Panie bibliotekarki i Panowie bibliotekarze z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej proponują kolejne tytuły, po które – ich zdaniem – warto sięgnąć. Piszą o nich w swoich recenzjach. Zapraszamy do lektury.
Siódme życzenie. Marcin Mortka
Marcin Mortka powraca z ostatnią, siódmą, częścią cyklu o drużynie do zadań specjalnych. Tak jak w poprzednich częściach jest pełna humoru, ironii oraz sarkastycznych docinek, którymi obdarzają się członkowie drużyny. Książka nie zawiodła moich oczekiwań - jak zawsze bawi (ach te teksty Balbiny albo Gramma) oraz wciąga w fascynujący świat Doliny, tak, że nie można się od niej oderwać ani na chwilę. Bohaterowie są jak żywi, pełni wad i ludzkich cech.
Świetnym zabiegiem okazało się utworzenie żeńskiej drużyny, która równolegle do kociołkowej, wykonywała swoją misję. Wszystkie wątki, zarówno z tej części jak i z poprzednich, ładnie połączyły się w całość, dając odpowiedź na liczne pytania pojawiające się w trakcie czytania, takie jak skąd bierze się Złe, dlaczego Eliah zachowuje się dziwnie oraz komu uda się zjednoczyć Dolinę? Ostatnia część kociołkowych przygód jest pełna zwrotów akcji oraz brawurowej walki dobra ze Złym. Myślę, że fani drużyny do zadań specjalnych nie poczują się zawiedzeni „Siódmym życzeniem”.
W poprzedniej części Złe zostało pokonane, ale ostateczna walka jeszcze przed mieszkańcami Doliny. Leśny Dwór, wraz z odnalezionym królem, ku utrapieniu Kociołka i jego żony Sary – zatrzymuje się w Gryfie. Kiedy więc Kociołek dostaje zlecenie od króla aby udać się do biblioteki, bardzo chętnie na to przystaje. No bo co może pójść nie tak? Drużyna na ciężkim kacu (ale! ale! picie było na rozkaz króla), w kiepskich humorach wyrusza do Wieżycy, co gorsza – Kociołek zapomina o prowiancie.
Równolegle z Gryfa wyrusza żeńska drużyna na rozkaz królowej Elisandry. Najgorzej, że tak naprawdę kobiety nie wiedzą po co i gdzie się wybierają. Kolejne etapy podróży tylko wzbudzają ich podejrzenia, że królowa ma przed nimi tajemnice. Czy uda im się odkryć co przed nimi zataiła? Czy głos, który słyszy Sara może im zagrozić?
(AS)
Dagmara Adamska: Winogrady i winne wzgórza. Uprawa i produkcja wina na średniowiecznym Śląsku. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego 2025
„Butelka wina zawiera więcej filozofii niż wszystkie książki na świecie”. / Louis Pasteur
Kto przypuszczałby, że inspiracją do powstania tej publikacji stanie się pewien intrygujący list, który podczas prowadzonych badań w Archiwum Miasta Brna wpadnie autorce w ręce? Był to list burmistrza Świdnicy do pewnego brneńskiego mieszczanina, w którym nadawca zwracał się o pomoc przy założeniu winnicy.
Ponieważ Dagmara Adamska jako mediewistka od lat zajmuje się nie tylko życiem miast i wiosek, ale również całym obszarem gospodarczym, list ten sprawił, że autorka zaczęła poszukiwać innych śladów działalności winiarskiej w regionie. Gromadziła je tak długo, aż z tej żmudnej pracy powstała książka.
Mamy zatem niecodzienną przyjemność poznać w nowatorskiej odsłonie średniowieczną historię winiarstwa na Śląsku oraz jego początki. Możemy przechadzać się kulturowym Dolnośląskim Szlakiem Piwa i Wina, uświadamiając sobie jego obecne, a przecież historyczne lokalizacje, jak i przyjrzeć się znaczeniu tradycji winiarskich dla kultury i tożsamości regionu. Dzięki mapom, bogatej ikonografii z epoki oraz dokumentacji unikatowych artefaktów branżowych poznajemy ponad pięćdziesiąt średniowiecznych miejsc związanych z uprawą i produkcją wina – od Cieszyna i Bielska po Świebodzin i Krosno Odrzańskie.
