Wtorek, 3 sierpnia
Imieniny: Lidii, Nikodema
Czytających: 7392
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Z nadajnikiem w tle

Wtorek, 29 sierpnia 2006, 0:00
Aktualizacja: Wtorek, 29 sierpnia 2006, 13:58
Autor: Angelika Grzywacz
Jelenia Góra: Z nadajnikiem w tle
Fot. Angelika Grzywacz
Lokatorzy przez cały okres trwania umowy zawartej między urzędem miasta a firmą telekomunikacyjną "Era" walczyli o zlikwidowanie nadajnika - bezskutecznie. W maju 2007 umowa wygasa i wówczas miał nastąpić demontaż masztu. Jak na razie zapowiada się jednak jego rozbudowa.

Od samego początku lokatorzy budynku, na którym "Era" ustawiła nadajnik, byli przeciwko jego zamontowaniu. Wówczas jednak właścicielem tego budynku była Agencja Mienia Wojskowego. Jak twierdzą mieszkańcy, to ona zadecydowała o zgodzie na jego ustawienie. Teraz większość lokatorów wykupiła mieszkania.

- Mimo, że jesteśmy właścicielami mieszkań w dalszym ciągu nie mamy wpływu na to co dzieje się na naszym budynku - mówi jedna z lokatorek. - Nad głowami mamy promieniujace urządzenie i nic nie możemy z tym zrobić, bo Urząd Miasta do tej pory nie mógł zerwać umowy.

Podpisana umowa Ery GSM z Urzędem Miasta w Jeleniej Górze miała wygasnąć w maju 2007 roku. W międzyczasie lokatorzy budynku skierowali kilkanaście pism i protestów żądając demontażu urządzeń.
- Niestety, wszystkie spotkały się z milczeniem lub odmową - skarżą się mieszkańcy. - Część z nich w ogóle zaginęła. I jakby tego wszystkiego było mało, dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że podejmowane są już decyzję o rozbudowie masztu.

- W tej sprawie toczy się postępowanie administracyjne, które określi czy rozbudowa tego masztu nie koliduje ze środowiskiem - powiedział nam jeden z pracowników wydziału ochrony środowiska urzędu miasta.
- Chciałoby się zapytać - ironia losu czy złośliwość i brak wyobraźni ludzi - komentują lokatorzy. - Jak promieniujący nadajnik w centrum miasta może nie kolidować ze środowiskiem.

Ustawiony na budynku maszt spędza sen z powiek lokatorom całej klatki. Także w sensie dosłownym.
- Moja córka żeby się wyspać albo pouczyć musi chodzić do sąsiadów, ponieważ w moim własnym mieszkaniu przez hałas wywołany tym urządzeniem, nie da się normalnie funkcjonować. Ja śpię w nocy dwie, góra trzy godziny - mówi Marzena Kogut, właścicielka mieszkania, nad którym umieszczony został nadajnik.

Hałas nie jest jednak jedynym kłopotem. Mieszkańcy twierdzą, że z każdym miesiącem odczuwają pogarszanie się ich stanu zdrowia. Jedni uskarżają się na nasilanie się nerwowości, inni mówią o bólu głowy, łysieniu, depresji i innych dolegliwościach.

- Urząd miasta za nic ma nasze prośby - wypowiadają się właściciele budynku przy ulicy Drucianej. - Jak wynika z przesłanej nam odpowiedzi, maszt jest całkowicie nieszkodliwy dla otoczenia. Badanie prowadzone od lat na całym świecie mówią co innego. Wystarczy zajrzeć do internetu i przeglądnąć wyniki najnowszych badań dotyczących oddziaływania nadajników telefonii komórkowej.

- Nie możemy wydać zakazu budowy nadajników - tłumaczy pracownik wydziału ochrony środowiska. - Przed wydaniem każdej zgody na budowę takiego masztu przedstawiciel firmy starający się o budowę czy rozbudowę nadajnika musi przedłożyć komplet dokumentów potwierdzających jego nieszkodliwość. Następnie muszą one zostać zatwierdzone przez Wojewódzki Inspektorat Sanitarny i Dolnośląski Urząd Wojewódzki we Wrocławiu.

Badania przeprowadzone przed podjęciem decyzji o budowie nadajnika nie wykazały żadnych zagrożeń.
- Owszem, były prowadzone pomiary przez sanepid jakiś czas temu - mówią Danuta i Ludwik Zielińscy. - I nic dziwnego, że nic nie wykazały, przeprowadzone były niewłaściwą aparaturą przeznaczoną do zupełnie innych badań.
Teraz mieszkańcy wysyłają kolejne pisma w nadziei, że tym razem ktoś weźmie pod uwagę ich problemy zdrowotne i nie wyda zgody na przedłużenie umowy.

- Cała ta walka o normalne życie nie ma sensu, jeśli do ludzi nie dotrze prawda o konsekwencjach działanie tego urządzenia - mówi jedna z lokatorek.

Za rozbudową masztu jest również administracja. Zespół Zarządców Nieruchomości argumentuje swoje poparcie dla masztu dodatkowymi pieniędzmi, jakie wpływają na konto spółdzielni.
- Miesięcznie na nasze konto wpływa ponad dwa tysiące złotych. Zasila to fundusz remontowy, dzięki któremu moglismy wyremontować i ocieplić budynek - wyjaśnia administrator Leokadia Kubiak.

- Pieniądze jednak to nie wszystko - podkreślają lokatorzy. - A poza tym można je zdobyć inną drogą. Najważniejsze jest zdrowie i to nie tylko nasze, ale naszych dzieci i ludzi mieszkających czy przebywających w okolicy tego masztu. Chcemy tylko zdemontowania tego nadajnika po wygaśnięciu umowy - podkreślają. - Chcemy normalnie mieszkać, bez hałasu, bólu głowy nerwów i całej reszty związanej z tym nadajnikiem. Czy oczekujemy zbyt wiele?

-Nie poddamy się zanim nie uzyskamy normalnych warunków do życia i nadajnik nie zostanie zdemontowany - zapewnia Marzena Buczek. - Nadajnik z równym powodzeniem może przecież zostać zamontowany z dala od ludzi, gdzieś w lesie. Nie liczymy na współczucie i łaskę, ale na rozsądek ludzi podejmujących decyzję w tej sprawie, a także wszystkich tych, którym nie jest obojętne własne zdrowie i zdrowie najbliższych - podsumowuje pani Marzena. Wobec tej sprawy nie można być obojętnym, za jakiś czas może się jednak okazać, że pojawią się kolejne nadajniki na budynkach w naszym wspólnym "uzdrowiskowym mieście".

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (19) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group