• Czwartek, 22 sierpnia 2019
  • Godz. 11:01
  • Imieniny: Marii, Cezarego, Tymoteusza
  • Czytających: 6606
  • Zalogowanych: 17
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Ślepi na problem niewidomego

Wiadomości: SZKLARSKA PORĘBA
Sobota, 13 lutego 2010, 7:55
Aktualizacja: Niedziela, 14 lutego 2010, 8:32
Autor: Karolina
Fot. Karolina
Andrzej Burdach ma 52 lata, zajmuje mieszkanko na poddaszu w Hucie (Szklarska Poręba). Po wypadku stracił wzrok. Od 15 lat nie widzi nic oprócz plam światła. Ma dwa marzenia: znaleźć pracę i wyremontować swoje lokum. Ich realizacja utkwiła jednak w ślepym zaułku.

Andrzej Burdach jest budowlańcem. Pracował w zawodzie i utrzymywał siebie i swoją rodzinę. Zdarzył się wypadek. Mężczyzna przeżył, ale diagnoza lekarska nie wróżyła mu kolorowej przyszłości: poodklejane siatkówki oczu. Wyrok: mgła na źrenicach, reagujących na światło i ruch. Efekt: niewidomy od 15 lat.

Nadszedł kryzys. Mężczyzna zaczął pić. Odeszła od niego żona, która zabrała dwójkę dzieci i wyjechała do Włoch. Do dzisiaj nie utrzymują ze sobą żadnego kontaktu. Mężczyzna popadał w długi. W końcu zrozumiał, że spada po równi pochyłej. – Pojechałem do Sieniawki, żeby się leczyć – wspomina. Od 5 lat nie pije. Bierze udział w spotkaniach AA. Chciał pomagać uzależnionym oficjalnie, poprzez ośrodek kultury, ale pomysł upadł.

Od wypadku Andrzej utrzymuje się ze stałej renty inwalidzkiej: 510 zł. Co pół roku składa wniosek o tzw. dodatek mieszkaniowy, który pokrywa koszty związane z czynszem i ogrzewaniem mieszkania. Spłaca stary dług za swój lokal.

Jego mieszkanko (34 m kw.) składa się z pokoju, kuchni i pomieszczenia gospodarczego. Drugi, mniejszy pokój został zamurowany. Nie ma łazienki. Wspólna toaleta znajduje się na korytarzu. W pokoju stoi stary piec kaflowy, a w kuchni nieco uszkodzony piecyk węglowy. – Dostałem go od administratora budynku w marcu ubiegłego roku. Nie było w nim szybki od piekarnika, którą obiecali mi naprawić w ciągu 30 dni – wspomina pan Andrzej. Minął prawie rok, a szybki w piecyku jak nie było, tak nie ma.

Jedynymi nowymi rzeczami w ciasnym poddaszu są dwa nowe okna i drzwi wejściowe. Na ich zakup i wymianę pan Andrzej wziął pożyczkę w wysokości 4600 zł. Dostał zwrot za ten remont, ale MZGL wycenił jego wartość na 1190 zł, uzasadniając że nie trzeba było montować nowych parapetów.

Andrzej Burdach marzy o kompleksowym remoncie mieszkanka. Twierdzi, że koszt wszystkich prac nie przekroczyłby 2 tys. zł. Najbardziej zależy mu na własnej łazience. – Gdybym widział, dawno zrobiłbym to sam – mówi. Przygotował się do tego remontu, ma już brodzik i kilka innych sprzętów. Potrzebuje tylko fachowców, którzy wykonaliby odpowiednie podłączenia w łazience. Chciałby też przykręcić regipsy, zaszpachlować dziury i pomalować na ładny kolor. Przydałyby się także nowe podłogi.

Drugim marzeniem pana Andrzeja jest znalezienie pracy. – Nie chodzi mi tylko o pieniądze, ale o zmianę otoczenia i inną formę spędzania czasu niż tylko siedzenie w domu i rozmyślanie, co ja z tego życia mam – mówi. Ma szansę na odzyskanie wzroku, ale potrzebuje dobrego operatora, co wiąże się niestety ze sporym nakładem finansowym. Trzy lata temu przeszedł już jedną operację w Katowicach, ale proces leczenia jest długotrwały i bardzo kosztowny.

W maju ubiegłego roku pan Andrzej zwrócił się do MZGL-u z prośbą o przeprowadzenie remontu jego mieszkania. W kolejnych miesiącach odbywały się wizje lokalne oraz wywiady środowiskowe. Obie instytucje (MZGL i MOPS) wydały pozytywną opinię o konieczności przeprowadzenia niezbędnego remontu w lokalu Andrzeja Burdacha, o czym poinformowały samego zainteresowanego na odpowiednich pismach.

