Piątek, 14 maja
Imieniny: Justyny, Macieja
Czytających: 2373
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

REGION: Piłeś? (Nie) zjeżdżaj!

Niedziela, 18 stycznia 2009, 8:26
Aktualizacja: 23:26
Autor: Ania
REGION: Piłeś? (Nie) zjeżdżaj!
Fot. ....
Na narciarzy, którzy dla kurażu i rozgrzewki popijają na stokach trunki, nie czekają srogie kary, tak jak na pijanych kierowców. Tymczasem amatorzy białego szaleństwa z promilami są równie niebezpieczni jak piraci drogowi za kółkiem. Nie ma praktycznie żadnych możliwości represji wobec nich.

Zaczęły się ferie zimowe, a wraz z nimi szczyt sezonu narciarskiego. Sprzyja pogoda. Narciarzy na pewno nie zabraknie nie tylko na popularnych stokach w karkonoskich kurortach, ale i na osiedlowych górkach. Wśród dorosłych amatorów zjazdów niewielu jest jednak abstynentów. A zjeżdżanie ze stoku po kilku głębszych lub paru grzańcach z termosu to u nas rzecz normalna.

Tę sytuację chcą zmienić parlamentarzyści zmieniając prawo tak, aby skutki picia wódki uderzyły po kieszeni amatorów ślizgu na dwóch gazach. Gdyby takie prawo weszło w życie, Polska byłaby jedynym krajem z ustawowym zakazem szusowania po kielichu. Zdaniem komendanta głównego policji insp. gen. Andrzeja Matejuka, taki zakaz byłby bardzo trudny do egzekucji. Zwłaszcza jeśli nietrzeźwy narciarz zachowywałby się poprawnie i nie byłby sprawcą żadnej górskiej kolizji. Polskie Radio Wrocław ogłosiło nawet internetowy sondaż, w którym zapytano o zdanie zainteresowanych. Tu 33 procent respondentów jest przeciw zakazowi. Propozycję poparło 25 procent.

Największy problem na stokach stanowią pijani narciarze, którzy często nie zdają sobie sprawy, jakie skutki może wywołać jazda w takim właśnie stanie. – Muszą jednak liczyć się z tym, że nie zostaną wpuszczeni na wyciąg – alarmuje ich obsługa.

W regulaminach stoku znajdują się także zapisy, że pijani narciarze nie mogą korzystać z wyciągu i nartostrady. W ten sposób właściciele obiektów zabezpieczają się przed ewentualnymi kłopotami związanymi ze szaleńcami upojonymi alkoholem. W razie wypadku, spowodowanego przez nietrzeźwego narciarza, również właściciele mogą być pociągnięci do odpowiedzialności.

– Narciarzy po alkoholu nie wpuszczamy na wyciąg, o czym również mówi regulamin stoku. Jeżeli któryś z nich napije się już na górze, musi zdawać sobie sprawę z tego, że sam odpowiada za swoje zachowanie – mówi Jan Dębkowski, szef eksploatacji i zastępca dyrektora ds. technicznych, w firmie Sudety Lift, która jest właścicielem stoku Szrenica w Szklarskiej Porębie.

Sami narciarze bagatelizują problem. – Uważam, że nie powinno robić się afery, jeżeli ktoś wypije jedno piwo i zacznie zjeżdżać na nartach, ale każdy powinien też wiedzieć na ile może sobie pozwolić i jeżeli po jednym piwie kręci mu się w głowie, najlepiej żeby przynajmniej przez godzinę dał sobie spokój z jazdą. Problem stanowią głównie osoby, które piją na umór i w pewnym momencie nie są świadome tego, że stwarzają niebezpieczeństwo, bo ich koordynacja ruchowa jest spowolniona i nie są w stanie odpowiednio szybko zareagować, podobnie zresztą jak z pianymi kierowcami. – mówi Rafał Wrona, turysta z Poznania.

Narciarze z promilami mają o tyle komfortową sytuację, że – o ile jeżdżą spokojnie, nie wyruszają na nartach w miejsca, w których uprawianie tego sportu jest zabronione – nie muszą obawiać się o karę, bo prawo nie reguluje tej kwestii. Nawet kiedy spowodują wypadek, fakt, że jechali po pijanemu bywa mało znaczącą okolicznością.
Kto wybiera się na narty i nie zamierza zrezygnować z grzańca lub łyku brandy z piersiówki, powinien zdawać sobie sprawę ze skutków jazdy nawet po niewielkiej ilości alkoholu. Na stoku narciarz osiąga czasem sporą prędkość. Nie jest niczym chroniony. Pędzący niczym bolid stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia innych. Chwila nieuwagi może kosztować bardzo wiele: trwałe kalectwo lub śmierć.

Aż 47 razy w okresie świąteczno-sylwestrowym wzywano ratowników GOPR do rannych narciarzy lub turystów. W niektórych przypadkach poszkodowani na pewno nie byli trzeźwi. Goprowcy, którzy są przeciwnikami jazdy „na dopalaczach”, doskonale zdają sobie sprawę, jak ciężko taki przepis wyegzekwować w górach. – Jest to niewykonalne. Ratownicy nie mają uprawnień do kontroli stanu trzeźwości, zresztą nie chcą tego robić, bo mają mnóstwo innych zadań. Przepis o zakazie jazdy na nartach po wypiciu alkoholu byłby martwym prawem – usłyszeliśmy w karkonoskiej grupie GOPR.

Zagrożeniom zapobiegają także policjanci, którzy w ramach akcji „Bezpieczne stoki”, kontrolują zachowanie narciarzy i wlepiają mandaty za ewentualne wykroczenia. Sprawdzają, czy każdy z nich porusza się w dozwolonych miejscach, nie powoduje zagrożenia i nie wzbudza paniki. Funkcjonariusze są także przeszkoleni w ramach pierwszej pomocy, ponieważ często bywa tak, że są pierwsi na miejscu wypadku. – Policyjne patrole narciarskie wykonują przede wszystkim zadania prewencyjne, w myśl zasady „lepiej zapobiegać niż leczyć” – mówi nadkomisarz Edyta Bagrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze.

Zwracają baczną uwagę na sprzęt, który bardzo często narciarze pozostawiają bez opieki, legitymują osoby podejrzanie zachowujące się, zwracają uwagę na kulturę i takt na stoku oraz w kolejkach do wyciągu, a także pilnują, aby narciarze nie zjeżdżali z wyznaczonych tras i nartostrad. W przypadku turystów, którzy popełniają wykroczenia policjanci w zależności od sytuacji stosują pouczenia lub będą nakładać mandaty karne. Przykładem może być ukaranie na Kopie w Karpaczu przez patrol narciarski turysty z Niemiec, który niszczył kosodrzewinę. Mężczyzna otrzymał mandat karny w wysokości 200 zł.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (9) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group