Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 5626
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Szyldy niepoprawne

Wiadomości: Jelenia Góra
Sobota, 12 maja 2007, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Krzysztof Knitter
Brzydkie, pstrokate i w dodatku mało która napisana po polsku: tak wyglądają reklamy większości sklepów i biur na starym mieście i w śródmieściu Jeleniej Góry.

– Zupełnie nie pasują do otoczenia, a zwłaszcza do zabytkowych kamienic – ocenia Wiktor Dubiński, który zwiedzał nasze miasto przy okazji pobytu w Karkonoszach. – Wiem, że szyldy muszą przyciągać oko, ale w takich częściach zabytkowej zabudowy taka pstrokacizna jest nie na miejscu – dodał.

To, co można w Jeleniej Górze, nie jest dopuszczalne w innych, większych miastach. Na warszawskiej starówce wygląd reklamy musi być uzgodniony z konserwatorem i pasować do otoczenia. W stolicy Karkonoszy panuje w tym względzie wolna amerykanka.
Firmy i sklepy zmieniają się często, ale styl szyldów i reklam pozostaje ten sam: kolorowe folie naklejone na podświetlane kasetony. I to dwa kroki od placu Ratuszowego. Zresztą i w rynku, w podcieniach, nie brakuje „kwiatków” w postaci takich nie wszystkim podobających się ozdób.

Niektóre, zdaniem fachowców, łamią ustawę o języku polskim. Zgodnie z nią wszystkie publiczne napisy powinny być tak opracowane, aby nie zawierały naleciałości obcojęzycznych. – W przypadku reklam i szyldów w stolicy Karkonoszy niestety tak nie jest – mówi polonistka Agnieszka Stolarczyk.
– Ludzie przechodzą obok „ticket office”, idą do „internet cafe” – zauważa. – A przecież można napisać „kasa biletowa”, czy „kafejka internetowa”. Jednak pomysłodawcy sądzą, że naleciałości angielskiego są bardziej chwytliwe. Nikt tego zresztą nie sprawdza – dodaje.
W niektórych przypadkach o rygoryzm trudno. Choćby przy nazwach oryginalnych marek, często widniejących na szyldach.

Zalew pstrokacizny trafia również na elewacje zabytkowych kamienic przy ulicy Wojska Polskiego. – To skandal, aby obok tabliczki „obiekt zabytkowy” widniały szpecące szyldy rozmaitych sklepów i salonów. Dlaczego nikt nie pomyślał, aby takie rzeczy ograniczać? – pyta Stolarczyk.

W tym względzie prawo jest liberalne. Wygląd reklamy i jej treść zależy od właściciela czy osoby zarządzającej daną posesją. Jeżeli kogoś takie reklamy rażą, może się poskarżyć straży miejskiej lub policji. W praktyce nie skarży się nikt.

W opinii naszych rozmówców ludziom zobojętniał wygląd miasta. – Najważniejsze, żeby było kolorowo, a to wcale nie znaczy „ładnie i z gustem”. Mało kogo razi fakt, że często takie reklamy są wieszane na sypiących się fasadach budynków głównie po to, aby zasłonić brudy – podkreśla Paweł Markiewicz, student socjologii.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (24) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group