• Wtorek, 22 stycznia 2019
  • Godz. 22:05
  • Imieniny: Anastazego, Doriana, Wincentego
  • Czytających: 7636
  • Zalogowanych: 12
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Nikt na stacji nie czeka

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 18 września 2007, 0:00
Aktualizacja: Wtorek, 18 września 2007, 15:08
Autor: TEJO
Fot. Agnieszka Gierus, Archiwum
Agnieszka, nasza fotoreporterka, robiła zdjęcia. W jednym obrazku zawarła 140 lat historii. W pozostałych – dzieje świetności i upadku kolejnictwa w stolicy Karkonoszy.

<b> Tamten wrzesień </b>
Godzina 12 55. Rok 1936. Wrzesień. Słońce rzuca blask na piaskowiec frontowej ściany budynku dworca. Podróżny powolnym krokiem zmierza ku taksówce. Dorożka bagażowa czeka na kolejnego pasażera. Inni spieszą się ku hollowi, by dostać się na perony. Tam czeka elektryczny do Breslau.

Fotograf ustawia się przy szynach tramwajowych, po drugiej stronie Hindenburgstrasse. Tramwaj kołacze się gdzieś tam u zbiegu z Wilhelmstrasse. Już go słychać. I widać, jak wynurza się tocząc powoli tony swojej wagi po torach za hotelem Strauss, gdzie ma ostatni przystanek przed dworcem. Fotograf wyciąga mieszkowy aparat na szeroki film. Nastawia ostrość&#8230;

Jedno pstryknięcie migawki i chwila pozostaje utrwalona. Podróżni zamierają w drodze ku budynkowi. Dorożkarz pozostanie ukryty w bryczce. Elektryczny do Wrocławia wciąż czeka na sygnał do odjazdu.
Tylko tramwaj się nie załapał. Ale nadjedzie.

<b> Ten wrzesień </b>
Godzina 12. 55. Rok 2007. 12 września. Śladem nieznanego fotografa sprzed niemal 70 lat podąża Agnieszka, nasza fotoreporterka. To samo słońce przemieszane z chmurami. Ciemnymi, wrześniowymi. Za chwilę spadnie deszcz. Ale to nie z obawy przed opadami przed dworcem nie ma ani podróżnych, ani tym bardziej &#8211; dorożki. Nie ma nikogo. Nie ma nic.
Cień pozostał po tamtych samochodach. Puste taksówki znudzone oczekiwaniem na nieobecnych pasażerów. Elektryczny żółtek do Wrocławia wyjechał z peronu pierwszego. Następny &#8211; za kilka godzin. Nikt na odjazd nie czeka.

Promienie słońca łaskoczą ten sam, co niegdyś, piaskowiec elewacji. Przez długie lata nie widzi nic, bo zaślepiają go bezmyślnie kładzione warstwy farby. Teraz, pozbawiony tego balastu, swobodnie oddycha jesiennym powietrzem. Tylko nikt na niego nie patrzy, poza fotoreporterką.

Nie ma też tramwaju i nic nie kołacze na szynach. Zza Feniksa wyłania się pustka. Tylko Agnieszka stoi tam, gdzie kiedyś ten człowiek, który siedemdziesiąt lat temu zrobił dokładnie to, co ona. Nacisnął migawkę. Zatrzymał chwilę. Tę chwilę &#8211; jakże inną &#8211; choć w tym samym miejscu i dokładnie o tej samej godzinie, uwiecznia na elektronicznej matrycy aparatu Agnieszka.

<b> Pamięć piaskowca </b>
Godzina 12. 55. Rok 1866. 20 sierpnia. Jeszcze kilka lat wcześniej była tu pustka. Od roku 1864 powstaje dworzec kolei żelaznej, która połączy Breslau z Goerlitz.
Piaskowiec na elewacji skromnego jeszcze budynku lśni czystością w sierpniowym słońcu, wszystko pachnie świeżością farby. Perony, wystrojone w pelargonie w doniczkach, jeszcze bez wiat. Przygotowane na przyjęcie pierwszego pociągu osobowego Śląskich Kolei Górskich z Reibnitz (Rybnicy).

Odświętnie ubrany dyżurny ruchu nerwowo czeka na pierwszych gości, którzy &#8211; zanim staną na peronie, aby powitać sapiącą lokomotywę nadjeżdżającą po nowiutkim torowisku od centrum miasta &#8211; obejrzą halę kasową, dworcowe poczekalnie i pomieszczenia. Tam powstanie restauracja, kiedy ruch pociągów będzie na tyle duży, aby stało się to opłacalnym.

Ku dworcowi zmierzają dorożki z miejskimi notablami. Jeszcze bardzo zakurzoną i niemal niezamieszkałą Schildauerstrasse. Tą samą ulicą, którą piechotą lub konnymi wozami ciągną do Hirschbergu chłopi z Schildau (Wojanowa), aby sprzedać płody rolne na targowisku na Markcie.
Niebawem część z nich będzie mogła przesiąść się do wygodniejszego pociągu.

