Czwartek, 29 października
Imieniny: Wioletty, Jacka
Czytających: 6766
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Twarda walka o ojcowiznę

Wiadomości: REGION JELENIOGÓRSKI
Niedziela, 12 października 2008, 7:44
Aktualizacja: Poniedziałek, 13 października 2008, 8:27
Autor: Mar
Fot. Mar
Sześćdziesiąt cztery tysiące zł. kary za postawienie zadaszonego tarasu i za murek oporowy, który nie biegnie dokładnie po granicy działki muszą zapłacić mieszkanka Trzcińska i jej syn. – Jestem przekonana, że inspektor nadzoru budowlanego ukarał nas po donosie sąsiadki zza płotu – mówi Grażyna Szmacińska.

Budynki stoją tuż obok siebie, jak w typowym gospodarstwie rolnym, których wiele jest w każdej wsi. Tutaj w Trzcińsku rośnie trawa na podwórku, przez środek biegnie płot, a z sąsiadami zza płotu trwają nieustanne wojny.
- Tam jest nasza ojcowizna, którą naczelnik gminy, Jerzy Grygorcewicz, w 1983 roku bez zgody naszego ojca podzielił i sprzedał ludziom, którzy zatruwają nam życie od wielu lat – skarży się Grażyna Szmacińska.

– Przypominam sobie tę sprawę – mówi obecny wójt Janowic Wielkich, Jerzy Grygorcewicz – To już tyle lat tutaj pracuję?! Ale wracając do Trzcińska wszystko odbyło się zgodnie z ówczesnym prawem. Rodzice pani Grażyny zdali ziemię i gospodarstwo w zamian za rentę. Zatrzymali jedynie budynek mieszkalny i gospodarczy na tzw. dożywocie. Nie obejmowało to zabudowań gospodarczych, o których sprzedaż wystąpiła do gminy rodzina M. Dokonaliśmy podziału działki i je sprzedaliśmy.

– To była kradzież naszej własności – mówi rozżalona Grażyna Szmacińska. W 1992 roku odzyskała część zabudowań, które dwadzieścia lat wcześniej jej rodzicom zabrało państwo za rolniczą rentę. – Chociaż rodzice nie godzili się na oddanie za rentę zabudowań, co potwierdzają wnioski rodziców, powiatowy urzędnik wydziału rolnego zapisał, że rodzice oddają ziemię i zabudowania. Od tej decyzji z roku 1971 zaczyna się nasza krzywda, bo na jej podstawie naczelnik podzielił gospodarstwo i zabudowania gospodarcze sprzedał rodzinie M.

– Ja i moje rodzeństwo nawet nie przyjeżdżaliśmy zbyt często do Trzcińska, bo to miejsce kojarzyło się mi z krzywdami, jakich doznawała nasza rodzina – mówi Grażyna Szmacińska. – Nasza mama była Niemką, autochtonką, która wyszła za mąż za tatę, który z kolei był Polakiem wypędzonym z ziem ojczystych przez sowietów. Młodość moja i mojego rodzeństwa to wyzywanie od Szwabów, szturchanie w szkole i na ulicy, ośmieszanie przez nauczycieli, gdy nasza mama nie potrafiła się z nimi dogadać. Jednak gdy tata który czuł zbliżający się koniec, poprosił mnie o ratowanie ojcowizny, przysięgłam sobie, że dom zostanie w naszej rodzinie. W roku 1988 napisałem do gminy podanie o sprzedaż domu, ale nawet nie dostałam odpowiedzi. Słyszałam, że nasz dom zamierza kupić sąsiadka z naszej stodoły. Gdybym wtedy wiedziała, co mnie czeka....

W roku 1993 sąd jeleniogórski potwierdził, że Grażyna Szmacińska staje się właścicielem domu w którym mieszkali rodzice, Brygitta i Paweł Krupa. Od tego wyroku odwołuje się z kolei M. która uważa, że uwłaszczenie dzieci małżonków Krupów narusza jej interes prawny. Jak pisze zamierzała wykupić resztę budynków po śmierci „dożywotników”.

