Krzysztof Stebnicki wybrał się w Karkonosze z... kotem.
Zapytaliśmy zjaomego weterynarza czy zabieranie kota na smyczy na górską wycieczkę w Karkonosze to dobry pomysł?
Okazuje się, że tak jednak wymaga to sporego przygotowania, realistycznych oczekiwań i przestrzegania reguł.
- Warunek podstawowy: kot musi być nauczony chodzić na smyczy, a niektóre rasy: Bengal, Maine Coon, Abisyński naprawdę to lubią. Łatwe szlaki z małym ruchem turystycznym są dla nich zdecydowanie lepszym wyborem niż tłoczne trasy. To dobra stymulacja mentalna dla kota - słyszymy.
Trzeba jednak pamiętać, że kot nie chodzi jak pies — będzie się zatrzymywał, węszył, wspinał na drzewa, chował się. No i tempo wędrówki: raczej będzie żółwie.
Góry to dla kota stres, mniejszy lub większy. Nieznane zapachy, dźwięki, psy, tłum turystów mogą kota totalnie sparaliżować lub wywołać nawet panikę. Dlatego trzeba ostrożnie i "z głową".
- Jeśli to pierwszy raz i kot jest płochliwy — lepiej zacząć od leśnej ścieżki blisko domu. Ale jeśli kot jest z natury spokojny, socjalizowany i już chodził na smyczy w terenie — warto spróbować zabrać go w Karkonosze - słyszymy.
Jeśli ktoś chce spróbować podajemy warunki minimum:
Szelki (nie obroża!) dobrze dopasowane, z których kot nie może się wyślizgnąć.
Wcześniejszy trening w domu, potem ogród/park, dopiero potem szlak.
Transporter jako baza bezpieczeństwa — żeby kot miał dokąd uciec mentalnie.
Bardzo spokojny, mało uczęszczany szlak, najlepiej poza szczytem sezonu.
Obserwacja kota — jeśli kucnie, rozszerzy źrenice, spłaszczy uszy: koniec wycieczki.