Wtorek, 3 sierpnia
Imieniny: Lidii, Nikodema
Czytających: 6499
Zalogowanych: 13
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Mieszkańcy chcą powrotu hycla

Piątek, 2 marca 2007, 0:00
Aktualizacja: Piątek, 2 marca 2007, 15:49
Autor: TEJO
Jelenia Góra: Mieszkańcy chcą powrotu hycla
Fot. Arkadiusz Piekarz
Rozbudowę schroniska dla zwierząt rozważa Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. To reakcja na rosnącą liczbę watah bezpańskich psów, które uprzykrzają życie mieszkańcom. Powołania rakarza miasto nie przewiduje.

Obecnie istniejąca placówka jest zdaniem decydentów za mała i przestarzała. O każdej porze roku – przepełniona bezpańskimi psami i kotami. Z drugiej strony mieszkańcy narzekają, że po mieście wałęsają się sfory bezpańskich psów i kotów. Jest to szczególnie odczuwalne wiosną.

Schronisko przy ul. Spółdzielczej powstało z myślą o przechowaniu około 60 czworonogów. Z reguły w boksach przebywa ich ponad 100. W tym tłoku zdarza się, że zwierzęta chorują, gryzą się, a silniejsze zabijają słabsze.

Z szacunków wynika, że w Jeleniej Górze jest około trzech tysięcy psów, które mają właściciela (zarejestrowanych i ze wszczepionymi elektronicznymi czipami jest jeszcze mniej) i co najmniej drugie tyle, do których nikt się nie przyznaje. Kotów nikt nie liczył.

– Włóczące się psy są agresywne, choć to najczęściej zwykłe kundle. Rzucają się na ludzi bez żadnego powodu. Raz na ul. 1 Maja naliczyłam około 10 różnej maści zwierzaków biegających za jakąś suką i groźnie warczących na przechodniów – opowiada Marzena Górska z centrum Jeleniej Góry.
– Najlepiej sprawdziłaby się rola rakarza, który by te bezpańskie zwierzęta po prostu wyłapał – dodaje.

Na smród pozostawiony przez osiedlowe koty utyskują mieszkańcy nie tylko w blokach. – Wiem, że te zwierzęta są w pewien sposób pożyteczne, ale ich zachowanie w marcu bywa nie do zniesienia: hałasują, smrodzą oznaczając wyjątkowym fetorem wszystkie wycieraczki na klatce schodowej – twierdzi Zygmunt Waszniewicz.
Nikt nie mówi o tak radykalnych i nieludzkich rozwiązaniach, które zastosowano w Brzegu Dolnym. Tam pracownicy magistratu zamurowali żywe koty w kanale wentelacyjnym. Zwierzęta przez kilka tygodni ginęły w męczarniach. – Ale problem jest: coś z tym trzeba zrobić – mówią ludzie.

Miasto nie przewiduje powołania instytucji rakarza, który wyłapywałby w sieci bezpańskie zwierzęta. Takich odłowów, zwłaszcza w przypadku wyjątkowo agresywnych psów, dokonują pracownicy schroniska. Jednak, jak tłumaczą, jest ich za mało, aby w całości sprostać zadaniu.
– Pozostaje kłopot, gdzie te zwierzęta trzymać, skoro w schroniskowych boksach nie ma miejsca – zastanawiają się.

Niewiele zrobi bezpańskim zwierzętom straż miejska. – Przecież nie wlepimy psu mandatu. Jeśli nabrudzi lub kogoś pogryzie, trzeba ustalić właściciela, a to nie jest łatwe.
Sposób, który miał ten kłopot rozwiązać, czyli elektroniczne czipowanie zwierząt, w tym przypadku egzaminu nie zdał. Dzięki czytnikowi strażnicy mogą łatwo ustalić nazwisko i adres właściciela oraz potwierdzenie zaszczepienia czworonoga.
– Czipy zostały wszczepione głównie przez troskliwych właścicieli zwierząt. Ci, którzy o psy dbają mniej, lub nie są przekonani do elektroniki, w darmowej akcji nie brali udziału – wyjaśniają lekarze weterynarii.

Zdaniem Michała Kasztelana, prezesa MPGK, rozwiązanie leży w zmianie ludzkich postaw. – Psa i kota powinien mieć tylko ten, który tego naprawdę chce. Inaczej rodzi się patologia, której skutki trudno opanować.

Jeszcze nie wiadomo, czy na rozbudowę schroniska znajdą się pieniądze w miejskiej kasie. Do tego inwestycja pociągnie za sobą dodatkowe koszty zatrudnienia kolejnych pracowników.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (27) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group