Środa, 2 grudnia
Imieniny: Piotra, Pauliny
Czytających: 7589
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Z siekierą na zięcia

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Poniedziałek, 12 października 2009, 8:33
Aktualizacja: 8:55
Autor: Angela
Fot. ....
Józefa K. zbyt długo robiła zakupy, za co jej mąż Jan K. chciał ją zabić. Początkowo odgrażał się, że poderżnie jej gardło i podpali mieszkanie. Od zamiaru odwiodła go córka. Kiedy mężczyzna upił się, złość wróciła. Jan K. do wyrównania rachunków z żoną sięgnął po siekierę, ale kobieta zdążyła uciec. Jan K. siekierą uderzył więc w głowę swojego zięcia.

Obecnie w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze toczy się postępowanie w tej sprawie. Jak się okazało, uderzenia zięcia siekierą w głowę, jakiego dopuścił się 63 – letni Jan K. 13 marca tego roku w Iwinach (powiat bolesławiecki) było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jan K. przez 15 lat na co dzień znęcał się bowiem psychicznie i fizycznie na żoną Józefą i trójką dzieci, m.in. córką Magdaleną B.

Kiedy był pijany, co zdarzało mu się niemal codziennie, wszczynał awantury, w trakcie których wyzywał kobiety wulgarnymi i obelżywymi słowami. Groził też pozbawieniem ich życia, zrywał je ze snu, szarpał za odzież, popychał, bił i kopał po całym ciele. Sam spał z nożem pod poduszką, ostrymi narzędziami wielokrotnie wymachiwał członkom rodziny przed nosem i groził ich użyciem. Niszczył też wyposażenie domu oraz groził podpaleniem mieszkania.

Koszmar tej rodziny zaczął się osiem lat po zawarciu przez Józefę i Jana związku małżeńskiego, na który zdecydowali się w 1970 roku. Wtedy też urodziła się ich pierwsza, z trójki dzieci, córeczka. Kolejne dziecko, syn Marek, na świat przyszedł cztery lata później. Szczęśliwym dzieciństwem dwójka małych dzieci cieszyła jednak tylko przez kolejne cztery lata od urodzin Marka.

W 1978 roku Jan K. podjął bowiem pracę na stanowisku kierownika Kółka Rolniczego w Iwinach, gdzie zaczął pić. Mimo że żona przez lata prosiła męża o zerwanie z nałogiem dla dobra dzieci i ich małżeństwa, Jan K. nie chciał jej słuchać. Awantury na krótko przerwała choroba Jana K., który trafił do szpitala i walczył z rakiem krtani. Kiedy jego leczenie dobiegło końca, mężczyzna wrócił do kieliszka, a przemoc wobec rodziny tylko się nasiliła.

Dlaczego Józefa K. od niego nie odeszła? Nie wiadomo. Może wierzyła, że jej mąż kiedyś się zmieni, lub też czuła się od niego uzależniona finansowo. Sprawa znęcania się nad rodziną ujrzała światło dzienne dopiero wówczas, kiedy niemal nie doszło do tragedii.

Feralnego 13 marca br. mąż córki Jana K., Artur B. wziął się za remont pokoju swojej teściowej, która około godziny 10.30 wyszła do sklepu na zakupy. Kiedy kobieta dłuższy czas nie wracała do domu, Jan K. wpadł w szał. Uspokajała go córka, Magdalena, która zaproponował, żeby ojciec coś ugotował. Pół godziny później Józefa K. wróciła z torbami pełnymi jedzenia do domu. Do mieszkania nie weszła jednak sama, o wsparcie poprosiła córkę. Bała się bowiem, że mąż kolejny raz ją pobije.

Kiedy kobiety weszły do pokoju Jan K. zaczął się im odgrażać poderżnięciem gardła i podpaleniem mieszkania, po chwili się jednak uspokoił. Nie na długo. Około godziny 13.30 listonosz przyniósł mu rentę, której część przeznaczył na alkohol. Wziął pieniądze i poszedł do sklepu. W tym czasie Artur pojechał do sklepu po klej do kasetonów. Kiedy Jan K. wrócił pijany do mieszkania od progu rozpoczął awanturę, gonił swoją żonę i odgrażał się, że ją zabije.

Kobiecie na szczęście udało się uciec na piętro do córki. Wtedy Jan K. poszedł do szopy, wziął z niej siekierę i wrócił do mieszkania. Wszystko to widziały przez okno przerażone kobiety, które postanowiły, że do przyjazdu Artura nie będą wychodzić z pokoju. W tym czasie wrócił Artur.

Wysiadł z samochodu i w jednej ręce trzymając zakupiony klej, a w drugiej kluczyki od samochodu i portfel otworzył drzwi przedsionka mieszkania, w którym stał Jan K. z siekierą. Chwilę później, Artur B. leżał już na podłodze z zakrwawioną głową.

Został uderzony przez teścia obuchem siekiery w prawą stronę głowy w okolicę skroniową nad uchem. Kilka sekund później Jan K. zamachnął się na leżącego na ziemi Artura ponownie. Przed kolejnym ciosem poszkodowanemu udało się uciec na czworakach przed dom. Jan K. wycofał się wtedy i poszedł się położyć na łóżko, a siekierę ustawił tuż obok niego. W wyniku uderzenia Artur B. doznał rany tłuczonej.

Cudem obrażenia okazały się nie zagrażające życiu. Prokuratorzy stwierdzili jednak, że samo narzędzie jakiego użył Jan K. oraz miejsce ciała, w które Artur B. został uderzony mogły stworzyć realne zagrożenie dla zdrowia i życia pokrzywdzonego. Oskarżono go o działanie w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia Artura B., za co grozi mu kara nawet do 25 lat pozbawienia wolności. W chwili zatrzymania sprawca miał we krwi 3,4 promila.

Kolejna rozprawa, najprawdopodobniej końcowa w tej sprawie zaplanowana jest na 19 listopada.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (15) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group