Niedziela, 25 października
Imieniny: Darii, Kingi
Czytających: 6802
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Taką „Zemstę” zobaczycie tylko raz!

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Sobota, 21 czerwca 2008, 8:08
Aktualizacja: Poniedziałek, 23 czerwca 2008, 6:32
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Marek Obrębalski z wąsami jako Cześnik. Jerzy Łużniak – Papkinem. Grażyna Malczuk – Podstoliną, Marzena Hryniewicka jako Klara, a Marcin Zawiła – Rejentem. To zasadnicza obsada komedii Aleksandra Fredry, która zostanie wystawiona w sobotę o godz. 19 na scenie Teatru Jeleniogórskiego

Nie wymieniamy wszystkich niecodziennych aktorów, którzy w imię szlachetnego celu – budowy windy w Teatrze Jeleniogórskim, wejdą na scenę, aby przeżyć swoją teatralną przygodę. Przed premierą mieli tylko dwie próby!

Były dość mordercze: trwały po kilka godzin i kończyły się późną nocą. Ale aktorzy dawali z siebie wszystko. – Naprawdę wkładają w to dużo serca – mówi Jacek Paruszyński, aktor Teatru Jeleniogórskiego, który podjął się realizacji i reżyserii tego przedsięwzięcia. On także jest autorem opracowania tekstu Fredry i adaptacji scenicznej.

Zza kurtyny wyjdą nie tylko samorządowcy, lecz także niepełnosprawni, dla których cel spektaklu jest najważniejszy: winda w Teatrze Jeleniogórskim umożliwi aktywne korzystanie z placówki tysiącom osób, dla których inny sposób dostępu na widownię jest bardzo utrudniony.

A sami aktorzy? – Mieliśmy bardzo mało czasu i są kłopoty z opanowaniem trudnego, staropolskiego tekstu, dlatego musimy wspomagać się kartkami – mówi poseł Marcin Zawiła. Dr Henryk Gradkowski, rektor Kolegium Karkonoskiego, nie poddał się i większość kwestii mówi z pamięci.

A wszystko dzieje się jak podczas prawdziwego przedstawienia. "Rządzi” inspicjent, pani Grażyna, która pomaga Jackowi Paruszyńskiemu. Jest normalna charakteryzacja, peruki i doklejane wąsy. Szczęśliwi są Marcin Zawiła, Ryszard Grek i Wojciech Kapałczyński, bo mają naturalny zarost. Są też kostiumy. Tu w uprzywilejowanej roli jest ksiądz Józef Stec, proboszcz parafii Matki Bożej Miłosierdzia z Cieplic. Gra księdza w swoim – jak mówi – służbowym stroju, czyli sutannie.

Role są obsadzone potrójnie. Aktorzy zręcznie wymieniają się nimi tak, że nie razi to widza. Spektaklowi przygrywają kameraliści z Filharmonii Dolnośląskiej, a w rolę „ciurów” wcielili się młodzi ludzie z pracowni teatralnej Osiedlowego Domu Kultury. Całość zaczyna menuet z Eine Kleine Nachtmusik Mozarta oraz… pianie koguta. Motywem przewodnim jest odgłos windy. Takie symboliczne przesłanie idei tego niecodziennego spektaklu. Są jeszcze nieliczne bilety do kupienia za co najmniej 20 złotych w kasie Teatru Jeleniogórskiego. Pomysłodawcą spektaklu jest Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych. Próby, które trwały do późnych godzin nocnych, śledził z widowni prezes KSON Stanisław Schubert.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (51) Dodaj komentarz

~olśniony 21-06-2008 9:12
Przecież komedyję na co dzień mamy na szczeblach władzy powiatowej.Jacy są użyteczni jak czują skąd płynie kasa.Obłuda,obłudnicy,i tak są obśmiewani.Poczujcie, niech dotknie Was do żywego i tak PROSTO W OCZY jak z Was Władzo śmiać się będą pod pozorem komedyji.....? .Niech całe miasto z urzędników się śmieją i zarazem łzy leje.Następny spektakl na placu ratuszowym o godz.22 pt."Pajacyka rżnąć będziemy hektolity wypijemy"Przywlekliście tradycyję z zachodu? Polskiej tradycji już nie ma?Fredro w grobie się przewróci ,młodzież powie ale jaja,
zloty666 21-06-2008 9:42
. . . no to wreszcie przenieśli się do odpowiedniego miejsca. Komedią jest ich rządzenie miastem i ciągłe obiecanki-macanki dotyczące kolejnych inwestycji w mieście. Z tą różnicą, że w teatrze mogą żartować bez konsekwenja, a w życiu codziennym . . .; to już osądzą wyborcy . . .
~clown 21-06-2008 9:56
wszystko ok, ale szkoda, że Tejo wymienił tylko polityków itd.spektakl jest z myslą o niepełnosprawnych i oni tez grają w sztuce, np. dziewczyna na wózku też gra Klarę. myślę, że przede wszystkim to ich powinno się wymienić, reszte znamy dobrze...
~ręce i nogi opadają 21-06-2008 10:07
Olśniony , słusznie prawisz ! My też im zagramy "Zemstę" przy urnach.
piipi 21-06-2008 10:12
..~ i FAJNIE !!.~"Niech sie dzieje wola nieba,z nia sie zawsze zgadzac trzeba".
~hirsch 21-06-2008 11:00
mnie sie pomysl podoba, ale takie komedie moga grac samorzadowcy i politycy chyba w innych okolicznosciach, gdy spelnione beda wszystkie warunki powaznego podejscia do zycia i swoich obowiazkow; takie zarty przystoja ludziom spelnionym, w chwilach prwdziwie nadliczbowej proznosci
~opozycjonista 21-06-2008 11:19
A ja uważam, że to fajny pomysł, coś się dzieje.. szkoda, że nie zobaczę, ale życzę wszystkim miłej zabawy. A do malkontentów i tych co wiecznie narzekają ... co wy zrobiliście aby wesprzeć cokolwwiek i kogolowiek. Najlepiej to w zaciszu swego M 4 narzekać . Przecież to nie chodzi teraz o to by władzę rozliczać, chodzi o cel jaki przesłania temu przedsięwzięciu, o zabawę... gratuluję odwagi wszystkim " na stołkach", bo występ na scenie to nie łatwe wyzwanie. Jeszcze raz życzę miłej zabawy.
