• Poniedziałek, 26 sierpnia 2019
  • Godz. 8:49
  • Imieniny: Aleksandra, Marii, Wiktora, Zefiryny
  • Czytających: 4533
  • Zalogowanych: 8
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

O polskim Hollywood z Andrzejem Krakowskim

Wiadomości: Jelenia Góra
Czwartek, 24 września 2015, 10:28
Aktualizacja: Piątek, 25 września 2015, 7:48
Autor: Przemek Kaczałko
Fot. Przemek Kaczałko
Do Jeleniej Góry po raz kolejny zawitał reżyser, scenarzysta i producent filmowy – Andrzej Krakowski, który mieszka w Nowy Jorku i wykłada na tamtejszej uczelni. W Jeleniogórskim Centrum Kultury spotkał się z miłośnikami kina, promując jednocześnie swoją książkę pt. „Pollywood”.

- 1968 rok to była zmiana generacyjna. Wrzało w Ameryce, Paryż się palił, w Niemczech były bunty studentów, Czechosłowacja – to był jeden rok. A w Polsce partia nazywając Żydów mniejszością narodową, pozbyła się zasiedziałych obywateli. Po demonstracjach zwalniali studentów z uczelni, wyrzucali naszych rodziców z pracy, tworzyli warunki, w których nie da się żyć. Od czerwca 1967 r. do końca 1971 r. do wydziału MSW, który się trudnił szukaniem żydowskich korzeni obywateli Polski, napłynęły 4 miliony donosów – wspomina Andrzej Krakowski.

- W Łodzi kończąc czwarty rok studiów byłem atakowany w prasie. Nagle dostałem propozycję 6-miesięcznego stypendium w Hollywood – opowiadał doświadczony reżyser. Po trzech tygodniach pobytu w Los Angeles wraz siostrą dowiedział się, że zostali pozbawieni obywatelstwa polskiego.
Przyszedł taki moment refleksji, że skończył się pewien etap w życiu, że do Polski już nie wrócimy, bo Polska nas nie chce. W związku z tym jednego dnia przeszliśmy na język angielski. Był to 1968 rok, a scenariusz do „Ogniem i Mieczem” pisałem w 1993 roku – to była pierwsza rzecz, którą po tylu latach napisałem po polsku, to było takie przebudzenie, bo zorientowałem się, że myślę po angielsku – kontynuował Andrzej Krakowski.

W Hollywood był wtedy Roman Polański, Krzysztof Komeda, Marek Hłasko, Jerzy Elbratowski – kompozytor, byli też Mrożek, Grotowski, a także aktorka Teresa Watras – wymieniał A. Krakowski., który wspomina, że „królem” był wtedy Polański, który dwukrotnie uratował studio Paramount od bankructwa robiąc „Dziecko Rosemary”, a później „Chinatown”. Gość wtorkowego spotkania w JCK-u przytoczył też nazwiska z przedwojennej Polski, które tworzyły Hollywood: Henryk Wars – kompozytor, Józef Lejtes, Bronisław Kapel – laureat Oscara za muzykę do filmu „Lili”.

Tym sposobem rozmowa ze znanym reżyserem, scenarzystą i producentem filmowym przeniosła się na temat książki, w której Andrzej Krakowski podejmuje tezę, że nie byłoby takiego kształtu Hollywood, gdyby nie Polacy i ich wkład w historię kina amerykańskiego. Dlatego też publikacja nosi tytuł „Pollywood”. - Powstanie przemysłu amerykańskiego zbiegło się z rozwojem przemysłu medialnego. Po tylu latach badań widzę, że to media decydują, kto będzie prezydentem, kto pójdzie „siedzieć”, czy waluta pójdzie w górę, czy w dół, co będziemy nosić, gdzie pojedziemy. Nie ma dziedziny medialnej, która nie zaczynałaby się na ziemiach historycznie polskich, albo obecnej Polski – tytułem wprowadzenia mówił Krakowski.

