Piątek, 14 sierpnia
Imieniny: Maksymiliana, Alfreda
Czytających: 5831
Zalogowanych: 4
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Świat wg Pignona w podwójnym zwierciadle (recenzja)

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 24 września 2017, 7:13
Aktualizacja: 8:17
Autor: Manu
Fot. Archiwum Teatru
W sobotę (23.09) Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze zainaugurował nowy 72. sezon artystyczny, prezentując publiczności premierę współczesnej lekkiej komedii “Najdroższy” pióra francuskiego mistrza gatunku Francisa Vebera w reżyserii Marcina Sosnowskiego. Spektakl – w związku z przebudową i modernizacją jeleniogórskiego teatru – wystawiono na nowo otwartej scenie Kina Grand.

Jeleniogórski Teatr im. Norwida rozpoczyna sezon 2017/2018 na wesoło. Na afiszu spektakl o... poczciwym niedorajdzie. Po udanej “Kolacji dla głupca” (2010) i “Zakale” (2012) Francisa Vebera, teraz jeleniogórski teatr uraczył widownię jego smaczną farsą “Najdroższy”. Pracy nad francuską komedią bulwarową - tym razem na scenie przy ul. Krótkiej 3 - podjęli się Marcin Sosnowski (reżyseria) i Marek Chowaniec (scenografia). Do Teatru im. Norwida przyjechali po raz drugi, wcześniej zrealizowali wspólnie farsę “Szalone nożyczki” Paula Pörtnera.

Prapremiera obyła się w Paryżu jesienią 2012 w reżyserii samego autora. Tekst Vebera (tytuł oryginalny: Cher Trésor) przełożyła Barbara Grzegorzewska. Ekranizacja telewizyjna tejże sztuki powstała w roku 2014 z Gérardem Jugnotem, a sama farsa doczekała się już czterech polskich odsłon – w warszawskim Teatrze Współczesnym (2013) w reż. Wojciecha Adamczyka, w Teatrze Powszechnym w Łodzi (2014) dla niewidomych i słabo widzących w reż. Ewy Pilawskiej, w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu (2015) w reż. Pawła Aignera (w 2014 na deskach Teatr im. Norwida przygotował udaną “Alicję w Krainie Dziwów” Maliny Prześlugi) oraz w krakowskim Teatrze Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego (2016) w reż. Giovanny'ego Castellanosa.

François Pignon (ponownie doskonały w tytułowej roli Piotr Konieczyński) zdaje się być życiowym rozbitkiem. Jednak nie rozpacza, a wręcz spokojnie godzi się z sytuacją, w której już nic nie ma do stracenia. A stracił pracę, żonę Marie (Magdalena Kępińska gra kobietę interesowną, która jest gotowa na każdą deklarację i zmianę, byle tylko przyniosła jej dobrobyt), która związała się z innym, oraz dzieci, które także o nim zapomniały. Mimo ukończonego prawa, zadowala się posadą dozorcy u przebywającego za granicą zamożnego ojca chrzestnego Pierre'a Jonville'a (Bogusław Siwko z dużym zacięciem komicznym), który w jego życiu pojawił się tylko w dniu chrztu. Teraz w tymże mieszkaniu Pignon jest dozorcą, a pracę zawdzięcza zapobiegliwości matki, w przeszłości służącej u bogacza.