Podążają skrajem szosy. Tam, gdzie za 34 lata przejedzie pierwszy eletryczny tramwaj z Herischdorfu. Tam, gdzie za 70 lat nieznany fotograf zrobi zdjęcie dworcowi z dorożką na pierwszym planie. Tam, gdzie za 72 lata Agnieszka sfotografuje ten sam dworzec cyfrową techniką.
W jednym zdjęciu zawrze ponad 140 lat historii murów, torowisk i wszystkiego, co było i jest świadkiem wzlotu i upadku jeleniogórskich kolei.

<b> Ruch w interesie </b>
Pierwszy pociąg do Wrocławia, po oddaniu do użytku odcinka torów z dawnej Jeleniej Góry do Wałbrzycha Szczawienko rusza w 1868. Niewielki parowóz ciągnie kilka pruskich wagoników. Dwuosiowych. Bez luksusów. Nie ma w nich korytarza. Każdy przedział ma osobne wyjście na peron. W środku &#8211; twarde drewniane ławki.

Brak wygód rekompensuje prędkość. Zawrotna jak na sześćdziesiąte lata dziewiętnastego wieku. Do Breslau pociąg dojedzie w ciągu dwóch godzin. Niby tylko ponad 100 kilometrów, ale szybszej możliwości nie ma. Za 140 lat zajmie mu to niemal dwie godziny dłużej. Historia lubi zaskakiwać.
W 1868 roku rajcy jeleniogórscy decydują o zmianie nazwy ulicy z Schildauerstrasse na Banhoffstrasse (Wojanowską na Dworcową). Trakt z peryferyjnej drogi, dzięki obecności dworca, staje się powoli wielkomiejską ulicą. 8 kwietnia 1897 roku pasażerów z centrum miasta dowozi pierwszy gazowy tramwaj, który kursuje od dworca do Koszar Strzelców Jeleniogórskich przy Hospitalstrasse (Obrońców Pokoju).

Powstanie dworca wykorzystuje Friedrich Strauss, który w sąsiedztwie już w 1860 roku buduje skromny zajazd dla przybyszów udających się do Wojanowa. Po uruchomieniu linii kolejowej Deutsche Hoff nie może pomieścić licznych podróżnych, którzy chcą w Jeleniej Górze zostać kilka dni na przerwę w męczących wojażach. I już 12 lat po powstaniu trzeba go rozbudować. Dzieło kończy syn Friedricha &#8211; Adolf.

Dzięki wpływom z noclegów ta placówka, jako pierwsza w Jeleniej Górze, wykorzystuje centralne ogrzewanie już na początku XX wieku. A w roku 1913 staje się Hotelem Strauss. To z jego obszernej i oszklonej werandy widać zwalniające przed wjazdem na perony pociągi ze Szklarskiej Poręby, Węglińca i Lwówka. Przed tą samą werandą zatrzymuje się elektryczny tramwaj, który nie zdążył załapać się w kadr sfotografowanego w 1936 roku dworca. Nie zobaczy go już Agnieszka, która w 2007 roku, we wrześniu, sfotografuje budynek dworca kilkaset metrów dalej.

<b> Kolorowy świat kolei </b>
W dworcowym hollu tętni to piękniejsze kolejowe życie. Tam podróżni posilają się w oferujących coraz to więcej dań restauracji. Powstaje bar. 40 lat po pierwszym wjeździe pociągu z Rybnicy z dworca jeżdżą już pociągi wszędzie tam, dokąd będzie można się nimi dostać przez najbliższe dziesięciolecia. Do 1986 roku. Kiedy to sto lat po hucznym otwarciu jeleniogórskiej stacji, podróżnych nie witają już pelargonie i odświętnie ubrany dyżurny ruchu. Ale wiadomość o zawieszeniu kursów do Kamiennej Góry przez Kowary. Likwidacja tej linii będzie początkiem końca lokalnego kolejnictwa w Karkonoszach.

Ale w roku 1906 nikt o tym nie myśli, bo kolej najlepsze lata ma przed sobą. Dworzec okazuje się za mały. Powstaje przybudówka i budynki zaplecza. Pod peronami inżynierowie projektują przejście, co znacznie ułatwia dotarcie do składu, bez konieczności przekraczania coraz częściej wykorzystywanego torowiska.

15 lipca 1920 roku na peron jeleniogórskiego dworca wjeżdża potężny E-95 z wagonami z Wrocławia i otwiera erę elektryczności na stacji w Hirschbergu. Pajęczyny sieci trakcyjnej wkrótce zawisną na innych liniach: do Schreiberhau i Polaun (Szklarskiej Poręby i czeskiego Korzenowa), do Goerlitz, a nawet do Karpacza. Pod Śnieżkę odjedzie z peronu pierwszego ekspres z Berlina do Krummhuebel z setkami turystów. Do karpackiego dworca ruszy także wagon motorowy E-45. Bordowo-kremowy. Świetnie komponujący się z zielenią Karkonoszy i miejską paletą barw mijanych po drodze miejscowości.