Jedyną przeszkodą w realizacji tego remontu były finanse. Administrator budynku zgodził się na wykonanie prac w mieszkaniu, ale zaznaczył, że koszty związane z remontem w całości ma pokryć lokator. Na piśmie od MZGL-u widnieje także informacja, iż pan Andrzej jako osoba niepełnosprawna może ubiegać się o dofinansowanie kosztów remontu od PFRON-u. Urzędnicy zadali sobie dodatkowy trud i podali też warszawski numer telefonu do tej instytucji.

Pracownik Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych skierował nas do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Jeleniej Górze. Instytucja ta realizuje m.in. program „Przełamywanie Barier Technicznych i Architektonicznych”, który dotyczy właśnie osób niepełnosprawnych, głównie niewidzących. Pod względem formalnym nie jest to zbyt skomplikowana procedura, ale wszystko zależy od dobrej woli urzędników.

Jednak w przypadku pana Andrzeja takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Działania w tym zakresie polegają na: likwidacji progów, wybudowaniu podjazdu do domu, położeniu antypoślizgowej podłogi w łazience, doprowadzeniu odpowiedniej instalacji wodno-kanalizacyjnej, ale tylko do brodzika i zamontowaniu specjalnych uchwytów oraz krzesełka pod prysznicem. Można odnieść wrażenie, że program skierowany jest do osób niepełnosprawnych, ale tych jeżdżących na wózkach inwalidzkich, a nie dla niewidomych, którzy mają zdrowe narządy ruchu. Dofinansowanie wynosi 80 procent pokrytych kosztów, a pozostałe 20 muszą być już wkładem własnym ubiegających się.

Tymczasem w dokumentacji gromadzonej przez pana Andrzeja, radzi mu się skorzystanie z pomocy PFRON, która – jak wiadomo – nie odnosi się do potrzeb zainteresowanego. Krótkowzroczność albo wręcz ślepota poszczególnych urzędników uwidacznia się w stosie pism, gdzie pan Andrzej kierowany jest do kolejnych urzędów, niczym piłeczka ping-pongowa. A sam zainteresowany coraz bardziej traci rozbudzone niegdyś nadzieje na nowe, lepsze życie.

Ja wam jeszcze pokażę
Zgodnie z orzeczeniem o niepełnosprawności mężczyzna powinien stale korzystać z usług instytucji pomocy społecznej. Mimo to, jako niewidomy radzi sobie świetnie sam. Codziennie bez pomocy jeździ autobusem do Jeleniej Góry. Tu odbył kurs masażu klasycznego w Centrum Szkoleniowym „Academicus”. Końcowy egzamin zdał bezbłędnie i ma uprawnienia do wykonywania pracy w charakterze masażysty.
– Bardzo pomogli mi pracownicy socjalni oraz kierowniczka MOPS-u – podkreśla Andrzej Burdach. Kurs organizowany był w ramach projektu unijnego „Ja wam jeszcze pokażę”. Pracownicy instytucji zakupili dla niego sprzęt nagrywający, aby mógł odsłuchiwać także w domu wykłady z zajęć. Po ukończeniu szkolenia wypożyczono mu na czas nieokreślony profesjonalny sprzęt do masażu (łóżko, zagłówek i podkładkę). Jedna z pracownic socjalnych pomogła panu Andrzejowi napisać CV i roznieść je po miejscowych pensjonatach oraz hotelach. Niestety, żaden z potencjalnych pracodawców pana Andrzeja nie odezwał się do niego w sprawie zatrudnienia. – Podczas kursu byłem chwalony. Mówiono mi, że w pewnym sensie moje kalectwo jest atutem, bo przy utracie wzroku wyostrzyły mi się inne zmysły, w tym dotyk. I co z tego? – pyta rozgoryczony Andrzej Burdach.

Niski koszt pracy
– Warto uświadamiać potencjalnych pracodawców, że przy zatrudnieniu osoby niepełnosprawnej mogą uzyskać nawet do 75 procent zwrotu z wynagrodzenia brutto takiego pracownika. Wysokość tej kwoty zależy od stopnia niepełnosprawności zatrudnionego – usłyszeliśmy od pracownika infolinii Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Przy zarobkach 1300 zł brutto pracodawca odzyskuje 1000 zł, więc zatrudnia taką osobę za przysłowiowe grosze. Wystarczy tylko zarejestrować się w PFRON-ie i spełnić określone warunki. Drugą, może nawet ważniejszą korzyścią dla zatrudniających osoby niepełnosprawne jest wartościowy pracownik. Nie raz słyszy się o punktualności, sumienności i ogromnej chęci pracy takich osób.

