Poniedziałek, 25 stycznia
Imieniny: Miłosza, Pawła
Czytających: 8608
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Paranoja do wytrzymania - felieton

Niedziela, 9 września 2007, 0:00
Aktualizacja: Niedziela, 9 września 2007, 23:27
Autor: TEJO
Jelenia Góra: Paranoja do wytrzymania - felieton
Fot. Archiwum
Czy omijać szerokim łukiem lokale wyborcze?

Zniesmaczyłem się polityką. Czy to z lewej, czy to z prawej, czy z centrum. I tkwię tak w tym obrzydzeniu. Zaoszczędzę Państwu i sobie ustyskiwań nad plusami i minusami władzy, bo pretendeci do niej niedługo i tak wyskoczą z lodówki, aby przekonać, że to oni właśnie nadają się najlepiej, aby spełnić wzięte z księżyca założenia programów wyborczych. Wszystko ku uciesze gawiedzi, która jeszcze w to wierzy.

Mój nieodżałowanej pamięci, rodem z Francji znajomy, powtarzał częste nad Sekwaną powiedzenie: „Votez oui, votez non, vous serez toujours con”. Owo dictum, w uładzonej polskojęzycznej wersji brzmi: głosuj na tak, głosuj na nie, zawsze wyjdziesz na głupka.
I na wybory konsekwentnie nie chodził podkreślając, że i tak to nic nie da. Uważam, że nie miał racji. Choć w sumie powiedzonko jest bardzo trafne, zwłaszcza po uwzględnieniu ostatnich wydarzeń.

Mój głos, tak samo jak każdego pełnoprawnego obywatela, jest przepustką do władzy, od której zależy nasz los. Niestety, przepustką dla każdego, kto tylko potrafi świetnie się sprzedać, naobiecywać, wydać miliony na spoty wyborcze i utrzymania setek działaczy. A dobrego i pożytecznego czynu wnosi niewiele.
Złotówki wyrywa najczęściej z kieszeni podatnika, bo nasz ustrój każe z tej kiesy utrzymywać ugrupowania, które dopchają się do sejmowego korytka.

Mam dylemat. Wyborcza absencja byłaby wyrazem braku troski o to, kto będzie rządził. Z kolei wrzucenie do urny listy z zaznaczonym nazwiskiem wcale nie znaczy, że wskazane rządy będą dobre. Być może ja zagłosuję dobrze, ale większość, czyli głos ludu, wybierze źle. I ktoś zawsze pozostanie niezadowolony.

Ominięcie szerokim łukiem lokalu wyborczego byłoby też potwierdzeniem nihilizmu, do którego mi daleko. Sądzę, że człowiek powinien mieć określone poglądy i dawać im wyraz. Można w poglądach ewoluować. Choć na pewno nie na zasadzie koniukturalizmu, jak to się dzieje choćby w naszej Jeleniej Górze, nie mówiąc o Parlamencie.

Niektórzy posłowie wciąż grzeją ławy od kilku lat dostając się na warszawską Wiejską za każdym razem z innego ugrupowania.
A niektórzy radni będący jeszcze kilka lat temu błagającą o wsparcie forpocztą lewicy, wychodzącą tyłem z gabinetów przywódców, przy zmianie politycznych realiów raptem wyciągają z szafy wymięty i śmierdzący naftaliną prawicowy sztandar. I stroją fałszywe miny zapominając, że wiele osób pamięta te grymasy w zupełnie innym kontekście.

Tymczasem moje poglądy ostatnio jakoś nie nadążają za rozwojem sytuacji. Liczyłem na ministra Zbigniewa Ziobrę, że „obetnie” ręce złodziejom a chuliganów zamknie za kraty, a tu kilka dni przed rozwiązaniem Parlamentu, jakieś typy okradły altankę na naszym ogródku. Typy oczywiście nieznane, a policja prawie bez szans, aby ich dorwać.
Ktoś inny pokładał nadzieję w prof. Relidze, że uzdrowi chory system opieki zdrowotnej. Nie brakowało naiwnych, że zmniejszone zostaną podatki, wreszcie zostanie zreformowana szkoła, krótko – spełniona przynajmniej część obietnic ze wszystkich kampanii razem wziętych.

W jednym się tylko nie pomyliłem. Nigdy nie liczyłem na Aleksandra Kwaśniewskiego. Pamiętam jego sztuczną serdeczność z kampanii w roku 2000, kiedy to jeleniogórzanki całowały pana Ola w krawat na rynku, a rozanielony pan OIo ze świtą w postaci ministra Ryszarda Kalisza, posła Jerzego Szmajdzińskiego i naszego byłego prezydenta Józefa Kusiaka od razu pobiegł postraszyć figury świętych w kościele garnizonowym…
No i teraz utwierdził mnie w przekonaniu o swoim charakterku aparatczyka, opowiadając brednie niegodne byłego prezydenta RP w kwestii traktowania Polski przez Niemców.

Tak oto najbliższe tygodnie trzeba będzie chyba szczególnie uodpornić się na dawkę bzdur, jaką usłyszę i zobaczę w telewizji (na szczęście nie oglądam zbyt wiele) i czytać między wierszami przedwyborcze zapowiedzi partii wszelkich.
A 21 października… No właśnie. Nie wiem. Może coś mnie oświeci.
Póki co, napiszę za Młynarskim i nie będę w tym odkrywczy: Róbmy swoje, bo niejedną jeszcze paranoję przetrzymać przyjdzie, robiąc swoje.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (26) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group