<b> Czarna strona medalu </b>
To bardziej czarne kolejowe życie jest za dworcem. Tam, w lokomotywowniach i parowozowni uwijają się umazani sadzą i towotem kolejarze. To coraz liczniejsza grupa zawodowa w dawnym Hirschbergu. Harówka ciężka, ale dobrze płatna. Niemieckie Koleje (DB) zapewniają mieszkanie i sporo osłon socjalnych, zwłaszcza w latach 30-tych, kiedy Rzesza militaryzuje się i stawia na jeszcze większy rozwój kolejnictwa, które posłuży niedługo bynajmniej nie podróżniczym celom.

Jakby w złośliwym kontraście do panującego na dworcowym zapleczu zgiełku i brudu, sporo budynków znajduje się przy Lindenhuebeweg, pachnącej lipami dróżce prowadzącej niegdyś na okoliczne pola i wiodącej do osiedla Łomnickiego.

To właśnie na tej alejce wzgórza lipowego wyrasta cały mechanizm kolejowy. Dwie potężne wieże ciśnień, dzięki którym woda napływa do wielkich kranów &#8222;żurawi&#8221; przy peronach. To tam lokomotywy, sapiąc przeraźliwie, uzupełniają zapas płynu, bez którego nie pojechałyby nawet metra. Tam też, z czerwonej cegły powstaje budynek parowozowni. Niemal na samym skraju tej niegdyś sielskiej dróżki. Teraz huczą tam lokomotywy toczące się wolno i przyprawiające o drżenie ziemię. Tam wjadą na przegląd i na obrotnicę, dzięki której zmienią kierunek jazdy. I wrócą do codziennych obowiązków wożenia licznych pasażerów.

Jak bardzo to kolejowe &#8222;serce&#8221; przyda się po roku 1945, Niemcy nie zdają sobie nawet sprawy. Wojska sowieckie, które Jelenią Górę &#8222;wyzwalają&#8221; bez żadnego wystrzału po drugiej wojnie światowej, wycinają w pień większość słupów podtrzymujących elektryczną trakcję. Wszystko: przewody, żeliwne słupy, elektrowozy i spalinówki zabierają jako wojenne trofea.

Wówczas po latach zastoju z powodu technicznych nowości, jeleniogórska parowozownia wraca do łask przyjmując strudzone i poskładane z różnych części maszyny, które ledwo dowożą, po trwających nawet dwa tygodnie podróżach, polskich osadników na Ziemie Odzyskane. Pasażerowie pierwsze kroki stawiają na peronie wysiadając z bydlęcych wagonów, którymi przemierzyli nieraz nawet tysiąc kilometrów czekając dni i noce na prowizoryczną naprawę zsiekanych wojną torowisk. Nie witają ich pelargonie i wystrojony dyżurny ruchu.

<b> Krakowskie przedmieście </b>
62 lata później z kolejowego centrum dowodzenia pozostaje krajobraz podobny do tych, jakie w dotkniętych wojenną pożogą miejscowościach, mijały składy wiozące repatriantów.
To już nie alejka lipowego wzgórza, ale ulica Krakowska. Podobno nazwana tak przez przybyszów z Krakowa, którzy po 1945 roku osiedlili się w pobliskich, kolejowych zabudowaniach.

Po dawnej parowozowni jest tylko fundament. I wspomnienia po latach, kiedy umorusani sadzą maszyniści i pomocnicy wychodzili po kursach zostawiwszy maszyny. Wtedy często swe kroki kierują najpierw do zakładowej stołówki, lichego baraku o wiecznie tym samym zapachu zupy obficie przyprawionej magii. Wymieszanego z wonią dymu i sadzy ziejących z czarnych, niemal kominiarskich strojów konsumentów, którzy zasiadają przy stolikach i spożywają potężne porcje tej regeneracyjnej zupy z mięsem i wielkimi kromkami chleba.

Dzień w dzień, czy upał, czy mróz, serwują tam kawę zbożową. Latem zimną, zimą &#8211; gorącą. W potężnych termosach, z których kolejarze sami sobie nalewają napój do aluminiowych kubków.

Stołówka zniknie przed rozbudową pobliskiego budynku przychodni kolejowej i budową noclegowni dla drużyn konduktorskich. Imponującego budynku, w którym nigdy konduktorzy nie zamieszkali, bo okazało się, że jest ich za mało w stosunku do ilości miejsc. I tak noclegownia stała się hotelem. Ten z powodu fatalnego położenia latami podupadał, aż w końcu &#8211; poległ, jak większość kolejowej infrastruktury. Dziś szary i odrapany. Tętniący echem niejeżdżących już pociągów, które odbijało się od jego ścian, tylko przypomina o górnolotnych zamierzeniach planistów, które rzeczywistość &#8211; mimo wykonania &#8211; unicestwiła. Nikt go nie chce przygarnąć.

<b> Kardynał wolał pomidorówkę </b>
Kiedy 6 września 1981 roku na dziedzińcu kolejowej szkoły zawodowej urządzonej w trzech parterowych barakach na ulicy Krakowskiej uroczyście święcony jest sztandar zakładowej &#8222;Solidarności&#8221;, z jeleniogórskiego dworca około południa odjeżdża jeszcze pociąg z Paryża do Warszawy Wschodniej. Pachnące zachodem wagony DB i SNCF mijają o kilkadziesiąt metrów tłum związkowców, jeleniogórzan i gości.
Kolejowe odgłosy słyszy kardynał Henryk Gulbinowicz, metropolita wrocławski, który odprawia uroczystą mszę. Później siada w baraku stołówki. Tam, gdzie posilają się strudzeni maszyniści. Danie tym razem jest świąteczne, bo kryzysowy kotlet schabowy, ale kardynał zadowala się zupą pomidorową i jajkiem sadzonym na drugie.