Ślepy zaułek
Andrzej Burdach rozmawiał o swojej sytuacji z burmistrzem Szklarskiej Poręby. Arkadiusz Wichniak powiedział wówczas, że sam przyjrzy się sprawie. Poprosił MZGL i MOPS o wydanie swoich opinii. – Pan burmistrz zaproponował mi przeniesienie się do mieszkania socjalnego, które powstanie na Średniej – usłyszeliśmy. Andrzej Burdach mieszka na Hucie od 11 lat, zna tutaj każdy kamień, dzięki czemu może funkcjonować samodzielnie. W nowym miejscu musiałby uczyć się wszystkiego od nowa. Poza tym nie chce zamieniać mieszkania komunalnego na socjalne, nie zalega z czynszem i nie zalicza się do tzw. marginesu. Chce tylko wyremontować swoje mieszkanie i dlatego prosi o pomoc.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz

~DINO 13-02-2010 8:51
Tak warunki korzystne tylko wymagania nie dla każdego do przejscia bo sam chciałem taką osobe zatrudnic to usłyszałem sam pesymizm czyli 24miesiące na rynku to nie problem ale minimum 24osoby zatrudnione we firmie tu już jest problem profesjonalny biznes plan i co troche kontrole z pefron Pani siedząca tam odrazu powedziała ze jak by miała moją propozycje to by ją odrazu odrzuciła dlaczego nie wiem tylko ona wie poprostu porażka
~Inwalida 13-02-2010 10:17
Jakąkolwiek dotację z PFRON bardzo trudno jest otrzymać, biegania jest tyle że głowa boli. Największym problemem przy załatwianiu takich dotacji jest fakt że osoby tam pracujące nie mogą przedstawić swoich wymgań, nie znają ich. W trakcie załatwiania wszystko ciągle się zmienia. Trzeba zdobywać kolejne zaświadczenie, oświadczenia, opinie itp. itd. Zbieranie tych papierów nie ma końca ... gdy już wszystkie złożysz, oni dzwonią mówią że dwa pierwsze już są przedatowane i trzeba złożyć wniosek o wydanie świeżych ... a to potrwa np. 2 tygodnie. W trakcie tych 2 tygodni zdezaktualizują się kolejne zaświadczenia itd. Ten fundusz jest tak zrobiony aby utrzymywał pracowników (za naszą wspólną kasę) na realizację statutowych zadań ... nie ma ochoty i pieniędzy.
~korek 13-02-2010 10:27
wspolczucie dla pana Andrzeja ,nie wiem co napisac ale napewno nic dobrego dla urzedow, ciekawe jakby taki problem dotyczyl czlonkow rodziny pracownikow ZGL to tez by wszystko szlo jak krew z nosa-gwarantuje ze NIE-GWIZDY DLA URZEDASOW
~_Łowca byków 13-02-2010 11:22
Nie ma czegoś takiego jak "DOBRA WOLA URZĘDNIKÓW". Jest natomiast nieprzychylność, nieznajomość przepisów mogących korzystnie wpłynąć na rozpatrzenie wniosku interesanta oraz ogólna opieszałość w działaniu, co przekłada się niestety na długotrwałe załatwianie prostych i oczywistych spraw. To tyle ogólnie w sprawie ich pracy. Odnośnie problemów Pana Andrzeja to nie rozumiem dlaczego PEFRON nie miałby sfinansować likwidacji wszelkich progów na Pańskiej drodze, brodzika, instalacji wodno-kanalizacyjnej nie tylko do brodzika, podłogi antypoślizgowej w łazience, a nawet w pozostałych pomieszczeniach mieszkania, montażu tych uchwytów wspomagających równowagę i możliwość bezpiecznego korzystania z łazienki i lokalu, itd. Pan Andrzej i wielu jemu podobnych ludzi pokrzywdzonych przez los powinni w pierwszej kolejności znaleźć pracę w PEFRON-ie. Tacy ludzie jak on wiedzieliby dokładnie jak prawidłowo pomagać i jak trafnie rozdysponować środki przeznaczone na pomoc potrzebującym. Rzeczywistość jest jednak taka, że w tym funduszu pracują ludzie „niepełnosprytni”, nie mający wyobraźni praktycznej i dlatego rozpatrują standardowe wnioski dotyczące jednokierunkowych działań, dotyczących podjazdów progów itp., a nie widzą głębi prawdziwych i trudnych do opanowania spraw – oni zatrzymali się i potrzebują mocnego impulsu defibrylatora społecznych potrzeb.
