Niedziela, 24 stycznia
Imieniny: Franciszka, Rafała
Czytających: 1999
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Policzą bezdomnych

Sobota, 12 stycznia 2019, 6:08
Aktualizacja: Niedziela, 13 stycznia 2019, 9:52
Autor: Angelika Grzywacz– Dudek
Jelenia Góra: Policzą bezdomnych
Fot. Angelika Grzywacz- Dudek
W nocy z 13 na 14 lutego br. odbędzie się ogólnopolskie badanie liczby bezdomnych. Akcja prowadzona jest co dwa lata, a jej organizatorem jest Ministerstwo Zdrowia i Polityki Socjalnej. Przy tej okazji sprawdza się, ilu bezdomnych jest w stolicy Karkonoszy, i co jest główną przyczyną tej bezdomności. Udało nam się zapytać samych bezdomnych, dlaczego stracili w życiu niemal wszystko.

Jak mówi Bogusław Gałka, prezes Towarzystwa św. Brata Alberta w Jeleniej Górze, w tym roku realnie bezdomnych będzie znacznie więcej, niż w latach poprzednich. Dlaczego?

W minionym roku weszła ustawa, zgodnie z którą nasza placówka jest ośrodkiem wsparcia i nie może już pobierać opłat od osób bezdomnych – mówi Bogusław Gałka. – Zatem nietrudno się domyślić, że osoby wynajmujące obecnie jakieś pokoje w hotelach czy kawalerki, przyjdą właśnie do nas. My bowiem musimy im zapewnić bezpłatny nocleg, wyżywienie, a nawet leki. Kto za to płaci? Oczywiście gminy, czyli wszyscy podatnicy. Do zmian ustawowych, od bezdomnego mieszkającego u nas mogliśmy pobierać około 70 procent przyznanych zasiłków, teraz całym zasiłkiem dysponują oni sami. W rezultacie wygląda to tak, że na początku miesiąca całą tę kwotę ci ludzie tracą, bo przez niezaradność życiową nie potrafią dysponować pieniędzmi . A później nie mają na buty, ubranie czy nawet leki, jeśli zachorują w kolejnych dniach miesiąca – dodaje B. Gałka.

W jeleniogórskim Schronisku im. Św. Brata Alberta (wraz z częścią leczniczo –opiekuńczą) obecnie przebywa 69 mężczyzn, z noclegowni korzysta około 15 osób, a z obiektu przy ul. Wolności 30 osób. Kolejnych 15 zgłasza się w mroźne noce do tzw. ogrzewalni, w której miejsca są jedynie siedzące, a warunkiem przyjęcia jest trzeźwość lub wynik alkomatu do 0,5 promila alkoholu. Łatwo policzyć, że łącznie jest to około 130 osób.

Mniej więcej drugie tyle mieszka w pustostanach, w altanach działkowych czy w tzw. hotelach, m.in. przy ul. Powstańców Śląskich, gdzie warunki są gorsze niż gdziekolwiek indziej – mówi Marcin Wierzchucki, kierownik noclegowni i ogrzewalni Jeleniogórskiego Koła Towarzystwa im. Św. Brata Alberta. – W przeważającej części są to mężczyźni, ale 10 procent bezdomności stanowią kobiety, dla których nie mamy ośrodka w Jeleniej Górze, a jedynym miejscem, gdzie mogą one przenocować jest ogrzewalnia – dodaje M. Wierzchucki.

Powszechnie uważa się, że główną przyczyną bezdomności jest alkohol, a konkretnie jego nadużywanie przez osoby, które z czasem tracą wszystko, w tym dach nad głową. Kierownik schroniska przekonuje jednak, że problem jest bardziej złożony.

Alkohol nie jest przyczyną, tylko skutkiem – mówi Marcin Wierzchucki. – Przyczyną jest wyuczona bezradność tych ludzi, często też traumatyczne przejścia w dzieciństwie lub młodości. Ci ludzie sami nie potrafią sobie niczego zapewnić i o nic zawalczyć. Żyją przy swoich rodzicach lub władczych żonach, a po ich śmierci czy po rozwodach, trafiają do nas. Bardzo duży odsetek osób, które do nas trafiły pochodzi też z patologicznych rodzin, lub z tzw. dobrych domów, w których panowała przemoc fizyczna czy psychiczna. Są też wychowankowie domu dziecka, którzy wszystko mieli podane na tacy i uważają, że wszystko im się należy. Mamy także podopiecznych, którzy wyszli z więzienia po odsiedzeniu długoletnich wyroków i teraz nie mają żadnych perspektyw. Ponadto bezdomni powielają wzorce jakie otrzymali od rodziców, którzy również nie byli zaradni życiowo. Mężczyznom jest ciężej niż kobietom zgłosić się do psychologa, wygadać się koledze czy opowiedzieć komuś o swoich problemach. Wtedy sięgają po alkohol, po to by sobie jakoś – na swój sposób – poradzić z rzeczywistością, która ich przerasta. Alkohol jest więc tylko sprawą wtórną – dodaje M. Wierzchucki.