~Anna 21-06-2008 11:38
Super pomysł z ta Zemstą najważniejsze, aby zebrać wystarczająca sumę pieniędzy na windę .A prawda jest też taka ,że jakby tą zemstę grały tylko osoby niepełnosprawne na pewno nie zbudziło by to tak wielkiego zainteresowania.No żyjemy w takim świecie , aby zainteresować i przyciągnąć widzów trzeba niestety robić to metodami niekonwencjonalnymi.
~wiarygodny 21-06-2008 12:10
Cytata z artykułu"Winda w teatrze umożliwi aktywny udział w korzystaniu z placówki tysiącom osób" Chyba autor artykułu dawno nie odwiedził naszego teatru. Normalni ludzie nie chodzą do teatru-przyczyn jest wiele.Widownia teatru świeci pustkami.Budowanie windy dla osób niepełnosprawnych uważam za bezsens z całym szacunkiem dla osób niepełnosprawnych.Prezes Schubert po raz kolejny chce zabłysnąć w mediach i to wszystko na co stać działaczy sejmiku.Miejsowym notablom czy to z lewa czy z prawa nie wypada odmówić grania w komedii.Najlepszą komedię to oni tworzą na codzień mieszkańcom miasta i po co to samo powielać w teatrze. Osoby niepełnosprawne mają całkiem inne problemy i na tym winien skupić się Pan Prezes Sejmiku KARKONOSKIEGO.Jest to kolejny temat zastepczy. A jaką rolę w tym spektaklu zapwenił sobie sam pomysłodawca Pan Schubert? Proponuję aby w następnych tego typu spektaklach sięgnąć do dzieł -Kochanowskiego,Krasiickiego. Osobiście proponuję-Dostojewskiego.
~czynownik 21-06-2008 12:37
Nareszcie będą mogli pokazać to, co na co dzień grają nieoficjalnie, czyli pokażą widzom, jak funkcjonuje lokalna koteria i kamaryla. Od strony psychologii społecznej będzie to bardzo cenne widowisko - po prostu nareszcie będzie można przedstawić siebie. Każdego dnia coś grają, a tu wystąpią takimi ,jakimi naprawdę są.
~ 21-06-2008 12:55
Przyzwoita winda, kosztuje ok. 250,- tyś. A taka bardziej nowoczesna /którą trzeba zainstalować w teatrze/, nawet 450,-tys. A jak myślicie - ile Oni mogą zebrać ? To policzmy - ok. 20,-zł bilet x np. 1000 widzów /w co wątpię/, to 20,- tyś. minus koszty stałe obsługi - wychodzi mi cosik na to, że oni za darmo zagrają. Zastanówcie się więc drodzy Jeleniogórzanie - czy tu na pewno o "WINDĘ" chodzi ?? Kiedy o takową w DPS "Pogodna Jesień" , chodziło, to ją poprostu Mocium Panie - zainstalowano !!! Zawsze /jak pamiętam/, wokół niepełnosprawnych, robiono wiele szumu i niewiele konkretów. A oni ciągle dawali się nabrać. Byli tacy radni - którzy na słowo "niepełnosprawni" brali głęboki oddech i mówili, mówili i mówili. Zwłaszcza przed kamerami. Ale jak przyszło do konkretów, to w zaciszu posiedzeń komisji , BYLI PRZECIW. To była "ustawiczna gra" i jak widać dziś to procentuje. Zapomnieli jednak, że Fredro przezornie napisał - ludzie dajcie mi gwintówkę, niech odstrzelę tą makówkę. Szanowni niepełnosprawni - nie potraktujcie tego /broń Boże/, dosłownie !!! z poważaniem - Józef Gajewski ..
~_*piipi na wygnaniu.. 21-06-2008 13:38
~em. ks. prof. zw. dr hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł 21-06-2008 13:53
Co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem. Po kilkudniowej niedyspozycji, spowodowanej zatruciem winem mszalnym (które – o zgrozo – mój ministrant niechcący wlał do mojego kieliszka w trakcie domowej wieczerzy), wracam do moich krótkich prelekcji, które – co potwierdzają liczne komentarze Jelonkowych Czytelników – bardzo spodobały się odbiorcom, niosąc treści zarówno ważne edukacyjnie, jak i przywracające naszym Czytelnikom nadzieję i optymizm w życiu. Teatr to ważny temat – wszyscy przecież wiemy, że realizuje się on nie tylko na scenie, ale także w naszym codziennym życiu. Gdy dziś zachodzimy do teatru, śledzimy sceniczne sytuacje, zachowania bohaterów ani nam w głowie, że uczestniczymy w jakimś rytuale... A przecież źródła teatru biją właśnie w starych obrzędach. W świcie, gdzie nie było tak mocnych rozgraniczeń na sacrum i profanum rodziła się forma — niegdyś związana z ceremoniami religijnymi — która ustawicznie się przekształcając i zatracając z czasem aspekty „świętości", wyewoluowała w końcu w coś, co zwiemy teatrem... Wiemy może, że stało się to w Grecji, ale przecież i Grecy byli czyimiś dziedzicami - Egipcjan, Sumerów, a zresztą teatr nie jest wyłącznie „wynalazkiem" naszego kręgu kulturowego, wszak długie tradycje teatralne mają Indie czy Japonia. I wszędzie teatr rodził się z obrzędu... Plemienne tańce „dzikich" w maskach, szamańskie obrzędy, igrzyska kreteńskie, uroczyste składanie ofiary na ołtarzu, tłumne procesje, chóralne pieśni, misteria — czy nie za dużo wrzuciliśmy „do jednego worka"? Czy uprawnione jest tak różne zjawiska kulturowe wymieniać jednym tchem, gdy przecież mówić mamy o narodzinach teatru? Oczywiście, można rzecz ująć standardowo i poprzestać na stwierdzeniu, że teatr, jaki go dzisiaj w Europie znamy, wywodzi się z religijnych uroczystości ku czci boga Dionizosa, i rzecz jasna — jest to prawda. Ale my do rzeczy zabierzemy się inaczej. Trzeba powiedzieć, że i kult religijny jest widowiskiem; i to nie tylko pod względem estetycznym — jako że posługuje się np. symboliką barwy,"rekwizytami" obrzędowymi, a także, w pewnym sensie, grą aktorską; ale i pod względem strukturalnym — gdy wziąć pod uwagę dramatyczny przebieg uroczystości z reguły odtwarzającej taki moment zachowany w micie, który jest dla wspólnoty fundamentalny. Mit przecież często dotyczy przełomowego zdarzenia z czasu przeszłego, które jest wciąż na nowo aktualizowane: czy będzie to np. akt założycielskiej