~Szklarska 13-02-2010 11:24
Faktycznie Pan Andrzej był alkoholikiem w tej chwili jest niepijącym. Jet to bez wątpienia na dziś dzień człowiek wartościowy. Co do instytucji MZGL i MOPS w Szklarskiej to dużo się pisze,że zdobywają czołowe miejsca w jakiś tam konkursach.....nie mam pojęcia za co. Zwłaszcza MZGL-!!!-do dziś nie mogę pojąć jak to jest,że do do teraz nikt nie zajął się tym zakładem. Nie boję się użyć określenia "skorumpowana banda" "pozyskiwacze nienależnych im pieniędzy..." itp. Oprócz chyba "swoim"- nikomu jeszcze nie pomogli. Są najlepsi w układaniu kłód pod nogi.. Mi jest po prostu brak słów żeby opisać co za cyrki tam się wyprawia. Wyegzekwowanie od MZGL-u czegokolwiek należnego nam graniczy niemal z cudem. Nigdy!! na nic nie mają pieniędzy...jak by zamknąć tą instytucję to nawet nikt by tego nie zauważył. Co do MOPS odniosę się z większą pobłażliwością. Obecna Pani Kierownik podniosła działanie ośrodka wzorowo. Po większości są otwarci na ludzkie problemy-służą pomocą i kompetencją -w ramach swoich możliwości na co zresztą w artykule zwraca uwagę Pan Andrzej.
~Szklarska 13-02-2010 11:27
Poza tym Panie Andrzeju szkoda,że nie udało się za swoim przykładem zmienić pani M.-wiem,że Panu pomaga ale czy w częstych amokach pijackich jest to faktycznie pomoc? W pozostałych sprawach życzę optymizmu i dalszej wytrwałości!!!
~miejscowy 13-02-2010 17:18
Niektórzy urzędnicy i samorządowcy w Szklarskiej są wyjątkowo aroganccy i niekompetentni. Swej urzędniczej \\\"mocy\\\" i związanych z zajmowanym stanowiskiem instrumentów używają w celu zamuleni sprawy i zamiecenia jej \\\"pod dywan\\\". Człowiek z klasą, urzędnik z klasą potrafiłby przyznać się do błędu i powinien podjąć starania, aby naprawić wyrządzoną krzywdę osobie, wobec której wydał złą decyzję. Ale TO nie w Szklarskiej !!!!! Jak długo jeszcze będzie trwał ten urzędniczy pląs.
Cień 13-02-2010 18:33
Urzędasy, to złamasy! Chciałbym, by tych złych urzędników spotkało jakieś kalectwo, by zobaczyli jak to jest, być niepełnosprawnym.
~Iza 13-02-2010 20:08
Na moje oko... sprzęt do pracy człowiek już ma, poruszać się umie samodzielnie po mieście. Wystarczyłoby, gdyby gmina nieodpłatnie mu udostępniła małe pomieszczenie w sensownym punkcie miasta, i zamiast prosić się o pracę mógłby otworzyć samodzielny punkt masażu. Pierwsze dwa lata mały ZUS, z czego PFRON i tak większość zwraca inwalidom. Czyżby w Szklarskiej był nadmiar gabinetów masażu???
~ 16-02-2010 11:29
a co na to Pan Sokolinski w Szklarskiej? Gra wazniaka, to niech sie ta sprawa zainteresuje....
~ 19-02-2010 17:36
Burmistrz Szklarskiej to marionetka w rękach zastępcy i kilku radnych,on sam o niczym nie decyduje.Miałam niestety wątpliwą przyjemność dochodzenia swoich racji ale w Urzędzie rację mają tylko ONI.Coś takiego jak współczucie dla chorych i poszkodowanych przez nich to dla nich sprawa nie do pojęcia.W urzędzie nie ma sprawiedliwości,chyba że dla SWOICH.
~Oko 16-10-2011 0:21
Administracja jest podwójnie ślepa, a redakcja Jelonka nie świadoma tej okoliczności napisała o jednej osobie . W budynku , w którym mieszka Pan Andrzej zamieszkuje jeszcze inna nie widoma osoba - Pan Henryk S. ma 83 lata. Dodam jeszcze, że mieszka na tym samym piętrze co pan Andrzej i ma takie same warunki, a Jego stopień kalectwo jest większy niż naszego bohatera. Pan Andrzej przynajmniej chodzi po zakupy i do lasu po drewno , bo jego kalectwo nie jest aż tak mocne... Taka Prawda ...

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group