Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Niedziela, 5 kwietnia
Imieniny: Ireny, Julianny
Czytających: 12504
Zalogowanych: 56
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Cieplicki wirydarz

Poniedziałek, 3 czerwca 2019, 7:05
Aktualizacja: 16:15
Autor: Stanisław Firszt
Jelenia Góra: Cieplicki wirydarz
Wirydarz (2017 rok)
Fot. Archiwum S. Firszta
W dawnych wiekach szczególną rolę w zabudowaniach klasztornych pełnił wirydarz (łac. Viridarium – gaj, park od viridis – zielony). Był to kwadratowy lub prostokątny ogród lokowany w samym centrum klasztoru, wewnątrz jego zabudowań. Był geometrycznym sercem obiektu zamkniętego dla świata zewnętrznego. Znajdował się na terenie oddzielonym murami i budynkami od świata zewnętrznego, przez co był miejscem szczególnym.

Wypełniał go ozdobny ogród będący Ogrodem Bożym. Urządzenie wirydarza było zgodne z przyjętym planem wg reguły benedyktyńskiej, opartym na geometrycznym podziale tego wydzielonego terenu. Według tej reguły, wirydarz kwadratowy miał boki równe o długości ok. 30 m . Wzorcowym przykładem takiego założenia jest wirydarz w klasztorze benedyktyńskim Sankt Gallen, powstały w 820 roku, po synodzie biskupów w Akwizgranie w 817 r.

Obiekt pocysterski w Cieplicach organizacyjnie nie był klasztorem lecz prepozyturą klasztoru w Krzeszowie, ale zbudowany był wg przyjętych zasad. Wzniesiono go w ciągu ok. stu lat na przełomie XVI i XVII wieku. Jego centralnym punktem był właśnie wirydarz. Cystersi twierdzili, że wirydarz założony na planie kwadratu przypomina symbolicznie o czterech rzekach opływających raj, tj. Piszon, Gichon, Chiddekel i Perat. Układ ścieżek w wirydarzu to cztery ścieżki po obwodzie (symbolicze wspomniane wyżej rzeki) i cztery osiowo ułożone w stosunku do siebie prostopadle lub przekątnie, które symbolizują czterech ewangelistów, tj. św. Marka, św. Łukasza, św. Mateusza i św. Jana. Układ wewnętrzny ścieżek tworzył krzyż. Ścieżki schodziły się w środku, gdzie znajdował się punkt centralny (drzewo, rzeźba lub studnia). Niektóre wirydarze posiadały dodatkowo studnię, do której prowadziły cztery ścieżki, symbolizujące cztery cnoty kardynalne (roztropność, sprawiedliwość, wstrzemiężliwość i męstwo).

Wirydarze zakładano bowiem, wg wizji przesiąkniętej religią. Miały to być substytuty raju. Obsadzano je wieloma roślinami. Taki zamknięty, niewielki ogród miał znaczenie symboliczne wyobrażające utracony raj. Panowała tu cisza i spokój dające możliwość kontemplacji, medytacji i spokojnej modlitwy, a jednocześnie uniesienia, ascezy i pokuty.

Wirydarz klasztorny prepozytury cieplickiej powstał zapewne w XVII wieku. Niestety nie wiemy, jak dokładnie wyglądał, ani jakimi roślinami był obsadzony. Istniejące ryciny odnoszące się do widoku klasztoru, powstałe w XVII i XVIII wieku, ze względu na swoją schematyczność nie dają wyobrażenia, jak miejsce to wyglądało w czasach, kiedy zajmowali się nim i wykorzystywali go cystersi. Najdokładniejszy, choć bardzo schematyczny jego wizerunek, przedstawiony jest na rysunku Friedricha Bernharda Wernera, z ok. 1750 roku.

Wraz z kasatą majątków kościelnych, m.in. zakonów w 1810 roku, przestał funkcjonować klasztor cystersów w Krzeszowie, a co za tym idzie i jego prepozytura w Cieplicach. Przez pewien czas pusty obiekt nie był doglądany i wykorzystywany. Prawdopodobnie degradacji uległ też wirydarz, który niepielęgnowany, zarósł, a rosnące tu wcześniej rośliny zdziczały lub zostały wyrwane.

Dopiero pod koniec 1 połowy XIX wieku teren dawnego wirydarza nieco uporządkowano ze względu na fakt, że w dawnych zabudowaniach klasztornych zaczęła funkcjonować Biblioteka Majoracka. Nie wiadomo jak wyglądał wówczas wirydarz, bowiem nie zachowała się żadna ikonografia tego terenu z końca XIX i 1 poł. XX wieku. Najprawdopodobniej ogród ten zatracił swoje pierwotne i symboliczne funkcje. Być może zmieniono jego układ ścieżek i ustawiono tu szopy magazynowe.

Po 1945 roku, część klasztorną od południa przejął Zakon Pijarów, który organizował w Cieplicach Śląskich Zdrój, polską parafię katolicką. Część północną klasztoru przejęło Uzdrowisko Cieplice wraz ze znajdującymi się tam zbiorami i dawną Biblioteką Majoracką Schaffgotschów. Wirydarz, choć uporządkowany, nota bene nie był już wirydarzem lecz wewnętrznym dziedzińcem gospodarczym. Po nieudanym epizodzie utworzenia w tej części klasztoru Biblioteki im. Samuela Bandtkego, wszystkie próby uratowania zbiorów "spaliły na panewce". Najpierw wywieziono stąd księgozbiór, a do 1952 roku pozostałe obiekty mające wartość muzealną i zabytkową. Tę część klasztoru wykorzystując, np. XIX-wieczne regały i sprzęty zamieniono na magazyny gospodarcze, warsztaty stolarskie i pralnię Uzdrowiska.