Na scenie oglądamy galerię przezabawnych typów. Nieoczekiwanie w rezydencji Jonville'a pojawia się inspektor podatkowy Maurice Toulouse (dobrze poprowadzony, skoncentrowany i w dobrej formie Bogusław Kudłek swoją postać rysuje subtelnie, wiarygodnie rozwija i dba o to, by poczuć do niej umiarkowaną antypatię, operując przy tym innymi niż zazwyczaj środkami wyrazu np. jako poseł Bouladon z francuskiej komedii sytuacyjnej “Miłość i polityka” Pierre'a Sauvila (2015) w reż. Pawła Paszty). Pazerna Christine Lefèvre (Marta Kędziora z powodzeniem odnajduje się w swojej roli, z taktem, szczerością, bez przerysowań), zatrudniona u Jonville'a dekoratorka wnętrz, zainteresowana współczesną sztuką i bogatymi klientami, uwodzi Pignona z nadzieją na wielkie profity i każdym swoim spojrzeniem i gestem zachęca do nocnych igraszek. Jest też przebiegły i wyrachowany przyjaciel ze studiów - Maurin (Jacek Grondowy). Najbarwniejszą postacią zdaje się jednak Rosjanka Olga (zaskakująco jak na swoje emploi ciepła, doskonała Anna Ludwicka-Mania gra subtelną, bezpruderyjną dziewczynę, z której emanuje tylko dobroć i niewinność), sąsiadka Pignona, sprzedająca usługi erotyczne i na swoje rzekome nieszczęście, związana z zakochanym w niej multimilionerem.

Veber bezlitośnie kpi z konsumpcjonizmu, z miłości do zbędnych dóbr materialnych, ze snobizmu, który potrafi zawładnąć życiem, oraz podejrzanych dzieł sztuki. Jego “Najdroższy” oparty jest na odwróceniu stereotypowych przyzwyczajeń, np. strachu przed kontrolą urzędu skarbowego. Pignon jednak myśli innymi kategoriami. Wydaje mu się, że gdyby zainteresował się nim urzędnik-kontroler, to tym samym dodałby mu ważności jako osobie i pozwoliłby zaistnieć w świecie. - Nieważne, czy się jest bogatym, ważne, by inni myśleli, że jest się bogatym – mówi Pignon. I niedługo potem przekonuje się, że rzekomy szacunek i podziw można sobie kupić dzięki mistyfikacji. Zachowuje się zwyczajnie, więc wiarygodnie. Jest skromny, ciepły i przez to sympatyczny. I pomimo sytuacji nie do pozazdroszczenia, sprawia wrażenie wolnego, jakby pozbył się wielkiego ciężaru. Nie należał do oddających duszę firmie i goniących za mamoną, więc obecna sytuacja nie każe mu rwać włosów z głowy. Bardziej zależy mu na szacunku niż na bogactwie.

Największym walorem spektaklu jest rola Piotra Konieczyńskiego jako Pignona. W każdej jego kwestii poczciwość równa się mądrości prostolinijnego człowieka. Przez cały czas jest obecny na scenie, zresztą to on napędza całe przedstawienie. Ze sceny na scenę rozkręca się. Widać, że ogromną frajdę sprawia jemu ta rola, granie na scenie z kolegami i koleżankami. Aktor ciągle się śmieje, biega, wszędzie jego pełno. Komediowe role to zresztą jego żywioł. Z niepewnego dozorcy, przemienia się najpierw w trochę nieśmiałego wykonawcę swych sprytnych strategii, aż w końcu rozkwitnie i wybrzmi pełnym tonem zwycięzcy. Jego przemiana będzie jednak nie tylko zabawna, ale dojrzała i świadoma, pełna wewnętrznego porządku i ugruntowana w prywatnym życiu. Och!, ten Piotr Konieczyński, chciałoby się powiedzieć. Klasa.

“Najdroższy” przez blisko dwie godziny bawi, rozpręża i nie nudzi, choć finał jest do przewidzenia. Publiczność cały czas się śmieje. Od pierwszych minut spektaklu akcja zaczyna nabierać tempa, żeby później mknąć z szybkością co najmniej Pendolino z Jeleniej Góry do Warszawy. Nie brakuj gestów mogących stanowić nieco dwuznaczne aluzje. Ale to przecież komedia. Ma być przede wszystkim zabawna. I jest. To także zasługa klimatu stworzonego nowoczesną scenografią, którą opracował Marek Chowaniec, a także choreografii Marceliny Leśniak i Klaudii Rabendy z No Name Dance Studio, no ale przede wszystkim jeleniogórskich aktorów, którzy dyskretnie balansują między tym, co śmieszne, a tym co może służyć w tej zabawie również nieco uważniejszej refleksji.

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group