Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 5619
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Niepoprawni na cenzurowanym

Wiadomości: Jelenia Góra
Środa, 2 maja 2007, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Archiwum
Uczniom, którzy mają kłopoty z prawidłowym pisaniem i czytaniem, coraz trudniej zdobyć zaświadczenie o dysortografii i dysleksji.

Rafał, jeden z jeleniogórskich gimnazjalistów, robi błędy ortograficzne, choć ogólnie uczy się bardzo dobrze. Przed testem na zakończenie nauki w gimnazjum rodzice postanowili zdiagnozować chłopaka w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. – Nie chciałam, aby syn miał z powodu swojej przypadłości zaniżone noty z testu – przekonuje pani Joanna, matka ucznia.
Po wizycie u specjalistów okazało się, że Rafał nie kwalifikuje się do grona dysortografów. – Liczba błędów, które popełnia, jest w normie – usłyszał.

Na egzaminie nie miał więc dodatkowych przywilejów, jak uczniowie z orzeczoną dysleksją. Ci, nie dość, że mają więcej czasu na rozwiązanie problemów, to jeszcze są ulgowo traktowani przy ocenianiu. – Poszło mi kiepsko właśnie przez ortografię. Boję się, że przez to otrzymam mniej punktów i nie dostanę się do cieplickiego „Norwida” – mówi.

Jak dowiedzieliśmy się w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, liczba dyslektyków i dysortografów (uczniów z kłopotami z poprawnym czytaniem i pisaniem) spada. Ale nie z powodu raptownej poprawy stanu wiedzy i umiejętności uczniów, ale z przyczyny ograniczeń w wydawaniu świadectw o wspomnianych dysfunkcjach.

– Minęły czasy, kiedy wydawano je lekką ręką – mówi jedna z psychologów. Dokumentów honorowanych przez szkoły nie mogą już wystawiać prywatne poradnie.
Teraz zanim specjaliści wydadzą stosowne zaświadczenie, badany musi ćwiczyć w domu, odbyć kilka spotkań kontrolnych ze specjalistami. Dopiero wówczas stwierdza się, czy wszystko jest w porządku. I coraz częściej jest – usłyszeliśmy. Inny rozmówca potwierdza, że to nakaz odgórny z ministerstwa. Tam stwierdzono, że wszędzie wydaje się za dużo zaświadczeń o niezdolnościach i można odnieść wrażenie, że do polskich szkół chodzi większość nie w pełni sprawnych uczniów.

O orzeczeniu o dysleksji mogą praktycznie zapomnieć uczniowie klas licealnych. Psychologowie owszem, pomogą, ale podkreślają, że na zaświadczenie jest już za późno. – Dysleksję diagnozuje się już nawet w przedszkolach, kiedy jest szansa na skuteczną terapię. A zdarza się, że przychodzą dorośli już ludzie, którzy twierdzą, że robią błędy i chcą uzyskać konieczny dokument – usłyszeliśmy.

Zdaniem prof. Marty Bogdanowicz, światowej sławy psychologa dziecięcego z Polskiego Towarzystwa Dysleksji przypadłość jest bardzo poważna i brak jej zdiagnozowania może zepsuć życie tym, którzy cierpią na podobne dysfunkcje. – Często to ludzie zdolniejsi od rówieśników, tyle tylko, że nie z własnej winy robią błędy. Przekonanie, że zaświadczenie o tym to sposób na łatwiejsze przebrnięcie przez egzaminy bywa błędne.
Jak mówi prof. M. Bogdanowicz średnio w każdej klasie jest co najmniej dwóch dyslektyków. Biorąc pod uwagę większe szkoły, zbiera się ich spora grupa. A tylko niektóre placówki oświaty prowadzą zajęcia wyrównawcze.

Jak się dowiedzieliśmy, „modę” na szkolne dolegliwości opanowują obecnie inne kłopoty najmłodszych jeleniogórzan. Ich rodzice skarżą się szkolne fobie wśród dzieci i młodzieży (objawiają się nerwicą żołądka, wymiotami i złym samopoczuciem na samą myśl, że trzeba chodzić do szkoły).
Częste są też sugestie, że najmłodsi, zwłaszcza ci, którzy rozrabiają najwięcej, cierpią na ADHD, czyli „zespół dziecka nadpobudliwego”. Wielu pedagogów ma nadzieję, że i w tych przypadkach stosowne zaświadczenia będą wydawane tylko w uzasadnionych przypadkach.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (13) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group