Wtedy jest nocny pociąg do Berlina oraz Eisenach. W latach 70-tych przez jakiś czas kursuje ekspres do Warszawy, ale okazuje się niewiele szybszy od i tak niezbyt szybkiego pospiesznego. Już wtedy nieremontowane tory spowalniają pociągi i powoli skazują lokalne kolejnictwo na odstawkę na boczny tor.

Coraz rzadziej jeżdżą parowozy, choć &#8211; w chwilach energetycznego i paliwowego kryzysu Polski Ludowej &#8211; wracają na kilka miesięcy do łask. Ostatnia lokomotywa parowa wyjedzie w trasę w roku 1984. Kiedy, dokładnie nie wiadomo, bo nikt specjalnie tego faktu nie odnotował. Ciągnie pociąg do Zebrzydowej, ostatniej trasie lokalnej, na której parowozy uchowały się najdłużej.

Na bocznicę z kozłem oporowym, bez możliwości odwrotu, trafi też szkoła zawodowa, zlikwidowana na początku lat dziewięćdziesiątych. Po opustoszałych barakach zostają betonowe podmurówki.
Tam, gdzie majestatycznie wjeżdżały lokomotywy, jeżą się kolcami druty. A przefiltrowane przez wybite szyby zdezelowanych okien światło słoneczne tylko osładza nieco ten krajobraz klęski.

<b> Powrotu nie będzie </b>
2 kwietnia 2000 roku. Słoneczne, wiosenne popołudnie. Na peron pierwszy wtacza się pociąg: dwa wagony i rumuńska lokomotywa. Na tablicy stacja docelowa: Karpacz. To ostatni wyjazd tego składu do miasta pod Śnieżką. Dla maszynistów w sumie to wszystko jedno, dokąd pojadą. Ale nie ukrywają odrobiny wzruszenia, które przecież twardym facetom nie przystoi. Znają każdy podkład tej trasy. &#8211; Szkoda &#8211; mówią. Po co więcej dodawać?

Pociąg jest wystrojony w biało-czerwone chorągiewki, ale bynajmniej nie z radosnych powodów, bo likwidację linii &#8222;opłakuje&#8221; wielu podróżnych, którzy &#8211; na ten ostatni rejs z jeleniogórskiego dworca &#8211; wybrali się z czystego sentymentu. Zobaczyć migające za oknem wagonu góry, nacieszyć się ciemnością tunelu i zobaczyć blask światła u jego końca.

Na jednym ze stolików brudnego wagonu &#8211; butelka po piwie. &#8211; Ktoś chyba na pohybel likwidatorom wypił &#8211; mówią pasażerowie, którzy nie zobaczą już blasku światełka w tunelu na karpackiej trasie. I tylko pozostaje ta muzyka terkotu kół o przerwy między szynami. Niezmiennej od lat melodii, którą wygrywały wszystkie pociągi na zlikwidowanych trasach. Nawet dyżurna ruchu z nutką żalu w głosie zapowiada ostatni odjazd. Że z peronu pierwszego be odjedzie pociąg osobowy do Karpacza, przez Mysłakowice. I już nie wróci.

Jego echo pozostanie. Jak wszystkie pozostałe odgłosy historii. Uwiecznione na elektronicznej matrycy aparatu fotograficznego Agnieszki, naszej fotoreporterki.

< b> Lepiej nie będzie </b>
PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Oddział Regionalny we Wrocławiu zgłosił w 2006 roku do Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO) propozycje modernizacji linii kolejowej Wrocław &#8211; Jelenia Góra. &#8211; Taka propozycja uwzględnia obecną sytuacje linii i potrzebę poprawy stanu wielu obiektów. Niestety propozycja nie została ujęta w RPO &#8211; poinformował Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy wrocławskiego oddziału PLK.

<b> Lista kolejowych nieobecności lokalnych </b>
1960 &#8211; oficjalna likwidacja i tak nieprzejezdnego od 1945 roku odcinka linii Szklarska Poręba &#8211; Harrachov
1983 &#8211; likwidacja linii Lwówek Śląski &#8211; Świeradów Zdrój
1986 &#8211; likwidacja linii Mysłakowice &#8211; Kowary &#8211; Kamienna Góra, pośrednio brak możliwości dojazdu do Kamiennej Góry przez te miejscowości.
2000 &#8211; likwidacja linii Jelenia Góra &#8211; Mysłakowice &#8211; Mirsk &#8211; Karpacz
2006 &#8211; zawieszenie połączeń lokalnych na trasie Jelenia Góra &#8211; Szklarska Poręba
Które będzie następne?

