Czwartek, 29 października
Imieniny: Wioletty, Jacka
Czytających: 6534
Zalogowanych: 14
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Niezwykłe losy protestantów w nowej powieści M. Lutowskiej

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Czwartek, 15 stycznia 2009, 20:03
Aktualizacja: Piątek, 16 stycznia 2009, 20:59
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Umowę z wydawcą podpisała – przez przypadek – w Święto Reformacji, wskutek czego – już nie przez przypadek – powstało pionierskie dzieło traktujące o dziejach protestantyzmu na Dolnym Śląsku. Bohaterką dzisiejszego spotkania w Książnicy Karkonoskiej była Małgorzata Lutowska, oklaskiwana przez liczne grono wielbicieli jej prozy, a zwłaszcza najnowszej książki „Powierzony klucz”.

To rodzaj przewodnika po dziedzictwie kultury protestanckiej na Dolnym Śląsku. Nie jest to jednak suchy opis z faktami i ilustracjami, ale barwna powieść z wątkiem sentymentalno-romantycznym, która – oprócz akcji – przemyca potężny zasób wiedzy z zakresu dziejów ruchu Reformacji.

– Warto taką książkę mieć pod ręką podczas pobytu, choćby na urlopie w górach, aby poznać w sposób mniej schematyczny historię i współczesność regionu – mówił we wstępie Marcin Zawiła, dyrektor Książnicy Karkonoskiej, który zaprosił pisarkę na promocję tytułu wydrukowanego nakładem Wydawnictwa Ad Rem.

To już druga pozycja napisana przez Małgorzatę Lutowską. Pierwszą była powieść „Dla siebie znalezioną ścieżką” – również w beletrystycznej formie opisująca najciekawsze zakątki i zabytki Dolnego Śląska. A opis ten jest tłem do akcji książki, której intryga wciąga Czytelnika. Podobnie jest we właśnie wydanym „Powierzonym kluczu”. – To już moja ostatnia książka – zarzekała się Małgorzata Lutowska, ale zebrani zakrzyczeli ją. – Chcemy więcej – mówili.

– Włożyłam w tę pozycję bardzo dużo pracy, bo trzeba było sięgać do różnych źródeł historycznych. Pisałam ją przez półtora roku, a później czekałam na wydawcę, bo nie chciałam kontynuować współpracy z poprzednim wydawnictwem – zwierzyła się autorka. Opowiedziała, że zupełnie przez przypadek trafiła do oficyny Ad Rem. – Podpisałam umowę 31 października ubiegłego roku, dokładnie w Święto Reformacji, w rocznicę dnia, kiedy Marcin Luter ogłosił swoje „Tezy” – dodała.

Pani Małgorzata wspomniała, że – kiedy już książka została wydana – wielu znajomych pytało ją, czy stała się ewangeliczką, skoro napisała powieść o protestantach. Zaprzeczała. Tymczasem, kiedy pozycja powstawała, mocno zgłębiła doktryny ewangelików i uważnie przestudiowała ich dzieje. – To świetna książka – pochwalił obecny na spotkaniu ks. Edwin Pech, pastor Parafii Ewangelickiej Wang w Karpaczu.

Autorka przybliżyła czytelnikom kulisy powstawania dzieła. Zainspirowała ją koleżanka, a także fakt, że na taki temat mało kto wcześniej pisał. Starała się trzymać prawdy historycznej w częściach, gdzie jest ona ważna, ale nie robiła tego kurczowo. – Chciałam dowiedzieć się, czy zachowała się gdzieś treść kazania pastora z Kościoła Łaski, które wygłaszał, kiedy nad świątynią rozszalała się burza, a piorun strzelił w jedną z wież zabijając duchownego siłą rażenia prądu – powiedziała. – Okazało się, że kazanie nie przetrwało nigdzie. Wysiliłam wyobraźnię i sama je napisałam – dodała. Oceniono je jako bardzo dobre.

Autorka nie ukrywała, że pomocna jej była znajomość niemieckiego. Pani Małgorzata jest germanistką i pracuje w II LO w Cieplicach. Jest także przewodniczką sudecką i w wolnym czasie oraz w wakacje oprowadza wycieczki naszych zachodnich sąsiadów.

Prezentacja książki stała się także przyczynkiem do ciekawej wymiany zdań o losach ewangelików na Dolnym Śląsku po 1945 roku. – Ta pozycja ukazała się o pół wieku za późno – powiedział Romuald Witczak, znany regionalista. – Gdyby ludzie wcześniej mieli taką świadomość, jaką niesie ze sobą przesłanie „Powierzonego klucza”, z pewnością zachowałoby się znacznie więcej kościołów protestanckich bezpowrotnie zniszczonych – dodał.

Zauważono także, że protestanci są wciąż taktowani stereotypowo jako Niemcy. – Nie zauważa się, jak wielu wybitnych Polaków było ewangelikami – usłyszeliśmy. Mówiono także o ekumenizmie, w pewnym sensie istniejącym w naszych okolicach zanim jeszcze zaczęto o nim głośno mówić. W Staniszowie i w Szklarskiej Porębie istniały tzw. kościoły spontaniczne, w których o różnych porach modlili się zarówno katolicy, jak i protestanci.

Anegdotę świetnie wpasowującą się w ten kontekst opowiedziała sama Małgorzata Lutowska. – Kiedy mój syn miał pięć lat, wracaliśmy z zatłoczonego kościoła św. Jana Chrzciciela z mszy świętej. Akurat otwarty był kościół ewangelicki Zbawiciela. Weszliśmy: było pusto, jasno, pięknie i ktoś ładnie grał na organach. Mój syn spytał potem: dlaczego musimy chodzić do kościoła, w którym jest ciemno i tłoczno, a pod nosem mamy pusty i taki ładny kościół?

A sama książka atmosferą może nie przypomina „Imienia Róży” Umberto Eco, ale – podobnie jak dzieło włoskiego mistrza – pełne jest symboliki i głębszego przesłania – ściśle powiązanego z wiedzą historyczną. Symboliczny jest choćby tytułowy klucz. – Ale ten, który jest na okładce, umieściła tam pani Regina Chrześcijańska, szefowa Ad Rem. Powiedziała mi, że jest to klucz od jej piwnicy – opowiedziała Małgorzata Lutowska. – Nazwisko wydawcy świetnie wpisuje się w ideę ekumenizmu, który jest poniekąd jednym z przesłań tej książki.

Po spotkaniu wielbiciele prozy M. Lutowskiej ustawili się w długiej kolejce po autograf z nadzieją, że za jakiś czas będą mogli rozkoszować się następną książką cieplickiej powieściopisarki.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group