Zbiórka o godzinie 9:00 na parkingu przy DW Krucze Skały (ul. Wilcza 1) w Karpaczu oraz w Kowarach przy dawnym DW Przedwiośnie ul. Górnicza 22.
Później nastąpi wspólna wędrówka do Budnik oraz oprowadzenie po szlaku Miłośników Budnik waz z opowiadaniem historii osady (Osadnik z Budnik poprowadzi grupę z Karpacza).
Planowane rozpoczęcie spotkania około godziny 11.00. W programie wiele atrakcji i ciekawostek, wizyta legendy Budnik Wołogóra oraz historia magicznej studni Budnik pradawnych Słowian.
- Prosimy o zabranie ze sobą prowiantu w postaci kiełbasy na ognisko. Na uczestników czeka niespodzianka - informują organizatorzy, którzy prowadzą a można zobaczyć ją TUTAJ.
UWAGA: Wspólne przejście do Budnik nie ma charakteru wycieczki zorganizowanej. Jej uczestnicy idą na własną odpowiedzialność.
Budniki — zapomniana idylla Karkonoszy (historia)
Na północnych stokach Kowarskiego Grzbietu, na wysokości około 900 m n.p.m., leży dziś spokojna polana przecięta skrzyżowaniem szlaków. Jeszcze pół wieku temu stały tu domy, a miejscowość ta nosiła nazwę Budniki. Przez ponad trzy stulecia była jedną z wielu małych karkonoskich osad — dziś niemal całkowicie zapomnianą.
Narodziny z wojennej ucieczki
Osada powstała w wyniku tragicznych wydarzeń wojny trzydziestoletniej (1618–1648). Konflikt, który spustoszył Europę Środkową, zmusił mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej — przede wszystkim Kowarzan — do szukania schronienia w trudno dostępnych miejscach karkonoskich lasów. Ze względu na długość działań zbrojnych wiele tymczasowych obozowisk przekształciło się z czasem w stałe osiedla. Budniki były jednym z takich miejsc.
Mała, ale żywa społeczność
Nigdy nie była to duża osada — maksymalnie stało tu 13 budynków. W 1901 roku mieszkały tu 42 osoby, w 1910 roku 64, a w 1941 już tylko 34. Mimo skromnych rozmiarów osada miała własną szkołę ewangelicką. W 1895 roku uczęszczało do niej zaledwie czworo uczniów — trzy dziewczynki i jeden chłopiec — co czyniło ją prawdopodobnie najmniejszą szkołą w całych Prusach. Mieszkańcy utrzymywali się przez wieki z hodowli bydła, wyrobu serów i pracy w lesie. Nieobce im było również kłusownictwo i przemyt.
Tabaczana Ścieżka i schronisko z browarem
Przez Budniki przebiegał szlak zwany Tabaczaną Ścieżką, prowadzący z Karpacza (leżącego wówczas w Prusach) przez Okraj w kierunku Austrii. Przemycano nim tabakę i inne towary, co przyczyniło się do powstania pierwszego schroniska w osadzie. W schronisku tym warzono piwo własnym sumptem — w dwóch gatunkach: jasne zwane „Wołogór" i ciemne zwane „osadnik". Oba cieszyły się powodzeniem wśród mieszkańców i turystów.
Osobliwość: 113 dni bez słońca
Budniki kryły w sobie niezwykłą geograficzną ciekawostkę — przez 113 dni w roku osada pogrążona była w cieniu okolicznych gór. Zimą promienie słońca nie docierały tu aż do połowy lutego. To niezwykłe zjawisko stało się inspiracją do wyjątkowego zwyczaju: mieszkańcy uroczyście obchodzili pożegnanie słońca (26 listopada) i jego powitanie (15 lutego). Świętowały przede wszystkim dzieci, dla których powrót słońca był prawdziwym wydarzeniem roku.
Powojenny epilog i zagłada osady
Po II wojnie światowej osiem budynków Budnik przejęła studencka organizacja „Bratnia Pomoc". Ośrodek Wypoczynkowy Studentów Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej przyjmował młodych ludzi na turnusach letnich i zimowych — kierowano tu szczególnie tych, którzy przeżyli obozy koncentracyjne lub głód wojenny, by poprawili kondycję zdrowotną w górskim powietrzu.
W 1950 roku w okolicach Budnik rozpoczęto poszukiwania rud uranu. Przepędzono mieszkańców, a osada popadła w ruinę. Dziś trudno odnaleźć nawet fundamenty dawnych domów.
Budniki dziś
Na miejscu dawnej wsi pozostała jedynie leśna polana i tablice informacyjne postawione przez pasjonatów.
Towarzystwo Dawnej Osady Górskiej Budniki powróciło do tradycji powitania i pożegnania słońca — dwa razy w roku z Karpacza i Kowar wyruszają rajdy, w których uczestniczy kilkadziesiąt osób. Atrakcją jest spotkanie z legendarnym Wołogórem — duchem opiekuńczym tych stron, pomocnikiem samego Liczyrzepy.
Budniki to dziś jedno z tych miejsc, które mówią więcej przez swą nieobecność niż przez to, co po sobie zostawiły.











