Sobota, 31 października
Imieniny: Augusta, Krzysztofa
Czytających: 6306
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Zobaczył diabła i zabił kolegę

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Wtorek, 2 lutego 2010, 8:35
Aktualizacja: 9:21
Autor: Angela
Fot. Angela
Sześć i pół roku więzienia: taki wyrok usłyszał w miniony piątek Robert T., który 30 kwietnia 2009 w Karpaczu pokłócił się ze swoim kolegą i zadał mu kilka uderzeń w głowę, m. in. betonową kostką brukową. Następnie okradł go z pieniędzy i poszedł się napić piwa. Nazajutrz zgłosił się na policję, ale do winy początkowo się nie przyznawał. Winę próbował też zrzucić na ...diabła, który miał mu się ukazać.

Robert T. przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze odpowiadał za działanie z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Bogdana B. Sędziowie wymierzając 38 – letniemu Robertowi T. stosunkowo niską do popełnionego czynu karę wzięli pod uwagę fakt, że oskarżony w chwili popełnienia zbrodni miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznawania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Dodatkowym argumentem był fakt, że poszkodowany znany był jako człowiek wyjątkowo agresywny i kłótliwy.

Biorąc to pod uwagę Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze wyrokiem z dnia 28 stycznia br. uznał oskarżonego za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i stosując nadzwyczajne złagodzenie kary orzekł karę sześciu lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności – mówi sędzia Andrzej Wieja, rzecznik prasowy sądu w Jeleniej Górze. Na poczet tej kary zaliczył okres tymczasowego aresztowania. Prokurator wnosił o wymierzenie kary 10 lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło 30 kwietnia minionego roku w okolicach ulicy Skalnej w Karpaczu nieopodal ruin starego budynku. Robert T. przebywał w Karpaczu od około tygodnia. Przez ten czas mieszkał u swojej ofiary i jego konkubiny. Obaj mężczyźni utrzymywali się tylko z tego, co udało im się zarobić myjąc auta, lub ze „znalezisk” na śmietnikach. Wszystkie pieniądze systematycznie jednak przepijali.

Od samego rana „imprezowali” również tragicznego dnia. Po południu pokłócili się o kobietę. Poszkodowany miał kopnąć Roberta T. w brzuch. Wtedy sprawca popchnął poszkodowanego na ziemię, wyciągnął z kurtki rękawiczki, które nałożył na butelkę po winie i uderzył nią Bogdana B. Kiedy zobaczył, że mężczyzna dalej się rusza i odgraża się, że go zabije, uderzył go butelką jeszcze raz. Następnie chwycił kostkę brukową i zadał mu co najmniej pięć uderzeń.

Kiedy Bogdan B. przestał dawać oznaki życia, zabójca wyciągnął mu z kieszeni około 8 zł i klucze do mieszkania. Po drodze kupił kilka piw i poszedł do lokum zamordowanego. Tam ukrył ubranie i spalił buty. Następnego dnia wrócił na miejsce zbrodni, gdzie znalazł leżącego kolegę. Ponownie przeszukał jego kieszenie, w których znalazł 1,8 zł. Kupił za nie piwo i po jego wypiciu poszedł na policję. Funkcjonariuszom powiedział, że znalazł zakrwawionego kolegę.

Do jego zabicia początkowo się jednak nie przyznawał. Przez około godzinę podejrzenia kierował na Magdę M. oraz jakiegoś bezdomnego. Później, jak powiedział w zeznaniach, „nie wytrzymał nerwowo” i przyznał się do winy. Fakt, że to on zabił Bogdana B. potwierdziły również wyskrobiny spod paznokci i oględziny ciała.

Sam oskarżony całą winą próbował zrzucić na...„diabła”, który miał mu się w chwili zabójstwa ukazać. Zeznał, że czarny Belzebub z ogonem i końskimi kopytami, przychodzi do niego co noc i mówi mu, że będzie bogaty. Sąd jednak nie dał wiary tym zeznaniom. Wziął natomiast pod uwagę fakt, że Robert T. leczył się wcześniej psychiatrycznie i miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznawania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Wyrok nie jest prawomocny.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (19) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group