Wtorek, 24 listopada
Imieniny: Flory, Jana, Emmy
Czytających: 6258
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Senator Krzysztof Mróz dla Jelonki.com (wywiad)

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 11 stycznia 2016, 13:53
Aktualizacja: Wtorek, 12 stycznia 2016, 15:20
Autor: Przemek Kaczałko
Fot. Archiwum Jelonki.com/Katarzyna Czerwińska
Prace w Sejmie i Senacie elektryzują wielu obywateli interesujących się politycznymi wydarzeniami na Wiejskiej. Opozycja grzmi o zamachu na demokrację, a obóz rządzący mówi o dobrej zmianie. Jak te wydarzenia komentuje debiutujący w Senacie Krzysztof Mróz?

Przemek Kaczałko: Można powiedzieć, że prace w Sejmie i Senacie prowadzone są w szalonym tempie. Jest to konieczne?
Krzysztof Mróz: Od wyborów de facto tydzień w tydzień są obrady Sejmu, a w konsekwencji także Senatu. Dla parlamentarzystów, którzy mieszkają daleko od Warszawy jest to obciążające. Powoduje, że jestem bardzo trudno uchwytny w okręgu. Taka intensywność trochę mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałem się, że większość czasu będę spędzał w Warszawie. Poza poniedziałkami i niektórymi wtorkami cały czas jestem poza Jelenią Górą. Myślę, że większy oddech złapiemy w marcu. Do lutego będą uchwalane kluczowe ustawy, z którymi Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów.

Jakie ważne ustawy jeszcze przed nami?
Na pewno nasz sztandarowy program 500 złotych na dziecko – chcemy, żeby to rozwiązanie weszło w życie od 1 kwietnia tego roku. Następnie zmiany w prokuraturze, czyli połączenie funkcji prokuratora generalnego z funkcją ministra sprawiedliwości oraz zmiany w kodeksie rodzinnym uniemożliwiające odbieranie dzieci rodzicom tylko dlatego, że w rodzinie jest bieda. Pracujemy jeszcze nad budżetem państwa na 2016 rok. Na najbliższym posiedzeniu Senatu (13/14.01) będziemy wybierać członków Rady Polityki Pieniężnej.

Ale konieczne było takie tempo prac? Obradowanie po nocach, w Wigilię czy Sylwestra?
Chcemy kluczowe rzeczy przeprowadzić bardzo szybko. Jest taka zasada w zarządzaniu, że rzeczy kluczowe, trudne przeprowadza się w pierwszych miesiącach rządzenia. Jeżeli pewnych rzeczy nie zrobi się przez pierwsze 6 miesięcy rządów, to później tych rzeczy się nie zrobi wcale. Większość spraw, które uchwaliliśmy do tej pory musiało być uchwalone szybko, bo wymagają tego przepisy. Np. wprowadzenie 70-procentowego podatku od odpraw i zakazów konkurencji, który chcieliśmy, żeby zaczął obowiązywać od 2016 roku, musieliśmy zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego uchwalić do 30 listopada 2015 r. Podatek ten dotyczy spółek, w których państwo lub jednostki samorządu terytorialnego oraz państwowe osoby prawne mają większość. Odprawy powyżej 3 miesięcy i zakazy konkurencji powyżej 6 miesięcy są opodatkowane stawką 70 procent. Pamiętajmy, że zaprzysiężenie parlamentu było 12 listopada, więc de facto było dwa tygodnie, żeby te zmiany uchwalić. Reformę szkoły, której setki tysiące ludzi chciały – aby była dobrowolność, a nie przymus wysyłania dzieci 6-letnich do szkoły – to też trzeba było uchwalić jak najszybciej, aby przygotować szkoły i samorządy na zmiany. To są takie rzeczy, że ścigamy się z czasem. Dlatego mieliśmy obrady tydzień w tydzień, aby zdążyć z terminami. Dzisiaj jest troszeczkę luźniej, bo terminy już nas tak nie gonią.

Jak Pan wyjaśni zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego? Czy Pana zdaniem wszystkie zmiany są zgodne z Konstytucją RP?
Ja nie jestem prawnikiem, więc ciężko mi odpowiedzieć. W Polsce obowiązuje zasada domniemania konstytucyjności aktów prawnych. Przyjmuje się, iż każda ustawa uchwalona przez parlament, jest zgodna z przepisami prawa, dopóki Trybunał Konstytucyjny jej nie zakwestionuje.