ofiary, śmierć i zmartwychwstanie bóstwa, zmaganie sił kosmicznych chaosu i porządku. Czy zatem teatrjest nie tyle dziedzicem kultu w linii prostej, ale raczej jego „mutacją", zaś obydwa sięgają korzeniami w najgłębsze pokłady ludzkiej potrzeby ekspresji? Dość oczywiste wydaje się, że potrzeba ekspresji, czyli to c o się czuje poprzedza formę tej ekspresji, czyli j a k pokazuje się to, co się czuje. Ekspresja jest formą reakcji na świat, a ta zależy od tego jak ten świat jest postrzegany — i właśnie sposób odbioru świata wydaje się tą wspólną podstawą. A jeśli mamy mówić o najgłębszych zasobach ludzkiej kultury i świadomości, to powiedzmy tak: człowiek tak pilnie obserwował otaczający go świat, od którego zależało jego „być albo nie być", że nietrudno chyba było mu zauważyć pewien schemat powtarzalności w naturze: powtarzają się pory roku, fazy rozwoju żywych organizmów — trwa wielki spektakl życia w niepojętych cyklach życia i zamierania, ruchu i bezruchu, światła i ciemności, dnia i nocy. To nie przypadek, że w religijnej myśli znajdziemy mniej lub bardziej wyraźne ślady postrzegania świata jako g r y prowadzonej przez samego boga! Hindusi mówią, że to Brahma „gra w świat", a ta boska gra nazywa się lila; Chińczycy postrzegają świat jako pole gry między ing i jang... Czy to nie Szekspir mawiał, że świat jest teatrem? Być może właśnie ta prymarna intuicja doprowadziła do prób ujęcia w sposób dla ludzi czytelny tego wielkiego Dzieła — więc powstał mit i rytuał. A także wiele form, w których gra i pojedynek sił są uwydatnione (nasi przodkowie wszystkie te formy ekspresji traktowali na sposób „święty" - nie tylko dramat teatralny, ale i gry planszowe, zawody sportowe miały swe implikacje religijne: do tego przyjdzie nam jeszcze wrócić). A że przecież człowiek nie tylko obserwował, ale reagował na świat, będący mu domem, ale i bezdrożem, zrodziły się w nim emocje: strach lub zachwyt. I tym emocjom potrzebował dać w y r a z. Gdy po raz pierwszy wystukał stopami rytm w tańcu, gdy założył pierwszą maskę — poczuł może, że nie jest już igraszką chaosu, lecz bierze udział w g r z e sił napędzających świat, i że współtworzy porządek. Pytał niemej Siły coraz natarczywiej i wydawało mu się, że otrzymuje coraz więcej odpowiedzi; komplikował się mit i formy ekspresji — taniec, śpiew, muzyka. Może więc nasz „narząd" odbioru jest predysponowany do tego, by postrzegać scenę świata jako miejsce, gdzie toczy się pojedynek sił, które opanowują przestrzeń dzięki napięciu istniejącemu między nimi... A czyż to właśnie nie jest istotą dramatu? I człowiek czuł ten niepojęty dramat świata i swe uczucia u k a z a ł. Założył maskę, i choć wiedział, że udaje, jednocześnie stapiał się z tym, kogo maska miała przedstawiać. Zakreślił „świętą przestrzeń", by odgrodzić ją od zwykłego toku życia — i tam tańczył i śpiewał. Grał. Świętował. Budował kamienne kręgi i świątynie, by oddalić je od profanum. Malował ciało, wkładał inne niż zwykle szaty. Cały stawał się „inny". U końca tego procesu już świta teatr, kostium, rekwizyt, aktor. Wreszcie opracował kanony i konwencje ruchu „scenicznego" i dialogu. A jeśli wszyscy niemal antropolodzy kultury i teatrolodzy są zgodni co do tego, że nasz teatr wywodzi się z obrzędu ku czci Dionizosa, to dobrze będzie zapytać do jakiej grupy kultów ten obrzęd należał, bo przecież nie był izolowanym faktem kulturowym, lecz jednym z wielu form realizacji religijnych wierzeń — właściwych nie tylko Grekom! Centralnym punktem tych wierzeń były cykle wegetacyjne, płodność ziemi. Teatr grecki narodził się w Śródziemnomorzu, ale przecież teatr indyjski czy japoński wyrósł na podobnym podglebiu religijnym. Wydaje się więc, że „religie ziemi" są szczególnie predysponowane do tego, by wyłonić z siebie „grę teatralną". Dlaczego? Może dzięki bogatej szacie obrzędowej ? Ale, estetycznie rzecz ujmując, bogate i widowiskowe są też tańce plemienne. Nie może więc chodzić o cechę zewnętrzną, wizualną. Może problem tkwi w cesze wewnętrznej, strukturalnej? „Religie ziemi" wytworzyły pewne mityczne i kultowe konstrukcje mające obrazować cykle Natury, w dramatycznym skrócie mówiły o „mechanizmie świata" poprzez los bóstw, które umierały i zmartwychwstawały tak, jak żywa przyroda. Czy może być coś bardziej dramatycznego niż śmierć i powrót boga? Naszą wędrówkę po widowiskach boskiego dramatu, będących swego rodzaju „sakralnym parateatrem" rozpoczniemy od Sumeru i Egiptu, i przez Kretę, Indie i Japonię powrócimy do Grecji. Sumerowie jak wiadomo stworzyli potężną cywilizację, porównywalną z egipską. Mówimy o czasach III i II tys. p.n.e. — daleko więc jeszcze do greckich dionizjów, ale kto wie czy nie tu właśnie należy szukać ich korzeni. Powiedzieliśmy już o specjalnej dramaturgii boskich losów; powiedzmy teraz o specjalnych formach, w które je przyoblekano. Były to misteria. W Egipcie odprawiano misteria ku czci Ozyrysa (boga wegetacji i podziemia, zabitego przez swego brata, Seta) i Izydy. Odnaleziony tekst pt. „Pasje Ozyrysa" wskazuje, że miały one charakter parateatralnego przedstawienia — może więc mamy do czynienia z najstarszym swego rodzaju „scenopisem"! Ozyrysa grał aktor — „umierał" zabity jak on, a tłum płaczek zawodził rozpaczliwie. Odgrywano pogrzeb boga i zemstę na zabójcy. Najwcześniejszy opis dramatu pozostawił nam kapłan egipski Ichrenofert, który przedstawił go przed obliczem samego faraona (II tys. p.n.e.). Z kolei misteria frygijskie poświęcone