• Sobota, 20 kwietnia 2019
  • Godz. 18:23
  • Imieniny: Agnieszki, Czesława, Mariana
  • Czytających: 4987
  • Zalogowanych: 9
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Samemu tak jakoś nudno, małżeństwo jest trendy

Wiadomości: Region
Niedziela, 30 grudnia 2012, 8:40
Aktualizacja: Poniedziałek, 31 grudnia 2012, 7:15
Autor: Elster
Fot. AM
Wczoraj (29 grudnia) na Scenie Teatralnej Hotelu Gołębiewski w Karpaczu wystawiona została farsa „Single i remiksy” autorstwa Marcina Szczygielskiego w reżyserii Olafa Lubaszenki. Niezaprzeczalnie mocnym punktem tego widowiska, firmowanego przez Agencję Aktorsko–Artystyczną BERG, okazała się obsada podyktowana serialową popularnością.

Singli wokół nas jest coraz więcej. We¬dług socjologów to znak czasu. Fakt ten nie wzbudza już takich emocji. Niegdyś 30-latka bez męża uchodziła za starą pannę, dziś mało kto o niej tak powie. Przy wzbudzonej dyskusji wokół dorosłych kobiet i mężczyzn, którzy żyją sami z wyboru, „Single i remiksy” są tylko pretekstem do opowiedzenia o pewnym micie, że dla singla najważniejsza jest kariera (praca), pieniądze i życiowa satysfakcja. Bo, jak wynika z przeprowadzonych dokładnych badań statystycznych, ważniejsze od pracy zawodowej dla singli okazały się: kontakty z przyjaciółmi, małżeństwo i rodzicielstwo. Singiel z wyboru rozważa więc poważny związek i założenie rodziny, pod warunkiem, że spotka odpowiednią osobę.

Autor sztuki, Marcin Szczygielski, swoimi poprzednimi adaptacjami scenicznymi („Berek, czyli upiór w moherze” z Ewą Kasprzyk i Pawłem Małaszyńskim, „Wydmuszka” z Joanną Liszowską i Anną Guzik, „Furie” z Ewą Szykulską, Teresą Lipowską i Barbarą Bursztynowicz oraz „KalLas” z Ewą Kasprzyk w roli Violetty Villas i Joanną Kurowską jako Kaliną Jędrusik) wzbudzał spore zainteresowanie zarówno w mediach, jak i ze strony widzów. Przyszedł więc czas na kolejną komedię obyczajową, napisaną z wyczuciem prawideł teatru.

Szczygielski podejmując współczesną tematykę singli, przy okazji próbuje skonfrontować także rzeczywistość z wyobrażeniami o Indiach. Spektakl nawiązuje do sytuacji w Indiach jako o silnej, dynamicznej i szybko rozwijającej się gospodarce, która integruje się coraz bardziej z gospodarką światową. Autor „Singli i remiksów” całkiem trafnie zwrócił uwagę, że najsilniejszym atutem gospodarki Indii jest z pewnością koncepcja rodziny indyjskiej, wypracowywana od wieków, która doskonale sprawdza się we współczesnym świecie, w firmach pozwala na osiągniecie efektywnego zarządzania i długookresowego planowania.

Akcję osadzono w filii międzynarodowej korporacji wydawniczej, kierowanej przez niemiecką firmę w Hamburgu. Magazyn „Singiel w wielkim mieście” przeznaczony jest dla ludzi wolnych i niezależnych. W świecie, gdzie szansę mają tylko single a bycie w związku małżeńskim może zrujnować karierę, nie ma czasu na pobłażliwość. Machina tego przedsiębiorstwa jest potężna i wielka.

W redakcji rządzi bezwzględna Magda Gorzelak (Weronika Książkiewicz, znana bliżej telewidzom choćby z roli pogrążonej w egoizmie, chorobliwie ambitnej i wyrachowanej Julii Podhoreckiej w serialu TVP1 „Rezydencja”). Surowa pani prezes jest zdeklarowaną singielką, a swoje życie podporządkuje karierze zawodowej. Swych pracowników trzyma żelazną ręką, wymaga od nich zaangażowania, całkowitego poświęcenia własnego dobra, pasji i dyspozycyjności. Uważa, że „singiel to najlepszy utwór na płycie”. Niechętnie odnosi się do koncepcji małżeństwa, a bycie matką uważa za coś przerażającego.

Funkcję szefa ds. reklamy i marketingu korporacji pełni cierpiący na psychosomatyczne objawy astmy Sebastian (Wojciech Medyński w zdecydowanej opozycji do znanych telewizyjnych postaci – rozkochanego we własnym testosteronie psychopaty w „Pierwszej miłości” czy dowódcy straży pożarnej z Lipnicy z „M jak miłość”), nieco lękliwy członek zarządu korporacji i bezpośredni współpracownik Magdy. Wydawcą magazynu jest z kolei sumienna i całkowicie oddana firmie Aśka (Anna Mucha, od lat kojarzona głównie z postacią Magdy Marszałek w „M jak miłość”), która nie kryje swojej niechęci do szefowej wyrażając to w sarkastycznych uwagach.

