Sobota, 17 kwietnia
Imieniny: Rudolfa, Roberta
Czytających: 2252
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Krwawa rąbanka mrzonką artystki

Wtorek, 16 czerwca 2009, 19:49
Aktualizacja: Środa, 17 czerwca 2009, 7:27
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: Krwawa rąbanka mrzonką artystki
Fot. TEJO
Katarzyna Kozyra uwielbia szokować, więc można było się spodziewać, że będzie krew i ekskrementy. Filmem „Letnia opowieść” ikona polskiej sztuki współczesnej pokazuje, jak w sztuce realizuje swoje marzenia zabijając w rzeźnicki sposób dwóch panów.

Do malowniczej doliny zamieszkałej przez krasnoludki (tylko rodzaju męskiego) przybywają za sprawą tajemnej teleportacji transwestytka przebrana za mężczyznę, śpiewaczka operowa oraz artystka. Gospodarze udzielają im gościny.

Okazuje się jednak – na podstawie czerwonych plam na prześcieradle – że zaproszona osoba to kobieta. Krasnoludki urządzają zasadzkę na gości. Ogłuszają ich, zaciągają do piwnicy, gdzie ćwiartują ich za pomocą siekier przy bryzgającej dookoła krwi i w rzeźniczych odgłosach rąbanego mięcha. – Nie przejmuj się, to tylko kobiety – mówią związanej artystce, która jest świadkiem wydarzeń.

Tak mógłby wyglądać opis filmu nakręconego w konwencji „Letniej opowieści” Katarzyny Kozyry. Tyle że u ikony polskiej sztuki współczesnej jest zupełnie odwrotnie: gospodyniami są liliputki (czy jak kto woli – karlice, lub panie niskowzrostowe), a gośćmi – panowie. Jeden to transwestyta, słynny berliński babo-chłop Gloria vel Viagra. Nie udaje mu się ukryć swojej płci w ubikacji: oddaje mocz w sposób właściwy dla panów, a przy tym pozostawia żółte kałuże na muszli i podłodze. Dość sugestywnie pokazane na zbliżeniach.

Drugi z gości to znany tenor operowy Maestro Grzegorz Pitułej, który w posiadłości liliputek wykazuje stereotypowe cechy męskiego zaniedbania: śmierdzące gacie i skarpetki na podłodze, ogólny nieład w pokoju gościnnym. Gospodynie mężczyzn nie lubią, więc urządzają zasadzkę na gości. Ogłuszają ich, zaciągają do piwnicy, gdzie ćwiartują ich za pomocą siekier przy bryzgającej dookoła krwi i w rzeźniczych odgłosach rąbanego mięcha. – Nie przejmuj się, to tylko mężczyźni – mówią związanej artystce, która i w tym przypadku jest świadkiem tych wydarzeń.

Artystką jest Katarzyna Kozyra, a film „Summertale” ( w tytule „Summer” – jest w kwiatki, a „tale” – ocieka krwią), ostatnią częścią projektu „W sztuce marzenia stają się rzeczywistością”. Kozyrę zaprosiło dziś Biuro Wystaw Artystycznych na kolejną, nietypową, odsłonę Recyklingu Sztuki. Dyskusję poprzedziła bowiem projekcja wspomnianej filmowej powiastki, nakręconej w ubiegłym roku w Kwieciszowicach w przepięknych plenerach pogórza Karkonoszy.

Powiastka to mieszanka barwnego fantasy (z tresowanym ptakiem oraz wybuchającymi grzybami), filmu przyrodniczego i horroru podlana mocnym feministycznym sosem autorki dzieła, która postanowiła w ten sposób symbolicznie uśmiercić bohaterów poprzedniej serii. Operowy mistrz, Maestro Grzegorz Pitułej, uczył K. Kozyry w jednej z nich śpiewu, a transwestyta Gloria vel Viagra – sztuki przebierania się. – Przyznam, że pod koniec tego filmu poczułem się niepewnie – powiedział zaczynając debatę Recyklingu w BWA Paweł Jarodzki, malarz i grafik oraz wykładowca wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Katarzyna Kozyra zdradziła kilka technicznych szczegółów z planu filmowego. Przyznała, że to nie ona film zrobiła, choć mówi się, że to jej dzieło. – Poddałam tylko sugestię ekipie filmowej – powiedziała dodając, że nie było z góry ustalonego scenariusza, a film powstawał spontanicznie. Do tego fachowcy od kręcenia nie byli przyzwyczajeni, więc dochodziło do nieporozumień. Aktorami zaś były panie liliputki (osoby niskowzrostowe). To naturszczyki. Jak podkreśliła Katarzyna Kozyta, powtarzanie scen sprawiało, że wyglądały one coraz bardziej sztucznie. Dlatego starano się kręcić bez dubli.

Artystka opowiedziała też o swoich doświadczeniach z osobami o niskim wzroście, z którymi realizowała inny projekt. O percepcji świata z ich perspektywy oraz o swoich projektach. Wiadomo, że zamierza nakręcić prawdziwy film, bo to, co powstało, za film nie uważa. – To raczej rodzaj wprawki – powiedziała. Ale nie zdradziła, o czym będzie kolejne dzieło.

Mówiła o tym w sposób bardzo – jak na artystkę nie przystało – niedbały. Chyba ze sto razy powtórzyła wtręt „jak gdyby”, a co drugie zdanie kończyła charakterystycznym „no nie?”. Do tego doszedł „kaczor, co miał fiuta we wzwodzie”, oraz rzeźba z wypiętym zadkiem, która „srała białą farbą”.

Sztuka Katarzyny Kozyry polega na szokowaniu, więc nie dziwi taka, a nie inna konwencja „Opowieści letniej” oraz językowego image artystki. W końcu, gdyby nie te siekiery, krew, rzeźnicza rąbanka oraz takie a nie inne – symboliczne zakończenie projektu – mało kto by go w ogóle zauważył. Godnym podziwu elementem filmu jest też jego ostatnia sekwencja: niemal hollywoodzka lista płac. Przewija się przez ekran około minuty i zawiera dziesiątki nazwisk napisanych maczkiem. Wiadomo: pecunia non olet.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (18) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group