Czy tą ustawą o zmianie TK nie zostały zablokowane prace Trybunału na długi czas, nad ustawami, które teraz będą uchwalane? Skoro ma być rozpatrywane w kolejności zgłoszeń, to minie dużo czasu zanim Trybunał zajmie się nowymi przepisami.
W sprawie Trybunału Konstytucyjnego narosło bardzo dużo mitów. Ta ustawa wprowadza dwie generalne zasady:
1) Trybunał ma orzekać w tzw. pełnym składzie. Mówię tak zwanym, bo sędziów TK jest 15., natomiast orzekanie ma być w składach 13-osobowych. Zawsze bowiem ktoś może zachorować lub być wyłączony ze względu na konflikt interesów. Chodzi o to, aby jak największa liczba sędziów TK badała sprawę i ewentualnie była przekonana, że dana ustawa jest niezgodna z przepisami. Nie może być takiej sytuacji, w której 5-osobowy skład stosunkiem 3 do 2 kwestionuje ustawę. Czyli trzy osoby mogą podważyć ustawę, za którą opowiedziało się 231 posłów, 51 senatorów i prezydent, Za nimi stoi kilka milionów ludzi którzy na nich głosowali. Teoretycznie jakaś większość może uchwalić coś niezgodnego z przepisami. TK jest takim bezpiecznikiem, który może to zablokować, ale nie mogą tego robić 3 osoby, tylko pełen skład większością 2/3.
2) Ustawy mają być rozpatrywane jak w każdym sądzie – według kolejności wpływu. Tak dzieje się w każdym sądzie: Rejonowym, Okręgowym, Apelacyjnym, Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym, Sądzie Najwyższym. Nie może być tak, że jednoosobowo Prezes Trybunału Konstytucyjnego, kto by nim nie był personalnie, decyduje. Jeżeli grupa posłów Platformy Obywatelskiej zaskarży ustawę, to sprawa jest procedowana w ciągu dwóch tygodni, a jeżeli zwykły obywatel zaskarży, to czeka dwa, trzy lata. Tak było przed tą zmianą ustawy. Wszyscy mają być tak samo traktowani, to jest normalna zasada obowiązująca w każdym sądzie powszechnym, z pewnymi wyjątkami. Tak się dzieje również w każdym urzędzie. Co w tym złego?

W sprawie „małej ustawy medialnej” opozycja grzmi, że nie mamy do czynienia z nową jakością, tylko z tym co było, ale bez „białych rękawiczek”.
Media mają być narodowe, nie mają być spółkami prawa handlowego, ma być ich inny status. Ma być zmienione finansowanie, ograniczone reklamy, zlikwidowany abonament, wprowadzona powszechna, niewielka opłata audiowizualna. Taki pakiet zmian wymaga czasu, idąc z tym do wyborów nie ukrywaliśmy tego. Niestety zaangażowanie po wyborach mediów publicznych przeciwko rządowi, jeszcze większe, niż podczas kampanii wyborczej spowodowało, że podjęliśmy decyzję, iż nie możemy czekać dłużej tych kilku miesięcy zanim zbudujemy docelowy model mediów publicznych. Trzeba było dokonać bardzo pilnych zmian w telewizji i radiu. Jest to ustawa przejściowa. Docelowo za kilka miesięcy media publiczne zostaną całkowicie przebudowana w kierunku mediów narodowych.

W Wigilię Bożego Narodzenia ostatnie głosowanie miał Pan o 3:47, a w Sylwestra o 16:52. Nie miał Pan żalu do partyjnych kolegów?
W Wigilię udało mi się dojechać. Dzięki pomocy senatora Rafała Ślusarza byłem w domu o godz. 16.00. Natomiast Sylwestra spędziłem z grupą senatorów w hotelu sejmowym w Warszawie. Do ostatniej chwili liczyłem, że uda mi się wrócić, ale obrady się przedłużyły . Dzieje się tak dlatego, że koledzy i koleżanki z Platformy Obywatelskiej bardzo przeciągają obrady. Jeżeli jest 30 senatorów PO i każdy w debacie ma 10 minut w pierwszym głosie, a w drugim 5 minut oraz nieograniczoną możliwość zadawania pytań do senatora sprawozdawcy i przedstawiciela rządu, to efekt jest taki. Koledzy z PO te same pytania zadają sprawozdawcy, ministrowi oraz te same kwestie poruszają w debacie, a jeszcze wcześniej o to samo pytają w komisjach. Dla przykładu debata o sześciolatkach trwała 8 godzin. Po tym idzie niefajny przekaz, że PiS głosuje coś w nocy, ale w senacie nikt opozycji nie blokuje możliwości wypowiadania się.

W Senacie jest większa kultura niż w Sejmie?
Nie chciałbym tego tak gradować. Nikt nie szuka kruczków, nie stosuje procedury zamknięcia dyskusji jak są kolejni mówcy...