Czytaj również

Komentarze (53) Dodaj komentarz

~J23 18-09-2007 11:28
A co tu komentować,rzeczywistośc jest straszna.jak tak mozna zdewastować obiekty.Jedyna rada to sprywatyzować PKP,a aktualnych zarzadców w ramach kary za swoje czyny zagonic przy naprawac oczywiście na ich koszt.
~ksiutka 18-09-2007 12:53
Chyba wkradł się błąd w podpisy pod zdjęciami.
~do ksiutka 18-09-2007 15:10
Dzięki – teraz powinno być ok – autor
~olek 18-09-2007 17:20
klimatyczne fotki...
~sarenka 18-09-2007 17:43
ładnie napisane... p.s.:......dla jelonka...
~maria 18-09-2007 18:57
W latach 70–ych dojezdzalam pociagiem / z kuszetkami/ do Jeleniej Gory na studia.Pamietam te tlumy na dworcu i zapach Celwizkozy po powrocie z domu. Miasto nie bylo tak zniszczone uplywajacym czasem.Mam nadzieje ze jeszcze dworzec PKP wroci do swej swietnosci, trzymam kciuki!
~dres 18-09-2007 19:23
Ten dworzec nie wróci do wieczności dopóty, dopóki PKP nie zostanie sprywatyzowane.
~fatal 18-09-2007 19:36
pociągi znikną tak jak znikły kiedyś dyliżansy..., ot naturalna "kolej" losu, choć żal ich bardzo
~sarenka 18-09-2007 21:08
nie znikną...
~pietach 18-09-2007 21:30
no i mamy kolejny obraz rzeczywistosci tzw polski "Drang in die Zukunft" schkoda slow. i ciagle nasuwa sie to pytanie dlaczego w tym kraju nic sie nie udaje choc checi nie brakuje. Zna ktos odpowiedz?
~dorobach@aol.com 18-09-2007 21:42
Wspanialy – jak zawsze – artykol! ale jaki zal, ze dworzec w takim stanie! Znam dworzec z lat 1947–1958r. Hala wstepna byla ladna, kasy w porzadku, kiosk gdzie mozna bylo wszystko kupic, od gazet do olowkow, poczekalnia z restauracja, druga poczekalnia dla uczniow, gdzie mogli zadania domowe robic – tam nie wolno bylo rozmawiac – cisza zeby nie przeszkadzac wspoluczniom. Leski mi plyna gdy widze te zdjecia!pozdrowienia do JG dorota
~DIABLO 18-09-2007 22:09
2000 – likwidacja linii Jelenia Góra – Mysłakowice – Mirsk – Karpacz Zamiast Mirsk ma byc Miłków..........:)
~Ryszard 18-09-2007 23:15
I pomyslec ze ja w latach 60 chodzilem do szkoly kolejowej.Nawet przez mysl nie przeszlo ze kiedys to bedzie wielka ruina.Zal patrzec na to wszystko.Lzy same cisna sie do oczu.Co sie stalo z ta Polska.Wszystko likwidujemy.Wielka szkoda.
~tommy 19-09-2007 10:02
Jedyna szansa na uratowanie obecnej infrastruktury, to stworzenie bardzo szybkiego połączenia Wrocław – Jelenia Góra – Szklarska Poręba. Jeśli pociąg pokonywałby tą trasę w ciągu 1,5h, to z pewnością połączenie to byłoby konkurencyjne dla przewozów autobusowych. Wiadomo, że na to trzeba góry pieniędzy wielkości Śnieżki, ale myślę, że warto. Do tego czasu mienie PKP powinno być zabezpieczone przed całkowitą dewastacją.
~ted 19-09-2007 11:03
Ostatni pociag do Karpacza prowadziła lokomotywa polska (najprawdopodobniej SP–42) a nie jak napisał autor rumuńska.
~jur 19-09-2007 11:05
to jest taka ciekawostka turystyczna w Polsce gdzie w mieście szumnie nazywanym stolicą Karkonoszy na noc zamyka się dworzec PKP. Pamiętam czasy gdzie jak jechało sie na wczasy nad morze pociągiem do Szczecina lub do Gdyni to była walka o wolne miejsca lub jechało sie wcześniej do Szklarskiej Poręby celem zajęcia sobie miejsca. Teraz żal patrzeć jak to wszystko upada.
~krkonos@o2.pl 19-09-2007 14:09
Dwa krótkie fragmenty z Kroniki Vogta (dawnego burmistrza jeleniogórskiego). 1) 12 lipca 1853 ukonstytuowało się Towarzystwo Budowy Dolnośląskiej Kolei Górskiej (Verein zur Vorbereitung einer niederschlesischen Gebirgsbahn), na czele którego stanęli burmistrz, dr Meitzen i radca prawny Robe. 2) 24 września 1862 „Staats–Anzeiger” opublikował od dawna oczekiwaną informację o rozpoczęciu budowy linii kolejowej z Kohlfurt [Węgliniec] i Görlitz przez Lauban [Lubań], Greifenberg [Gryfów Śl.] i Jelenią Górę do Wałbrzycha. Szczególne słowa podziękowania należą się tym, którzy nie szczędząc wysiłków, ani kosztów, korespondencyjne lub bezpośrednio w Berlinie już od 1851 r. starali się wywalczyć taką decyzję, apelując do wyższej i niższej izby parlamentu. W szczególności wymienić należy tu zmarłego już radcę prawnego Robe, przewodniczącego deputowanych miejskich Großmanna, radcę sądu powiatowego Fliegela, bankiera Schlesingera z Jeleniej Góry, radcę krajowego Deetza i sędziego powiatowego Bassenge z Lubania, cały magistrat i wszystkich deputowanych miejskich w Jeleniej Górze, radcę prawnego Karstena, rentiera Kieslinga.
