• Wtorek, 12 listopada 2019
  • Godz. 12:25
  • Imieniny: Renaty, Witolda, Józafata
  • Czytających: 6188
  • Zalogowanych: 16
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Sprawa tragedii w Maciejowej na wokandzie

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 24 listopada 2013, 7:28
Aktualizacja: Poniedziałek, 25 listopada 2013, 17:14
Autor: Angela
Fot. Archiwum Jelonki.com, Angela
Do Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze wpłynęła sprawa tragicznego, styczniowego wypadku w Maciejowej, w którym zginął 22–letni Daniel Śliwka, znany i lubiany właściciel zabobrzańskiej kwiaciarni. Sprawcą jest 44–letni Adam K., kierowca ciężarówki, która zmiażdżyła osobowe audi.

Daniela Śliwkę znało wielu mieszkańców. To u niego, w przytulnej kwiaciarni na Zabobrzu III można było kupić oryginalne bukiety na każdą okazję. Był nie tylko zdolnym florystą, ale i przesympatycznym człowiekiem z dobrym słowem dla każdego.

– Zamawialiśmy u niego kwiaty całą rodziną – mówi pani Anna, jedna z jego klientek. – Dlaczego właśnie tam? Bo z sercem tworzył finezyjne ślubne wiązanki, wymyślne i radosne bukieciki okolicznościowe z biedronkami i motylami, wymowne i pełne dostojności wieńce na pogrzeby. Kto by pomyślał, że jego ostatnia droga nadejdzie tak szybko... – dodaje kobieta ściszając głos i zwieszając głowę.

- Był młodym człowiekiem, który szybko się rozwijał, miał wizję tego co robił, chciał by jego kwiaty się wyróżniały – dodaje kolejny klient, pan Adam. – Jego kwiaciarnia była zawsze pięknie przystrojona. W Walentynki przed lokalem było mnóstwo serduszek, na święta ubierał choinkę rosnąca przed kwiaciarnią, ale nie tak zwyczajnie, ale w jakieś ogromne kokardy i nie wiem co jeszcze. Na Wielkanoc zawsze był akcent „kurczakowy”, a na wiosnę wystawiał bociany. Zawsze dbał, żeby jego kwiaty były piękne i świeże – wspomina sąsiad kwiaciarni.

Gwarancją sukcesu było osobiste wybieranie i dowożenie przez niego kwiatów z giełdy. Tragicznego poniedziałku (21.01.2013r.) zginął właśnie w drodze na giełdę przy ul. Łącznej. Daniel wyszedł z domu około piątej. Poszedł na strzeżony parking po swoje audi i ruszył w drogę. Około godz. 5.30 chciał skręcić na stację Orlen w Maciejowej po hot-doga i kawę. - Zawsze zajeżdżał do nas po ten zestaw kiedy jechał na giełdę – wspomina jeden z pracowników stacji, który prosił o anonimowość.

Kiedy Daniel próbuje zjechać z krajowej trójki przy ul. Wrocławskiej na stację paliw Orlen, zostaje uderzony, a następnie wepchnięty do rowu przez ciężarówkę jadącą za nim. Przyciśnięte do drzewa osobowe audi zgina się i łamie jak zapałka. Nagranie kamer i śledztwo wykazało, że kierowca ciężarówki był trzeźwy, ale jechał za szybko o 27 km/h i przez to wpadł w poślizg.

- Przyznaję się do zarzutu, ale wydaje mi się, że jechałem wolniej – tłumaczył podczas przesłuchania Adam K., kierowca ciężarówki. - Nie patrzyłem na szybkościomierz, ostatni raz na niego spojrzałem kiedy skończyła się dwupasmówka, wtedy było 50 km/h. Później jechałem z prędkością poprzedzającego mnie audi. On nie oddalał się, ja się do niego nie przybliżałem. Patrzyłem na drogę, sypał śnieg. Jezdnia była cała biała, pokryta śniegiem. Było ślisko, można powiedzieć lodowisko. Gdy dojechaliśmy do zjazdu na stację Orlen, nagle zobaczyłem w samochodzie osobowym światła stop, nie widziałem kierunkowskazu. Z przeciwka nic nie jechało. Przestraszyłem się. Zacząłem hamować. Zaczęło „mnie łamać” w lewo, skontrowałem w prawo. On już wytracił praktycznie całą prędkość. Dojechałem do niego i uderzyłem w tylny lewy błotnik, bo samochód już skręcał na stację paliw. Jak go uderzyłem, samochód ustawił mi się bokiem przed maską i zacząłem go pchać (…). Wpadł do rowu i znalazł się pod kabiną mojego samochodu i dopiero wtedy się zatrzymałem. Nie mogłem otworzyć swoich drzwi. Wyskoczyłem na zewnątrz przez okno i podbiegłem do audi. Zobaczyłem mężczyznę, jego głowę i rękę. On żył. Rozmawiałem z nim. Pytałem go czy jest sam. Powiedział, że tak. Samochód był mocno zgnieciony. Próbowałem go wyciągnąć, ale nie mogłem nic zrobić. Podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Zapytałem czy zadzwonił na pogotowie i policję. Powiedział, że tak. Poprosiłem go żeby pomógł mi wyciągnąć kierowcę z samochodu, ale nic nie można było zrobić – relacjonował Adam K.
Tym mężczyzną był kierowca jednej z jeleniogórskich cukierni, który w tym samym czasie jechał zatankować auto.

