• Niedziela, 17 listopada 2019
  • Godz. 5:16
  • Imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety
  • Czytających: 2153
  • Zalogowanych: 2
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Z barwną aurą przez pryzmat sekretu

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 3 lipca 2009, 20:50
Aktualizacja: 20:53
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Losy znanych jeleniogórzan w anegdocie w połączeniu z prezentacją centrum miasta daleką od sztampowej prelekcji – to wszystko umiejętnie ze sobą powiązał Cezary Wiklik podczas spotkania autorskiego w cyklu „Dziennikarze na scenie” w Zdrojowym Teatrze Animacji poświęconego dwóm książkom autorstwa bohatera popołudnia: „Jeleniogórzanie, kolorowe chwile” oraz „Sekrety Jeleniej Góry”.

– Czuję się trochę jak tetryk z Muppet Show, który po raz kolejny opowiada ten sam dowcip – powiedział dziś Cezary Wiklik. Nie bez powodu: jego książka już jest dobrze znana jeleniogórzanom. A składa się ona nie tylko z biogramów postaci, które w różny sposób zostawiły lub wciąż zostawiają swój ślad w historii i codzienności miasta, ale przede wszystkim z serii anegdot: humorystycznych powiastek z życia wziętych.

Witając gościa Małgorzata Nauka z ZTA przytoczyła anegdotę, według której żelazne zdrowie Cezarego Wiklika (znanego z ekstremalnych wycieczek rowerem nawet w trakcie obfitych opadów śniegu i siarczystego mrozu bez ubocznych skutków zdrowotnych), bierze się stąd, że w dawnych latach, na jednym z obozów letnich napił się odpowiednią ilość wina „Bosman” konserwowanego preparatem używanym przy produkcji tzw. win owocowych.

Cezary Wiklik nie zaprzeczył, ale oczywiście nie polecił brania z siebie przykładu. Wracając do tematu spotkania, autor prezentowanych książek opowiedział o genezie powstania „Kolorowych chwil”. – Nie było łatwo sprawić, aby ludzie otworzyli się i zaczęli opowiadać o różnych momentach swojego życia. Ta książka powstawała tak naprawdę przez wiele lat – wyjaśnił autor. Warto też dodać, że C. Wiklik musiał wykonać mrówczą pracę encyklopedysty docierając do wielu źródeł i ciekawych przekazów dotyczących osób żyjących w dawnych czasach.

– Miałem kłopot ze znalezieniem słynnego jeleniogórzanina, którego nazwisko zaczynałoby się na literę „A”. W końcu znalazłem Antraceusa, XV-wiecznego filozofa, medyka i teologa, urodzonego w Hirschbergu, ale związanego z Uniwersytetem Jagiellońskim. Antraceus, czyli węglarz, był to pseudonim Wacława Kohlera, który szczycił się swoim plebejskim pochodzeniem – mówił C. Wiklik. Dodał też kilka zdań o Thebesiusu, miejskim fizyku (lekarzu), medyku z czasów baroku, który do ogólnego języka anatomii wprowadził pojęcie aorty.

Nawiązał też do obecnych na sali Grzegorza Jędrasiewicza, charyzmatycznego propagatora sztuki z BWA oraz Stanisława Dziedzica, byłego dyrektora Fabryki Dywanów w Kowarach, długoletniego radnego a ostatnio prezesa Spółki Wodnik. – Mało kto wie, że pan Grzegorz, jako absolwent Studium Wychowania Przedszkolnego w Lubomierzu, był chyba jedynym mężczyzną zatrudnionym jako przedszkolanka – opowiadał Cezary Wiklik. – W drugim dniu jego pracy w przedszkolu, do placówki przyszli rodzice, ale nie tylko po to, aby odebrać dzieci, lecz także zobaczyć, co to „za fajną łysą panią” mają najmłodsi. Nikomu nie przyszło na myśl, że w przedszkolu może pracować mężczyzna.

Stanisław Dziedzic z kolei, jako szef Fabryki Dywanów w Kowarach, został – z racji organizowania plenerów tkackich, wyróżniony medalem „Zasłużony dla Związku Artystów Plastyków”. Nie bardzo wiedząc, jak zachować się w tej sytuacji powiedział, że na zaszczyt nie zasługuje, bo nie potrafi narysować nawet krowy. Na to szef ZPAP odparł, że niejeden plastyk też tego nie potrafi.