„Ta książka to nie tylko świetna naukowa praca, ale i sposób na popularyzację renesansu wielowiekowej tradycji kulturowej na całym Dolnym Śląsku, jaką są winiarnie i szlaki winne”. / prof. dr hab. Artur Błażejewski
O autorce: Dr hab. Dagmara Adamska jest historykiem i mediewistką związaną z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Prowadzi badania nad średniowiecznym osadnictwem, ze szczególnym uwzględnieniem terenu historycznego Śląska. Jest autorką wielu publikacji naukowych oraz współautorką czterech części Atlasu historycznego miast polskich. Za publikację Winogrady i winne wzgórza otrzymała Nagrodę KLIO, przyznawaną za wybitny wkład w badania historyczne.
Piszczałka. A właściwie trzy piszczałki. Jedyne urządzenia mogące powstrzymać wynaturzony eksperyment w podziemiach Instytutu. To jednak nie jedyne niezwykłe elementy fabuły, bo wokół obiektu nieustannie zdarzają się anomalię. Jedna po drugiej. A czasem nakładając się na siebie. To tam Szymon poznaje Helenę. Wtedy historia nabiera rozpędu i ze strony na stronę staje się coraz bardziej niepokojąca, a miejscami nawet… absurdalna.
Ta dystopia zahacza często i gęsto o sen psychodelika. Początek jak z thrillerów wiedzie nas do ponurej wizji przyszłości, w której prawda miesza się z fikcją, a ludzkie zniewolenie osiąga alarmująco wysoki poziom. Z jednej strony to przestroga, z drugiej horror z pokręconym zakończeniem. Tu nie ma łatwych i sielankowych fragmentów. Każda metafora i porównanie są tak osobliwe, że powodują natychmiastowy protest w mózgu czytelnika. Takich słów się po prostu ze sobą nie zestawia, a jednak pisarka wielokrotnie odważyła się to zrobić.
Agnieszka Wolny-Hamkało to autorka takich nagradzanych książek jak „Spamy miłosne”, „Po śladach”, „Lato Adeli”, a także wierszy, sztuk teatralnych, tekstów o sztuce współczesnej, to również Dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania i redaktorka „Notatnika Literackiego”. Ma niewątpliwie oryginalny styl i tendencję do dygresji, które wybijają czytelnika z rytmu, zmuszając go do większej uważności.
Śmiało mogę przyznać, że tak pokręcona książka zdarza się raz na milion, a to znaczy, że na pewno niektórzy z Was chętnie po nią sięgną, właśnie ze względy na jej oryginalność. Ten tekst momentami drażni, chwilami łatwo się w nim zagubić albo nabrać wrażenia, że autorka to nasz mózg próbuje omamić i zdezorientować. Każdy z bohaterów tej książki wnosi do historii coś od siebie – Szymon, Helena, Mucha, Twaróg, Maja, każde z nich w zupełnie inny sposób przeżywa opisane wydarzenia, nadając kolejne punkty widzenia na daną sprawę. Warsztat pisarski jest dopracowany. To nie zmienia jednak faktu, że „Trafostacja” jest po prostu dziwna.
Okładka projektu Pawła Smardzewskiego, oparta na niebieskościach i czerwieniach, dobrze oddaje klimat wydarzeń – zmierzch, splątane linie wysokiego napięcia, częściowo ukryty budynek trafostacji i mechaniczna pszczoła, której wizerunek nie raz ukazuje się na kartach tej powieści. Szczególnie dobrym pomysłem było ukrycie na okładce schemat piszczałki, niczym ponurego logo wiszącego nad całą rzeczywistością bohaterów. Szczerze powiedziawszy okładka i obietnice, które wywołuje w wyobraźni obrazek, podobają mi się nawet bardziej od samej treści.
Sporo w tej powieści przekleństw, trudnych, wręcz karykaturalnie powykręcanych, wątków oraz motywów patologii społecznej. Ta specyficzna historia nie jest dla każdego, nadaje się dla tych, którzy cenią sobie nietypowość, mroczne wizje przyszłości oraz dziwaczną tajemniczość. Książkę „Trafostacja” można znaleźć w powieściach science-fiction, w Bibliotece Dziecięco-Młodzieżowej.