Środa, 5 sierpnia
Imieniny: Mariana, Marii, Stanisława
Czytających: 2418
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Klaus Ullmann: człowiek, któremu nasz region wiele zawdzięcza

Wiadomości: Region
Poniedziałek, 5 października 2015, 8:33
Aktualizacja: Wtorek, 6 października 2015, 16:37
Autor: Karolina Matusewicz
Klaus Ullmann, fot. Archiwum TPJG
Fot. Archiwum S. Firszta
Po wojnie było wielu Polaków i Niemców, którym głęboko na sercu leżały sprawy dziedzictwa kulturowego Dolnego Śląska, w tym na terenie regionu jeleniogórskiego. Praktycznie do końca lat 80. XX w. niewiele oni mogli zdziałać. Obserwowali ze smutkiem degradację tego, co przez setki lat zbudowano i stworzono na tym jednym z piękniejszych obszarów Europy. Obraz "po bitwie" i nieprzemyślanych późniejszych działaniach stawał się coraz smutniejszy.

Obrabowane i zdewastowane zamki, pałace i ogrody, zbezczeszczone i rozgrabione cmentarze, wyszabrowane i zniszczone zabytkowe obiekty sakralne i świeckie oraz pokradzione i poniszczone dzieła sztuki wzbudzały u wielu Polaków i Niemców rozpacz, rozgoryczenie i utratę wiary w kulturę i ludzi, szczególnie w tych, którzy nie dbając o to dziedzictwo, przyczyniali się do tego procederu, i tych, którzy zezwalali na te, trwające prawie 50 lat, bezprzykładne akty głupoty i zwykłego wandalizmu – mówi Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Jednym z byłych mieszkańców Dolnego Śląska, którzy przyczynili się do uratowania i odnowienia wielu obiektów zabytkowych, tych jeszcze ocalałych, był Klaus Ullmann, w dawnym rozumieniu wielu Polaków, jeden z "aktywnych Wypędzonych"- "Ziomków". Klaus Ullmann urodził się w rodzinie ewangelickiej 7 kwietnia 1925 roku w Gliwicach. Później rodzina Ullmannów przeniosła się do Wrocławia. Jego ojciec Otto był sędzią Sądu Karnego. To on w czasach hitlerowskich, znając język polski, starał się ratować Polaków i Żydów. Z tego powodu miał liczne przykrości i był szykanowany. Dzięki wrocławskiej Gminie Żydowskiej udało mu się wyjechać z miasta.

Klaus Ullmann wychowywał się we Wrocławiu. Uczęszczał do Gimnazjum Św. Elżbiety. W 1943 roku zdał maturę. Rok później, jako 19-latek został powołany do Wehrmachtu, do oddziałów artylerii. Walczył na Bałkanach, gdzie dostał się do sowieckiej niewoli, z której zbiegł do Bawarii. Po wojnie rozpoczął studia prawnicze w Erlangen. Po ich ukończeniu był współpracownikiem Sekretarza Stanu w rządzie RFN, prof. Hartmanna. Odpowiadał za reparacje wojenne i bankowość. Później był radcą ministerialnym w dziale monetarnym Ministerstwa Finansów, m.in. opracował system papierów wartościowych Zachodnich Niemiec. W następnych latach był członkiem Zarządu Banku Niemieckiego, dyrektorem Hypo – Banku we Frankfurcie n/Menem i przewodniczącym Federacji Banku Realnego Kredytu w Brukseli – opowiada S. Firszt.

Od początku lat 70. XX wieku zaczął odwiedzać Dolny Śląsk. W tym czasie zaangażował się w problemy tzw. "Wypędzonych", szczególnie ze Śląska. Współpracował m.in. z Hubertem Hubką i Herbertem Czają. W odróżnieniu jednak od nich stawiał mocniej na pojednanie i szeroką współpracę polsko- niemiecką. Zdawał sobie bowiem sprawę (odrzucając wszystkie animozje polityczne), że biednej powojennej Polski, mocno ściśniętej ramionami przez "przyjaciół ze Wschodu", nie było stać na zajmowanie się "niemiecką" przeszłością tej ziemi. Postanowił pomóc. Wcześniej, w Königswinter k. Bonn (ówczesna stolica RFN), od 1972 roku, zaczął budować "Haus Schlesien". W obiekcie tym znalazły się, m.in. : część hotelowa, restauracja, sale konferencyjne, biblioteka i przede wszystkim Museum für schlesische Landeskunde. Ośrodek ten stał się "domem" dla wszystkich Ślązaków, którzy opuścili swoją ojczyznę po 1945 roku. Odremontowany obiekt uzyskał II nagrodę w RFN, za najlepiej odrestaurowany zabytek w RFN.

