Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 2580
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Nie dajmy się „nabijać w butelkę”!

Wiadomości: Jelenia Góra
Piątek, 5 lutego 2016, 8:15
Aktualizacja: Czwartek, 6 sierpnia 2020, 4:44
Autor: UM
Fot. Archiwum
Jak można bezkarnie naciągnąć człowieka na 1.500 zł? – Sposób jest (niestety) prosty, a w dodatku właściwie nie jest to oszustwo – mówi Jadwiga Reder–Sadowska, Miejski Rzecznik Konsumentów w Jeleniej Górze. – Ostatnio celują w tym firmy telekomunikacyjne, głównie żerując na ufności starszych ludzi.

Wygląda to tak, że w rozmowie telefonicznej zachęcani jesteśmy do przyjęcia wyjątkowo korzystnej oferty od firmy, której częścią nazwy jest okrzepła na rynku tych usług instytucja. Na przykład: - Występujemy jako „Strada”, „Connect”, czy inne – ale zawsze jako „były operator T-Mobile” (albo „Orange”, GSM). Rozmówca nie słyszy określenia „były”, bo jest ono wypowiadane po cichu i jest przekonany, że ma do czynienia ze swoim operatorem. Zgadza się na przyjęcie oferty, którą następnego dnia przywozi spieszący się kurier. Ten podsuwa do podpisu jakiś papier przekonując, że to jest pokwitowanie przesyłki, a w rzeczywistości bywa to oświadczenie, z którego wynika, że klient jest świadomy, że podpisuje umowę z inną firmą, że zna warunki, że udziela tej nowej firmie zgody na przepisanie jego umowy i że – co najważniejsze – przyjmuje do wiadomości, że odstąpienie od tej umowy oznacza konieczność zapłaty kary. Standardowo – 1.500 zł.

Potem kurier odjeżdża, wrzucamy dokumenty do szuflady, a kiedy postanawiamy je przejrzeć, to okazuje się, że nowa umowa jest nie tak rewelacyjna i nie podpisaliśmy jej z firmą, z którą chcielibyśmy ją podpisać. Telefonujemy, obiecują nam wyjaśnienie sprawy, ale nie wyjaśniają, telefonujemy znowu… Nasi rozmówcy „grają na zwłokę”. Mija 14 dni i w zasadzie pozostaje już tylko zapłacenie kary, albo faktycznie przejście do nowego operatora, który najczęściej ma kiepskie i droższe usługi.

- Po dwóch tygodniach niewiele można zrobić na drodze negocjacji, czy pozwu – wyjaśnia rzeczniczka. – Sami podpisywaliśmy dokumenty i fakt, że nie wiedzieliśmy, co podpisujemy, niczego nie zmienia. Trzeba było wiedzieć. Albo spytać kogoś, kto się na tym lepiej zna. A przede wszystkim – nie podpisywać żadnych podtykanych na korytarzu kartek – radzi.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (10) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group