były Kybeli i Attisowi, a miały swą kulminację 25 marca w święto Halaria, gdy odżywała przyroda i można było dać wyraz radości w maskaradach, pieśniach i tańcach. Sumeryjskim odpowiednikiem Kybeli i Attisa była Inanna i Dumuzi. W wielu misteriach umierający bóg wegetacji schodził do świata podziemnego, podczas gdy świat podsłoneczny pogrążał się w żałobie i bezruchu. Gdy odprawiano uroczystości misteryjne lud naprawdę rozpaczał, zanim nastąpił ten radosny dzień, gdy bóg (lub bogini) powracał do świata, a na kraj spłynąć miały dobre plony, dostatek i szczęście. Możemy sobie wyobrazić te wielkie procesje ciągnące za kapłanami i kapłankami, składanie ofiar, dym kadzideł, symboliczne znaki niesione przez króla lub arcykapłana, pieśni i recytacje. Ale nie trzeba nam opisywać obrzędów, chodzi raczej o uchwycenia pewnych ogólnych zgodności. Bez względu na różnice — obrzęd zawsze miał cechy przedstawienia dramatycznego, w którym nie było właściwie widzów; rytuał bowiem miał sprawić, by wszyscy wierni przenieśli się w stan jedności z sacrum, a nie tylko biernie obserwowali. Kto tu był aktorem, kto widzem? Tworzywem dramatycznym, „scenariuszem" był mit, „aktorem" był po pierwsze bóg, ale zastępował go król, kapłan, albo... posąg. Ale też — widz, uczestnik rytuału, udający płacz i radość. Co było sceną? Zikkurat, świątynia albo też droga procesyjna, via sacra. Kultom związanym z wegetacją roślin i płodnością nieobce były również tzw. rytuały „świętego wesela", gdy zaślubiny boskich osób miały aspekt wręcz stwórczy — dzięki ich aktowi seksualnemu „rodził się" na nowo świat. W Sumerze odtwarzając grę ubiegania się o rękę bogini Inanny przez boga-pasterza Dumuziego i boga-rolnika Enkimdu, recytowano tzw. pieśni balbale, służące prowadzeniu dysput i recytacji scenicznej. Mamy więc być może jakąś a...logię do dytyrambu greckiego! Niestety nie wiemy zbyt wiele o prawdziwym teatrze starożytnych Sumerów. Na nieco bardziej pewnym materiale możemy się oprzeć, badając formy „parateatralne" na Krecie. Tutaj najbardziej charakterystyczną (prócz innych działań sakralnych) wydaje się forma tajemniczych igrzysk, o których wiemy dzięki zachowanym freskom i przetworzonemu mitowi greckiemu. Igrzyska te polegały na swoistym pojedynku ludzi i dzikiego zwierzęcia — byka (kult byka kwitł zresztą nie tylko na Krecie). Wydaje się, że ta niezwykła drama miała obrazować dynamikę sił między dziką naturą wcieloną w byka (utożsamianego często z burzą i deszczem zapładniającym Boginię Ziemię) a poskramiającą ją Boginią „graną" przez młodych chłopców i dziewczęta. I tu rzecz ważna — na Krecie odkryto miejsce, gdzie te sakralne w istocie igrzyska mogły się odbywać: w zachodniej części kompleksu pałacowego w Knossos odnaleziono resztki budowli przypominającej amfiteatr, pierwszą w Europie „scenę"! Być może dramat sił uosobionych w Byku i Bogini nie był jedyną formą przedstawienia: czy koniecznie prawdziwy byk musiał „grać" w widowisku; te same siły mógł uosabiać człowiek w masce — masce przedstawiającej głowę byka. Czy nie przypomniał nam się w tym miejscu Minotaur? Nikt dziś nie wątpi, że mit o Minotaurze i labiryncie kryje w sobie podstawowe wątki specyficzne dla kultów misteryjnych: śmierć i odrodzenie, i... wtajemniczenie w ten podstawowy „mechanizm" świata. Musimy teraz powiedzieć, że podobny rdzeń religijny łączy kultury Śródziemnomorza i... kulturę z dalekich Indii zwaną harappańską (napisano już wiele o powiązaniach Sumeru i kultury protoindyjskiej). W związku z tym mniej pewnie zdziwi fakt znalezienia tam maski w kształcie głowy z rogami, a także rysunków na pieczęciach przedstawiających postaci ludzkie „frunące" ponad grzbietem potężnego byka! Czyżby więc i tutaj odbywały się igrzyska i misteria takie, jak np. na Krecie? Zapewne narodziny teatru indyjskiego także nie odbyły się bez inspiracji formami obrzędowymi; może nawet były to formy istniejące w cywilizacji harappańskiej datowanej na III i II tysiąclecie p.n.e. W każdym razie "Traktat o teatrze" przypisywany wieszczowi Bharacie traktuje teatr jako działanie w istocie sakralne mające służyć poznaniu prawdy i duchowemu przebudzeniu (jak praktyki jogiczne czy tantra). Ładunek emocjonalny i estetyczny wpisany w spektakl teatralny ma odsłonić niejako sens ludzkiej egzystencji „w ogóle". Ukształtowany już, klasyczny teatr indyjski nazywa się nataka (a komedia prakarana) i jest mocno uschematyzowany — a to dlatego, że nie jest jego zadaniem opowiadać o konkretnych ludziach i wydarzeniach, lecz poprzez nie — ukazać Całość. Teatr jako pewna ograniczona rzeczywistość sceniczna ma bowiem wskazać na tę pozasceniczną jako ją przewyższającą — po to, by uświadomić, że taka właśnie zależność istnieje pomiędzy rzeczywistością, którą uważamy za prawdziwą a tą Najwyższą Rzeczywistością. I tak jak widz ma uświadomić sobie, że aktor na scenie nie jest Ramą, lecz aktorem, tak uświadamia sobie, że sam jest aktorem „na scenie życia". Dlatego właśnie indyjscy aktorzy nie tyle „zlewają" się z graną postacią w jedno, lecz są świadomi każdego swego ruchu, gestu i słowa, mają więc dystans, kontrolę nad rolą, tak jak powinien ją mieć nad swoim życiem każdy „aktor życia". Ciekawy jest wątek boskiego pochodzenia teatru — podobno stworzył go sam Brahma, by ludzie mieli na czym skupić swe rozbiegane zmysły, a arkana nowej wiedzy przekazał rishiemu Bharacie. Tyle mit, zaś historycy uważają, że o początku indyjskiego teatru w sposób pewny można