Coraz częstsze wizyty K. Ullmanna na Śląsku i zachodzące tu, szczególnie po 1989 roku zmiany, utwierdziły go w przekonaniu o potrzebie i konieczności niesienia pomocy "nowym Ślązakom", którzy zaczęli uwalniać się spod jarzma Sowietów i komuny. W Haus Schlesien założył Verein zur Pflege Schesiche Kunst und Kultur e.V (Stowarzyszenie do Pielęgnowania Kultury i Sztuki Śląskiej), w którym skupił wielu niemieckich Ślązaków chcących pomóc, także finansowo, jego przedsięwzięciom, związanym z ratowaniem zabytków Śląska. Jego częste wizyty na Śląsku zaowocowały nawiązaniem współpracy z wieloma instytucjami, w tym z muzeami: we Wrocławiu, Opolu, Brzegu, Wałbrzychu, Legnicy, Bolesławcu i Chojnowie. Szczególną rolę w tych kontaktach odegrała Jelenia Góra. Wiedział, że tutaj i w regionie znajduje się ogrom zabytków wymagających natychmiastowych prac remontowych i ratunkowych. Znalazł tu wiele osób, które były gotowe mu pomóc i same oczekiwały wsparcia. Serdeczne kontakty nawiązał z ówczesnym Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze (dziś Muzeum Karkonoskie), które wspomagał jak tylko mógł, m.in. w kwietniu 1992 roku przekazał (nieodpłatnie) samochód Opel Kadett kombi na potrzeby tej instytucji. Przypłacił to kosztem własnego samochodu, który mu skradziono na strzeżonym parkingu w Jeleniej Górze, w czasie kiedy dostarczył obiecany prezent – mówi dyrektor Muzeum Przyrodniczego.

Nie zraziło to K. Ulmanna do dalszych działań na rzecz pojednania polsko – niemieckiego i niesienia pomocy polskim instytucjom. Po rozmowach w Muzeum Okręgowym i zgodzie na utworzenie w jego siedzibie oddziału VSK (Verein zur Pflege Schlesiche Kunst und Kultur e.V) na przełomie 1994 – 1995 roku, współpraca polsko – niemiecka w naszym regionie wzmogła się. Z inicjatywy dyrektora Muzeum podjęto działania zmierzające do przygotowania wspólnej wystawy, mówiącej o wypędzeniach po 1945 roku, Polaków ze Wschodu na Zachód i Niemców ze Wschodu na Zachód, pt. "Jałta 1945". Ekspozycja składała się z dwóch niezależnie od siebie przygotowywanych części, jednej ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Jeleniej Górze i przesiedlonych z Kresów Wschodnich Polaków i drugiej, przygotowanej ze zbiorów Museum für schlesische Landeskunde w Königswinter i Wypędzonych. Miały się na niej znaleźć przedmioty, które zabierali ze sobą ludzie opuszczający swoje domy i rodzinne strony na zawsze. Jakież było zdziwienie, kiedy połączono obie części ekspozycji. Właściwie wyglądały tak samo. I tu i tam były: walizki, "święte obrazy", zdjęcia rodzinne, ubrania i co najważniejsze, klucze od domów (każdy z przesiedlonych miał nadzieję, że może kiedyś wróci). Ekspozycja była czynna w Jeleniej Górze od października 1995 do stycznia 1996 roku, a następnie prezentowana była w Königswinter. Przy tej okazji, w Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze, odbyło się spotkanie polskich i niemieckich Wypędzonych, przy udziale Instytutu Zachodniego z Poznania.

W 1996 roku oba Muzea (jeleniogórskie i w Königswinter) podpisały umowę dwustronną o współpracy. W tamtych czasach był to ewenement na skalę polską (chodziło o współpracę ze środowiskami tzw. Wypędzonych nazywanych wówczas Ziomkostwem). W Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze odbywały się spotkania VSK, do którego należeli już Polacy i Niemcy. Starano się utworzyć jedno polsko – niemieckie stowarzyszenie, ale w ówczesnych realiach było to niemożliwe. Nie byłoby zgody na to ani polskich władz, ani części niemieckich środowisk Wypędzonych. Dlatego też zdecydowano, że będą to dwa stowarzyszenia o tej samej nazwie, ściśle ze sobą powiązane. Całości przewodniczył dr Klaus Ullmann. Wiceprezesem, a właściwie prezesem stowarzyszenia strony niemieckiej została, nieżyjąca już, hrabina Ingeborg Pfeil Klein Ellguth, a ze strony polskiej dyrektor Muzeum Stanisław Firszt. Członkami VSK ze strony niemieckiej byli wówczas, m.in.: baron Sigismunt Zedlitz (nie żyje), dr Heinrich Trierenberg (nie żyje), Christian Wittner (nie żyje), dr Albrecht Tyrell, Ingeborg Hauptmann (córka Carla Hauptmanna) i Karl Reihard Friebe, a ze strony polskiej, m.in.: Wojciech Kapałczyński, Gerhard Willamowius, Andrzej Jawor, Johanna Kowalewska.