Któregoś pięknego dnia wydawnictwo zostaje przejęte przez dużo większą indyjską firmę. Jej właściciel zmienia charakter wydawnictwa kierowanego przez Magdę. Prezesi decydują się na charakter prorodzinny. Do polskiej korporacji przyjeżdża kontroler umiejętności członków zarządu Nirek (Lesław Żurek, pamiętny amant-żołnierz w „Małej Moskwie”, emigrant na Wyspach Brytyjskich w „Londyńczykach” czy pisarz karierowicz-oportunista, który do Pierwszej Komunii Świętej przystąpił w…Jeleniej Górze uciekając od realiów PRL-u w filmie „Mniejsze zło”), a właściwie Mirek (Nirek w języku hindi oznacza przełożonego), który ma zostać nowym przełożonym firmy. Konsultant z Indii okazuje się być Polakiem i zapalonym fanem piłki nożnej.

Postacie nie bardzo dają sobie radę z wątpliwą moralnością. Przerażona pani prezes Magda udaje szczęśliwą żonę i matkę. Jej rzekomym małżonkiem ma być szef ds. reklamy Sebastian, a dzieci stara się wynająć telefoniczne z przedszkola lub szkoły, na co zwraca uwagę policja i pojawiają się kłopoty. Odrzucona Aśka wabi i nęci Nirka, który co prawda ma zrównoważone podejście do życia, lecz w chwilach silnego stresu sięga po skrzętnie ukrytą w marynarce buteleczkę z alkoholem. W efekcie okoliczności i zdarzeń, opadają maski i pozory. Sebastian i Aśka, którzy od pięciu lat są małżeństwem, lecz, by nie stracić pracy, musieli ukrywać ten fakt przed swoją szefową, wybaczają sobie. Nirek zaprasza Magdę na randkę.

Reżyser Olaf Lubaszenko ani przez chwilę nie udaje, że chodziło mu przede wszystkim o dostarczenie widzom bezpretensjonalnej rozrywki. A biorąc pod uwagę ciepłe przyjęcie przez widzów, idzie tu przede wszystkim o dobrą zabawę. Publiczność często się śmieje, więc cel został zrealizowany.

Dla Olafa Lubaszenki to nie pierwszy kontakt ze sceną w Karkonoszach. W drugiej połowie lat 70. XX wieku, gdy Olaf Lubaszenko zaczynał siódmy rok swojego życia - przebywał w Jeleniej Górze, gdzie jego matka Asja Łamtiugina grała na scenie Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w dwóch spektaklach w reżyserii samej wieloletniej szefowej teatru Aliny Obidniak: poetyckim dramacie „Homer i Orchidea” Tadeusza Gajcego jako tytułowa Orchidea oraz „Kram z piosenkami” Leona Schillera.

Ostatnio Lubaszenko gościł w jeleniogórskim Teatrze im. Norwida bodaj w październiku ub. r. z komedią „Diabli mnie biorą” Marka Rębacza (koprodukcja łódzkiej sceny i Polskiej Sceny Komedii) grając Księcia Ciemności - Lucyfera. Ten ceniony aktor i reżyser, znany przede wszystkim z ekranu, ma także na swoim koncie reżyserię w teatrach: warszawskich - Muzycznym „Roma” i Na Woli - oraz Nowym w Poznaniu i Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Warto o tym pamiętać, kiedy ogląda się ,,Single i remiksy”.

Weronika Książkiewicz umiejętnie wplątuje w komediowy żywioł nutkę groteski. Jej bohaterka w stylu bizneswoman, choć jest bardziej wykrzyczana niż zagrana i prowadzona prawie cały czas na jednej emocji, czyni reprezentantkę pokolenia 30-latków, pozostawionych samym sobie i – w samoobronie - chowających się pod maską egocentryzmu. Zabawna jest Anna Mucha. W konwencji farsy dobrze odnajduje się Wojciech Medyński, który – o dziwo! - szczególnie tu błyszczy talentem komediowym (tylko nie wiedzieć czemu w zdanie wrzuca słówko-przecinek na „k” i nie jest to bynajmniej „kultura”). Konsekwentnie prowadzi swą rolę Lesław Żurek. Nie sili się na patos i gra zupełnie naturalnie. Nieskomplikowana plastyczna koncepcja scenografii Wojciecha Stefaniaka spełnia wymogi sytuacyjne. Nastrój współtworzy także dobrana ilustracja muzyczna.