~Karpaczanin 20-09-2007 20:41
Ostatni pociąg do Karpacza prowadziła lokomotywa parowa , były to dwa lub trzy wagony wynajęte przez turystów z Anglii – zjedli obiad w ''skalnym'' pokręcili się po mieście i odjechali w stronę Jeleniej.Niestety był to CHYBA ostatni pociag z 'naszego' miasta. ŁZA KRĘCI SIĘ W OKU ! ..... do ted !
~... 22-09-2007 10:50
Ja niestety muszę patrzyć na to codziennie,na to zaniedbanie...
~hh 23-09-2007 0:58
Do Teda ignoranta kolejowego: SP–42 była produkcji rumuńskiej, autorka uzyła skrótu myślowego Do Karpaczanina: chodziło o ostatni kursowy pociag, Anglicy przyjechali czarterem nie ujętym w rozkładzie jazdy tzw. PKP w wolnym tłumaczeniu Perfidny Koniec Podróżowania.
~koli 23-09-2007 1:05
Jak pożal się Boże PKP SA bedzie traktować majątek tak jak traktuje dzierżawców stacji w Karpaczu to czarno widze przyszłość . Jeżdżących drezynami po zamknietym odcinku torów na stacji w Karpaczu naczalstwo kolejowe traktuje jako maszynistów i żąda uprawnień takich jak do kierowania PAROWOZEM !!!! Ponieważ takowych nie posiadają więc na połowie długości toru na stacji założono im stalową blokadę aby przypadkiem nie przejechali się 100 metrów drezyną . Ktoś tu ma poważnego szmergla !
~Karpaczanin 23-09-2007 9:42
Lokomotywa SP – 42 jest produkcji polskiej ! Zakłady ZNTK ''NOWY SĄCZ'' S.A. Do hh
~IKA 23-09-2007 13:07
Dzięki za piękną podróż sentymentalną.Pamiętam czasy,gdy jadąc pod namioty nad morze wsiadaliśmy przez okna, albo kulke sałatki "jarzynowej"czyt.ziemniaczanej w dworcowym barze i świetlicę, gdzie możnabyło przed telewizorem czarno–białym poczekać na odjazd pociągu o ile było miejsce siedzące.
~Max 23-09-2007 13:49
W kwestii formalnej lokomotywa SP–42 jest modyfikacją SM–42 (nazwa fabryczna 6D). Dokumentację lokomotywy opracowano w poznańskim Ośrodku Badawczo–Rozwojowym Pojazdów Szynowych i obie te lokomotywy zostały wyprodukowane przez "Fablok" z Chrzanowa.
~mamtogdzieś 26-09-2007 20:05
W maju byłem w Goerlitz i jechałem niemiecką pryw. Lauzitzbahn do Liberca.Było kilkoro mlodych ludzi z JG.Konduktorka otwierała im drzwi do WC ispuszcała wodę.W Krzewinie Zgorz.uprzedzano w dwóch językach,że nie ma peronu i żeby uważać.Ludzie przecież tam i tu jest kapitalizm,i nie w nim tkwi problem ale w ludziach.Dopóki nie wrócą prawdziwi gospodarze nic się nie da zrobić.Ja nie wiem– w 2004 w Zittau świętowano trójstronnie akces do EU,że też naszych włodarzy nie trafił piorun to się dziwię Panu Bogu.
~jelonek 28-09-2007 19:16
jedyne wyjście z sytuacji – prywatyzacja PKP. im szybciej tym lepiej, bo za kilka lat to już się całkiem rozsypie P.S. pozdrowienia dla Sarenki
~lok 30-09-2007 13:06
W Polsce nic sie nie oplaca,nic nie warto remontowac bo po co.Nikogo nie obchoodzi,ze modernizacja torowisk,przywrocenie pociagow na slynnych trasach szybko by sie zwrocilo i zaczelo zarabiac.Takie molochy jak PKP powinny zostac jak najszybciej sprywatyzowane,zeby to co jeszcze jest,nie zamienilo sie w gruzy i miejsca spotkan meneli.Oprocz tego nalezy nalozyc wysokie grzywny osobom,ktore nimi zarzadaly za zaniedbania i w rezultacie dopuszczenie do dewastacji.Co do Niemcow,to bez porownania,u nich kolej funkcjonuje bardzo dobrze,nawet do najmniejszej pipidowki dojedzie sie czystym,zima czasami az za bardzo ogrzewanym pociagiem z informacja z glosnikow o kolejnej stacji i dalszymi polaczeniami a dworce sa czyste z kwiatami w doniczkacz(wiosna–lato)i na bierzaco remontowane.Pociagi regionalne 2 klasy sa o niebo lepsze od polskich 1 klas i jedzie sie naprawde szybko,nie mowiac juz o IC czy ICE.Z samego