Umieszczono tu również agregat prądotwórczy i magazyny Zakładowego Oddziału Obrony Cywilnej na wypadek wojny (spodziewano się atomowej). Właściwie nie dbano tu o nic. Dziwnym trafem, cały obiekt klasztorny należący do Uzdrowiska znalazł się poza ochroną konserwatorską, badawczą i turystyczną. Przestał funkcjonować w świadomości społecznej, historycznej i kulturalnej. Stąd brak go we wszystkich opracowaniach zabytków, najpierw w Cieplicach Śląskich Zdroju, a później Jeleniej Góry. Ta zmowa milczenia i braku opieki nad tym wspaniałym obiektem doprowadziła do jego wielkiej dewastacji i zniszczenia. Dotyczyło to również wirydarza, a właściwie wewnętrznego dziedzińca. Stały tam szopy, składowano różne niepotrzebne sprzęty, funkcjonowała zewnętrzna winda a właściwie wyciąg towarowy do magazynów na pierwszym piętrze. Stały tam też zniszczone, przeniesione z parku ławki dla odpoczynku pracowników Uzdrowiska. Leżały deski, śrubki i złom. Rosły tam małe drzewka owocowe, między którymi siostry zakonne rozwieszały na sznurkach pranie, a na części stojących tu bud, rosły krzewy dzikich winogron. Wszystko zarośnięte było chwastami, a wlot do kamiennej studni (na poziomie przyziemia) przykryty był grubą blachą.

Wszystko to razem dawało obraz przysłowiowej "nędzy i rozpaczy". Trudno było sobie wówczas wyobrazić, jakie piękno kryje się za tą fasadą niedbalstwa, bałaganu i braku odpowiedzialności za zabytki.

Dopiero starania podjęte przez Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze w 2008 roku o nową siedzibę, które w 2009 roku zostały wsparte przez ówczesny zarząd Uzdrowiska i Konserwatora Zabytków, a w końcu władze Miasta Jeleniej Góry, zmieniły całkowicie los, tego jednego z najpiękniejszych obiektów zabytkowej architektury w całej Kotlinie Jeleniogórskiej.

Projekt odbudowy klasztoru, pt. "Zespół pocysterski w Jeleniej Górze – Cieplicach" uzyskał dofinansowanie z zewnątrz i w 2010 roku rozpoczął się remont i adaptacja obiektu na cele muzealne. W latach 2011 – 2013 odsłonięto zachowane tu freski barokowe, a cały remont zakończył się w 2013 roku.

Nie mając do dyspozycji żadnych materiałów archiwalnych dotyczących pierwotnego wyglądu wirydarza, firma wrocławska Archikon Anna Kościuk wykonała projekt ideowy tego miejsca, w oparciu o podobne założenia zgodne z regułą benedyktyńską z uwzględnieniem istniejącej tu XVII-wiecznej studni kamiennej. W ten sposób Zespół pocysterski odzyskał najważniejsze miejsce, serce dawnego klasztoru. Muzeum i Kolegium Zakonu Pijarów pozyskały reprezentacyjny, ozdobny dziedziniec (dawny wirydarz) cieszący oczy wszystkich zwiedzających to miejsce.

Na Dolnym Śląsku funkcjonuje niewiele dobrze utrzymanych wirydarzy w dawnych zabudowaniach klasztornych. Należą do nich, m.in. wirydarz w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu, w Muzeum Architektury we Wrocławiu, w Klasztorze Franciszkanów w Złotoryi i oczywiście w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze i Kolegium Zakonu Pijarów.

Ten nasz, chociaż nie oryginalny, jest dobrze odtworzony (za wyjątkiem "centralnie" rosnącego drzewa - świerku). Projektując ścieżki krzyżujące się po jego środku, nie wzięto pod uwagę rosnącego tu niewielkiego świerka, który w efekcie znalazł się nieco poza punktem centralnym wirydarza. Gdy drzewo było jeszcze niewielkie, nikomu to nie przeszkadzało, ale z czasem jego gałęzie utrudniały przejście. Kiedy trwała jeszcze budowa można było to zmienić, ale nikt nie słuchał próśb przyszłego użytkownika, tj. Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze, aby drzewo to przesadzić (a było to wówczas bardzo proste). Pozostawiono tę sprawę bez realizacji.

Na pytanie muzealników do głównego projektanta: "Pani Aniu, dlaczego tak się stało?", otrzymali oni prostą i rozbrajającą odpowiedź: "Bo tak mi wyszło!". Mimo tego, jest to piękne miejsce, godne odwiedzenia i jednocześnie uszanowania. Jest to bowiem swego rodzaju ołtarz skierowany do nieba, przy którym przez kolejne stulecia modlili się przebywający tutaj cystersi.

Twoja reakcja na artykuł?

13
93%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
1
7%
Przeraża

Czytaj również

Sonda

Co jest największą zmorą jeśli chodzi o śmiertelne wypadki na drogach?

Oddanych
głosów
329
Brawura kierowców
62%
Pijaństwo i jazda pod wpływem
32%
Kiepski stan naszych dróg
6%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Mózg nie psuje się sam. My go codziennie zużywamy
 
Rozmowy Jelonki
Harcerstwo bez telefonów. „Pokazujemy dzieciom, że prawdziwe życie jest poza ekranem”
 
Aktualności
Życzenia od posła Roberta Kropiwnickiego
 
112
Zderzenie koło sądu
 
Aktualności
Miejska Droga Krzyżowa w sercu Jeleniej Góry
 
Aktualności
Autyzm to nie choroba
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group