Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Niedziela, 5 kwietnia
Imieniny: Ireny, Julianny
Czytających: 13147
Zalogowanych: 71
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: "Czarna maska", czyli drwina śmierci

Sobota, 13 marca 2010, 21:21
Aktualizacja: Poniedziałek, 15 marca 2010, 7:47
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: "Czarna maska", czyli drwina śmierci
Fot. TEJO
Grozą i złowieszczym dymem kadzideł powiało ze sceny Teatru im. C. K. Norwida, który dziś wystawił historyczne, bo pierwsze w dziejach polskie teatralne wykonanie „Czarnej maski” w reżyserii Bogdana Kocy, mrocznego dramatu laureata nagrody Nobla Gerharta Hauptmanna po przeszło 80 latach od powstania dzieła.

„Czarna maska”, dramat napisany przez Noblistę w 1928 roku, a wystawiony po raz pierwszy dwa lata później, nie jest powiastką do poduszki. To sztuka, której głębia wymaga od odbiorcy sporo zaangażowania i wiedzy o czasach zamkniętych w klamry fabuły. Choć oczywiście nie brakuje przesłania uniwersalnego.

Spotkanie towarzyskie na obiedzie w bogatym domu burmistrza Schullera w roku 1662 w Bolkowie (Bolkenhein) to punkt wyjścia dramatu. Tutaj, po krwawej religijnej wojnie trzydziestoletniej i pokoju westfalskim, podczas okresu karnawałowego w oazie spokoju – jak się okaże – jedynie pozornego - zjawia się cały niezwykle szalony różnorodny korowód postaci.

Na scenie, w dusznym wnętrzu mieszczańskiego salonu z XVII wieku, akcentem skupiającym akcję jest niczym żywcem wyrwany z obrazu Leonarda da Vinci „Ostatnia wieczerza” długi stół pośrodku. Mebel przesuwa się w trakcie przedstawienia i przy nim skoncentrowana jest akcja. Każdy z biesiadników jest uwikłany w sprzeczne z innymi interesy i wbrew własnemu sumieniu usiłuje grać narzuconą sobie rolę. A wszystko rozgrywa się na granicy realizmu i symbolizmu.

Kiedy towarzystwo – w trakcie zabawy – zaczyna sobie wytykać rozmaite zaszłości, w ogrodzie zjawia się tajemnicza Czarna Maska (gościnnie Rozalia Wiśniewska). Czy jest to symbol zapustnej zabawy czyli postać karnawałowa? Zwiastun śmierci jako sytuacji granicznej, która sprawia, że pękają ramy konwenansu i zaczynają się ujawniać prawdziwe oblicza bohaterów? Czy może widmo mrocznej przeszłości burmistrzowej Benigny. Jej przeciwieństwem jest burmistrz Schuller. Miłość do żony rozkazuje mu być ślepym na rzeczywistość i nie słuchać głosu rozsądku. Jednak oszukuje sam siebie i pogrąża się w samotność.

Każda postać zarysowana została dosyć wyraziście, choć niektóre – zwłaszcza drugoplanowe role – można by nieco bardziej nasycić. Prym wiedzie pełniąca godnie honory domu Benigna (Elwira Hamerska-Kijańska), małżonka Silvanusa Schullera (Tadeusz Wnuk), burmistrza Bolkowa. U nich spotykają się przedstawiciele różnych wyznań, stanów, a nawet ras.

Domownikami są także: mulatka Arabella (Katarzyna Janekowicz), córka Benigny ze związku ze zbiegłym niewolnikiem Murzynem Johnsonem, lękliwa Róża Sacchi (Agata Moczulska), powiernica Benigny i gospodyni oraz trzech służących w domu burmistrza:chorobliwie delikatna Daga (bardzo sugestywna Elżbieta Kosecka), szalony jansenista Jedidja Potter (Jacek Paruszyński) oraz hugenot François Tortebad. W tym epizodzie Piotr Konieczyński gra bardzo udanie i to za pomocą zupełnie innych środków niż te, którymi wykreował postać Schmidta, służącego w "Kolacji na cztery ręce".

