Pod każdym odcinkiem zamieścimy pytania, co ma być w kolejnym odcinku powieści. Decydować będzie największa liczba głosów Czytelników na daną opcję. Na tej podstawie będziemy wspólnie tworzyć kolejne rozdziały.
W poprzednich odcinkach:
ROZDZIAŁ 7
Syrena wyła nieprzerwanie, a czerwone światła pulsowały na ścianach niczym ostrzegawcze błyski serca umierającego organizmu. Kroki, które jeszcze przed chwilą rozlegały się w jednym z bocznych tuneli, nagle ucichły. Nikt nie wiedział, kto lub co zbliżało się do nich w ciemności. Stachura nie zamierzał tego sprawdzać.
- Ruszamy! Natychmiast! - rozkazał.
Nie trzeba było powtarzać dwa razy. Chwycili sprzęt, Hubert zarzucił aparat na ramię, a Magda jeszcze raz spojrzała na mapę z napisem „POZIOM ZERO". Miała przeczucie, że właśnie patrzy na najważniejszy trop w całym śledztwie.
W oddali rozległ się kolejny huk. Metal o metal. Potężny.
Jakby zamykały się kilkutonowe grodzie.
- To nie jest zwykła sztolnia - powiedział Wróbel. - Takich zabezpieczeń nie montuje się w opuszczonych kopalniach.
- To co to jest? - zapytał Hubert.
Ratownik pokręcił głową.
- Nie mam pojęcia.
Pobiegli głównym korytarzem. Kompleks okazał się znacznie większy, niż wynikało z map znajdujących się w muzeum. Co kilkadziesiąt metrów odchodziły kolejne tunele. Niektóre prowadziły w dół, inne wspinały się łagodnie ku wyższym poziomom. Wszystkie były utrzymane w zaskakująco dobrym stanie.
Na ścianach wciąż działało awaryjne oświetlenie. Przewody elektryczne wyglądały na wymieniane wielokrotnie. Rury wentylacyjne błyszczały nowym metalem. To nie było miejsce pozostawione własnemu losowi. Ktoś przez dziesięciolecia dbał o jego funkcjonowanie.
Nagle Magda zatrzymała się. Na ścianie zauważyła wyblakłą tablicę z niemieckimi napisami.
Hubert natychmiast zrobił zdjęcie.
- Co tam jest? - zapytał Stachura.
- Data - odpowiedziała. - Czterdziesty trzeci rok.
Komisarz spojrzał uważniej. Poniżej widniał niemiecki orzeł i oznaczenie wojskowe. Przez chwilę wszyscy milczeli.
- To budowano podczas wojny - powiedział w końcu Hubert.
- Niemcy drążyli w Karkonoszach mnóstwo tuneli - odparł ratownik Wróbel. - Ale większość porzucono po czterdziestym piątym.
Magda pokręciła głową.
- Tego nie porzucono.
Wskazała na świeże przewody, nowe zawory i nowoczesne panele sterujące.
- Ktoś utrzymywał to miejsce przez ponad osiemdziesiąt lat.
- Pytanie brzmi: po co? - mruknął Stachura.
Syrena zawyła ponownie. Tym razem bliżej. Mechaniczny głos rozległ się nad ich głowami.
- Zamknięcie sektora C za trzy minuty.
- Świetnie - rzucił komisarz. - Jeszcze tylko gadający bunkier nam był potrzebny.
Pobiegli dalej. Tunel skręcał coraz głębiej pod góry. W pewnym momencie dotarli do ogromnych stalowych wrót. Jedno ze skrzydeł pozostawało uchylone.
Przed wejściem leżała przewrócona szafa kartotekowa. Jakby ktoś opuszczał to miejsce w pośpiechu. Hubert pierwszy zajrzał do środka.
I zamarł.
- Musicie to zobaczyć.
Pomieszczenie było olbrzymie. Znacznie większe niż wskazywałyby rozmiary tunelu. Setki metalowych regałów ciągnęły się aż po ściany. Wszędzie stały szafy pełne segregatorów, teczek i dokumentów. Niektóre były stare i pożółkłe. Inne wyglądały na stosunkowo nowe.
Nad wejściem widniał napis wykonany zarówno po niemiecku, jak i po polsku: ARCHIWUM GŁÓWNE.
Magda podeszła do najbliższego regału. Wyciągnęła jedną z teczek. W środku znajdowały się raporty datowane na rok 1944. Kolejne dokumenty pochodziły z lat pięćdziesiątych. Potem siedemdziesiątych. Dziewięćdziesiątych. Dwutysięcznych.
I najnowsze.
Sprzed zaledwie kilku miesięcy.
Wszyscy spojrzeli po sobie.
- To niemożliwe - wyszeptał Hubert.
- A jednak - odpowiedziała Magda.
Stachura otworzył kolejne segregatory. Jego twarz momentalnie stwardniała.
- Magda... spójrz na to.
Były tam fotografie.
Dziesiątki fotografii.
Ludzi. Pracowników kopalni. Geologów. Inżynierów. Niektórzy mieli przy nazwiskach czerwone pieczęcie.
Przy wielu widniał ten sam dopisek: „Usunięty z projektu”.
Przy części znajdowały się zdjęcia sekcyjne. Raporty medyczne. Dokumentacja obrażeń.
Hubert przewracał kolejne strony coraz szybciej.
- Boże...
Magda podeszła. Zdjęcia przedstawiały twarze. Zniekształcone. Poparzone.
Rozpuszczone przez substancję chemiczną.
Dokładnie tak samo jak twarz Jana Wernera.
W archiwum zaległa cisza.
Nagle wszystko zaczynało układać się w logiczną całość. Werner nie był pierwszą ofiarą. Był tylko ostatnią.
- Oni robili to od lat - powiedział Hubert.
- Od dziesięcioleci - poprawiła Magda.
Stachura otworzył ostatnią teczkę. Na okładce widniała świeża data.
Rok bieżący. W środku znajdowało się nazwisko. Jan Werner. Pod nim fotografia wykonana kilka tygodni wcześniej.Żywy. Zdrowy. Patrzący prosto w obiektyw.
A na ostatniej stronie zapisano jedno zdanie: „Obiekt odzyskał dostęp do poziomu zero. Należy przeprowadzić procedurę eliminacji.”
Przez kilka sekund nikt się nie odezwał. Wreszcie Hubert przełknął ślinę.
- Oni go zamordowali.
Stachura zamknął teczkę.
- Tak.
Syrena zawyła ponownie. Tym razem znacznie głośniej. A wtedy światła archiwum zaczęły gasnąć jedno po drugim.
Ktoś wiedział, że tu są.
I właśnie zamykał cały kompleks.
- I co teraz ma być dalej, Drodzy Czytelnicy? - zapytuje autor.
Wybierajcie, co ma się zdarzyć w następnym rozdziale?
1. Ktoś strzela do bohaterów z ciemności. Uciekając docierają na prawdziwy Poziom Zero.
2. Bohaterowie spotykają człowieka w masce
3. Bohaterowie znajdują dziennik geologa ze zdjęciem pokazującym dyrektorkę muzeum Jadwigę Obejdę stojącą przy wejściu do tajemniczej sztolni wiele lat wcześniej
Propozycje wysyłajcie na na adres redakcja@jelonka.com do środy 10 czerwca 2026 roku.
Co tydzień publikujemy kolejny odcinek powieści kryminalnej, której treść umiejscowiona jest w Kotlinie Jeleniogórskiej. O czym będzie kryminał, jaki będzie jego dalszy przebieg? O tym już zdecydują sami Czytelnicy!












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.