Poniedziałek, 27 września
Imieniny: Kosmy, Damiana
Czytających: 6446
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

REGION: Pamiątka po wojennej katastrofie

Niedziela, 22 listopada 2009, 8:16
Aktualizacja: 19:10
Autor: Mar
REGION: Pamiątka po wojennej katastrofie
Fot. Mar
Łopata śmigła niemieckiego samolotu, jaki rozbił się w Karkonoszach w 1945 roku – taką nietypową pamiątką sprzed lat może pochwalić się Jerzy Busse ze Szklarskiej Poręby.

– Wybrałem się w góry z kolegą na przechadzkę – opowiada Jerzy Busse. – To były lata pięćdziesiąte otaczały nas poniemieckie rzeczy i nie przywiązywaliśmy do nich większej wagi. Ale leżące w lesie pomiędzy Szrenicą i Końskimi Łbami śmigło było i wtedy czymś niezwykłym – dodaje. Zwłaszcza dla trzynastoletnich chłopców, którymi wtedy byli.

Dużo mówiło się o kilku samolotach rozbitych w górach, o trupach znalezionych przy nich po wojnie. – Wzięliśmy z kolegą płat z duraluminium i znieśliśmy przez lasy do domu. Namęczyliśmy się przy tym okrutnie. Nikomu się też nie chwaliliśmy, bo pewnie zaraz by trafił do nas Urząd Bezpieczeństwa, który w Szklarskiej Porębie robił wtedy za milicję – mówi posiadacz śmigła.

Z powodu przygranicznego położenia już w Piechowicach stały szlabany i wojsko sprawdzało przepustki lub meldunek w Szklarskiej Porębie. – Ile razy przed naszym domem szli żołnierze i do siedziby UB prowadzili wczasowicza z walizką, który zapomniał wziąć przepustkę. Bo też z całej Polski zjeżdżali tutaj ci, którzy chcieli przez zieloną granicę uciekać z PRL-u. A stąd było najbliżej do Austrii, czy zachodnich Niemiec.

– W to miejsce, gdzie znaleźliśmy śmigło, już nie wróciłem. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że ktoś znalazł tam silnik tego samolotu. A blachy dawno znieśli na dół złomiarze. W błędzie są ci, którzy myślą, że kiedyś nie było ludzi zbierających złom, zawsze byli – mówi Jerzy Busse.

Szklarskoporębianin zamierzał postawić łopatę od śmigła na małym postumencie przed domem, ale były z tym problemy. – Dałem sobie spokój. Możliwe, że zniknęłoby, a tak leży sobie i przypomina mi, jak się męczyłem niosąc je na plecach do domu – uśmiecha się nasz rozmówca.

Łopata śmigła była znaleziskiem ciekawym, ale znajdowano też inne, cenniejsze i bardziej niebezpieczne skarby. – Kiedyś kolega przyniósł do szkoły piękny, oksydowany i zakonserwowany rewolwer z amunicją. Oglądaliśmy go i na następny dzień umówiliśmy na strzelanie w okopach po obozie Hitlerjugend – opowiada pan Jerzy. – Tam wielokrotnie wypróbowywaliśmy znalezione karabiny i pistolety, zwykle zardzewiałe. Do spustu wiązaliśmy sznurek, chowaliśmy się za róg i pafff. Jak broń się nie rozleciała, można było z niej strzelać normalnie. Jak nie wytrzymała, trafiała na złom.

I ten kolega przychodzi następnego dnia do szkoły markotny i zły. Jak powiedział nam, pochwalił się ojcu, że znalazł rewolwer. Ten wziął broń do warsztatu i odpiłował lufę. – teraz możesz się nim bawić – powiedział. Byliśmy bardzo zawiedzeni.

W Karkonoszach pod koniec wojny rozbiło się co najmniej pięć samolotów. Do dzisiaj w tych miejscach można dostrzec ślady katastrof. Ale przestrzegamy przed samodzielnym poszukiwaniem szczątków. Niektóre leżą w ścisłych rezerwatach Karkonoskiego Parku Narodowego i dostęp jest niemożliwy.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group