Sobota, 15 sierpnia
Imieniny: Marii, Napoleona
Czytających: 2305
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Po prostu farsa, czyli „Single i remiksy” w Karpaczu

Wiadomości: Region
Niedziela, 18 sierpnia 2013, 10:28
Aktualizacja: 10:30
Autor: Elster
Fot. AM
Wczoraj (17 sierpnia, sobota) w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu wystawiona została farsa „Single i remiksy” pióra Marcina Szczygielskiego, w reżyserii Olafa Lubaszenki. Niezaprzeczalnie mocnym punktem tego spektaklu, firmowanego przez Agencję Aktorsko–Artystyczną BERG, okazała się obsada podyktowana serialową popularnością. Pomysłodawcą i koordynatorem wydarzenia jest firma EMY.

Singli wokół nas jest coraz więcej. Według socjologów to znak czasu. Fakt ten nie wzbudza już takich emocji. Niegdyś 30-latka bez męża uchodziła za starą pannę, dziś mało kto o niej tak powie. Przy wzbudzonej dyskusji wokół dorosłych kobiet i mężczyzn, którzy żyją sami z wyboru, „Single i remiksy” są tylko pretekstem do opowiedzenia o pewnym micie, że dla singla najważniejsza jest kariera (praca), pieniądze i życiowa satysfakcja. Bo, jak wynika z przeprowadzonych dokładnych badań statystycznych, ważniejsze od pracy zawodowej dla singli okazały się: kontakty z przyjaciółmi, małżeństwo i rodzicielstwo. Singiel z wyboru rozważa więc poważny związek i założenie rodziny, pod warunkiem, że spotka odpowiednią osobę.

Szczygielski podejmując współczesną tematykę singli, przy okazji próbuje skonfrontować także rzeczywistość z wyobrażeniami o Indiach. Spektakl nawiązuje do sytuacji w Indiach jako o silnej, dynamicznej i szybko rozwijającej się gospodarce, która integruje się coraz bardziej z gospodarką światową. Autor „Singli i remiksów” całkiem trafnie zwrócił uwagę, że najsilniejszym atutem gospodarki Indii jest z pewnością koncepcja rodziny indyjskiej, wypracowywana od wieków, która doskonale sprawdza się we współczesnym świecie, w firmach pozwala na osiągniecie efektywnego zarządzania i długookresowego planowania.

Akcję osadzono w filii międzynarodowej korporacji wydawniczej, kierowanej przez niemiecką firmę w Hamburgu. Magazyn „Singiel w wielkim mieście” przeznaczony jest dla ludzi wolnych i niezależnych. W świecie, gdzie szansę mają tylko single a bycie w związku małżeńskim może zrujnować karierę, nie ma czasu na pobłażliwość. Machina tego przedsiębiorstwa jest potężna i wielka.

W redakcji rządzi Magda Gorzelak (w tej roli Weronika Książkiewicz). Surowa pani prezes jest zdeklarowaną singielką, a swoje życie podporządkuje karierze zawodowej. Swych pracowników trzyma żelazną ręką, wymaga od nich zaangażowania, całkowitego poświęcenia własnego dobra, pasji i dyspozycyjności. Uważa, że „singiel to najlepszy utwór na płycie”. Niechętnie odnosi się do koncepcji małżeństwa, a bycie matką uważa za coś przerażającego. Funkcję szefa ds. reklamy i marketingu korporacji pełni cierpiący na psychosomatyczne objawy astmy Sebastian (Wojciech Medyński), nieco lękliwy członek zarządu korporacji i bezpośredni współpracownik Magdy. Wydawcą magazynu jest z kolei sumienna i całkowicie oddana firmie Aśka (Anna Mucha), która nie kryje swojej niechęci do szefowej wyrażając to w sarkastycznych uwagach. Któregoś pięknego dnia wydawnictwo zostaje przejęte przez dużo większą indyjską firmę. Jej właściciel zmienia charakter wydawnictwa kierowanego przez Magdę. Prezesi decydują się na charakter prorodzinny. Do polskiej korporacji przyjeżdża kontroler umiejętności członków zarządu Nirek (Lesław Żurek), a właściwie Mirek (Nirek w języku hindi oznacza przełożonego), który ma zostać nowym przełożonym firmy. Konsultant z Indii okazuje się być Polakiem i zapalonym fanem piłki nożnej.

Reżyser Olaf Lubaszenko ani przez chwilę nie udaje, że chodziło mu przede wszystkim o dostarczenie widzom bezpretensjonalnej rozrywki. A biorąc pod uwagę ciepłe przyjęcie przez widzów, idzie tu przede wszystkim o dobrą zabawę. Publiczność często się śmieje, więc cel został zrealizowany. Weronika Książkiewicz umiejętnie wplątuje w komediowy żywioł nutkę groteski. Jej bohaterka w stylu bizneswoman, choć jest bardziej wykrzyczana niż zagrana i prowadzona prawie cały czas na jednej emocji, czyni reprezentantkę pokolenia 30-latków, pozostawionych samym sobie i – w samoobronie - chowających się pod maską egocentryzmu. Zabawna jest Anna Mucha. W konwencji farsy dobrze odnajduje się Wojciech Medyński, który – o dziwo! - szczególnie tu błyszczy talentem komediowym (tylko nie wiedzieć czemu w zdanie wrzuca słówko-przecinek na „k” i nie jest to bynajmniej „kultura”). Konsekwentnie prowadzi swą rolę Lesław Żurek. Nie sili się na patos i gra zupełnie naturalnie. Nieskomplikowana plastyczna koncepcja scenografii Wojciecha Stefaniaka spełnia wymogi sytuacyjne. Nastrój współtworzy także dobrana ilustracja muzyczna.

Do zakupu biletów na spektakl zachęciły zapewne nazwiska aktorów. Telewidzowie spędzający dużo czasu przed szklanym ekranem chcieli zobaczyć „na żywo” twarze znane z oper mydlanych czy programów rozrywkowych typu „Taniec z gwiazdami” (oprócz Lesława Żurka, cała pozostała trójka aktorów brała udział w tym popularnym show) i najzwyczajniej pośmiać się. Czy można stawiać to jako zarzut? Oczywiście, że nie. Jednak widz poszukujący bardziej teatralnych wrażeń może być lekko rozczarowany, zamiast prawdziwego życia - banały rodem z sitcomów.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (4) Dodaj komentarz

~oko 18-08-2013 19:14
I pewnie recenzja lepsza niż to badziewie w Gołębiu.
~Iwoncien 18-08-2013 20:33
no i dokładnie tak jest-recenzja dużo leeepsza:)
~superstar 19-08-2013 8:54
Hotel Gołębiewski... wiadomo - od tragedii do farsy jak mawiał filozof
~oko 19-08-2013 9:29
Zaczęło się od greckiej tragedii, a kończy na farsie? Może i tak. Ale każdą tragedię można obrócić w farsę.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group