Piątek, 30 października
Imieniny: Przemysława, Edmunda
Czytających: 3955
Zalogowanych: 4
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Lichwa znowu w modzie! Na granicy prawa

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 4 lutego 2011, 7:57
Aktualizacja: Sobota, 5 lutego 2011, 7:41
Autor: Angela
Fot. Angela
Pewni jeleniogórzanie chcieli wziąć kredyt w wysokości 15 tys. zł by pospłacać wcześniejsze zobowiązania. Choć nie mieli zdolności kredytowej, znalazła się placówka, która bez problemu zaoferowała pożyczkę. Warunkiem było jednak wpłacenie na wstępie pięciu procent kredytu, a następnie zabezpieczanie całości wartością 250 procent pożyczki.

Państwo Ewelina i Paweł wpadli w pułapkę zaciąganych kredytów. W ostatnim czasie ich sytuacja finansowa skomplikowała się. Szukali więc rozwiązania w konsolidacyjnym kredycie. W związku z zadłużeniem pana Pawła oraz brakiem historii kredytowej pani Eweliny, żaden bank nie chciał im udzielić pożyczki. Pozornie pomocną dłoń wyciągnęła jedna z agencji bankowych, która swoją siedzibę ma w centrum Jeleniej Góry.

– Na klatce schodowej znaleźliśmy ulotki tej firmy. Zgłosiliśmy się do punktu. Złożyliśmy dokumenty i zaświadczenie o zarobkach. Na decyzję czekaliśmy tydzień. Kiedy w międzyczasie próbowaliśmy się czegoś o tym kredycie dowiedzieć, mówiono nam, że człowiek, który może udzielać informacji jest na szkoleniu, natomiast pracownicy placówki nie chcieli z nami rozmawiać.

Po tygodniu zadzwoniono do nas i powiedziano nam, że przyszła zgoda na przyznanie kredytu, ale pod jednym warunkiem. Musimy mieć żyranta, lub wpłacić z góry 1200 zł prowizji. Zastanowiło nas to, bo żaden bank nie chciał nam udzielić nawet najmniejszego kredytu, a tu mogliśmy bez problemu wziąć 15 tys. zł. Poza tym przy braniu kredytów nigdy nie wpłaca się żadnych kwot z góry. Przez zawarciem umowy poszliśmy do miejskiego rzecznika konsumentów – opowiada pani Ewelina.

Tam okazało się, że w tej sprawie zgłosiły się już cztery inne osoby, w tym starsze małżeństwo oraz dwóch mężczyzn. Kiedy para ponownie poszła do punktu, by podpisać umowę, ale bez wpłacania 1200 zł, usłyszała, że albo przyniosą pieniądze, albo nie dostaną pożyczki.

– Choć w umowie było wyraźnie napisane, że od chwili podpisania umowy mamy 21 dni na wpłatę tych 1200 zł, pan, który udzielał nam kredytu powiedział, że tak jest w Warszawie. W Jeleniej Górze pieniądze muszą być wpłacone przed podpisaniem umowy – mówi pan Paweł.

Kiedy państwo Ewelina i Paweł poprosili o kserokopię umowy, którą w przyszłości mieliby podpisać, okazało się, że to jeszcze nie koniec niespodzianek. Po dokładnym przeczytaniu dokumentu dowiedzieli się, że paragraf szósty zobowiązuje pożyczkobiorcę, czyli ich, do zabezpieczania spłaty kredytu przez pobraniem pieniędzy, wartością nie niższą niż 250 procent pożyczki.
Przy czym formą zabezpieczania miał być weksel in blanco, zlecenie dyspozycji obciążenia rachunku bankowego pożyczkobiorcy, poręczenie osób trzecich, ustanowienie hipoteki, blokada środków na rachunku bankowym czy cesja należności itp.

– To jest przecież jakiś absurd. Najgorsze było to, że nikt nas w tym biurze o tym nie poinformował. Na szczęście sami wyczytaliśmy to z umowy. Jeśli nie wiedzielibyśmy o tym, to po wpłaceniu tych 1200 zł otrzymalibyśmy pismo, że jeszcze nie wpłaciliśmy im tych 250 procent czyli ponad 37 tys. zł. My takich pieniędzy nie mamy, tak jak większość ludzi. Wówczas bank rozwiązałby z nami umowę z naszej winy, i nie oddałby nam tych 1200 zł. Wpisałem nazwę tej firmy w internecie, i tak jak myśleliśmy, wielu ludzi opisuje jak zostało przez nią oszukanych na 10 – 15 tys. zł. Na tej stronie wypowiadają sie też prawnicy i rzecznicy konsumentów. Chcemy ostrzec innych przed tą firmą, bo kiedy byliśmy w biurze przychodzili tam różni ludzie, również starsi, którzy zazwyczaj nie sprawdzają umowy czy firmy. Wiele osób zapewne wpłaci te pieniądze i straci je – mówi pan Paweł.

Jadwiga Reder-Sadowska, miejska rzeczniczka konsumentów, nie ma wątpliwości, co do tego, w jaki sposób ta firma działa. Niestety żadna instytucja nie może jej zamknąć. Dalsze funkcjonowanie gwarantuje jej wolność gospodarcza i wolność umów.
– Jest to firma, która działa na pograniczu prawa, ale jednak w umowach wyraźnie mówi o warunkach udzielanych pożyczek. Jest to placówka działająca bardzo podobnie, jak firma „Skarbiec” z Gdańska, która wiele lat temu miała swoją siedzibę w Jeleniej Górze przy al. Wojska Polskiego. Wówczas ta firma w bardzo podobny sposób oszukała setki tysięcy osób w całej Polsce. Choć sprawa trafiła do prokuratury, nie znam nikogo, kto odzyskałby swoje pieniądze.

Osoby, które udzielają tych pożyczek, potrafią mówić językiem potrzeb osób, które do nich przychodzą. Pokazują im pieniądze i mówią, że są one na wyciągnięcie ręki, ale pod jednym drobnym warunkiem: wpłatą około pięciu procent wartości kredytu. Kiedy pożyczkobiorca wpłaci tę kwotę, okazuje się, że musi zabezpieczyć kredyt sumą, której często nie ma i nie jest w stanie zdobyć. Wówczas bank rozwiązuje umowę z winy klienta, wskutek czego wpłacone wcześniej pieniądze przepadają – tłumaczy Jadwiga Reder-Sadowska.

Jak można się przed takimi sytuacjami ustrzec? Jest na to tylko jeden sposób.
– Należy dokładnie czytać umowę, prosić o wyjaśnienie niezrozumiałych jej fragmentów. Na umowie można nawet dopisać coś, co tłumaczy zawiłe sformułowania. Kiedy bowiem podpiszemy taką umowę, trudno jest udowodnić, że została ona zawarta nieświadomie. Najlepiej jest zabrać taką umowę do domu, zapytać specjalistów, czy nie zawiera ona jakiś haczyków – radzi pani rzecznik.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (52) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group