Sobota, 28 maja
Imieniny: Jaromira, Justyny
Czytających: 7795
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Zemsta czy redukcja?

Piątek, 30 maja 2008, 14:04
Aktualizacja: 14:04
Autor: Mar
JELENIA GÓRA: Zemsta czy redukcja?
Fot. Archiwum
Naczelnik wydziału oświaty, Waldemar Woźniak zwrócił się pisemnie do dyrektorów podstawówek o połączenie najmniej licznych klas. W Szkole Podstawowej nr 6 dyrektorka Maria Guszała zamierza z trzech klas drugich utworzyć dwie, dużo liczniejsze. Przy okazji wypowiedzenia z pracy dostały dwie nauczycielki. Akurat te które w sądzie dyrektorka oskarżyła o zniesławienie.

Decyzja dyrektorki wywołała oburzenie rodziców dzieci klasy 2c, która ma zostać zlikwidowana, a dzieci trafią do 2a i 2b. – Miasto jest tak biedne, że musi łączyć klasy po dwóch latach, gdy dzieci się ze sobą zżyły? – pytali dyrektor Marię Guszałę rodzice najmłodszych podczas spotkania, które zorganizowali z powodu zwolnienia nauczycielki, Małgorzaty Lipińskiej – Najbardziej ucierpią dzieci mniej zdolne, które nie poradzą sobie w nowych klasach – wytykali. Kilka tygodni wcześniej wypowiedzenie z pracy dostała Maria Kubicka, nauczycielka nauczania zintegrowanego w SP nr 6, która w placówce pracuje od 29 lat.

Tłumaczenie dyrektor, że to polecenie miejskich władz oświatowych, aby połączyć najmniej liczne klasy, a tak właśnie jest w przypadku rocznika kończącego teraz klasę drugą, nie przekonało zebranych.
– Dlaczego właśnie ta klasa? – pytał Radosław Szpakowski, jeden z rodziców,– Czy nie dlatego, że pani jest w konflikcie z nauczycielką? Przecież w naszej klasie jest 21 uczniów, a w tamtych tylko po 18. Gdzie tu logika i gdzie dobro najmłodszych?
Rodzice przygotowali petycję z protestem przeciwko zwolnieniu nauczycielki i rozwiązaniu klasy.

Petycja trafiła do prezydenta Jeleniej Góry Marka Obrębalskiego. Ze związkami zawodowymi protestującymi przeciwko zwolnieniu z pracy Małgorzaty Lipińskiej i Marii Kubickiej spotkał się zastępca prezydenta odpowiedzialny za oświatę, Zbigniew Szereniuk.
– Moje zwolnienie jest niezgodne z prawem i podobnie jak w przypadku pani Lipińskiej wynika z tego, że rok temu miałyśmy odwagę mówić prawdę o tym co się dzieje w naszej szkole – powiedziała nam Maria Kubicka. – Pracuję w oddziale przedszkolnym i reorganizacja nie dotyczy mojego stanowiska pracy. Dlatego odwołam się do sądu i sądzę, że sprawiedliwość będzie po mojej stronie – dodała.

– W tej chwili toczy się w sądzie proces przeciwko mnie i dwóm innym koleżankom o zniesławienie dyrektorki, którego rzekomo miałyśmy się dopuścić – mówi Małgorzata Lipińska. – Połączyć można inne, równie nieliczne klasy, ale padło akurat na mnie. Mam stąd pójść po ponad dwudziestu latach pracy i już – kwituje.

Marię Guszałę spotykam, gdy wychodzi z gabinetu naczelnika wydziału oświaty, Waldemara Woźniaka w dniu, kiedy na temat zwolnionych nauczycielek rozmawiali związkowcy z zastępcą prezydenta Szereniukiem.
– Proszę przyjechać do szkoły, tam będziemy mogli porozmawiać – mówi dyrektorka.

– W piśmie, które skierowałem do szkół, nie ma żadnego zalecenia, aby łączyć klasy – odpowiada naczelnik zapytany, czy polecił dyrektorom szkół łączenie klas. – Natomiast poleciłem, aby dyrektorzy sprawdzili, czy liczebność klas jest zgodna ze statutem szkoły i spowodowali, żeby liczebność była jak najbliższa temu co jest zapisane w dokumencie szkolnym. Dyrektor szkoły podejmuje decyzję kogo zwolnić, a o konflikcie pani Guszały ze zwalnianymi nauczycielkami nic nie wiem i mnie to nie interesuje. Może pan przeczytać to pismo, ale nie wolno go ani kserować, ani przepisywać. Udostępni go pani Oreszczuk – to słowa Waldemara Woźniaka .

Idę do wydziału oświaty, odnajduję specjalistę ds. oświaty w podstawówkach i gimnazjach, Martę Oreszczuk. Zanim zobaczę dokument, urzędniczka dzwoni do naczelnika czy mówię prawdę i czy może mi pokazać pismo. Gdy ustalają szczegóły zastanawiam się, czy mam przejść test na pamięć? Chyba powinienem żałować, że nie chodziłem w ostatnich latach na jej trening. Tym bardziej, że pismo urzędnicze to nie jest tekst literacki. Czytam pismo datowane na 25.04.08 r. Jest w nim napisane, że dyrektorzy muszą dopasować liczebność klas do statutu szkoły.

