• Środa, 18 września 2019
  • Godz. 1:27
  • Imieniny: Ariadny, Ireny, Irmy, Józefa, Stanisława
  • Czytających: 5061
  • Zalogowanych: 10
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Sentymentalne powroty dwukrotnego olimpijczyka do Jeleniej Góry

Wiadomości: Jelenia Góra/Francja/Świat
Wtorek, 26 sierpnia 2008, 14:50
Aktualizacja: Środa, 27 sierpnia 2008, 15:17
Autor: JEN
J. Wichowski i kapitan drużyny amerykańskiej wymieniają proporczyki i kwiaty przed meczem Polska – USA w Łodz (1964 r.), kiedy to nasi koszykarze jedyny raz wywgrali z USA 82:73.
Fot. Archiwum J. Wichowskiego
Janusz Wichowski, dwukrotny olimpijczyk, urodził się w 1935 roku Chełmie Lubelskim. Zaraz potem rodzice wyjechali z tego miasta i dzieciństwo spędził z rodzicami do końca wojny w Starachowicach, ale młodość w Jeleniej Górze i bardzo mile wspomina ten okres. Od lat mieszka we Francji, ale podczas każdych prawie wakacji odwiedza nasze miasto.

Mówi się: tam, gdzie spędzisz młodość, tam jest twoja mała ojczyzna. Taką jest dla Pana Janusza stolica Karkonoszy, do której przyjechał z rodzicami tuż po wojnie w 1945 r. w rejon Skłodowskiej Curie, gdzie zamieszkał z rodzicami. Jak mówi, miał szczęście, że tam właśnie mieszkał do matury, bo naprzeciwko był Młodzieżowy Dom Kultury (MDK), gdzie prowadzono szeroką działalność wielu sportowych sekcji. Chodził do pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 1 przy obecnej ul. Piłsudskiego i na zajęcia sportowe do MDK. - Miałem nawet wielkie szczęście. Po pierwsze do MDK miałem bliziutko na „rzut kamieniem”, bo był po drugiej stronie ulicy. Po drugie wziął mnie pod opiekę nieżyjący już legendarny trener koszykówki - Marian Koczwara, który mnie, młodemu chłopcowi, przepowiedział karierę sportową i konsekwentnie uczył tajników ówczesnej koszykówki. Naprawdę wiele mu zawdzięczam – wspomina Pan Janusz .
Również nauczyciele wychowania fizycznego SP nr 1 zwrócili uwagę na wysokiego i bardzo sprawnego zawodnika i to spowodowało, że ogrywał się w szkolnych zawodach i ówczesnych drużynach koszykówki w mieście.

Początek krajowej kariery

Zwrócili też na niego uwagę szkoleniowcy wrocławskiej II ligowej Ślęzy, którzy mu zaproponowali grę w tej drużynie i kiedy po skończeniu nauki w Technikum Ekonomicznym pojechał w 1954 r. do Wrocławia na studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej zasilił tę drużynę. – Mieliśmy pecha. Nie weszliśmy do I ligi, bo w bilansie z Wybrzeżem Gdańsk byliśmy gorsi w koszach o kilka pkt. – mówi z żalem Pan Janusz, któremu poradzono po roku pobytu we Wrocławiu, by wyemigrował do Warszawy, gdzie będzie miał okazję rozwijać umiejętności w Polonii Warszawa. Stało się tak i przeniósł się na studia do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Grał w Polonii i potem w Legii.

Nieustający kapitan reprezentacji

Gra w renomowanych klubach krajowego basketu spowodowała, że stał się reprezentantem kraju i etatowym kapitanem reprezentacji Polski. Był zawodnikiem uniwersalnym. Radził sobie na każdej pozycji na parkiecie i był dobrym duchem drużyny, z którą odniósł wiele sukcesów. Przed olimpiadą w Rzymie (1960r.) reprezentacja kraju stoczyła wielkie boje w eliminacjach i Pan Janusz razem z zespołem zajął wysokie szóste, a potem, siódme miejsce na olimpiadzie w Tokio (1964r.). W Rzymie był nawet wicekrólem strzelców za słynnym Koracem (Jugosławia). Sam udział w dwóch olimpiadzie naszych koszykarzy uznawany był za wielki sukces, ale największy jak do tej pory odniosła nasza reprezentacja we Wrocławiu w 1963 r. podczas pamiętnych mistrzostw Europy, zdobywając srebrny medal.

Za chlebem do Francji

Kiedy Pan Janusz kończył karierę sportową postanowił posmakować chleba na zachodzie, o czym zresztą marzyła większość Polaków. Nie wszystkim sportowcom na to zezwalano, nawet po zakończeniu kariery. Panu Januszowi się udało w uznaniu zasług dla polskiego sportu. W 1971 r. wyjechał do Valenciennes (Francja), gdzie przebywa do tej pory. Zamieszkał w dzielnicy Marlin tego miasta i początkowo grał i trenował miejscową II ligową drużynę. Potem uczył wychowania fizycznego w miejscowym liceum.
Zawsze jednak latem stara się przyjeżdżać do Jeleniej Góry, gdzie mieszka jego brat Wiesław z rodziną przy ul. Skłodowskiej Curie oczywiście oraz przyjaciel z młodzieńczych lat Jerzy Barczyk. – Nigdy nam się nie nudzi, gdy wspominamy lata szkolne – mówi przyjaciel.
Janusz Cwen

(ramka)

Bilans sukcesów

Janusz Wichowski - ur. 6. 10 1935 r., 196 cm, dwukrotnie wystąpił w reprezentacji Europy, był na dwóch olimpiadach (Rzym - 1960, Tokio - 1964), brał udział w pięciu mistrzostwach Europy i jeden raz w mistrzostwach świata w Urugwaju. 242 razy zakładał koszulkę reprezentanta kraju. Są to rekordowe osiągnięcia i jak na razie nie do pobicia.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (5) Dodaj komentarz

obiektywny 26-08-2008 17:18
do pana z tego co widze Cwena. napisal Pan "był na dwóch olimpiadach (Rzym - 1960, Tokio - 1964)" nie byly to olimpiady tylko Igrzyska Olimpijsie a to zasadnicza i bardzo duza roznica. poprawiam bo juz mam dosc jak w publicznej tv red. sportowi nagminnie popelniaja zasadniczy blad piszac o ostatnich igrzyskach jako o olimpiadzie. Przypominam ze Olimpiada i Igrzyska to dwa rozne wydarzenia w zyciu sportowym.
~andrew 26-08-2008 19:32
"Wichoś" w sp 8 ,to nazwa od tego pana nazwiska??
~uczeń KK 26-08-2008 20:38
Zgadzam się z obiektywnym. Olimpiada to zasadniczo czas pomiędzy igrzyskami czyli zawodami sportowymi. Same zawody to igrzyska. Ale w Polsce już się chyba przyjęło, że olimpiada to po prostu igrzyska i tyle.
~bratek 26-08-2008 22:26
do andrew.,zgadza się "Wichoś'wichoś to nazwa od nazwiska Pana Janusza.Trenarami byli między innymi wspomniany Pan Koczwara,Eugebiusz Sroka,Mirosław Trześniewski ,miło wspominam te lata szkoły,byłem jedny z podopiecznych.
~ja 26-08-2008 23:27
mistrzostwa Europy, nie mistrzostwa europy:)

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group