Sobota, 24 lipca
Imieniny: Kingi, Krystyny
Czytających: 6769
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Wiedza to skarb

Czwartek, 6 kwietnia 2006, 0:00
Aktualizacja: Czwartek, 6 kwietnia 2006, 13:08
Autor: A. Ślusarz A. Mikos
Jelenia Góra: Wiedza to skarb
Fot. Archiwum domowe
Ze Stanisławem Dąbrowskim, podróżnikiem, pilotem i fotografikiem, rozmawiają Anna Ślusarz i Anna Mikos

<b> W jaki sposób zrodziła się u Pana pasja życia w drodze? </b>

– Od kursu przewodników sudeckich. W trzeciej klasie technikum byłem już kandydatem przewodnickim. Po ukończeniu dwuletniego kursu zacząłem po prostu prowadzić wycieczki.
Miałem ogólne zainteresowania, co przewodnikowi bardzo się przydaje. Czasy były takie, że wycieczek było tak dużo, a przewodników tak niewielu, że mieliśmy ogromnie dużo pracy i nie ma co ukrywać, że z tego tytułu był także fajny pieniążek.

<b> Robił to Pan dla przyjemności czy dla pieniędzy? </b>

- I dla pieniędzy i dla przyjemności. Człowiek miał takie poczucie, że przewodnicy to taki elitarny klan. Człowiek szedł, czerwony sweter, „blacha”, dziewczyny rzucały spojrzenia i to wszystko było wielką frajdą.

<b>Kiedy zajął się Pan turystyką na poważnie? </b>

- Po studiach pracowałem w Katedrze Ekonomiki i Organizacji Turystyki w Jeleniej Górze, a później przeszedłem do przedsiębiorstwa WPGT „Karkonosze” (Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Gospodarki Turystycznej), które zarządzało wszystkimi hotelami i kwaterami prywatnymi. Następnie ukończyłem kurs pilotów wycieczek zagranicznych.
Tak się szczęśliwie złożyło, że od początku szkoły średniej pasjonował mnie język angielski, a że w szkole człowiek nie jest w stanie się nauczyć, zacząłem uczyć się sam. Napisałem list do królowej angielskiej. To był mój pierwszy list, który napisałem w języku angielskim i otrzymałem odpowiedź. Na kopercie była pieczęć pałacu, a dama dworu napisała, że niestety królowa nie rozdaje autografów osobom, których nie zna, ale bardzo dziękuje za miłe słowa.
Moje zainteresowanie językiem angielskim okazało się przydatne, kiedy do Jeleniej Góry przyjeżdżały przeróżne zagraniczne delegacje. Ja byłem tym, który potrafił językowo i jako przewodnik ich obsłużyć. Byłem bardzo zadowolony, że nie biegałem za pracą, tylko jak byłem potrzebny to szukali mnie. Poznałem mnóstwo ludzi, bo przyjeżdżali i ambasadorowie i wiele innych znaczących osób. Było to połączenie kwalifikacji przewodnika i znajomości języka angielskiego. Później skontaktował się ze mną Zbyszek Janik, który prowadził w Jeleniej Górze biuro podróży. Zadzwonił i zaproponował mi wyjazd do Tunezji. Zapytałem „kiedy?”. Odpowiedział „jutro”. Pojechałem i pozostałem tam przez siedem lat jako rezydent.

<b> To była Pana pierwsza wielka wyprawa? </b>

– Jeżeli chodzi o turystykę i pracę zagraniczną to tak. To właśnie w Tunezji zdobyłem doświadczenie, z którego korzystałem później.

<b> Sama pasja to jednak za mało, jak więc odbywa się organizacja finansowa tych wyjazdów? </b>