mówić, gdy pojawiły się przekazy pisane (a te pojawiły się wraz z buddyzmem), a więc od ok. połowy I tys. p.n.e. W tradycji klasyki indyjskiej mieści się znany w Europie słynny Kalidasa. Na południu Indii, w Kerali teatr w odziedziczonej formie przetrwał do dziś dzięki temu, że w swoim czasie znalazł schronienie za murami świątyń. Teatr nazywa się tam kutambalam czyli „świątynia gry" (!), zaś aktorzy zwani ćakjarowie są niezwykle szanowani. Widać zatem, że jeszcze wciąż utrzymuje się przeświadczenie, że teatr jest sakralny — poprzez swe boskie pochodzenie, czy związek z kultem. Podobnie jest ze słynnym japońskim teatrem no. Jego początków można szukać w obrzędzie kamigakari. Odprawiano go na pamiątkę zdarzenia, gdy bogini Ama-no Uzume-no Mikato tańczyła przed jaskinią (jaskinia jest tu zapewne transpozycją podziemia) chcąc, by na słoneczny świat powróciła z niej bogini Ama-no Iwato (najstarsze źródło z opisem tego obrzędu — kronika Kojiki pochodzi dopiero z 712 r.). Największe znaczenie w obrzędzie kamigakari ma fakt „uosobienia" — według wierzeń japońskich bóstwo kami nie ma własnego kształtu, aby więc mogło się objawić musi „wejść" w człowieka. Zapewne w obrzędzie był nim kapłan lub szaman, a potem, w teatrze — aktor. Największy teoretyk teatru no Motokiyo Kanze uznaje ten obrzęd za początek jego historii. Pisze również, że celem widowiska jest zapewnienie szczęścia ludziom i pomyślności na świecie. Cóż za niezwykła wiara w moc teatru! Podobnie jak w indyjskim teatrze również i tu w aktorskiej grze liczyło się oddanie przez aktora pewnego typu postaci, cech ogólnych, a nie charakterystycznych (jak to dzieje się w naszym współczesnym teatrze, w którym ceni się aktora tym bardziej, im bardziej ukaże niepowtarzalny charakter postaci, a nie jej typowość). Aktor no był związany swego rodzaju kodeksem, który musiał przestrzegać w życiu prywatnym — był więc jakby „mnichem" sztuki.O wypracowanych na Wschodzie formach teatralnych wiele można by jeszcze powiedzieć — wspomnijmy tylko o znanym pewnie teatrze kabuki czy bunraku, czy też o teatrze lalek na wyspie Jawa. Skoro już mowa o teatrze lalek (który niesłusznie kojarzy nam się wyłącznie z dziecięcą widownią) - on również sięga korzeniami dawnych czasach, gdy obrzęd niepodzielnie rządził wyobraźnią. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu przypomnieć, że role bóstwa nie zawsze grał kapłan lub król — czasem boga zastępował w obrzędzie jego posąg (traktowany jak osoba — ubierano go, malowano, myto i obnoszono w procesjach). Posąg, figurka, czyli — lalka... Tam gdzie rej wodziła postać w masce — narodził się teatr dramatyczny; tam gdzie drewniana figura boga — teatr lalek. To tylko hipoteza, ale ... Tymczasem wróćmy już do Hellady. Wiemy, że współczesny teatr europejski dziedziczy stare tradycje klasycznego teatru greckiego (a ten - jeszcze starsze), a nazwisk Ajschylosa, Eurypidesa czy Sofoklesa nie trzeba nikomu przypominać. Badacze teatru i dramatu zgodnie twierdzą, że najstarsze formy tragiczne i komiczne greckich przedstawień pochodzą od obrzędów dionizyjskich, wskazując na pieśń obrzędową zwaną dytyrambem jako na element, który przyczynił się do powstania pierwocin struktury dramatycznej. Ku czci Dionizosa odprawiano tzw. Wielkie Dionizje, które przypadały na okres równonocy wiosennej oraz tzw. Małe Dionizje przypadające na jesień i mające cechy święta winobrania. Te pierwsze były wzorem dla greckiej tragedii, drugie — dla komedii (nazwa „komedia" wywodzi się od komos, pieśni wtedy śpiewanej). Początki greckiego teatru sięgają więc VI w. p.n.e., gdy w czasie Wielkich Dionizjów zaczęto organizować „przeglądy" sztuk przedstawianych przez autorów po kolei w ramach konkursu ku czci boga wina. Sam zaś „dialog dionizyjski" rozpisany był na głosy między tzw. koryfeusza (czyli kogoś w rodzaju przewodnika obrzędu) i chór, „odgrywający" rolę orszaku Dionizosa, w którym, jak zapewne wiemy, niebagatelną rolę pełniły dziwaczne postaci satyrów o kozim wyglądzie - takie też przebranie nosili potem aktorzy. Co do dytyrambu, to Arystoteles pisze, że zrodził się u plemion doryckich na Peloponezie, gdzie kwitł kult związany z osobą dzikiego boga wina i urodzaju. Za twórcę literackiej formy dytyrambu uważa się poetę żyjącego na wyspie Lesbos, Ariona. Ale prawdopodobnie dytyramb pierwotnie oznaczał „taniec". Związek tańca z obrzędem nie ulega wątpliwości. Tańczono w świętych kręgach albo wokół świątyń: jak młode dziewczęta z koszami na głowie tańczące wokół sanktuarium Artemis w Kariai, uwiecznione w rzeźbie jako kariatydy. Tańcem przekazywano uczucia, „opowiadano" i oddawano część. Tańczono przy wtórze nie tylko instrumentów, ale i pieśni. I właśnie pieśni — na przemian podejmowane przez dwie strony np. chłopców i dziewczęta w obrzędach płodności — stały się wzorem żywego słowa dla poezji i dramatu. Ale dionizje, szczególnie zasłużone dla dziejów teatru, nie były jedynymi przedstawieniami sakralnymi w Grecji. Słynne misteria w Eleuzis to inne z nich. Związane były z historią bogini Demeter (bogini zboża i urodzaju) i jej córki Kory porwanej do podziemnego świata. Obrzęd odbywał się w tzw. telesterionie, a była to budowla ogromna, mogąca pomieścić ok. 3000 widzów, coś między teatrem a świątynią. Nawiasem mówiąc misteria te musiał znać Ajschylos, tu bowiem urodził się i jakiś czas mieszkał. Także ku czci Apolla odprawiano wielkie obrzędy. Odkryto sanktuarium tego boga wraz z amfiteatrem. Największy jednak kompleks amfiteatralny odkryto na wybrzeżu Argolidy w Epidauros — był poświęcony Asklepiosowi (synowi Apolla) i mieścił... 