Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 14 lutego
Imieniny: Liliany, Walentego
Czytających: 11066
Zalogowanych: 86
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Powitanie wiosny – Jare Święta – Wielkanoc

Poniedziałek, 21 marca 2016, 7:53
Aktualizacja: Wtorek, 22 marca 2016, 8:56
Autor: Karolina Matusewicz
Jelenia Góra: Powitanie wiosny – Jare Święta – Wielkanoc
Marzanna
Fot. Archiwum S. Firszta
Kalendarzowy pierwszy dzień wiosny przypada 21 marca. Jednak kalendarz jest przecież tylko czymś, pozwalającym nam jedynie nazywać i porządkować dni. Kalendarz jest wynalazkiem człowieka, ale to Bóg stworzył noce i dnie, a wszystkie kalendarze oparte są na następstwie dni i nocy, z charakterystycznymi momentami, takimi jak fazy Księżyca czy rytm pór roku związany z ruchem Słońca.

Początek wiosny to moment wejścia Słońca w punkt Barana, czyli moment równowagi wiosennej, a ten zależy od lokalnego czasu obserwatora, więc data Wielkanocy może być różna w zależności od długości geograficznej. To po pierwsze, a po drugie - określenie dokładnej daty komplikuje istnienie dni roku przestępnego.

- W księgach Nowego Testamentu nie ma żadnej wzmianki o obchodach Wielkanocy. Ludy, które wcześniej przyjęły chrześcijaństwo w dalszym ciągu, tak jak w judaizmie, obchodziły Paschę. Później nawracane ludy, nowi chrześcijanie, przyjęli Święto Wiosny obchodzone wcześniej w lokalnych religiach pogańskich. Wielkanoc jest jedynym ruchomym świętem we spółczesnym kalendarzu świąt w naszej strefie kulturowej. U Słowian, przed przyjęciem chrześcijaństwa, obchodzono tzw. Jare Święta związane z przyjściem wiosny. Towarzyszyły temu specjalne zabiegi i uroczystości, które trwały kilka dni. Głównymi bohaterami tych świąt byli Marzanna (Marzana) i Jarowit (Jaryło), bóstwa słowiańskie. Marzanna była prawdopodobnie pomniejszą boginią lub demonem, związaną ze śmiercią (przyroda „umierała” wraz z jej pojawieniem się; „zima”, „zimna jak trup”). Znana jest pod imionami: Mor, Mar, Morana. Do dzisiaj w wielu słowach spotykamy echa jej imienia, np. „leżeć na marach”, „powalił ich mór”, „morowe powietrze” czy „męczy mnie jakaś zmora” – opowiada Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Jarowit, zwany też Jaryłą, był, jak się wydaje, bogiem wojny, a jednocześnie opiekunem rolników, a takimi w większości byli Słowianie (widać to w nazwie plemion polskich i ruskich – Polanie). W imieniu tego boga były dwa człony: „jar”, co oznacza siłę, moc, szybkość, wiosnę i młodość, oraz „wit”, co oznacza pan, władca. Jarowita utożsamiano często ze Światowidem. Czczony był szczególnie przez Słowian Zachodnich. Z XII. wiecznych źródeł wiemy, że w Wołogoszczy znajdowała się najsłynniejsza jego świątynia, w której szczególnie czczono jego tarczę obitą złotą blachą. Jego imię przetrwało do dzisiaj w wielu słowach, np. „stary ale jary”, „jare zboża”. Właśnie Jare Święta, w trakcie których kończyło się panowanie Marzanny, a zaczynało Jarowita, rozpoczynały pierwsze orki, otwierając tym samym nadejście i panowanie wiosny – Jaryły. Siano: grykę, jęczmień, owies, proso, jarą pszenicę i jare żyto. Zboża te lubią wczesny siew, a do kwitnienia nie potrzebują okresu niskich temperatur. Mają jednak krótki okres wegetacji. Najważniejsze było święto związane z równowagą wiosenną. Jak dokładnie przebiegały Jare Święta przed ponad tysiącem lat na ziemiach polskich dokładnie nie wiadomo. Były z pewnością bardzo bogate i uroczyste, na co wskazują ich resztki, które zostały wmontowane w obrządek chrześcijański już po chrzcie kolejnych ludów słowiańskich. Obchodząc dzisiaj bardzo uroczyście Święta Wielkanocne nie zdajemy sobie często sprawy, że kultywujemy pradawne zwyczaje słowiańskie, zaakceptowane i zaadaptowane przez Kościół, które uświetniają pamięć o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, tak jak kiedyś uświetniały moment odradzania się przyrody z zimowego letargu.

