Niedziela, 29 listopada
Imieniny: Błażeja, Saturnina
Czytających: 6602
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

To wszystko jest nie po kolei

Wiadomości: Region
Piątek, 8 grudnia 2017, 7:37
Aktualizacja: Sobota, 9 grudnia 2017, 14:09
Autor: Tomasz Janicki
Fot. Użyczone
Im dłużej trwają dyskusje na temat reaktywowania przejazdów kolejowych Jelenia Góra – Wleń – Lwówek Śląski (a w zamyśle być może dalej, do Złotoryi i Legnicy) tym mniej jasne są przyczyny braku praktycznych działań w tej sprawie. Właściwie wszystkie zainteresowane instytucje są „za”, ale… Tych „ale” jest sporo, w dodatku niedopowiedzianych.

Burmistrz Wlenia Artur Zych, jednym razem we współpracy z burmistrzem Złotoryi, innym razem samodzielnie, podejmuje rozmaite działania, żeby komunikację kolejową na tej trasie uruchomić, a w każdym razie definitywnie wyjaśnić przyczyny dla których ona jeszcze nie działa. Ostatnim z serii było zaproszenie wszystkich stron, łącznie z przedstawicielami wszelkich firm kolejowych, marszałkiem województwa dolnośląskiego, posłami okręgu legnicko-jeleniogórskiego na przejażdżkę „motorakiem”, czyli oficjalnie „wagonem motorowym serii 810”. Można się było naocznie przekonać o wszelkich zaletach i wadach tego pojazdu, ale przede wszystkim szansach, jakie on stwarza.

Żeby było zabawniej, egzemplarz „motoraka” zaproszony do tego eksperymentu przyjechał z Pniew. Tam także koleje polskie postanowiły zawiesić kolejową komunikację lokalną, co tak rozeźliło mieszkańców i samorząd, że założono spółkę gminną. Prywatny inwestor kupił cztery takie „motoraki” i zaczął wozić ludzi torowiskiem, które koleje tej spółce udostępniły. W naszym, to znaczy wleńskim przypadku, sprawa nie jest jednak aż tak prosta.

Od kilku lat ogłaszane są szacunki, ile może kosztować przywrócenie komunikacji kolejowej na trasie Jelenia Góra – Lwówek Śląski. Jedni szacują, że wystarczy ok. 5 mln zł, żeby „z grubsza” wszystko uruchomić, drudzy przekonują, że 120 mln zł nie wystarczy. Jedni mówią, że ważne jest, by pociągi w ogóle zaczęły jeździć, drudzy, że jeśli coś robić, to należy zrobić najlepiej, jak pozwala współczesna technologia. Tyle, że ci drudzy nie robią nic, co miałoby praktyczne znaczenie, a nie dają tym pierwszym szans na to, by oni zrobili to „jakoś”. I dlatego nie dzieje się nic od 11 grudnia 2016 r., kiedy to kolej zawiesiła kursowanie pociągów i praktycznie odcięła niektóre wsie na trasie od jakiejkolwiek komunikacji publicznej. Kolej miała swoje argumenty, głównie zanik frekwencji pasażerskiej. Samorządy też miały swoje, bo kolejarze tak „ustawiali” rozkład jazdy, żeby nikt normalny z normalnymi, przeciętnymi potrzebami nie chciał z pociągu korzystać. Wystarczy bowiem tak zaplanować harmonogram przejazdów, żeby pociąg do Jeleniej Góry dojeżdżał po godz. 8.00 rano, by nie pasował ani uczniom, ani pracownikom i wyjeżdżał ok. godz. 17.00, by osiągnąć taki sam efekt.