Inicjatywy i działania podjęte przez VSK były bardzo liczne i różnorodne, m.in.: uratowano i odnowiono kolumnę Schönau'a, przeprowadzono prace renowacyjne w ówczesnym Kościele Garnizonowym (dziś Podniesienia Krzyża Pańskiego), zakupiono żyrandol i przeprowadzono prace renowacyjne w kościele w Sobieszowie, odnowiono tablicę Theodora Donata w Mysłakowicach, odnowiono pomnik nagrobny Artura Hartunga, przeprowadzono renowację obrazów przedstawiających drzewa geologiczne Piastów i Schaffgotschów, odnowiono jeden z domów tyrolskich w Mysłakowicach (właściciel Siegfried Hasserhofer), dokonano renowacji gabinetu Gerharda Hauptmanna w Jagniątkowie i przede wszystkim udzielono ogromnej pomocy rodzinie von Küster przy odbudowie zespołu pałacowego w Łomnicy, bez tego wsparcia nic nie udałoby się tam zrealizować. W zamian za to VSK, zgodnie z podpisaną umową, miało w mniejszym pałacu Łomnickim własne pomieszczenia, m.in. bibliotekę prowadzoną przez hrabinę Pfeil. Na tej bazie chciano utworzyć tam śląskie centrum kulturalne – mówi S. Firszt.

W 1997 roku, Klaus Ulmann napisał, że: "Szczególnie świetnie współpracujemy z Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze". I to była prawda, ale stopniowo współpraca z innymi podmiotami i osobami, tak ze strony polskiej jak i niemieckiej, zaczęła się psuć. Idealista i prawy człowiek, jakim był K. Ullmann, nie przewidział realiów polskich, z którymi przyszło mu się zmierzyć. Przepłacił to zdrowiem. Zmarł 12 października 1997 roku w Jeleniej Górze. Pochowany został na terenie Niemiec.

Klaus Ullmann był znawcą Śląska, o którym dużo pisał (opracował m.in. "Schlesien Lexikon, für alle die Schlesien lieben"). Sponsorował też wiele wydawnictw poruszających tematykę śląską na terenie Polski i Niemiec. Angażował się we wszystkie sprawy związane ze Śląskiem, m.in. w inicjatywę upamiętnienia braci Hauptmannów. Używane do dzisiaj nazwy „Dom Gerharda Hauptmanna” w Jagniątkowie i „Dom Carla i Gerharda Hauptmannów” w Szklarskiej Porębie, wzięły początek od rozmów K. Ullmanna ze S. Firsztem. Uzgodniono, że Wiesenstein (willa Gerharda Hauptmanna) nie może nazywać się centrum, ośrodkiem czy muzeum. Wg. S. Firszta był to po prostu dom Gerharda, tak jak obiekt w Szklarskiej Porębie, to po prostu dom Carla Hauptmanna (po paru latach, już po śmierci Klausa Ullmanna, z inicjatywy S. Firszta powstał związek domów Hauptmannów, dwóch w Polsce i dwóch na terenie Niemiec). Wzorem był "Haus Schlesien" ("Śląski Dom"), utworzony przez K. Ullmanna – opowiada dyrektor.

Klausa Ullmanna i jego działania upamiętniono tablicą umieszczoną w Kościele Podniesienia Krzyża Pańskiego w Jeleniej Górze. Przetrwało też Verein zur Pflege Schlesiche Kunst und Kultur e.V. Od maja 1998 roku jego przewodniczącym był dr Horst Berndt (nie żyje), przewodniczący związku byłych jeleniogórzan z Alfeld. Zebrania odbywały się już tylko w pałacu w Łomnicy. Do zarządu weszła spora ilość zupełnie nowych osób. W Stowarzyszeniu aktywnie działali wówczas ,m.in. Horst Lahmann, Elizabeth von Küster, Alfred Theisen i dr Krzysztof Ruchniewicz. Ludzie związani kiedyś z Klausem Ullmannem odeszli lub zostali odsunięci. Dotyczyło to też współpracowników K. Ullmanna w Haus Schleisen. Niemcy połączyły się ponownie, a Berlin został ich stolicą. Haus Schliesen straciło na znaczeniu. Pojawił się pomysł przeniesienia zbiorów tamtejszego muzeum bliżej śląskich granic. Kiełkowała inicjatywa utworzenia Muzeum Śląskiego w Görlitz. W Görlitz zaczęto wydawać czasopismo "Schliesien Heute". Jego wydawca Alfred Theisen stał się członkiem zarządu VSK. Tam też utworzono poza Łomnicą, drugą siedzibę Stowarzyszenia (od 2002 roku). Doszło do konfliktów między rodziną von Küster, a hrabiną Pfeil. Wszystko poszło innymi drogami. W Görlitz utworzono w końcu niemieckie Muzeum Śląska (na Łużycach), a w Zgorzelcu, m.in. z inicjatywy S. Firszta, powstało polskie Muzeum Łużyckie. Zabrakło osoby formatu Klausa Ullmanna, zwolennika zbliżenia polsko – niemieckiego, aby podjąć wspólne działania. W naturalny sposób odeszli najstarsi "Wypędzeni" i aktywiści mniejszości niemieckiej naszego regionu. Po 2004 roku, kiedy Polska stała się częścią Unii Europejskiej, relacje polsko – niemieckie nabrały jeszcze innego wymiaru.