- Usłyszałem huk – mówi świadek. - Podbiegłem do auta i od strony kierowcy usłyszałem wołanie o pomoc. W samochodzie na tylnym siedzeniu był jakiś mężczyzna. Kierowca ciężarówki wysiadł ze swojego auta. Próbowaliśmy uwolnić kierowcę samochodu osobowego, ale nie udało nam się – dodaje świadek.
Po chwili do zmiażdżonego auta podbiega kolejnych dwóch mężczyzn. - Ich też prosiłem by mi pomogli, ale powiedzieli, że nie dadzą rady – zeznaje sprawca wypadku. - Ja cały czas próbowałem odginać blachy metalową rurką aby dostać się do kierowcy, ale nie mogłem. Usłyszałem w końcu sygnały wozów strażackich. Pokazałem strażakom gdzie jest ranny kierowca. Wsiadłem do samochodu i siedziałem – dodaje Adam K.
Kierowcy ciężarówki nic się nie stało. Miał tylko rozcięta rękę, którą skaleczył najprawdopodobniej podczas odginania blach. 44-letni jeleniogórzanin, z zawodu ślusarz, na służbowym iveco przejechał ponad 100 tysięcy kilometrów. Tragicznego dnia wyjechał z ulicy Spółdzielczej i jechał do firmy, w której był zatrudniony jako kierowca. W tym zawodzie pracował od 20 lat.

- Tą trasą często jeżdżę, głównie swoim samochodem – mówił. - Wiem, że jest tam ograniczenie do 40 km na godzinę dla samochodów ciężarowych. Nie przypuszczałem, że jechałem z większą prędkością niż 50 km/h. Z samochodem jadącym przede mną jechaliśmy z tą samą prędkością – tłumaczył Adam K.
Zdaniem prokuratury zeznania oskarżonego są jednak sprzeczne z analizą przestrzenno-czasową i nagraniem kamer.

- Na podstawie materiałów zgromadzonych w postępowaniu można wnioskować, że główną przyczyną wypadku było świadome, rażąco lekceważące niezachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa: niezachowanie należytej ostrożności i niedostosowanie prędkości do warunków na drodze – czytamy w akcie oskarżenia i opinii śledczych. – Kierowca jechał za szybko przez co stracił panowanie nad pojazdem i zjechał na lewy pas ruchu doprowadzając do zderzenia z audi. Gdyby tego nie zrobił, zatrzymałby auto i nie uderzył by w pojazd poprzedzający. Jakość drogi i warunki pogodowe nie miały bezpośredniego wpływu na wypadek – twierdzą śledczy.

Prokuratura wnioskuje o wydanie wyroku skazującego Adama K. na karę uzgodnioną ze sprawcą: dwa lata więzienia z warunkowym zawieszeniem na 5 lat próby, 5 tys. zł grzywny, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na 1 rok oraz świadczenie pieniężne na rzecz Pomocy Pokrzywdzonych oraz Pomocy Postpenitencjarnej w kwocie 2 tys. zł.

W uzasadnieniu czytamy, że „czyn, którego dopuścił się Adam K. jest zagrożony jest karą więzienia nieprzekraczającą 10 lat. Podejrzany przyznał się do winy. Zebrany materiał pozwala na uznanie, że okoliczności popełnienia przestępstwa nie budzą wątpliwości. Fakt ten i postawa oskarżonego dotychczas niekaranego, przyznającego się do winy uzasadnia tezę, że cele postępowania zostaną osiągnięte przez wymierzenie podejrzanemu wnioskowanej kary”.

Czy sąd przychyli się do wniosku prokuratury? Na odpowiedź trzeba poczekać do zakończenia procesu.

Ogłoszenia

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group