14 tys. osób (VI w. p.n.e.). Mimo „zeświecczenia" widowisko wciąż miało znaczenie daleko ważniejsze niż rozrywkowe. Arystoteles mówi o katartycznej roli dramatu — widz przeżywszy historię ze sceny, doznać miał oczyszczenia wewnętrznego. Ale zapytajmy z pozoru naiwnie: dlaczego w ogóle teatr oddzielił się od „bożej historii"? Może wszędzie w tzw. wysokich kulturach, gdy aspekt widowiskowości przeważył nad treścią obrzędu (zapewne coraz mniej rozumianego) — powstawał teatr. Może w teatrze poruszano problemy, które w kulcie nie znalazły rozwiązania, a były zagadnieniami pierwszorzędnymi dla życia człowieka. Właśnie — człowieka, nie bóstwa. Nowatorstwo Greków, które okazało się tak brzemienne w skutki, polegało na tym, że dramat przedstawiany na scenach stopniowo oddzielał się od historii boga i zajął się losem człowieka. Jeśli zważymy, że nieprzypadkowo działo się to ok. V w. p.n.e., gdy posokratejska filozofia grecka zaczął interesować się człowiekiem jako indywiduum, jako osoby — to dostrzeżemy wyraźny związek myśli filozoficznej z narodzinami teatru. To dlatego Grekom zawdzięczamy specyfikę naszego teatru, mimo podobnych źródeł — tak różnego od teatrów wschodnich. Teatr stał się więc sposobem obrazowania sytuacji człowieka, przedstawieniem życia. Ale przecież nie był życiem samym — był więc grą. Gra to jakby nadbudowane piętro nad rzeczywistością, to sposób jej zinterpretowania, to „skrót", kondensacja jakiejś „prawdy". Jest jeszcze coś — pojęcie, które teraz wprowadzimy: napięcie. Mówi się wszak o napięciu dramatycznym! A jest to taki stan dynamiki, który tkwi — jak to już powiedzieliśmy -u podstaw naszego sposobu odbioru świata. „Dramatem" więc jest nie utwór literacki, jak sądzimy w pierwszym odruchu, ale istota Świata i Życia! Starożytni ten „dramat świata", odzwierciedlali nie tylko w formie religijnej, którą my zwykliśmy zwać obrzędem. Swego rodzaju obrzędem dramatycznym, pełnym napięcia były także igrzyska sportowe, czyli turnieje sprawności (igrzyska olimpijskie w Grecji zawsze miały kontekst sakralny , a nie czysto sportowy), a nawet gry planszowe np. szachy. Niebywałe, ale „szachownice" odnaleziono i w Sumerze, i na Krecie, i w Mohendżo Daro! Plansze były polem, na którym toczyła się rozgrywka sił sakralnych zróżnicowanych za pomocą barw. Inną formą dramatycznej gry były... turnieje zagadek. Czy pamiętamy postać sfinksa występującą w micie o Edypie albo posąg sfinksa przy piramidach w Egipcie? Czyżby sfinks — wszak uosobienie zagadkowości — był w istocie stworem sakralnym? Zagadka jest wszak rodzajem pojedynku. Właśnie turnieje zagadek, konkursy pieśni, igrzyska sportowe towarzyszyły greckim świętom religijnym — a wszystkie mają tę samą strukturę odbijającą, jak zapewne wierzono, strukturę świata. Tak było i z dramatem. Bo dramat teatralny to nie tylko, nawet nie przede wszystkim, opowieść o czymś — Grecy znali sztukę epiczną, a jednak nie z opowiadania wyłoniła się tragedia. Dlaczego? „Winna" jest właśnie struktura. Epickie opowieści greckich aojdów nie mogły nieść takiej dawki napięcia dramatycznego - wszak tylko jeden człowiek opowiadał tu całość historii. Dramat to oczywiście forma artystyczna, sztuka. Sztuka jest, co wynika z nazwy, czymś nie-naturalnym, sztucznym. Właśnie! Człowiek od wieków starał się przydać „inności" każdej uroczystości: przebierał się, nakładał maski, malował tatuaże, wykonywał ruchy inne niż zwyczajnie — więc tańczył; nie mówił, lecz śpiewał; wyznaczał święte przestrzenie architektoniczne. Taniec i rytualna celebracja podarowały sztuce g e s t; pieśń (rozpisana na głosy) — s ł o w o dialogiczne; obrzędowe przedmioty liturgii — r e k w i z y t; święte przestrzenie — s c e n o g r a f i ę. Ta inność, „sztuczność" jest wspólna dla sacrum i dla artyzmu. Co nam zostało z poczucia sakralności teatru? Teatr to nadal budynek wyodrębniony z całości miasta, czy zatem zanim wkroczymy po schodach, przez kuluary na widownię nie będziemy już trochę w „innym" świecie? Ale to jednak nie wszystko... Nasze spektakle są tak dalekie od nastroju sacrum, jak to tylko możliwe. Czy dlatego co jakiś czas zjawiają się reformatorzy, którzy buntując się przeciwko repertuarowemu teatrowi, budują własny, zbliżający się do tajemnicy Pierwszego Teatru? Przypomnijmy sobie Jerzego Grotowskiego... Jeśli zakwiczałem, to dlatego, że do powiedzenia to miałem.
piipi 21-06-2008 15:41
...do - [~ks.~prof.zw.dr.hab.~inz.arch.~dr.med.Walenty Kwiczol..]..~takie wino nalezy pic,ale z umiarem !!.~Walenty,wiem masz kaca i cierpisz !!.~ Potrzebujesz teraz odpoczynku,a takze mleka od krowy...~Fajnie,ze jestes.
~Edek 21-06-2008 16:20
Krytyka, krytyka, krytyka...Nikt jeszcze tego nie widział, ale już zjechane z góry na dół i bez dania szansy ludziom, którzy poświęcili wolny czas i tremę przed występem na scenie...
~em. ks. prof. zw. dr hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł 21-06-2008 17:11
Do Szanownej Czytelniczki Jelonki (w wydaniu internetowym), Pani Piipi: Uprzejmie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem, jak napisała Pani w swoim komentarzu, [~ks.~prof.zw.dr.hab.~inz.arch.~dr.med.Walenty Kwiczol..], ale [em. ks. prof. zw. dr hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł]. Z pozdrowieniem, [em. ks. prof. zw. dr hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł].