Cezary Wiklik przytoczył też nieco mrożącą krew w żyłach historię Stanisława Dopierały, nieżyjącego już jeleniogórskiego grabarza, który całe życie mieszkał na cmentarzu. W jego piwnicy wecki mieszały się z urnami z prochami zmarłych, a córka – kiedy kaplica stała pusta – szła tam ćwiczyć grę na organach. U kresu życia żona pana Stanisława bardzo prosiła męża, żeby kupił gdzieś normalne mieszkanie, bo chciała przynajmniej umrzeć pośród żywych. Nie spełnił jednak tego życzenia. Dziś obydwoje spoczywają blisko domu (dziś to jest administracja cmentarza), w którym przeżyli całe wspólne życie.

Przedstawiając książkę „Sekrety Jeleniej Góry”, Cezary Wiklik „poprowadził” zebranych jeleniogórskim traktem śródmiejskim wspomagając się fotografiami. Nie był to jednak zwykły spacer. Autor pozycji często kazał swojej wycieczce wysoko zadzierać głowę, aby dostrzec szczegóły, na co dzień ignorowane lub niezauważane. Zebrani dowiedzieli się, na przykład, że słynni latarnicy z ul. Konopnickiej (figurki chłopca i dziewczynki trzymające latarnie) oświetlały niegdyś postój dorożek miejskich.

Cezariusz Wiklik pokazał też głowę świętego Jana Nepomucena, która ostała się z dawnej rzeźby zniszczonej przez chuliganów sprzed lat. – Stała na moście na Bobrze i została przez wandali, którzy wtedy wbrew pozorom, także byli, wrzucona do rzeki. Świętemu postawiono nowy pomnik, a głowę ze starego zamocowano „na pamiątkę” w fasadzie budynku dawnej szkoły – mówił autor.

Zwrócił też uwagę widzów na tablicę z łacińską inskrypcją, która w tłumaczeniu na polski brzmi: Rada miejska zadała sobie trud wzniesienia tego domu, ażeby mury i gracje tu mieszkały w roku 1566 w miesiącu lipcu, gdy przed 17 laty całe miasto padło ofiarą płomieni. – To nawiązanie do pożaru, który strawił niemal całą drewnianą Jelenią Górę. Na szczęście nic takiego nie zdarza się dziś, ale jeśli by się zdarzyło, dzisiejsi radni mieliby spory kłopot z powtórzeniem tego, co zrobili ich poprzednicy przed laty – zauważył Cezary Wiklik, poniekąd nieco samokrytycznie, bo sam jest przecież radnym.

Spotkanie przeniosło widzów do Jeleniej Góry ubarwionej opowieścią o losach nie tylko murów – jak to najczęściej bywa – lecz także ludzi. Bez głębi ich osobowości miasto nie miałoby swej aury. Bez tych, których Cezary Wiklik przytoczył w „Kolorowych chwilach”, nie byłoby z całą pewnością taką Jelenią Górą, jaką znamy.

Autor był długoletnim dziennikarzem i fotoreporterem Gazety Robotniczej i Gazety Wrocławskiej. Dziś jest radnym, wydawcą, znawcą i promotorem całego regionu jeleniogórskiego..

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz

kazimierzp 3-07-2009 21:44
Szkoda, że Cezariusz Wiklik zaprzestał pracy dziennikarza! Szkoda, że wcześniej odszedł od harcerstwa! Bardzo wrażliwy czlowiek który pewną chropowatością, lekkim szyderstwem często maskuje swoje wzruszenia! Często polemizowałem z nim na łamach prasy (kiedy jeszcze był pracującym w redakcji dziennikarzem), często nie zgadzałem się z jego widzeniem świata, ale doceniam jego pióro i wnikliwość w widzeniu otaczających nas zjawisk!
~mo 4-07-2009 0:51
tytuł powala!! ale nie wiele mówi! czy to zajęcia z optyki?
ago. 4-07-2009 7:31
Tytuł dobry. Jak ktoś czyta Jelonkę, to czekał na ten artykuł. "Sekrety" - od tytułu książki "Sekrety Jeleniej Góry", której jeszcze nie posiadam, ale na pewno nabędę. "Kolorowe chwile" świetne, dla mnie szczególnie, bo można czytać od końca.
~ 4-07-2009 14:04
A mnie najbardziej podobał się pan Wiklik recytujący Leśmiana.Szalenie elektryzująco...:)
~BC 4-07-2009 20:34
To było jedno z lepszych wydarzeń ostatniego tygodnia. Gratulujemy :)
ago. 4-07-2009 22:02
Po wpisie BC żałuję, że nie byłam.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group