Środa, 4 sierpnia
Imieniny: Dominika, Jana
Czytających: 5856
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kotlina Jeleniogórska: Ukryte hity przy Wzgórzu Wilhelma

Niedziela, 15 października 2006, 0:00
Autor: TEJO
Kotlina Jeleniogórska: Ukryte hity przy Wzgórzu Wilhelma
Fot. Archiwum
Skarby III Rzeszy, legendy o pociągu pełnym złota, który jakoby do dziś ma się znajdować zamurowany w tunelu pod pobliską górą. A w nim może Bursztynowa Komnata? Czy to fakty, czy to mity i legendy? Nie wie raczej nikt. Na pewno te opowieści dotyczą Piechowic vel Piotrowic, czy też z niemiecka Petersdorfu.

To urocze miasteczko leżące w otoczeniu Cichej Doliny, Bobrowych Skałek (Bibersteine), Grzybowca (Wilhelmshoehe) – z pięknymi widokami na Karkonosze i z pełnymi czaru okolicami: Górzyńcem (Hartenberg) oraz Michałowicami (Kiesewald) wzmiankowane zostało po raz pierwszy w archiwaliach w roku 1305 jako Petersdorf.

Jak większość terenów w Kotlinie Jeleniogórskiej ziemie te stały się z czasem własnością magnackiego rodu Schaffgotschów i ośrodkiem przemysłu szklarskiego, tkactwa oraz papiernictwa.
Pierwszy młyn papierniczy powstaje w roku 1672. Kilkanaście lat później – ogromna szlifiernia szkła.

<b> Witriol ciekawszy od Szklarki </b>
To właśnie przemysłowe uroki, mniej piękno natury, urzekły Johna Quincy Adamsa, wspominanego już amerykańskiego dyplomatę i przyszłego prezydenta USA, który w regionie jeleniogórskim w roku 1800 spędził dwa tygodnie.
Przy okazji wycieczki nad wodospad Szklarka (Kohelfall) zwiedził podpiechowicką fabrykę witriolu Prellera i Schaula.

Olej witriolowy to stężony roztwór kwasu siarkowego. Ciecz o żółtym kolorze, ostrym zapachu i oleistej konsystencji. Jakoś nie pasował do dziewiętnastowiecznej ekologii, ale na przedgórzu Karkonoszy był z sukcesem produkowany.
– Wykorzystywano do tego rudę produkowaną w Miedziańce, odległej zaledwie o parę mil. Za pomocą ognia wydziela się siarkę z rudy, zostaje coś w rodzaju gliny, z której, po dodaniu odpowiedniej ilości wody destyluje się ług podsiarczynowy – pisze Adams. Witriolu używano jako składnika farby do sukna oraz do wyrobu atramentu.
Fabryczne piece były opalane drewnem pozyskiwanym z pobliskich lasów, spławianym podczas przyborów rzeką Kamienną i dostarczanym – jak opisuje Adams – prosto do drzwi fabryki pana Prellera.

Zakład wzbudził znacznie większy zachwyt gościa niż okoliczny wodospad Szklarka. Co prawda uznał miejsce za romantyczne, ale napisał, że widział wyższe wodospady w Szwecji.
– Strumień wody jest tak słaby, że ledwo przykrywa skały, płynie tak, jakby się siebie wstydził, nie mając aspiracji do nazwy wodospadu – dodaje Quincy Adams.

<b> Czar pagórków </b>
Gość mógł żałować, że nie udał się na okalające Piechowice wzgórza. Był oczywiście w Karkonoszach, dotarł nawet na Śnieżne Kotły (Schneegruben), ale ani słowem nie wspomina o Bobrowych Skałkach (Biebersteine) ani o Grzybowcu, nazwanym wiele lat później z niemiecka Wzgórzem Wilhelma.
Na skałkach – będących znakomitym punktem widokowym – powstały nieistniejące już dziś wieża widokowa oraz schronisko z gospodą. Był to bardzo popularny cel spacerów licznych turystów, którzy po 1891 roku – kiedy do Piechowic i dalej do Szklarskiej Poręby (Schreiberhau) – doprowadzono linię kolejową.

Na Grzybowcu zbudowano schronisko, które z czasem stało się niemal kultowym miejscem, uwiecznianym na licznych widokówkach i obrazkach. Nic w tym dziwnego. Drzewa były znacznie niższe niż obecnie, a ze wzgórza rozciągała się wspaniała panorama nie tylko Kotliny Jeleniogórskiej, lecz także całego pasma Karkonoszy. Bryła budynku górowała nad Piechowicami, zachęcając ludzi, aby właśnie w tamtym kierunku podążali.
Schronisko, po znacznej przebudowie, istnieje do dziś.