~Premier RP, Donald Tusk 21-06-2008 17:47
Szanowni Państwo! Poszukując na stronach internetowych sprawozdania z ostatnich obrad Sejmu (w których - za względu na ważne sprawy wagi państwowej - nie mogłem uczestniczyć), przez przypadek natknąłem się na tę właśnie stronę Waszego forum. Bardzo zainteresował mnie artykuł o wystawieniu znanej sztuki A. Fredry "Zemsta", a to przez fakt, że również w głównej siedzibie mojej partii, Platformy Obywatelskiej, brakuje windy i od jakiegoś czasu zastanawiamy się, w jaki sposób zdobyć fundusze na wyposażenie budynku w te właśnie urządzenie, bez którego coraz trudniej jest się nam obyć. Pomysł z przedstawieniem teatralnym, w którym w przebraniu wystąpiłyby najbardziej znane osoby z mojej partii, uważam za wart rozważenia. W tym miejscu chciałbym przy okazji skierować do użytkowników tego forum pytanie, jaką sztukę teatralną uważaliby za najbardziej waściwą do tego celu. Wszystkie propozycje rozważymy. Na końcu życzę zarówno czytelnikom Jelonki, jak i Szanownej Redakcji, wielu następnych tak interesujących artykułów na Waszych stronach, a także nie mniej ciekawych komentarzy. Jako premier naszego wspólnego kraju pragnę wyrazić swój podziw, że mieszkańcy Jeleniej Góry wykazują się świadomością społeczną na tak dużym poziomie i nie są im obojętne sprawy własnego miasta. Takich mieszkańców życzyłbym również innym polskim miastom. Z pozdrowieniami: Prezes Rady Ministrów RP, Donald Tusk.
~piku-piku 21-06-2008 20:19
WSZYSCY RODACY CZYTAJA JELONKE HURRAAAA
~do Pana Premiera 21-06-2008 20:32
"Jak rozpetalem II Wojne Swiatowa" - Pana Premiera widze oczywiscie w roli glownej - Franek Dolas;-)
piipi 21-06-2008 20:39
..do - [~em.ks.prof.zw.dr.hab.inz.arch.lek.med Walenty Kwiczol..].. ~~te chmurki,to tylko sympatia do ciebie..przepraszam Pana.~Z pozdrowieniami ..tylko Piipi.
~ona 21-06-2008 20:56
piipi 21-06-2008 22:24
....~CUDOWNIE,ze jestesmy przez Pana Premiera obserwowani.!!. ~Jelonkowicze,..NIE jestesmy sami.~Pozdrawiam Pana Premiera,jak wiatr karkonoski dobry,uprzejmy i gietki i usmiecham sie tylko do P.O,bo jest mi przy Was dobrze..jak w niebie.~*piipi.
~AsienQa 21-06-2008 22:26
Byłam na tym przedstawieniu i było cudowne. Mogłabym isc na jeszcze setki razy. Gratuluje takiego pomysłu.
~STTOP 21-06-2008 22:31
A ja właśnie wrócilem z tego spektaklu i musze powiedzieć że pomimo tego że ci nasi włodarze żądzą każdy z nas wie jak, to przedstawienie był pierwsza klasa naprawdę polecam wszystkim można sie nieźle ubawić.
~jelo do Walentego K 21-06-2008 22:36
Kończ Pan, wstydu oszczędz - takie wykłady to nie tu.
~obywatel 22-06-2008 0:02
Były prezydent by nawet tekstu pewnie nie zapamiętał. Brawo. Dla mnie bomba.
~do sttop 22-06-2008 10:47
po twojej pisowni mozna sadzic, zes prawdziwy znawca sztuki...
~TG 22-06-2008 11:26
Ci którzy krytyką się zajmuja nie maja pojęcia jak cel temu przyświecał, pomoc zapoczatkowanie działań mających na celu przybliżenie kultury ludzim niepełnosprawnym przykutych do wózka. Ci ludzie poświęcili swój prywatny czas kilkadziesiat godzin prób, czytania, przezwyciężenie tremy i stresu aby wystąpić przed tak wielka publicznością. To była zabawa w teatr aby pomóc, dołozyć małą cegiełke do słusznego celu. Ja składam wielkie gratulacje tym którzy sie odważyli, a w szczególności Pani Małgorzacie która zagrała Klarę i rewelacyjnej postaci Perełki z Janowic Wielkich. Fak tylko że autorzy tekstu zapomnieli wspomnieć o osobach niepełnosprawnych........................to duże fopa...TG
~_rymcycymcy___ 22-06-2008 13:07
Panie Premierze, a może "Przygody Kaczora Donalda" albo "Donald i Spółka"? Tylko problem, kto zagrałby głównego bohatera - czy Kaczor, czy Donald?
~gosiek. 22-06-2008 13:22
Przedstawienie było świetne:) Kto nie był, niech żałuje!
~~Patol 22-06-2008 13:44
ja bym proponował "Kaczka Dziwaczka". i nie tyle sztuke teatralna co kabaret..
~_rymcycymcy___ 22-06-2008 14:17
Tego posta z 13:07 NIE JA PISAŁEM!!!. To znowu jakiś OSZUST, który tym razem podszywa się pode mnie!! Jak się gnido nie odczepisz, to porozmawiamy inaczej. Znajdź sobie swojego nicka i nie rób zamieszania na forum, bo ja nie pozwolę, żeby jakiś pajac wkładał w moje usta to, czego nie powiedziałem!!!
~ 22-06-2008 14:52
Do ~TG - Szanowny Panie/i - nie każdy cel uświęca srodki. A jak słusznie zuważyłeś, autorzy tekstu zapomnieli wspomnieć o osobach niepełnosprawnych !! Rzeczywiście to duże FO-PA !!! Ale czy o niepełnosprawnych , lub o windę tu chodziło ???? Gdybys czytał mój wpis z 12.55 - to uświadomiłbyś sobie, że z tego windy nie będzie !!!! Naśmieszniejsze dla mnie jest to, że Premier /Mojego Kraju/, też to kupił !! A ja myślałem, że on się wpisuje po to, żeby do tego /szlachetnego skondinąd/, celu - dołożyć np. ze 100,- tyś. z rezerwy budżetowaej. Ale - gdzież tam. Panu Premierowi spodobał się pomysł na promocje ważnych ludzi z PO !!! Przecież wiadomo, że każda partia /która przekroczy tzw. próg/, jest uprawniona do milionowych dotacji, z budżetu. Więć gdyby mniej wydał na promocję i reklamę, to taką WINDĘ w siedzibie PO, zainstalowano by bez problemu. No tak - ale nie o niepełnosprawnych /jak zwykle/, tu chodzi a o miliony wyborców do pozyskania. Niepełnosprawni /jak zwykle/, są tu środkiem do celu !! Dotyczy to nie tylko PO , ale każdej znanej mi partii !!!! Drodzy niepełnosprawni - nie dajcie się wreszcie zwariować i naprawdę weżcie swoje sprawy w swoje ręce . Jak ??? W nastepnych wyborach nie głosujcie na nich - tylko na swoich !!!