Władze samorządowe województwa deklarują otwartość i chęć pomocy w uruchomieniu komunikacji, ale pod warunkiem, że kolej przekaże torowiska, urządzenia i tzw. fundusz kolejowy na ich remont. To wygląda na racjonalne podejście do problemu. Tyle, że baczniejsi obserwatorzy tego obszaru spraw wskazują na fakt, iż takie deklaracje są mniej kosztowne, najdrobniejsze ale realne decyzje finansowe. Urząd Marszałkowski wprawdzie teraz deklaruje wsparcie (pod wspomnianym warunkiem), ale wcześniej zabrał 70 mln (ze 150 zarezerwowanych) na dokończenie rewitalizacji linii Jelenia Góra – Zgorzelec, z których już cieszyły się samorządy Jeleniej Góry, Gryfowa, Lubania, itp. Z jednej strony słyszymy więc deklaracje o tym, że będą pieniądze na odbudowę linii Jelenia Góra – Karpacz (po której pozostały już bardzo nikłe ślady), a z drugiej brak jest ok. 30, może 40 mln zł (to zdaniem wielu realna kwota na poprawę linii Jelenia Góra – Lwówek Śląski), która nadal istnieje, aczkolwiek nie jest od roku użytkowana.

Udało się nam porozmawiać z maszynistą „motoraka”, który stwierdził, że gdyby takie dobre torowiska, jak u nas były w okolicach Pleszewa, to jazda tam byłaby przyjemniejsza. Inwestor twierdzi, że motoraki palą tyle, co duża ciężarówka, są na tyle pojemne, że da się przewieźć wszystkich chętnych na tej trasie. „Motorak” ma taki promień skrętu, że sobie w górskim terenie poradzi bez trudu. I – co bardzo ważne - raptem JEDEN człowiek obsługuje taki samobieżny pojazd szynowy. Można więc widzieć jasną perspektywę rentowności interesu przy pięciu przejazdach „tam i z powrotem” na dobę. Pleszew już się rozkręcił, inwestor weźmie się chętnie za rozkręcenie naszej linii, bo jest piękna i ma przyszłość.

A to, że piękna – nie podlega dyskusji. Kolejarze, jadący „motorakiem” wskazywali miejsca, gdzie kręcone były zdjęcia do kilkunastu filmów. W okolicach kamiennego mostu kolejowego w Pilchowicach – sceny do „Lalki”, ilustrujące podróż koleją do Szwajcarii. W rejonie jednego z mostów, przy stacji Pilchowice-Nielestno Franek Dolas „rozpętał II wojnę światową”. Jedna ze stacji zagrała w „Ogniomistrzu Kaleniu”, inna – w „Skąpanych w ogniu”. Jeden z pracowników wspominał jazdę drezyną w trakcie kręcenia jakiegoś filmu duńskiego, inny – dramatyczne chwile powodzi, kiedy pociąg wręcz uciekał przed napierającą wodą, która chwiała całym nasypem.

Nie jest żadną tajemnicą, że przed 1939 rokiem tą trasą jeździły „wagony widokowe”, to znaczy z większymi oknami, żeby ludzie mogli wygodnie oglądać krajobrazy, jakich nie ma nigdzie indziej. W wielu historycznych książkach o tym jest napisane. Zabytków techniki po drodze jest mnóstwo, pomijając kilka stacji, na których nawet „wucety” (jak we Wleniu) mają charakterystyczną konstrukcję szachulcową, zachowaną od stu lat. Most nad Zalewem Pilchowickim, wiszący 25 m nad lustrem wody jest jedną z nielicznych w Europie takich konstrukcji, bo jego kratownica spięta jest od dołu, a nie od góry. Trzy tunele kolejowe dodają atrakcji przejazdowi, tak, jak korona Zapory Pilchowickiej. Wprawdzie mówiąc o rentowności nie można się posiłkować wyłącznie przejazdami pasażerskimi, bo prawdziwe (w znaczeniu – duże) pieniądze dają przewozy towarowe, ale… Jeśli prywatny inwestor widzi w tym interes, to dlaczego państwowy tego interesu nie dostrzega? Być może dlatego, że państwowa spółka nie chce schylać się po drobne pieniądze, których nie lekceważy kolejowy „prywaciarz”?

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (35) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group