Piątek, 30 października
Imieniny: Przemysława, Edmunda
Czytających: 7007
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Niemiecki pomysł na polskie bolączki

Wiadomości: REGION
Poniedziałek, 17 sierpnia 2009, 7:48
Aktualizacja: Wtorek, 18 sierpnia 2009, 7:47
Autor: Ania
Fot. Ania/tejo
Wolfang Knoblich, Niemiec, którego rodzice pochodzili z Olesznej Podgórskiej, chciałby urządzić w klasztorze w Lubomierzu centrum dla tych turystów z Niemiec, którzy odwiedzają małą ojczyznę swoich przodków.

Kiedy po raz pierwszy przyjechał pan do Olesznej Podgórskiej?

Wolfgang Knoblich: – W październiku 2004 roku, o odwiedzeniu dawnej miejscowości moich rodziców marzyłem od dawna. Wiedziałem, że dziadek miał tutaj restaurację. Wynajmował trzy pokoje turystom i prowadził gospodarstwo. Chciałem to wszystko zobaczyć, ale nie miałem takiej możliwości. Kiedyś dodatkowym utrudnieniem były problemy związane z przekroczeniem granicy. Szukałem więc kontaktów. Pomocne okazało się ogłoszenie w niemieckiej gazecie, zamieszczone przez Polaka z Olesznej Podgórskiej. Prosił w nim, żeby osoby, posiadające zdjęcia z jego regionu skontaktowały się z nim. Chciał je zamieścić w pisanej wówczas książce historycznej. Zadzwoniłem więc do niego, z czego on się bardzo ucieszył, bo jak się później okazało, niewielu ludzi się zgłosiło. Postanowiliśmy się spotkać. Przekazałem mu stare rodzinne zdjęcia, co również dla mnie miało ogromne, emocjonalne znaczenie. Odnalazłem bowiem fotografie, których nigdy wcześniej nie widziałem.

To spotkanie w Olesznej Podgórskiej było dla pana trudnym przeżyciem, czy raczej zwyczajną sentymentalną podróżą?

– Przyjęto nas wyjątkowo dobrze, więc czuliśmy się tutaj świetnie. Przy czym rozmawialiśmy nie tylko o historii. Ze względu na moją pracę bardzo szybko zaczęliśmy rozmawiać o problemach ekonomicznych, z jakimi boryka się Lubomierz i sąsiednie miejscowości. Opowiedziano mi o kryzysie i postanowiono przedstawić burmistrzowi. Dlatego też kolejne spotkanie odbyło się bardzo szybko, a później przyszedł czas na następne. Uczestniczy w nich coraz więcej osób. Kiedy przyjechaliśmy tutaj po raz trzeci, czekali na nas prócz szefa Lubomierza, również radni gminy, dyrektorka szkoły i poseł. Obecnie naszym rozmowom towarzyszy mnóstwo osób. Musimy spotykać się w auli, żeby wszyscy się zmieścili.

Skąd chęć pomocy Lubomierzowi, zaangażowania się w sprawy, których rozwiązanie wymaga wiele pracy, a cel jest i tak trudno osiągalny?

– Już po powrocie z pierwszego spotkania w Olesznej Podgórskiej, byłem przekonany, że muszę coś dla tej miejscowości zrobić. Zacząłem studiować historię Lubomierza. Zorientowałem się, że od samego początku jego istnienia centralnym punktem był klasztor, wokół którego rozwijało się miasto. Uznałem więc, że najlepszym pomysłem będzie przywrócenie mu dawnej świetności. Pomyślałem o tym, żeby sprowadzić do niego siostry zakonne. Widziałem możliwość stworzenia w Lubomierzu alternatywnego wypoczynku, z którego mogliby skorzystać Niemcy, którzy pochodzą z tych terenów. Klasztor służyłby jako hotel.

Pomysł bardzo ciekawy, ale czy możliwy do wykonania?

- Główną przeszkodą, jak się później dowiedziałem, są koszty tego przedsięwzięcia. Myślałem, że moja rola skończy się na przedstawieniu pomysłu, ale wytłumaczono mi, że gmina, miasto i powiat nie mają pieniędzy. Dodatkowy problem stanowił internat, który mieści się w klasztorze. Sugerowałem, że można byłoby go przenieść. Ostatecznie analizę wykonały Polki, studiujące w Niemczech, do których udało mi się dotrzeć. Zrobiły to bardzo profesjonalnie, swoje opracowanie przedstawiły na jednym ze spotkań w Lubomierzu. Wytłumaczyły, ilu turystów będzie chciało przyjechać i skąd.

Czy może się Pan już pochwalić rezultatami swojego przedsięwzięcia?

- Udało się nawiązać kontakt z mieszkańcami niemieckiej miejscowości Bad Honnef koło Bonn, gdzie ja się zresztą urodziłem. Wyjechało tam wielu ludzi z Olesznej Podgórskiej po 1945 roku. Chcemy stworzyć możliwość przyjeżdżania tym ludziom do starej ojczyzny. Natomiast w Lubomierzu powstaje organizacja, której celem będzie pozyskanie środków na realizację projektu.

Czy jest Pan wstanie podać jakiś konkretny termin do którego uda się to wszystko wykonać?

- Niestety nie. Wykonanie samej analizy trwało kilka lat, proszę sobie więc wyobrazić, ile czasu potrzeba na uzyskanie końcowego efektu. Należy jednak wiedzieć, że zmieniliśmy pierwotną koncepcję. W klasztorze chcielibyśmy stworzyć centrum edukacyjne dla katolików, prawosławnych i innych. Pozwoli to na jednoczesne funkcjonowanie internatu i przyciągnie do Lubomierza wielu ludzi, dzięki czemu mieszkańcy będą zarabiać.

Zaangażowanie w sprawy Lubomierza jest dla pana przede wszystkim sentymentalną podróżą w przeszłość, czy raczej wyzwaniem zawodowym?

- Nie można rozróżnić tych dwóch spraw. Jedno i drugie jest dla mnie bardzo ważne. Chociaż fakt, Dolny Śląsk bardzo mi się podoba. Doceniam piękne widoki w Karkonoszach i serdeczność ludzi. Chciałbym jednak podkreślić, że najważniejsze w tym wszystkim są kontakty z ludźmi. To, że Polacy i Niemcy się integrują, a rozwiązania przyjdą same. Ja mogę jedynie przedstawić pomysły, które według mnie mogą się sprawdzić, ale ich realizacja zależy od wszystkich zaangażowanych w sprawę osób. Dla mnie ważne jest to, że zobaczyłem miejsca, z których pochodzą moi przodkowie. Gdy byłem mały znajomi i przyjaciele modlili się przy grobach swoich bliskich, ja nie mogłem, bo ich nie miałem.

Czy czuje się pan Dolnoślązakiem?

- Zdecydowanie tak.

Dziękuję za rozmowę

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (3) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group