- Mówimy o okresie w Stanach od 1880 r. do 1920 r. W historii to jest oficjalnie znany okres wielkiej emigracji, przyjeżdża 23 miliony ludzi – dlaczego nie Szwedzi, Włosi, Francuzi, a właśnie maleńka grupa ludzi urodzonych na tych terenach – to mnie zafascynowało – opowiadał autor książki. Zaczynając, nie patrzyłem na pochodzenie. Wszyscy ludzie, którzy urodzili się na terenie Polski, są Polakami – bez względu na kolor skóry, oczu, płci, pochodzenia, religii. W Polsce istnieje idiotyczny podział – gdy zapytam w Stanach czy jesteś Amerykaninem, czy Żydem, to on nie miałby pojęcia co ma mi odpowiedzieć. Uważam, że tego typu podziały są z wielką szkodą dla kraju, dla społeczeństwa. Przeważnie kto dzieli? Ludzie z wielkim kompleksem mniejszości – muszą podzielić, żeby siebie podbudować – mówił gość spotkania. Wśród osób urodzonych na terenach Polski wymienił m.in.: Siegmunda Lubina (Zygmunt Lubszyński), który stworzył pierwszy ruchomy projektor. Samuel Goldwyn (ur. jako Szmul Gelbfisz w Warszawie), którego nazwisko znalazło się na szyldzie Metro Goldwyn Mayer. Był producentem, który zrobił pierwszy film długometrażowy w mieście, które nazywało się Hollywood. Pierwszy multipleks wybudował Lubin w Philadelphi, a następnie pałeczkę przejął Nathan Harry Gordon urodzony w Wilnie. Następnie bracia Warner, których było czterech, a trzech urodziło się w Krasnosielcu koło Warszawy – oni wprowadzili dźwięk do filmu – dźwięk, który jest oparty na patencie Józefa Tykocińskiego z Włocławka. Jeśli chodzi o film kolorowy, to patent Eastmana Kodaka jest oparty na patencie Jana Szczepanika z Rudnik. Billy Wilder urodził się w Suchej (dzisiaj Sucha Beskidzka), Max Fleischer urodzony w Krakowie wprowadził Walta Dinseya do przemysłu, Max Factor, którego kobiety znają z kosmetyków w 1928 r. otrzymał pierwszego Oscara, za charakteryzację do filmu. Max Factor urodził się w Łodzi, choć niektórzy twierdzą, że w Zduńskiej Woli – wymieniał Andrzej Krakowski. Te, i wiele innych nazwisk można poznać dzięki literaturze reżysera mieszkającego w Nowym Jorku.

Gość Jeleniogórskiego Centrum Kultury opowiadał też o relacjach w świecie filmu. - Żyjemy w dwóch różnych światach. W Polsce uznawano scenarzystę jako niezależnego autora pomysłu filmu. Bardzo często reżyserzy chcieli, żeby scenarzysta był na planie. W Stanach Zjednoczonych w momencie, kiedy sprzedaję scenariusz – nie mam do niego już żadnych praw. Wtedy rozpoczynał się w Stanach taki ciekawy proces, bo natychmiast do scenariusza ktoś chciał się dopisać – reżyser, producent przychodzili czasami ze zmianami, które nie miały sensu tylko po to, aby te zmiany zaistniały. Wynikało to stąd, że w przemyśle amerykańskim tylko dwa zawody do końca lat 80. miały prawo do tantiem – to byli kompozytorzy i scenarzyści. - Mam taki zwyczaj, że nigdy nie jadam z aktorami, bo aktor mówi o sobie. Nie jestem w stanie nic się od nich dowiedzieć, ich interesuje własne ego – dodał.

- Przyjeżdżałem do Sobieszowa, jako dziecko na wakacje. Ojciec był wtedy w rządzie, było tu dużo poniemieckich willi i ojciec dał dziadkowi, który był nieznośny jak Sam Goldwyn – willę. Powrót tutaj jest podróżą sentymentalną – podkreślił Andrzej Krakowski, który ostatni raz był w naszym mieście w czerwcu br. kiedy to był jednym z gości Festiwalu Reżyserii Filmowej, po którym pozostał z żoną Mają w Cieplicach na dwa tygodnie i jak zapewnia, będzie tu wracać.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (1) Dodaj komentarz

~Le1Kiepury 24-09-2015 17:59
Wracaj dziadu do siebie

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group