przewozu osob nie ma kokosow ale DB ma dobra logistyke i najciezsza kase zarabia na przewozach towarowych,a te pociagi jezdza szybciej niz nasze expresy.Tak to wyglada,niestety w naszym kraju nikomu nie chce sie ruszyc glowa i isc na przod.Przeciez zlikwidowanie tras Jelonka–Karpacz,to jedna z najgorszych decyzji,wiekszosc ludzi wolala by pewnie jechac pociagiem jak smierdzacym spalinami autobusem,ktory wlecze sie prawie godzine do Karpacza a zamiast krojobazow gor turysci widza ulice i wiochy...Dlatego nie dziwmy sie ze tak strasznie to wszystko wyglada,bo na lepiej sie nie zanosi,dopoki PKP bedzie dalej bezkarnie niszczyc reszte tego,co jeszcze mozna zniszczyc majac w d... ludzi i to jak dojada do pracy czy szkoly z zadupia,gdzie pociag jest czesto najlepsza alternatywa.Cieszmy sie tym,co jeszcze mamy bo niedlugo zwszystko moze zamienic sie w spomnienia jak to kiedys jezdzily u nas pociagi...
~alcia 30-09-2007 21:05
pięknie, oto nasza Polska.cała prawda
~stefan 3-10-2007 11:54
Pozwolę sobie podsumować wierszykiem Kolegi M.J.R. Kolej Losu A Los Koleji Czyli Dużo Brudu Wiele Hałasu I Żadnej Nadziei!
~PT 7-10-2007 8:54
http://ww6.tvp.pl/6239,20071006574662.strona 10 min. nagrania... polecam!
~BB 8-10-2007 10:56
Te budynki pokazane na fotkach nie należą do lokomotywowni tylko do zakładu nieruchomości w obecnej chwili ,lokomotywownia jest mniejsza i bardziej zadbana.
~semafor 10-10-2007 16:43
Dla wszystkich którzy chcieli by zobaczyć jak można zagospodarować dworzec–dworce (szczególnie władzom naszym) proponuję wizytę w Gorlitz(pisownia przepraszam) i porozmawiać z:Brigit Ch. L. Beltle. a także z Martinem Hecke. Nie bez obaw ale także z wielkimi nadziejami przekazane tam zostały pomieszczenia części dworca na działalność kulturalną (po lewej stronie jak się wchodzi), pomijam już wagony które dostali. Ale za to co jest wyczyniane z całą infrastrukturą naszego dworca i okolic to nie ukrywam ale parę osób posadził bym w pierdlu i w ramach resocjalizacji kazał bym cały teren dworca i okolic doprowadzić do stanu pierwotnego. Płaca 20gr/h.Wikt i opierunek free. Co jeszcze będziecie obiecywać jak nie jesteście w stanie zabezpieczyć tego co macie, o zagospodarowaniu nie mówiąc.Gdzie się podział sławny kolejarz pan Szmajdziński który ma–miał? korzenie z PKP. Pomijam całą resztę której los miasta "szczególnie leży na sercu". Jak to w "Miśiu" ten od parówek w baraniej kiszce powiedział "leni i nierobów banda". Dziękuję ja wysiadam.
~Obserwator do semafora 10-10-2007 18:46
Brawo,bravissimo Panie Semaforze.Tylko bardzo proszę niech Pan nie wysiada! Trafna krytyka oraz dobre,sprawdzone rozwiązanie problemów dworca w Jeleniej Gorze należy przedstawić w WARSZAWCE. Tak więc maszynisto daj sygnał na odjazd–semafory do góry wznieś ".......
~semafor 11-10-2007 8:18
Dlaczego zaraz w Warszawce?.Na chwilę obecną kolej zachowuje się jak typowy pies ogrodnika doprowadziło do ruiny ale nikomu nie odda.Coś bredzi o przekazaniu teraz całej tej ruiny w ręce samorządów. Jeszcze raz proponuję odwiedzić dworzec w Gorlitz. O wiele bliżej niż do Warszawki, a może Warszawka jest nieopodal wręcz na wyciągnięcie ręki?.
~do Autora 12-10-2007 7:20
Czekamy, czekamy... na nową historię. Pozdr 4x
~Dancia–Karpacz 12-10-2007 8:13
Pracowałam w latach 80–tych na PKP i pamiętam te czasy i budynki co się porobiło gdzie podziali się gospodarze którzy dysponowali tymi budynkami ,ale kolej zgubiło "państwo w państwie" i ich pewność siebie.
~marcin.b – zabrze 14-10-2007 15:09
szkoda szkoda tego dworca ale... pamietam czasy jak jezdzilismy pociągiem do rodziny na urlop. podroż trwała 7 godzin wychodziłem z dworca wsiadałem w 3 i do mysłakowic.teraz to juz autkiem , bo koleją strach.pozdrawiam.
~MaxMad 16-10-2007 11:01
Jak popatrze na swoje archiwalne rozklady jazdy pociagow z lat 70– 80– 90–tych i obecnie to rece opadaja... Niestety, to se ne vrati :( Mamy dobre wspomnienia i chyba na tym sie skonczy
~Szopek ;) 16-10-2007 14:01