– Pracuję w tej chwili jako pilot wycieczek. Współpracuję z łódzką firmą turystyczną. Jeśli pilotuję wycieczkę, to albo jadę za darmo, albo dostaję za to pieniądze. Czasami jest to tzw. „study tour” dla pracowników hoteli i turystyki, którzy jadą do danego kraju, aby dowiedzieć się jak wygląda dana baza hotelowa i jak to później sprzedać. Uczestnicy wtedy płacą mniej, a ja jadę za darmo. Nie dostaję wynagrodzenia, ale mam opłacone: przelot, hotel, wyżywienie i wszystkie wstępy. Przeciętny koszt takiej wycieczki to 6 - 7 tysięcy złotych. Wychodzę z założenia, że jeżeli jadę i nie dostaję za to pieniędzy, to i tak na tym korzystam. Przez cały czas pracuję, bo muszę tłumaczyć i wszystkim się zajmować, ale jednocześnie mam przy sobie aparat i otwarte oko.
Człowiek coś zobaczy, kuchni spróbuje, dowie się czegoś nowego. Stwierdziłem, że nie potrzebuję jeździć najcudowniejszym autem na świecie, nie muszę kupować kolejnego telewizora. Bo po co? Zwiedziłem kawał świata. W ciągu jednego roku odwiedziłem Peru, Meksyk, dwa razy Chiny i Stany Zjednoczone i to jest mój dochód. Nie w postaci pieniędzy, tylko w postaci wiedzy o świecie.

<b> A więc może Pan powiedzieć, że jest to pański styl życia? </b>

- Tak, mogę tak powiedzieć.

<b> Jak wyglądają przygotowania do wyprawy? Czy z grupą, która jest Panu powierzona, spotyka się Pan wcześniej? </b>

– Oczywiście z wszelkich możliwych źródeł, takich jak przewodniki, telewizja, internet, doświadczenie osób, które już były w danym miejscu staram się dowiedzieć jak najwięcej o kraju, do którego jadę. Grupę spotykam na Okęciu. Informację o ludziach, o grupie wiekowej mam wcześniej, ale ludzi widzę dopiero na lotnisku. Natomiast w trakcie wyjazdu staram się pomagać uczestnikom, dać im poczucie, że jestem tam dla nich, mówię, co i jak należy wypełnić, co ma być w bagażu, a co nie.

<b> Czy jadąc w jakieś miejsce od razu wie Pan, co chce fotografować, czy jest to kwestia inspiracji już na miejscu? </b>

- Raczej jest to sprawa chwili. Drażni mnie natomiast dość często występujący brak otwartości ze strony uczestników wyjazdów, ich nastawienie na „nie”, ich z góry założone widzenie ludzi, miejsc, zjawisk. Ja staram się być życzliwie nastawiony do ludzi, których spotykam, a ci odpłacają tym samym. Ze zdjęciami bywa różnie, jeśli robi się zdjęcie znienacka, to bywa, że ludzie się irytują, ale jeśli się poprosi, chwilę z nimi porozmawia, wytłumaczy, to zupełnie zmienia się ich nastawienie i zazwyczaj nie ma problemu.

<b> Co lubi Pan fotografować najbardziej? Czy brał Pan udział w konkursach fotograficznych? </b>

- Wolę raczej fotografować ludzi, ostatnio twarze ludzi zaczynają mnie coraz bardziej interesować i inspirować. Myślę obecnie o wystawie, którą chcę zatytułować „Twarze ludzi, twarze świata”. Lubię także fotografować rośliny, architekturę. Raczej staram się unikać tzw. ogólnych widoków, bo czasem fragment jakiegoś kościoła mówi więcej niż cała budowla.
W konkursach nigdy nie brałem udziału, to jeszcze nie ten poziom.

<b> Czy w naszym kraju też Pan coś fotografuje? Jakie zakątki w Polsce są Panu bliskie? </b>

– Jeżów Sudecki, stamtąd pochodzę. Lubię usiąść pod lasem i tam pomyśleć...

<b> Czy jest takie miejsce na Ziemi, które lubi Pan najbardziej? </b>

Sahara. Magiczne miejsce, klimat, ludzie, którzy tam mieszkają. Fascynuje mnie to, jak bardzo ci ludzie są z nią zżyci. Lubię posiedzieć wieczorem na wydmach i posłuchać pustyni.

<b> Czego uczą takie wyprawy, jak człowieka kształtują? </b>

- Uczą tolerancji, spokoju życiowego. Podróże służą temu żeby zmienić pogląd, nabrać trochę pokory.

<b>Dziękujemy za rozmowę.</b>

<i> Stanisław Dąbrowski jest nauczycielem, przewodnikiem sudeckim, pilotem wycieczek zagranicznych, pasjonatem fotografii, autorem kolekcji zdjęć z całego świata.
Ostatnio był gościem Biblioteki Pedagogicznej w Jeleniej Górze. Przedstawił prelekcję ilustrowaną fotografiami z wypraw do Singapuru i Malezji. </i>

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (7) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group