Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 6870
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Trauma na pogorzelisku w Karpnikach

Wiadomości: KARPNIKI
Wtorek, 28 września 2010, 7:21
Aktualizacja: Środa, 29 września 2010, 7:38
Autor: Agrafka
Fot. Agrafka
Dobytek całego życia stracili mieszkańcy spalonego domu w Karpnikach. Od pożaru upłynęło półtorej doby, poszkodowani – ludzie starsi i chorzy – nie mogą – otrząsnąć się z szoku i są niepewni przyszłości. Podkreślają, że jeśli strażacy przyjechaliby szybciej, rozmiary zniszczenia mogłyby być dużo mniejsze.

W zniszczonym przez żywioł domu mieszkało pięć rodzin, które dopiero miesiąc temu wykupiły mieszkania na własność.
– Wnuczka mnie uratowała, nawet dokumentów nie wziąłem. Było słychać straszny huk, trzaskanie, jakby jakiś wystrzał. Prawdopodobnie wybuchł komin. W ułamku sekundy wszystko stanęło w płomieniach. A 50 metrów obok znajduje się jednostka ochotniczej straży pożarnej ale tam nie mieli jak przyjechać bo nie mieli paliwa.

– Straż pożarna z Jeleniej Góry przyjechała po 40 minutach, o 20.30, jak już cały dach płonął. Gdyby od razu przyjechali z Ochotniczej Straży Pożarnej, która jest obok, to by ugasili te płomienie. Jestem inwalidą i co ja teraz zrobię gdzie ja pójdę? Jestem po szesnastu operacjach, odjęli mi już jedną nogę – wyznał 71-letni Zdzisław Guzowski, mieszkaniec budynku.

Nie da się w tym miejscu jak na razie mieszkać, może się zawalić w każdej chwili. Stropy na pierwszym piętrze są popękane, nasiąknięte wodą i przeciekają. W całym domu czuć swąd spalenizny. Niemal do poniedziałkowego świtu strażacy gasili pożar, gdyż jest to wysoki stary, poniemiecki budynek, w którym są podwójne podłogi. 10 lat temu wymieniano w budynku dachówki ale drewniane belki były bardzo stare.

– Wynosimy wszystkie rzeczy do garaży, do komórki, do rodziny. Trzeba odbudować dach, a to jest zabytek, więc może miasto coś dołoży? Kościółek obok jest z roku 1748 – 1752 a w naszym budynku była w tamtych czasach plebania i mieszkały zakonnice. Mieszkamy tu już 50 lat. Miesiąc temu dopiero wykupiliśmy lokale na własność, a tu taka tragedia.

– Wójt powiedział, że to są już mieszkania własnościowe, nie gminy i nic nie może pomóc. Nawet nie zdążyliśmy ubezpieczyć domu. Jeszcze nie mamy ksiąg wieczystych. Pieniądze poszły i nie mamy nic. Rok temu był tu pożar, komin się palił. Strażacy zrobili w nim dziurę, która potem nie została odpowiednio zabezpieczona, a wtedy dom należał jeszcze do gminy – powiedziała jedna z mieszkanek.

- Z gminy potem robili jakieś prace remontowe. Ale tam dalej widać dziurę, więc chyba dokładnie nie zabezpieczyli tego komina. Nawet z dołu widać ją gołym okiem. Zapomnieli o tym. Najpierw zaczęła się palić prawa strona dachu, czyli ta po której jest niezabezpieczona dziura w kominie. Nawet prądu nie było na strychu więc na pewno nie było żadnego zwarcia – dodał drugi z mieszkańców.

- Obok jest ochotnicza straż pożarna, 50 metrów od tego budynku i mają nawet dwie pompy. Nie mają jednak pieniędzy na paliwo bo wójt im nie dał. Jak tu byli chłopaki ze straży naszej to powiedzieli, że jakby mieli sprawny sprzęt to by w chwilę ze schodów to ugasili. Próbowali opanować żywioł wiadrami ale nie było nawet sensu bo to wysoki strych. A pierwsza straż pożarna z Jeleniej Góry przyjechała po 40 minutach – opowiada jeden z poszkodowanych mieszkający na drugim piętrze przy strychu.

- Jakby deszcz nie padał, lekki wiatr i by się mógł zapalić budynek ochotniczej straży pożarnej. Ale gmina nie ma pieniędzy. Dała im 500 złotych to na buty chłopakom starczyło. 20 tysięcy miał wójt na rozdysponowanie mógł dać na straż. Często są u nas w Karpnikach powodzie i straż pożarna na miejscu jest naprawdę potrzebna – dodał.

Tymczasem wójt i jego zastępca robią co w ich mocy, by pomóc mieszkańcom.
- Jesteśmy umówieni, by rozmawiać z mieszkańcami. Z tego co wiem, lokale na parterze będą możliwe do zamieszkania. Budynek należy do wspólnoty. 27 sierpnia został wykupiony od gminy. W kwietniu był przegląd kominiarski tego obiektu. Zaproponowaliśmy mieszkania zastępcze. Spłonęła cała połać dachowa a kondygnacje górne zostały zalane – poinformował Jerzy Wateha, zastępca wójta gminy Mysłakowice.

Wczoraj stan domu oceniał nadzór budowlany. Na miejscu był kierownik z ośrodka pomocy społecznej. – Na pewno pomoc tym ludziom będzie szeroka z naszej strony. Na miejscu pomagają pracownicy interwencyjni i z urzędu gminy w ewakuacji dobytku. Działalność Ochotniczej Straży Pożarnej została zawieszona w tamtym roku, gdyż nie była odpowiednio przygotowana. Aktualnie działa tam stowarzyszenie i w letnich miesiącach przeprowadzane były szkolenia – tłumaczy samorządowiec.

Wozy gaśnicze Straży Pożarnej w Jeleniej Górze dotarły tak szybko jak było to możliwe. - Straż pożarna dotarła na miejsce o 20.31 czyli 15 minut po otrzymaniu zgłoszenia. Po działaniach wystawiamy protokół z zaleceniami by pogorzelisko kontrolować, bo zawsze jest możliwość, że gdzieś jeszcze drewno się żarzy i może się ponownie rozpalić. Na miejsce tego zdarzenia przyjechało 8 jednostek gaśniczo-ratowniczych oraz wóz operacyjny – powiedział kapitan Andrzej Ciosk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze. - Mamy prawo rozbierać elementy konstrukcyjne, natomiast potem właściciel musi zapewnić ich naprawę – dodał.

- Trzy razy dzwoniłem z komórki na 112 i nikt nie odebrał. Musiałem uciekać bo nie było ratunku. Na szczęście wszyscy zdążyli wyjść z budynku. Jedną panią wynieśli bo nie chciała opuścić mieszkania – powiedział Zdzisław Guzowski.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce pożaru, belki zaczęły się dymić. Jeden z mieszkańców zadzwonił po straż pożarną. Rzecznik poinformował później, że nie dostali żadnego drugiego wezwania z tamtego miejsca. Poinformował również, że lepiej dzwonić bezpośrednio na numer 998 bo numer 112 jest raczej dla obcokrajowców.
Przyczyny pożaru są ustalane.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (81) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group