Przez kolejne lata Grażyna Szmacińska i jej syn odbudowują dom i urządzają w nim pensjonat. Robią to mimo ponawianych przez gminę zakazów prowadzenia robót budowlanych.
– To było celowe działanie, które miało nas zniechęcić i zmusić do porzucenia naszej ojcowizny – mówi z przekonaniem Grażyna Szmacińska. – Dom jednak odbudowaliśmy, a kilka lat temu w miejscu komórki otaczającej dom postawiliśmy zadaszony taras.

Taras stał się kolejnym zarzewiem konfliktu. Na miejsce przyjeżdża inspektor budowlany Jacek Radwan, który stwierdza, że taras został postawiony częściowo na działce należącej do rodziny M.
– To jest ewidentne naruszenie cudzej własności – wyjaśnia powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Jacek Radwan. – Stwierdziłem to ponad wszelką wątpliwość. Stąd wydany nakaz rozbiórki tarasu, którego państwo Szmacińscy nie zamierzają respektować. Nie miałem więc innego wyjścia jak przymusić ich nakładając grzywnę. Odwołali się od tego a sąd administracyjny anulował grzywnę wskazując, że skuteczniejszy rozwiązaniem będzie wykonanie zastępcze, czyli przymusowa rozbiórka tarasu na koszt właścicieli. Jeśli się sytuacja nie zmieni skorzystam z tej możliwości.

– To nieprawda, że weszliśmy na ich teren – zapewnia Grażyna Szmacińska – nad działką M. jest jedynie nasza rynna. Z powodu rynny mamy rozebrać taras? Tracę już siły, tym bardziej, że sąsiadka kolejny raz usiłuje podważyć w sądzie prawomocność uwłaszczenia się na działce naszych rodziców. Tymczasem to oni podstępem zagarnęli część naszej ojcowizny! Przecież już o tę ziemię strzelano do mnie!

11 lutego 1998 roku, słynny kilka lat temu „Janosik” z Janowic, czyli Zbigniew N. dokonał jedynego napadu w Jeleniej Górze. Wszedł wieczorem do garażu przy ulicy Wańkowicza w którym akurat była Grażyna Szmacińska i sześć razy strzelił w jej stronę. Mimo że wszystkie kule sięgnęły celu, Grażyna Szmacińska zaatakowała Nowaka torebką, tak, że ten w końcu uciekł. Gdy został w końcu schwytany w Lwówku Śląskim, to był jeden z pierwszych napadów do których się przyznał. Nigdy jednak nie powiedział, dlaczego strzelał akurat do Szmacińskiej. Obecnie odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności.

– Nadal mam w sobie jedną kulę, która zatrzymała się tuż obok kręgosłupa – mówi G. Szmacińska. – Lekarze uznali, że wyjęcie jej to zbyt duże ryzyko. Niestety, czuję ją coraz bardziej. A muszę się denerwować sprawą o odebranie nam domu, która odbędzie się we Wrocławiu 15 października.

– Bez sensu jest walka o coś niepodważalnego – uważa wójt Janowic Wielkich – To uwłaszczenie jest uznane za naprawienie krzywd poprzedniego ustroju i uważam, że nie ma szans na zmianę decyzji z 93 roku o zwrocie domu Krupów ich dzieciom. A czy sprzedałbym te zabudowania gospodarcze gdybym wiedział, jak się sprawy potoczą?
Jerzy Grygorcewicz zastanawia się dłuższą chwilę i mówi: – Nie sprzedałbym, choć wtedy miałem do tego pełne prawo. Ci ludzie zatruwają sobie życie od tylu już lat i żadne nie ustąpi.

– Sąsiadka wezwała niedawno policję, ponieważ goście w naszym pensjonacie byli zbyt głośni. Syn stanie za to wkrótce przed sądem grodzkim. Jak mamy prowadzić pensjonat, jeśli nasi goście nie mają prawa się bawić? – pyta Grażyna Szmacińska.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group