Wśród zaproszonych gości pojawiają się: wyrachowany przyjaciel burmistrza żydowski kupiec Löwel Perl (Jacek Grondowy), rozpustny hrabia Ebbo Hüttenwächter (Bogusław Siwko) i jego żona Laura (Iwona Lach), przewrotny katolicki opat klasztoru w Hohenwaldau Robert Dedo (Robert Mania), ewangelicki pastor Wendt (Andrzej Kępiński) i muzyk Hadank (Robert Dudzik).

Wokół postaci spektaklu o wręcz pogmatwanej psychice krąży widmo śmierci. Wszędzie pleni się zło i jak dżuma zaraża sobą ludzi. W skutek nieszczęśliwej historii życia Benigna popada w obłęd. Grozę wzmagają wiadomości o zbliżającej się zarazie, śmierć służącego Pottera oraz niewyjaśniony zgon burmistrzowej. Największe napięcie budowane z mocą muzyki z łacińskim tekstem Carminy, Ody II Horacego: „Z modlitwy naszej drwi śmierć niepobożna…” . To wszystko przy upiornej wizji dance macabre, popularnego motywu w sztuce.

Zagrożenie szalejącą zarazą, wojnami religijnymi, niepokojami społecznymi ujawnia w bohaterach dramatu to, co w normalnych czasach bywa skrywane: prawdziwą naturę człowieka. Przestają obowiązywać konwenanse. Każda z postaci ma swój grzech, który pożera jej sumienie. Tak było w dawnym Bolkenhein w wyobraźni twórczej Hauptmanna, tak jest w dzisiejszej Jeleniej Górze. Tak jest wszędzie. „Czarna maska” Kocy stała się swego rodzaju metaforą napięć i konfliktów drzemiących w relacjach międzyludzkich.

Bogdan Koca (reżyser, a także autor scenografii) jako pierwszy zasiał hauptmannowskie ziarno na polskim polu desek teatru dramatycznego, którego do tej pory nikt nie uprawiał. Twórczość noblisty, mimo swoistej mody, a wręcz wewnętrznego nakazu do jej poznania, wciąż pozostaje na marginesie zainteresowań czytelnika. Hauptmann stereotypowo jawi się jako ciężki w odbiorze starzec, którego rozumieli – a i to nie zawsze – jedynie mu współcześni.

Polska prapremiera „Czarnej maski” jest więc pierwszym krokiem do podniesienia kurtyny milczenia nad dziełem mistrza pióra z Agnetendorfu. Jako realizacja teatralna „Czarna maska” sprawdza się, jeśli chodzi o budowanie nastroju i mrocznego klimatu dzieła. Dzieje się to także dzięki kostiumom Elżbiety Terlikowskiej. Godne pochwały są efekty dźwiękowe oraz wizualne i przejmująca muzyka Zbigniewa Karneckiego. Gorzej ma się wartkość akcji. Ale przecież – jak wspomniano – nie jest to lektura do poduszki. Chyba że ktoś lubi senne koszmary.

Sztuce towarzyszy wystawa poświęcona historii powstania „Czarnej maski”. Relacja z wernisażu tego wydarzenia – później. Teatr im. C. K. Norwida ma dla Czytelników „Jelonki” po dwa podwójne zaproszenia na spektakle w niedzielę (14 marca) oraz 20 i 21 marca. Zaproszenia do odbioru w kasie na hasło Jelonka.com przed spektaklami, które zaczynają się o godz. 19.

Sonda

Co jest największą zmorą jeśli chodzi o śmiertelne wypadki na drogach?

Oddanych
głosów
308
Brawura kierowców
63%
Pijaństwo i jazda pod wpływem
31%
Kiepski stan naszych dróg
6%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Mózg nie psuje się sam. My go codziennie zużywamy
 
Rozmowy Jelonki
Harcerstwo bez telefonów. „Pokazujemy dzieciom, że prawdziwe życie jest poza ekranem”
 
Aktualności
Życzenia od posła Roberta Kropiwnickiego
 
112
Zderzenie koło sądu
 
Aktualności
Miejska Droga Krzyżowa w sercu Jeleniej Góry
 
Aktualności
Autyzm to nie choroba
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group