Gdyby nie wcześniejsze, odważne i mądre działania Klausa Ullmanna i osób, które uwierzyły w jego idee, nie byłoby dzisiaj wielu odrestaurowanych obiektów, ważnych elementów dziedzictwa kulturowego Śląska, wielu wydawnictw i wielu inicjatyw, które próbuje się dalej rozwijać, m.in. Dolina Pałaców, Zamków i Ogrodów jako park kulturowy. Klauss Ullmann jako pierwszy zwrócił też uwagę na niemieckie i żydowskie pomniki zgromadzone na placach składowych przy ul. Grunwaldzkiej, za "Tesco". Załatwiał pieniądze na działania VSK, ręcząc własną wiarygodnością, wpływami i autorytetem. Jego zdanie i opinie liczyły się przy staraniach o pieniądze z Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej, o czym mogli się przekonać ci, którzy się o takie dotacje starali. Działania Klausa Ullmanna na naszym terenie były ważne i przecierające szlaki zmierzania Polski do Unii Europejskiej. Kształtowały i miały wpływ na dzisiejsze stosunki polsko – niemieckie – mówi Stanisław Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (10) Dodaj komentarz

~xx 5-10-2015 13:40
Ówczesne komunistyczne władze dawały ciche przyzwolenie na niszczenie wszystkiego co "burżujskie" a tymbardziej "pohitlerowskie".Liczyło się budowanie "cudów" architektonicznych w stylu Os.Zabobrze.Nie bez powodu Pałace przeznaczano na PGR-y ,tak więc masa zabytków bezpowrotnie zniknęła z map lub popadła w totalną ruinę.Szacunek dla tych,którzy uratowali resztki tego co zostało i powstała dolina pałaców i ogrodów.
~VGBHJ 5-10-2015 13:45
Obrabowane i zdewastowane zamki, pałace i ogrody, zbezczeszczone i rozgrabione cmentarze, wyszabrowane i zniszczone zabytkowe obiekty sakralne i świeckie oraz pokradzione i poniszczone dzieła sztuki wzbudzały u wielu Polaków i Niemców rozpacz CIESZYŁO TO JEDYNIE ZWIERZETA PRZYWIEZIONE ZE WSCHODU GŁÓWNIE UKRAINY !
~Le1kiepury 5-10-2015 14:20
Znow na sile promowanie jakiegos szkopa.
~do 13:45 5-10-2015 18:02
Częściowo masz rację ale niestety fakty są takie że najwięcej szabrowników zwaliło się na Dolny Slask z Centralnej Polski.Działali zaraz po sowietach,którzy jako pierwsi weszli na te ziemie i też plądrowali co popadnie.
~df 5-10-2015 22:26
Doszło do konfliktów między rodziną von Küster - pisz epan dyrektor. Więc tu jest problem!
~Rico 6-10-2015 9:59
Pamiętam jeszcze'' obrazek'' z lat osiemdziesiątych - całkowicie zapadnięty dach pałacu w Łomnicy ,obraz nędzy i rozpaczy .Ale cóż tam minione lata,takie obrazki można u nas zobaczyć jeszcze dzisiaj w postaci pałaców w Dziwiszowie (dawny PGR ) w Wojanowie-Bobrowie , Dom Gwarków w Jeżowie Sudeckim itd...............
~do Rico 6-10-2015 12:58
oraz Pałacu w Dąbrowicy.
~..... 6-10-2015 13:18
A kto sprzedaje taki obiekt jak Pałac w Dziwiszowie ludziom bez pieniędzy,przecież ta kobieta tam robi więcej szkody niż pożytku.
~do 13:18 6-10-2015 16:25
To samo dotyczy XV wiecznego pałacu w Dąbrowicy o wiele ładniejszego niż ten w Dziwiszowie.
~ak 7-10-2015 11:16
teraz za to z poniemieckich kamienic robi się blockhausy, okłada styropianem, wywala stare okna, wkłada plastiki jak leci, odkuwa ozdoby... to nie jest niszczycielstwo?

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group