Uważa Pan, że to jest w porządku jak posłowie czy senatorowie dostają projekty ustaw kilka godzin lub dzień przed obradami? Nie mają czasu zapoznania się dokładnie z ich treścią.
Dzieje się to zgodnie z procedurami parlamentarnymi. Są takowe przepisy, które to przewidują. Tak samo było w poprzedniej kadencji.

Zapewne pamięta Pan jak w Radzie Miejskiej Jeleniej Góry radni narzekali, w tym Pan, że na ostatnią chwilę dostają od prezydenta projekty uchwał. Wtedy było oburzenie, że nie ma czasu na zapoznanie się z projektami.
Oczywiście. Ale my jesteśmy w Senacie i to nie jest tak, że ta ustawa spada z Księżyca. Ta ustawa jest procedowana przez Sejm, jest cały skomplikowany proces – pierwsze, drugie i trzecie czytanie. Każdy senator oraz każdy obywatel ma możliwość prześledzenia takiej ustawy. W większości ustawy, które przyjmujemy to są to nowelizacje dotychczasowych ustaw. Są one bardzo krótkie. Natomiast zgadzam się z tym, że jest narzucone bardzo duże tempo. Ale jak już na wstępie tłumaczyłem, gonił nas czas, żeby przepisy mogły wejść z nowym rokiem.

Przechodząc do spraw dotyczących Jeleniej Góry, zapoznał się Pan z budżetem na 2016 rok?
Sprawy Jeleniej Góry zawsze są bliskie mojemu sercu, natomiast uczciwie powiem, że tempo prac narzucone w Senacie było takie, że nie miałem czasu zapoznać się z nim. Od kolegów z PiS słyszałem, że jest to budżet słaby, wiele instytucji miejskich sygnalizuje, że w listopadzie 2016 zabraknie im pieniędzy na wydatki bieżące. Mam świadomość, że w trakcie roku mogą się pojawić nowe środki, ale jak słyszę, że w dniu uchwalenia budżetu już jest on nierealny, to po co go uchwalać w grudniu, jak termin końcowy to 31 stycznia. Jeżeli okaże się, że pieniędzy w listopadzie 2016 zabraknie, to będzie to kompromitacja. Mam nadzieję, że to są wyolbrzymione zagrożenia, ale w 2015 roku zabrakło kilku milionów na oświatę – gdyby radni nie zmienili pod budżetu, to pan prezydent nie miałby pieniędzy na wypłatę wynagrodzeń dla nauczycieli. To jest całkowita kompromitacja tych, którzy w mieście szacowali budżet na oświatę. Tym bardziej, że budżet na oświatę bardzo łatwo jest oszacować, bo wiemy ile jest dzieci, ilu nauczycieli i jakie mają pensje. Rozumiem jakieś nieszczęście typu kataklizm, powódź – tego nie da się przewidzieć. Natomiast jeżeli ktoś się pomylił o kilka milionów szacując wydatki na oświatę, to nie można powiedzieć, że coś przypadkowo się wydarzyło.

Prezydent podkreśla, że nie będzie likwidacji szkół, ale czy to znaczy, że planuje ich łączenie?
Nie wiem co planuje prezydent Marcin Zawiła. Jako PiS byliśmy przeciwnikami likwidacji szkół. Jest jeszcze jedna rzecz w ustawie, która zniosła przymus wysyłania 6-letnich dzieci do szkół. Wprowadzono istotną zmianę – wzmocniono rolę kuratora oświaty. Od teraz jak prezydent Jeleniej Góry będzie chciał zlikwidować szkołę lub połączyć z inną, będzie musiał uzyskać nie tylko zgodę Rady, ale także pozytywną opinię kuratora, która będzie wiążąca.

Przed te dwa miesiące od zaprzysiężenia miał Pan moment zwątpienia? Żałował Pan, że nie pozostał w Radzie Miejskiej?
Nie miałem takiego momentu. Zdecydowałem się startować i wiedziałem z czym to się wiąże. Tym bardziej, że przez wiele lat współpracowałem z parlamentarzystami. Wyborcy mnie wybrali, za co im raz jeszcze serdecznie dziękuję. Na pewno ogrom pracy jest dla mnie zaskoczeniem, ale jak głosi hasło PiS-u: „damy radę”.

Korzystając z okazji chciałbym mieszkańcom Kotliny Jeleniogórskiej życzyć pomyślności w 2016 roku.

Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

Biuro senatora Krzysztofa Mroza mieści się w Domu Handlowym przy ul. Długiej 4/5 (IV piętro). Czynne jest od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-16.00. Telefon do biura: (75) 75 24 040.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group