<b> Skarby w jaskiniach
i torpedy w „Karelmie” </b>
Swoją legendę mają też liczne groty i podziemne korytarze znajdujące się w okolicach. O ile przed wybuchem drugiej wojny światowej „zamieszkiwał” je głównie Ruebetzahl ze swoimi skrzatami, o tyle u kresu działań wojennych zaczęły się nimi interesować – podobno – najwyżsi rangą oficjele III Rzeszy Niemieckiej z Adolfem Hitlerem na czele.
W 1944 roku mieli wybrać Petersdorf jako miejsce ukrycia depozytów bankowych Reichu.

Wydrążenie specjalnych tuneli z systemem wentylacji w górze Sobiesz, montaż prowizorycznego torowiska, zabezpieczenia i zaminowania. Trzy specjalne transporty pociągów z fortuną i podobno Bursztynową Komnatą, skradzioną z Petersburga przez Niemców w 1941 roku miały właśnie w 1944 roku dotrzeć do Petersdorfu. Nie wiadomo, ile w tym prawdy.
Według relacji, które można przeczytać w licznych artykułach na ten temat, pociąg wciąż tam tkwi, a torowisko zostało rozebrane. Ślady jego istnienia Niemcy zatarli a więźniów, którzy drążyli tunel – zabili.

Prawdą jest, że podczas wojny uprzemysłowione Piechowice przestawiły się na produkcję militarną, a tam, gdzie dziś są zakłady „Karelma” produkowano torpedy.
Legenda o ukryciu skarbów niemieckich odżyła w latach 90-tych ubiegłego wieku. O rewelacjach doniosło jedno z wydań „Życia Warszawy”. Dziennikarz opisywał, że na górze Sobiesz przeprowadzono „badania termowizyjne, radarowe, elektrooporowe i manometrem protonowym”. Były także wiercenia. Ale o skutkach nie poinformowano.

<b> Twierdza dla Wolfensteina </b>
Relacja dziennika wygląda niczym opis gry komputerowej Wolfenstein.
– Koło skałek przy drodze z Piechowic na Cichą Dolinę i koło Grzybowca znajdują się dwa wejścia, zamykane stalowymi bramami. Odchodzące od nich tunele (obecnie zasypane) łączą się w odległości 40 metrów z poprzecznym korytarzem.
Od korytarza odchodzi kilka odgałęzień. Jedno, biegnące w stronę szczytu, po kilkunastu metrach dociera do tzw. magazynu. Z olbrzymiej podziemnej pustki wychodzą następne korytarze. Jeden z nich biegnie w linii prostej do miejsca, gdzie w czasie wojny znajdował się drewniany budynek, służący za koszary wartowników.
Tu znajduje się szyb, którym można wydostać się na powierzchnię. Następne wejścia zlokalizowano pod oddaloną około 100 metrów od skałek łaką oraz w znajdującym się obok parowie – donosiła gazeta.

Według dziennikarzy całą dokumentację dotyczącą tych lat dziejów Piechowic miał przejąć ówczesny Urząd Ochrony Państwa.

<b> Piotrowice, Piechowice </b>
Polscy osadnicy, którzy w 1945 roku przybyli do Petersdorfu, nazwali miejscowość Piotrowicami. Nie wiadomo, dlaczego nazwę zmieniono na Piechowice.
Na pewno nie mieli zielonego pojęcia o rzekomych skarbach, które miały się znajdować tuż pod ich nosem. Na archiwalnych zdjęciach widzimy zbiorowe portrety polskich piechowiczan, sfotografowanych w święta Bożego Narodzenia w 1945 roku na tle kościoła katolickiego.
Tamta zima była raczej ciepła.
Na innych fotografiach pozują strażacy ochotnicy. W tle – kamienica jeszcze z niemieckimi napisami.

Nie brakuje opinii, że dzisiejsze Piechowice, które prawa miejskie dostały w 1967 roku, są miejscowością dość skostniałą. Świadczą o tym choćby nazwy ulic. Piechowiczanie woleli – marszałka Michała Rolę-Żymierskiego, współpracownika wywiadu sowieckiego od papieża Jana Pawła II, nie przeszkadza im szyld z nazwiskiem generała Karola Świerczewskiego, Waltera, co się kulom nie kłaniał. Działacza komunistycznego, który podczas wojny polsko-sowieckiej walczył przeciwko Polsce.

<b> Kolejne odcinki cyklu publikowane są w poniedziałki w tygodniku Jelonka.com Zapraszamy do lektury! </b>

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (21) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group