- Święta Wielkanocne do dzisiaj mają bogatą symbolikę obrzędową. Rozpoczynają się przeważnie 21 marca od topienia Marzanny – symbolu zimy. Dzisiaj jest to raczej zabawa, którą kultywuje się wśród dzieci i młodzieży szkolnej. Kiedyś robili to dorośli. O zwyczaju tym wspominają średniowieczne źródła, m.in. w 1420 roku synod poznański zwracał się do duchowieństwa: „Nie dozwalajcie, aby w niedzielę, którą zwie się Lactera albo Biała Niedziela, odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topienie”, a XVI. wieczny kronikarz pisał: „był on zwyczaj u nas po wsiach, że w Białą Niedzielę w poście topili bałwana (…), zwali tego bałwana Marzanną”. Mimo wysiłków Kościoła zwyczaj ten, chociaż już tylko w formie radosnej zabawy, przetrwał. W XIX wieku uważano, że obrzęd topienia Marzanny wprowadził jeszcze książę Mieszko I na pamiątkę topienia bałwanów, to jest posągów bóstw, podczas chrystianizacji. Jeszcze w latach 70. i 80. XX wieku studenci Uniwersytetu Wrocławskiego skupieni w kole turystycznym „SETA” organizowali doroczny „Rajd Marzanny”, którego głównym punktem był wyścig Marzann, wykonanych przez różne grupy. Wygrywała ta, która pierwsza wpadła do rzeki. Miałem przyjemność i satysfakcję brać udział w tej cyklicznej imprezie, projektując na tę okazję okolicznościowe znaczki-plakietki – opowiada S. Firszt.

Dawniej topienie Marzanny był to magiczny zabieg przegonienia ze wsi śmierci – zimy, utopienia jej, aby spłynęła wraz z lodem do morza i ustąpiła z drogi następującej wiośnie. Tam, gdzie nie było wody kukłę spalano. - W Niedzielę Palmową święci się „palmy”, w chrześcijaństwie symbol liści palmowych, którymi witany był Jezus wjeżdżający do Jerozolimy. Palmy na naszym terenie wykonuje się zazwyczaj z gałązek wierzbowych z baziami lub z użyciem innych materiałów, zdobiąc je suchymi kwiatami, kłosami i kolorowymi suszonymi trawami. Po wyjściu z kościoła uderzano nimi dawniej o mur świątyni mówiąc: „Palma bije, nie zabije, bo za sześć noc Wielkanoc”. Dzisiejsze palmy, jak ongiś gałązki wierzby z baziami, miały po pierwsze znaczenie dekoracyjne przy strojeniu izby i świątecznego stołu, ale też posiadały ogromną moc magiczną, dodając sił i zapewniając zdrowie. Wierzbowe bazie dawano połykać dzieciom, aby uodpornić je na ból gardła. Dodawano do karmy dla zwierząt, aby były zdrowe, a także uderzano nimi bydło, które pierwszy raz po zimie było wyganiane na pastwisko. Gałązki palmy zatykano dla urodzaju na skraju pola lub ogrodu, a także stawiano w oknach, chroniąc dom przed piorunami. Palma chroniła dom przed wielkimi nieszczęściami (po świętach palono je, a popiół z nich wykorzystywany był w Popielec). W Wielki Czwartek i Wielki Piątek starano się nie pracować, bo to mogło przynieść nieszczęście. W kościołach urządzano „groby Jezusa”, przy których wystawiano symboliczne straże (to kultywuje się do dzisiaj) – mówi S. Firszt.

W Wielką Sobotę święcono ogień i wodę oraz pokarmy, tzw. „święcone” lub „święconkę”. Kiedyś do kościołów w wielkich koszach przynoszono praktycznie wszystko, co później spożywano na świątecznym stole. Te „kosze obfitości” z czasem stawały się coraz mniejsze. Dzisiaj są niewielkie, a ilość pokarmów jest w nich symboliczna. W świątecznym koszyczku nie powinno jednak zabraknąć: malowanych jajek (pisanek), chleba, ciasta, chrzanu (w korzeniu), soli, wędlin i ewentualnie masła (kiedyś z masła robiono baranki, dzisiaj zastąpiły je baranki cukrowe) i białego sera. Szczególną rolę wśród pokarmów do święcenia spełniały i spełniają malowane jaja (w tym celu używano naturalnych barwników: łupin cebuli, czerwonych buraków i listków owsa), często pięknie zdobione. Jak przystało na święta odradzania się – zmartwychwstania, są symbolem cudu narodzin nowego życia. W starożytności były symbolem świata, płodności i zdrowia, początkiem stawania się, początkiem rozwoju. Ludy pogańskie (w tym dawni Słowianie) używali jaja jako środka oczyszczania, zapewniającego pomyślność w domu i życiu rodzinnym. Jaja złożone w pierwszych dniach wiosny uważano za obdarzone szczególną życiodajną siłą. Germanie zakopywali jaja na polach, by zwiększyć ich urodzajność. Składano je też do grobów w nadziei na życie wieczne. W chrześcijańskie wierzono, że tak jak ze skorupy jaja wychodzi młody ptak, tak z ciemnego grobu zmartwychwstaną zmarli, tak jak Jezus Chrystus.