– Takie pisma wysłaliśmy też do innych szkół podstawowych – wyjaśnia Marta Oreszczuk. – W kilku szkołach zauważyliśmy małą liczebność klas i stąd to pismo. Na razie nie ma decyzji ostatecznej. Trwa dyskusja a dyrektorzy muszą przygotować projekt organizacyjny na przyszły rok szkolny. Te zmiany zaakceptowało już kuratorium. Zresztą w innych szkołach też zlikwidowano oddziały i nikt nie podnosi alarmu z tego powodu. Jeśli te zmiany nie zostaną zaakceptowane, wypowiedzenia zostaną cofnięte.
Połączono też klasy w szkołach podstawowych nr 3 w Cieplicach i nr 15 w Sobieszowie.

Przyjeżdżam do Szkoły Podstawowej nr 6. W gabinecie dyrektor siedzi pracownica szkoły, świadek mojej rozmowy z panią dyrektor, która opowiada o całej sytuacji. Mówi, że przyczyną zwolnień nauczycielek są ich niewystarczające kwalifikacje, których nie podnosiły. Twierdzi też, że to nie ona wywołała konflikt. Wtrąca, że kontrole w szkole nie wykryły nieprawidłowości. Ale po przesłaniu jej własnej wypowiedzi do autoryzacji, nie zgadza się na jej publikację. Przysyła nam swoją wersję. Oto ona z zachowaniem oryginalnej pisowni:

– Decyzje kadrowe podejmowane przez dyrektora szkoły nie mogą być omawiane na łamach gazety. Są to sprawy do rozpatrzenia przez Sąd Pracy.
Obecne zwolnienia nauczycieli wiążą się ze zmniejszeniem ilości oddziałów w szkole. Z tego co mi wiadomo nie jest to problem wyłącznie naszej szkoły. Zmniejszenie ilości oddziałów dotyczy też innych szkół w naszym mieście.
A zarzut, że klasy będą zbyt liczne? W Statucie Szkoły jest zapis, że klasy powinny liczyć od 22 do 26 uczniów. Na obecną chwilę liczyć będą one 27 i 28 uczniów. Do września sytuacja może się jeszcze zmienić ze względu na zmianę miejsca zamieszkania bądź inne przyczyny.

Sprawa nie wydaje się jednak taka prosta. Dlaczego naczelnik Woźniak mówi, że nic nie wie o konflikcie w „szóstce”, skoro w dniu kiedy rozmawiano na temat zwolnionych nauczycielek, on sam rozmawiał w cztery oczy z dyrektorką placówki? Sprawa nie mogła nie trafić do wiadomości wydziału oświaty, skoro toczy się od ponad roku. A jeśli tak się stało, nie najlepiej to świadczy o współpracy organu z podległą jej szkołą.

Nauczycielki ripostują na słowa dyrektorki, na których publikację się nie zgodziła. – To nieprawda, że nie podnosiłyśmy kwalifikacji. Są na to poświadczenia w teczkach osobowych, a dokumenty hospitacyjne pokazują wkład pracy na zajęciach – usłyszeliśmy. Zwolnione panie podkreślają, że to nie one rozpętały burzę w szkole, ale właśnie dyrektorka Maria Guszała. – Kontrole wykryły szereg nieprawidłowości, do których nie chce się ona przyznać – dodają nauczycielki. Dziwią się, dlaczego naczelnik Woźniak mówi, iż nie wie o konflikcie, skoro same z nim na ten temat rozmawiały.

Z kolei związkowcy z Solidarności nie zostawią sprawy. Jeśli nauczycielki nie zostaną przywrócone do pracy, zapowiadają, że zorganizują pikietę w ich obronie. A personalne roszady w „szóstce” na pewno nie będą miały pozytywnego wpływu na uczniów, których – w tym przypadku – władze oświatowe i dyrekcja „szóstki” potraktowały zupełnie przedmiotowo.

Fragmenty petycji rodziców klasy 2c skierowanej do prezydenta miasta i kuratora oświaty:
„Nikt nas, rodziców, ani tym bardziej uczniów nie poinformował i nie pytał o zdanie w sprawie likwidacji klasy IIc” /…/ „Decyzje pani dyrektor Guszały są arbitralne i naruszają istotny interes społeczny. Są wymierzone personalnie w panią Lipińską, ponieważ obie panie pozostają w konflikcie. Nie została uwzględniona wola i oczekiwania uczniów oraz ich rodziców. Jakimi przesłankami kieruje się pani Guszała i jaki cel jej przyświeca zwalniając doświadczonego pedagoga z wieloletni stażem, niszcząc dwuletnie więzi i relacje między uczniami, jak i uczeń-wychowawca, tworząc klasy w których a priori poziom nauczania i wychowania będzie niższy?”

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2022 Highlander's Group