Śliczne zdjęcia Agnieszko :)) I jak wielu przedmówców twierdzi (a ja się z nimi zgadzam) – bardzo klimatyczne.
~dancia 17-10-2007 7:58
Pracowałam w latach 80–tych na PKP Jelenia Góra,były to piękne obiekty ale zgubiło ich "państwo w państwie" gdzie ich gospodarze czy to oni nie powinni odpowiadać za to wszystko?
~mmbox 18-10-2007 7:47
Szanowny Autorze czy jest szansa na nowy artykuł?Pozdrawiam....
~Szanowni Czytelnicy... 18-10-2007 7:54
Szanowni Czytelnicy, przepraszam za opóźnienie, artykuł będzie, bo właśnie moje "Natchnienie" dostarczyło mi materiały do kolejnego odcinka. Proszę o jeszcze troszkę cierpliwości. Z poważaniem – autor
~czytelnik 19-10-2007 13:16
kiedys artykuly byly cyklicznie co niedziela.. ale odkad wychodzi papierowa gazeta... i liczy sie tylko kasa... pojawiaja sie od niechcenia:( szkoda
~odiss 23-10-2007 0:31
"Na tamtej stacji chyba nikt..od wielu lat nie zatrzymał się.."
~Franek 30-10-2007 19:03
Coś się pomerdało z podpisamiprzy zdjęciach.
~Iza 17-11-2007 20:56
Konkretnie zdjęcia przesunęły się o 1 w przód. Redakcjo, hop hooop ...
~hugo 20-01-2008 9:42
brawo! podpisy pod zdjęciami pasują do treści i historii węzła PKP w J.G., czyli pomieszane z poplątanym. nawet tu w opisie, nie zawiedliśmy!
~loda 21-01-2008 18:37
Łza sie w oku kręci. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Jelenie Góry z b. brudnego Bytomia to wówczas Jelenia Góra wydawała mi się najpiękniejszym miejscem na ziemi. I ten parowóz, który tak buchał parą i dymerm. A może ma ktoś zdjęcia z dworca w Sobieszowie? Pozdrawiam
~ago od kosmosu 4-01-2009 21:08
Ja pamiętam dworzec w Jeleniej Górze, gdy były na nim tłumy ludzi, restaurację, bar i poczekalnię. Szkoda, że zlikwidowali to połączenie do Karpacza, teraz rzeczywiście pozostał tylko kopcący autobus albo prywane auta, w sumie dające wielokrotnie więcej spalin niż autobus. Pociągami jeździła cała masa ludzi. Teraz jest dużo prywatnych samochodów, ale czy to takie wspaniałe dla środowiska? Nikt o tym nie myśli, a człowiek, który nie posiada samochodu, jest traktowany jako gorszy gatunek. Czy aby pojechać do Szklarskiej Poręby czy do Karpacza, to naprawdę trzeba jechać koniecznie własnym samochodem? I narzekać na zaporowe ceny parkingu? A może władzom kurortów właśnie o to chodzi, aby NIE wjeżdzać koniecznie do tych kurortów śmierdzącymi samochodzikami zanieczyszczającymi powietrze. Artykuł bardzo dobry, złe podpisy pod zdjęciami. Ja dopasowałam podpisy do zdjęć, ale wskazówką były wpisy pod artykułem. Może ktoś znajdzie czas, aby to poprawić, rok już minął... Oczywiśnie nie Pan osobiście, Panie Konradzie, chyba, że tylko Pan może to wykonać. Jeżeli Pan musiałby osobiście to uczynić, to nie zawracam głowy. Szkoda czasu. :-)
~ 25-07-2009 7:07
"Loda" z Bytomia może być moją starszą koleżanką z pracy, która mieszka w Sobieszowie. Przyjechała z rodziną na stałe w 1995 roku. Pamiętam, jak na początku (przez kilka lat) zaciągała po "ślunsku", gdy coś opowiadała. Fajnie się jej słuchało, bo to b. inteligentna osoba, już niestety, "wcześniejsza" emerytka. Widzę, że zżyła się mocno z naszym miastem, przychodzi na niektóre imprezy do Książnicy - jest na zdjęciach ze spotkania z naszą rodzimą pisarką od "kluczy". Wtedy "przyimigrowała" do nas ze względu na czystość powietrza, bo w Bytomiu pod tym względem makabra... Nie doceniamy tego, co mamy, a nawet to niszczymy.
~ 16-08-2009 20:45
A dzisiaj spotkałam ją w teatrze na drugim pokazie LWT. W czasie rozmowy okazało się, że ona również interesuje się przeszłością Śląska (Dolnego i Górnego), albowiem przyszła nastawiona bardziej na pokaz multimedialny, który, niestety, dzisiaj się nie odbył.
~syd 2-12-2009 20:32
Zastanówmy się,co mogą teraz powiedzieć dawnii gospodarze tych terenów...Nadciągnęły azjatyckie hordy i obróciły wszystko w perzynę
~pirzmak 6-12-2010 18:08
ostatniego pociągu do Karpacza nie obsługiwał rumun tylko polska SP42-001

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group