Do zakupu biletów na spektakl zachęciły zapewne nazwiska aktorów, których do współpracy namówili producenci: Zdzisław Marcinkowski i Mariola Berg. Telewidzowie spędzający dużo czasu przed szklanym ekranem chcieli zobaczyć „na żywo” twarze znane z oper mydlanych czy programów rozrywkowych typu „Taniec z gwiazdami” (oprócz Lesława Żurka, cała pozostała trójka aktorów brała udział w tym popularnym show) i najzwyczajniej pośmiać się. Czy można stawiać to jako zarzut? Oczywiście, że nie. Jednak widz poszukujący bardziej teatralnych wrażeń może być lekko rozczarowany, zamiast prawdziwego życia - banały rodem z sitcomów.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (15) Dodaj komentarz

~Widz 30-12-2012 11:01
Nie wiem tylko z czego ludzie się śmiali. Chyba dla zasady.
rymcycymcy 30-12-2012 11:38
Całość recenzji w zasadzie mozna zamknąć w jednym ...ostatnim zdaniu ! ;)
~pavillo 30-12-2012 12:00
Można się było pośmiać, nie tylko dla zasady. Jak dopisuje poczucie humoru, to nawet taki mało ambitny spektakl może być rozrywką. Nie wszystko musi być w końcu śmiertelnie poważne. Warte zobaczenia - moim zdaniem.
CН.W.D.P. 30-12-2012 12:17
SAMEMU JAKOŚ NUDNO... CHYBA KOMUŚ, KOGO NIE STAĆ NA KOMPUTER!! rymcy WCIĄŻ SAM, A NUDY PO NIM NIE WIDAĆ...
~op 30-12-2012 12:41
Śmiech to zdrowie, a sztuka chyba o czymś? :-)
~op 30-12-2012 12:44
A-ha, ten Szczygielski to przecież partner życiowy Tomasza Raczka. Para roku :-)))
~Meg 30-12-2012 12:57
Byłam, oglądałam i podzielam opinie "pavillo" można się było pośmiać, to kwestia podejścia i humoru! Jak go nie masz zawsze będziesz w gronie POLAKÓW, co to tylko potrafią narzekać...a skoro takie złe, to po co "WIDZ" poszedł na spektakl??? w sieci można było opinie poczytać. Ja polecam i wielu znajomych, którzy oglądali spektakl w listopadzie lub wczoraj także :-)
rymcycymka 30-12-2012 13:41
Małżenstwo jest nudne,szczególnie pod koniec
CН.W.D.P. 30-12-2012 15:29
PANI rymcycymko, DLACZEMU SĄDZI PANI, IŻ NUDNE JEST MAŁŻEŃSTWO?? ZWŁASZCZA POD KONIEC... JAK MNIE HISTORIA, ŻYCIE I JEGO DOŚWIADCZENIE POKAZUJE, JEST WRĘCZ ODWROTNIE. BOWIEM SZCZEGÓLNIE KONIEC MAŁŻEŃSTWA, CZYLI ROZWÓD, BYWA TEGOŻ MAŁŻEŃSTWA NAJGORĘTSZYM OKRESEM... PRZYKŁADOWO, MIŁOŚĆ JEDNEJ Z MYCH NIEDOSZŁYCH MAŁŻONEK NIGDY NIE BYŁA TAK SZALONA, JAK WTEDY, GDY OZNAJMIŁEM JEJ, IŻ ZMIENIAM JĄ NA INNY LEPSZY MODEL...
rymcycymcy 30-12-2012 15:53
Żaden singiel nie może narzekać na samotność ...jeśli tylko trafi do odpowiednio pojemnej ...szafy grającej ! :)
rymcycymcy 30-12-2012 15:57
13:41 | rymcycymka | ...czasem życie porównuje się do podróży :) ...w takim ujęciu koniec małżeństwa to tylko lądowanie przed przesiadką z możliwością wyboru dalszej trasy i ...przewoźnika ! ;)
~abc 30-12-2012 17:51
Tylko patrzeć jak scena teatralna u Golebiewskiego zagrozi Teatrowi Norwida w Jg. Taki mecenas sztuki.
~beee 30-12-2012 18:28
Oto wzorcowe wypracowanie maturalne. Na 6 może z plusem, tylko po przeczytaniu takiego wypracowania ,nie ma po co iść na spektakl...Dziękuję, parę zeta zostało w kieszeni...
~Do ~ 30-12-2012 18:39
~abc~ Jeśli chodzi o denny repertuar Norwida ("Madame de Sade", "Novecento", "Sługa dwóch panów") to mogę się z tym zgodzić, ale jeśli chodzi o bezmyślny projekt sali teatralnej u Gołębiewskiego (kameralna scenka na ponad 400 osób), to nie ma porównania nawet ze Sceną Studyjną Norwida. Pozostaje więc oberzeć w Norwidzie lokalną "Zakałę" lub "Kolację dla głupca".
~KRECIK 31-12-2012 21:44
moim zdaniem spektakl dupy nie urywa taki sobie przeciętny.......

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Sonda

Czy wszystkie torby foliowe powinny być płatne?

Oddanych
głosów
171
Tak
68%
Nie
29%
Nie wiem
3%
Głos ulicy
Foliówki płatne?  
TV Dami
19.04.2019 r. Serwis Informacyjny TV Dami Jelenia Góra  
Miej świadomość
Mamy zdjęcie czarnej dziury  
Dialogi Jelonki
Krew (zawsze) potrzebna od zaraz
Aktualności
Czego dotyczył Dolnośląski Kongres Samorządowy?  
Aktualności
Triduum Paschalne  
Copyright © 2002-2019 Highlander's Group