- W związku z tym, że jajom przypisywano wielką moc, szczególnie tym zniesionym w Wielki Czwartek, przed ich poświęceniem starano się je ozdobić. Najpierw były to jakieś specjalne magiczne znaki, które później przekształciły się w elementy ozdobne. Dzisiaj piękne pisanki i kraszanki stały się głównym symbolem Świąt Wielkanocnych. Od XII wieku święceniu pokarmów służy ta sama formuła wygłaszana przez kapłana: „Prosimy Cię, Panie, aby łaska Twojego błogosławieństwa zstąpiła na te jaja; niech się one staną zdrowym pokarmem dla wiernych Twoich, którzy spożywać je będą w duchu dziękczynienia za zmartwychwstanie Pana naszego Jezusa Chrystusa. Który z tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen”. W Niedzielę Wielkanocną starano się jak najwcześniej wstać i wziąć udział w rezurekcji, a następnie zasiadano do świątecznego stołu, przystrojonego barwinkiem, wysianym w doniczce owsem, barankiem z ciasta, masła lub cukru, kolorowymi pisankami, świątecznymi babami, wędlinami itp. W różnych regionach Polski głównym daniem były żury czy barszcze. W tradycji mojej rodziny (Beskid Niski) była to tzw. „święconka” – zawiesista zupa na rosole, do której wkrajano po trochu wszystkiego, co znalazło się w świątecznym koszyku i zostało poświęcone – opowiada dyrektor Muzeum Przyrodniczego.

Przed jedzeniem, w wielu domach do dzisiaj dzieli się święconym jajkiem, składając sobie najlepsze życzenia. Przy stole obdarowywano się pisankami, urządzano zawody uderzając jajami o siebie, a czyje jajko ocalało, zwyciężał. Dzieci i młodzież puszczały jaja z górek patrząc, które pierwsze stoczy się w dół. Święta Wielkanocne kończy Poniedziałek Wielkanocny. W ten dzień zachował się zwyczaj zwany śmigusem-dyngusem. Miał on niegdyś magiczne znaczenie. Służył zapewnieniem płodności i dużych urodzajów oraz obfitych deszczów. Pierwszy człon nazwy zwyczaju, tj. „śmigus”, polegał na biciu (nie mocnym) panien przez kawalerów gałązkami wierzbowymi (witkami). Był to rodzaj zalotów, połączony z ganianiem się – śmiganiem (do dzisiaj pozostała nazwa potoczna „śmigać po coś” i nazwa „śmigło”). Drugi człon nazwy, „dyngus”, polegał na oblewaniu się wodą i to bardzo obficie. Woda bowiem ma moc oczyszczającą. Dziewczęta starały się wykupić, obdarowując chłopców pięknymi pisankami. Tego dnia zanoszono też potrawy, a szczególnie jaja, na groby zmarłych, co miało symbolizować przyszłe ich zmartwychwstanie, tak jak to się stało z Jezusem. Po świętach skorupy jaj ze świątecznego stołu wyrzucano do ogrodu lub na pola, aby był urodzaj i dla ptaków, aby nie niszczyły zasiewów.

Okres przesilenia równonocy wiosennej wiązał się z tzw. „wiosennymi porządkami”. - Najpierw, jak wspomniałem wcześniej, przepędzano ze wsi złe duchy, a szczególnie Marzannę (śmierć – zimę), która na długie miesiące paraliżowała życie mieszkańców. Następnie przystępowano do przygotowań przywitania wiosny – siły natury walczącej o powstawanie nowego życia, personifikowanej z Jarowitem (w chrześcijaństwie zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa). Hucznie obchodzono dzień nadejścia równonocy (zmartwychwstania Pańskiego), dając upust jedzeniu, piciu i zabawie. Po tym i magicznych zabiegach (np. zatykanie palm na polach, wysypywanie skorup jaj na polu); w chrześcijaństwie święcenie pół, przystępowano do wielkich wiosennych porządków w obejściach, ogrodach i na polach. Wyganiano zwierzęta na pastwiska, a po orce zasiewano pola jarymi zbożami. Świat ponownie budził się do życia, zmartwychwstawał jak Jezus Chrystus. Święta Wielkanocne są najweselszymi świętami w polskim kalendarzu liturgicznym. Związane z nimi radosne zwyczaje są naszym dobrem narodowym, wyróżniającym nas Polaków i pozostałych Słowian spośród innych narodów tego świata. Warto, aby przetrwały one jak najdłużej, abyśmy nie rozpłynęli się w masie wielokulturowości w dobie powszechnej unifikacji i globalizacji. Spójrzmy na naszych sąsiadów, pyszniących się ponoć „wyższym poziomem kulturalnym” (właściwie jego zanikiem i przyjmowaniem zupełnie obcych wzorców), jak smutne są u nich święta, szczególnie Wielkanoc – podsumowuje Stanisław Firszt.

Sonda

Tłusty czwartek za nami. Pochwalcie się ile zjedliście pączków?

Oddanych
głosów
143
1
34%
2-3
43%
4-5
13%
Więcej niż 5
10%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Karkonosze wygrywają bezapelacyjnie!
Rozmowy Jelonki
Jeden albo dwa nie zaszkodzą, ale...
 
Inne wydarzenia
Wystartował 50. Bieg Piastów. Znakomici Jeleniogórzanie!
 
Edukacja
Uczniowie Żeroma przygotowują się do koncertu
 
Pogoda
To nie koniec zimy, wrócą mrozy
 
Aktualności
Wywrotka betoniarki
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group