Przykładem jest 35-letni Dariusz (imię zostało zmienione), który przez bezdomność stracił obie nogi. W schronisku przebywa od dwóch lat i - jak na razie nie ma pomysłu na swoje życie. Razem z nim mieszka tam jego ojciec.

Jako mały chłopiec byłem wychowywany przez dziadków, bo po rozwodzie mama zajęła się moim bratem – wspomina. – Niby wszystko było dobrze, skończyłem SP nr 14 przy ul. Sudeckiej, potem zawodówkę w „Mechaniku” i dostałem się nawet do Technikum, ale uciekłem z niego. Miałem kolegów, z którymi wolałem iść na piwo. Poszedłem do wojska, ale byłem tam pięć miesięcy, ten szósty miesiąc spędziłem w areszcie, bo nie wróciłem z przepustki na służbę… przez alkohol oczywiście. A potem to już mieszkałem to tu, to tam. Wymeldowaliśmy się z bratem od dziadków i raz mieszkaliśmy na działkach, innym razem u kolegi, któremu remontowaliśmy mieszkanie. Potem znowu wracaliśmy na działki i to tam, trzy lata temu, odmroziłem sobie nogi. Zaniedbałem to i zaczęły gnić. Kiedy trafiłem do szpitala nie było już ratunku. 15 lutego amputowano mi obie nogi. Po rehabilitacji znów mieszkałem u kolegi, a od września 2016 roku trafiłem do schroniska. Brat pracuje jako budowlaniec, mieszka z dziewczyną w jej mieszkaniu, a ja jestem tutaj z ojcem i nie wiem, co ze mną będzie dalej – dodaje bezdomny 35-latek.

Z kolei inny 56-latek wspomina, że miał wspaniałe dzieciństwo i kochający dom. Sam pracował m.in. w szpitalu i w pogotowiu, a wszystko w jego życiu zaczęło się psuć po nieudanych związkach z kobietami i po śmierci jego rodziców. Wtedy wraz ze swoją ostatnią partnerką zaczął sięgać po alkohol, który zniszczył wszystko, do czego w życiu doszedł. Końcówki swojej historii nie chce opowiadać, ale dobrze znają ją jeleniogórzanie czytający policyjne kroniki kryminalne.

I takich historii od osób bezdomnych usłyszymy więcej. I to zarówno tych, który poddali się regulaminowi i przebywają w schronisku próbując wytrzymać w trzeźwości, jak i tych, którzy wpadli w alkoholowy nałóg na tyle głęboko, że bez procentowych napojów nie potrafią żyć. Sama akcja zliczania bezdomnych skupi się przede wszystkim na tych drugich, bo liczba podopiecznych schroniska jest do wglądu, a lista osób mieszkających w pustostanach czy altanach działkowych – zupełnie nie jest znana.

Dwa lata temu spis polegał na tym, że strażnicy miejscy, policjanci, pracownicy MOPS i tzw. stritworkerzy wychodzili w teren i odwiedzali wszystkie znane miejsca, gdzie mogli przebywać bezdomni. Najpierw jednak ustalany był harmonogram dnia osób bezdomnych by wiedzieć, w którym miejscu można ich najczęściej spotkać – opowiada Jacek Winiarski, szef jeleniogórskiej straży miejskiej. – Zbiorowe dane trafiały do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a następnie do Ministerstwa. Myślę, że w tym roku będzie podobnie, ale nie mamy jeszcze szczegółowych wytycznych – dodaje J. Winiarski.

Niestety ci, którzy problem bezdomności znają głębiej, otwarcie mówią, że dane statystyczne zbierane podczas takich akcji, bardzo różnią się od smutnej rzeczywistości.

Twoja reakcja na artykuł?

2
5%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
23
55%
Smuci
3
7%
Złości
14
33%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (17) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group