~fan komuny z kowar 22-06-2008 15:32
Panie Premierze, a czy za nasze propozycje możemy liczyć na Pana poparcie w sprawie obwodnicy południowej?
~Rumcajs 22-06-2008 15:42
"Przygody Rozbójnika Rumcajsa", inaczej być nie może. A główną rolę zagram ja, rzecz jasna, he, he, he...
~do Piipi 22-06-2008 16:14
~do rymcycymcego 22-06-2008 18:27
nie wypieraj się stary, glupoty wypisujesz na forum i tyle. niedlugo dolaczysz do piipi, a raczej tam, gdzie powinna byc i ona. a jak nie podoba ci się coś to nie ściemniaj, tylko zamknij gebę i siedź cicho!!!
~TG 22-06-2008 19:10
Szanowny koloego nie wiem czy zauwazyłej ale to Sejmik Osób Niepełnosprawnych wziął całe przedsięwzięcie w swoje ręce, równiez pomysł jest, samorządowcy raczej nie zebrali się by w takim składzie i z własnej woli podjeli się takiemu zadaniu. A co do partii nie doszukiwał bym się az takich ideologii, pomysłodawcy doszli do wniosku że należy wykorzystać osoby będące u wałdzy i chwał im za to....czy to PO czy PiS czy PSL............. teraz jest Po za 2 lata będzie ktoś inny i wówczas zrobimy np "wesele".............:-)
~moze... 22-06-2008 20:50
cztery wesela i pogrzeb?
~rymcycymcycymcyrymcy 22-06-2008 22:20
piipi 23-06-2008 0:01
..do - [~postu z godz.14:07..]..~Rymcycymcy jest GENTLEMEN i on juz inaczej mysli !!.
piipi 23-06-2008 0:10
...jeszcze raz Piipi.~Powtarzam on jest GENTLEMAN !!.
~piipi. 23-06-2008 0:16
..do ~Forumowiczów.. Wy się kłócicie...wyzywacie... glupie komentarze piszecie.~A Pan Premier czyta... A później dziwicie się, że nie ma pieniążków na obwodnicę południową.~dobranioc. Wasza piipi.
~Mocherowa 23-06-2008 0:36
Panie Premierze, a może po prostu zaprosić kabaret Kaczka Pchnięta Nożem? I Pana Prezydenta z bratem do loży honorowej...
~do piipi 23-06-2008 20:55
~do wszystkich 28-06-2008 0:36
mieszkańcy naszego miasta krytykują wszystko,co by sie nie działo.A jakby się nic nie działo też by krytykowali.Czy teatr-żle,czy sport żle czy nowe inwestycje żle o co Wam chodzi,bo już się pogubiłam!!A co wy robicie poza kliknięciem myszki,co Wam miasto zafunduje,to i tak wam się nie podoba.Podróżuję b.czesto po Polsce i czytam różne fora z innych miast i nigdy nie spotkałam się z taką krytyką wszystkiego!!!Wy z założenia krytykujecie wszystko.Proponuję więcej optymizmu i kultury
~tutek do krytyków 28-06-2008 15:42
A cóż oni innego potrafią robić, wciąż ci sami ludzie, te same ksywki, ten sam prostacki styl pisania, obok stanowiska z komputerem porozrzucane opakowania po chipsach, puste puszki od piwa, słoiki do których załatwiają swoje potrzeby, siedzą 24 godz. na dobę, bez mycia, jakiejkolwiek higieny osobistej, śpią tylko po kilkanaście minut, nad nimi już muchy krążą ( a nikogo nie trzeba uświadamiać, do czego muchy najchętniej lecą). Mózg już zlasowany, skurczony, niezdolny do myślenia. Gdzież im, zatem, do teatru. Droga daleka a nawet niemożliwa. Bo któż wpuściłby taki motłoch? Wiem doskonale, że żaden z tego elementu nie był na wyżej opisywanej sztuce. Nikt z nich nie dołożył nawet minimalnej kwoty za bilet, nie był, bo i tak niezrozumiałby istoty sprawy, a o zrozumieniu sztuki już nawet nie wspomnę. Chyba jeszcze los ich ciężko nie doświadczył i nie wiedzą, jakim problemem jest poruszanie się o wózku. Tyle tylko, że że życie pisze różne, czasami bardzo przykre scenariusze. Zatem piszcie dalej te idiotyzmy, jest pewność, że od tego długiego siedzenia przy klawiaturze, zgniją wam stawy i zanikną mięśnie - i posadzą was wreszcie na wózek. Wówczas zapraszamy do teatru, tam już będzie winda przygotowana właśnie dla was.
~ 29-06-2008 15:57
... a windę w tetrze i tak wybudujemy! Czyli karawana jedzie dalej.Wznowienie spektaklu we wrześniu w teatrze zdrojowym,o ile te obrzydliwe komentarze zazdrośników nie zniechęcą aktorów.Stanisław Schubert.
~tutek 29-06-2008 19:17
Brawo Panie Stanisławie, trzeba nam brnąć do przodu. Zazdrośnicy, jak wspomniałem wyżej, potrafią tylko krytykować, a prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Nich sobie piszą, niech wylewają te bezsensowne pomyje, nas nic nie zrazi i chętnie wystąpimy po raz wtóry, dla idei, dla dobra sprawy, dla wszystkich niepełnosprawnych.
~es 30-06-2008 23:12
wcale nie trzeba wyróżniac niepełnosprawnych aktorów ,,Zemsty,,.Zgłosili się do spektaklu sami,grali tak jak inni i za tę grę, a nie za niepełnosprawnośc dostawali brawa.Na tym właśnie polega równośc szans. W tetrze brakuje do tych szans windy i jak rozumiem o nią idzie bój.Pan Gajewski nie sądzi chyba,że z biletów uzbiera się na windę.W ten sposób zaakcentowano potrzebę co wsparł komplet widzów-Jeleniogórzan.O resztę trzeba sięgnąc do budżetów.Refleksja p.Gajewskiego o kilku twarzach radnych jest smutna.Zemsta była dobrą zabawą i o to chodziło.
~do tutek 1-07-2008 21:32
"prawdziwa cnota krytyki się nie boi"...? To czemu Pan Schubert sie boi...? .

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group