogórskim złotem”, a Kotlina Jeleniogórska lnianym Eldorado. Po świetności miasta woali pozostały do dzisiaj historyczne budowle: ratusz, kamienice w Rynku (choć w większości atrapy), wiele budynków na terenie miasta, ulice, kościół Podwyższenia Krzyża Świętego i kaplica grobowa. W muzeach i archiwach przechowywane są pamiątki z tamtego okresu, a od czasu do czasu podczas prac ziemnych odkrywane są ślady dawnej prosperity. Tak było w trakcie prac ziemnych pod budowę Galerii „Nowy Rynek” w Jeleniej Górze, kiedy to archeolodzy pod kierunkiem Wojciecha Grabowskiego odkryli studnię należącą do bielarni, będącą własnością w II połowie XVIII wieku Gottfrieda Glafeya – mówi S. Firszt.

Według spisu czynszowego z 1759 roku, tj. z czasu, kiedy trwał jeszcze pomyślny rozwój handlu woalami w Jeleniej Górze, miasto zamieszkiwało ponad 7000 osób, które zajmowały się wieloma zajęciami mającymi wpływ na jego rozwój i codzienne życie. I tak w obrębie istniejących jeszcze wówczas murów miejskich mieszkali: burmistrz i 3 rajców, 76 kupców i 7 handlowców, 17 piekarzy, 15 rzeźników i masarzy, 11 krawców, 10 szewców, 10 stolarzy, 8 ślusarzy, 4 guzikarzy, 3 kuśnierzy, 3 płócienników, 3 farbiarzy, 3 mydlarzy, 2 aptekarzy, 2 introligatorów, 2 piernikarzy, 2 cynowników, 2 krojczych, 2 złotników, 2 destylatorów, 2 szklarzy, 1 lekarz, 1 syndyk, 1 zegarmistrz, 1 cukiernik, 1 rymarz, 1 drukarz, 1 tokarz, 1 dziewiarz, 1 winiarz, 1 łaziebny, 1 garbarz. Była to jak widać ekskluzywna część miasta zamieszkała przez najbogatszych. Na przedmieściu Bramy Długiej (dzisiaj okolice ul. Groszowej i ul. Wolności) mieszkało: 3 kupców i 4 handlowców, 12 bogatych obywateli, 38 tkaczy, 11 bielarzy, 5 krojczych, 2 farbiarzy, 1 piekarz, 1 wytwórca grzebieni, 2 rzeźników, 1 ślusarz, 1 kowal, 1 podróżnik, 1 rurarz, 1 wytwórca noży, 5 stolarzy, 1 młynarz, 1 szewc, 3 cieśli, 1 bednarz, 1 krawiec, 1 kapelusznik, 1 wytwórca pras, 1 siodlarz, 1 śmieciarz, 1 rymarz, 1 mydlarz, 1 garncarz i 1 garbarz. Jak widać, na przedmieściu tym przeważali tkacze i bielarze.

- Za Bramą Wojanowską na przedmieściu, które obejmowało dzisiejsze ulice: 1 Maja, Piłsudskiego, Górną, Kilińskiego i Czeczota zamieszkiwało: 13 kupców i 2 handlowców, 2 bogatych obywateli, 3 syndyków i prawników, 2 tkaczy adamaszku, 32 tkaczy, 5 bielarzy, 6 płócienników, 1 krojczy, 6 dziewiarzy, 1 farbiarz, 2 malarzy wzorników, 1 cukiernik, 6 piekarzy, 1 wytwórca grzebieni, 8 rzeźników i masarzy, 1 pilarz, 2 ślusarzy, 1 balwierz (cyrulik), 3 kowali, 5 hodowców, 2 powroźników, 1 ludwisarz, 1 rurarz, 1 stolarz, 1 stelmach, 3 młynarzy, 2 rymarzy, 5 szewców, 2 cieśli, 1 iglarz, 1 bednarz, 3 krawców, 1 grabarz, 2 ogrodników parkowych, 2 siodlarzy, 1 rzeźbiarz, 1 rusznikarz, 1 kowal w miedzi, 3 garncarzy i 1 garbarz. Dzielnica z przewagą tkaczy i płócienników, na której zamieszkiwali także wytwórcy jedyni w całym mieście, np. iglarz, rusznikarz – mówi dyrektor.

Za Bramą Zamkową znajdowało się przedmieście obejmujące dzisiejsze ulice: Podwale, Poznańską, Obrońców Pokoju, a także Mostową i Pijarską, na którym mieszkało: 2 kupców i 2 handlowców, 1 kamieniarz, 1 tkacz, 2 płócienników, 1 dziewiarz, 1 wytwórca grzebieni, 1 rzeźnik, 4 kowali, 2 powroźników, 1 stolarz, 2 stelmachów, 1 szewc, 2 cieśli, 2 krawców, 1 siodlarz, 1 rymarz, 3 garncarzy i 9 garbarzy. Było to dość ubogie przedmieście z niezbyt przyjemnymi zapachami płynącymi aż z kilku garbarni.

- Dalej, w kierunku Jeżowa Sudeckiego, znajdowało się tzw. Sechs-Städte (rodzaj przedmieścia za Bobrem), obejmujące obszar przy dzisiejszej ul. Grunwaldzkiej. Mieszkało tu: aż 48 tkaczy, 6 farbiarzy, 2 bielarzy, 2 płócienników, 2 kowali miedzi, 2 rymarzy, 3 stolarzy, 1 kupiec, 1 kowal, 1 garbarz, 1 murarz, 1 powroźnik, 1 rzeźnik, 1 młynarz, 1 bednarz, 1 leśniczy i 1 maglarka. Jak widać, było to typowe osiedle tkackie. Dalej za nim, w tzw. Waldhäuser należącym już do Jeżowa Sudeckiego, mieszkało 15 tkaczy. Miasto i okolice były prawie samowystarczalne, a jednak brakowało kilku wytwórców, np. szczotkarza, koszykarza, sitarza i wytwórcy ostróg, dlatego towary te musiano sprowadzać z innych miejscowości – kończy tę część opowieści Stanisław Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (3) Dodaj komentarz

~Anatol 25-01-2016 8:48
Podoba mi się zawód "bogaty obywatel" :) Dzisiaj to chyba się nazywa polityk albo europoseł
~jasiek. 25-01-2016 10:07
Ktoś tu kłamie,niedawno Komorowski [ten od żyrandola ] mówił że teraz żyjemy w złotym wieku.
~orzeszki 25-01-2016 17:30
Jak potoczyły się losy tego baraku z grami co stał na Zabobrzu a potem w Cieplicach?

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group