Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 7459
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kto skorzystał na specjalizacji muzeów po wojnie

Wiadomości: Region
Poniedziałek, 17 kwietnia 2017, 7:57
Aktualizacja: Środa, 19 kwietnia 2017, 6:02
Autor: Stanisław Firszt
Muzeum Miedzi w Legnicy
Fot. Archiwum S. Firszta
Do 1945 roku na Dolnym Śląsku funkcjonowało kilkadziesiąt muzeów (przeważnie w typie Heimatmuseum). Jak pisał Witold Kieszkowski, współpracownik prof. Stanisława Lorentza, dyrektora Naczelnej Dyrekcji Muzeów, w 1947 roku: "Nie było prawie miasteczka i miasta powiatowego, które nie posiadało takiego muzeum. Na samym Dolnym Śląsku było ich około 60".

Znajdowały się tu też wojenne składnice muzealiów i dzieł sztuki zorganizowane przez dolnośląskiego konserwatora zabytków Günthera Grundmanna. Było ich ponad 80 . Opowiada o tym Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Bogactwa zgromadzone nie tylko w tych miejscach, ale też w budynkach prywatnych, wraz z zakończeniem II wojny światowej, wystawione zostało na pastwę zdobywców i ich pomocników, szabrowników, handlarzy i zwykłych wandali. Było to prawdziwe Eldorado, nie tylko dla znawców sztuki i muzealników, ale też dla zwykłych złodziei. Jeśli tych pierwszych brakowało i byli bardzo nieliczni, to odwrotnie, tych drugich było aż nadto i trudno było ich upilnować.

Po pierwszym roku funkcjonowania administracji polskiej, na Dolnym Śląsku, kiedy już część zbiorów i kolekcji uległa zniszczeniu, wywiezieniu i rozgrabieniu, na temat przyszłości polskiego muzealnictwa, po wojnie, w dniach 19 – 21 marca 1946 roku, odbył się w Nieborowie zjazd muzealników, przy udziale przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Sztuki. Już wtedy, z uwagi na brak muzealników polskich, na tzw. Ziemiach Odzyskanych, oraz kłopoty finansowe związane z utrzymaniem tak dużej ilości muzeów, opowiedziano się za ograniczeniem stworzonej przez Niemców ich sieci na Dolnym Śląsku z kilkudziesięciu do kilkunastu placówek. Nie chciano też nawiązywać do dawnej "niemieckiej" tradycji, dlatego tworzące się i powstające polskie muzea, miały być zupełnie inne.

Pojawiły się pierwsze symptomy przyszłej "specjalizacji", np. w Legnicy miało powstać Muzeum Piastowskie, a w Zgorzelcu - Muzeum Łużyckie. Przekreślano dawną, wielowiekową tradycję i historię jako niewygodne w większości dla polskiej racji stanu, cyt. "należy (...) tworzyć i rozwijać działy przyrodnicze, gospodarcze i przemysłowo – techniczne, jako najściślej związane z potrzebami i zainteresowaniami polskiej ludności, zamieszkującej obecnie Ziemie Odzyskane". Natomiast do zniszczonych, ograbionych i posiadających słabe zbiory muzeów, w tzw. "Centralnej Polsce", miały trafić "zbędne" lub występujące w nadmiarze muzealia, z muzeów dolnośląskich. Niemieckie dzieje Śląska nie miały praktycznie żadnego znaczenia i miały być pomniejszane lub pomijane.

Witold Kieszkowski o organizacji muzeów dolnośląskich wyraził się następująco: "Sądzę, że daleko idąca specjalizacja nawet najmniejszego muzeum, dostosowana jednak do charakteru regionu, jest warunkiem koniecznym", np. w Jeleniej Górze miało powstać Muzeum Krajoznawcze, a muzea w Bolesławcu, Lwówku Śląskim i w Wałbrzychu miały być poświęcone różnym gałęziom miejscowego przemysłu, tj. ceramice, tkactwu i górnictwu. Po tych ustaleniach rozpoczął się swego rodzaju exodus muzealiów i dzieł sztuki z Ziem Odzyskanych na teren Polski.

Za zgodą Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, któremu podlegało wówczas większość muzeów na Dolnym Śląsku, miejscowe placówki dokonywały także wymiany eksponatów między sobą. Niekiedy działania te były kuriozalne, a wręcz szkodliwe. Proceder ten doprowadził do wielkiego zamieszania i ruchu muzealiów, większego niż to, które miało miejsce w wyniku działań wojennych i w okresie tuż powojennym. Specjalizacja dolnośląskich muzeów jako swego rodzaju ekwiwalent za zlikwidowanie różnorodności zbiorów w niemieckim Heimatmuseach, trwała na Dolnym Śląsku także w latach następnych.

Jak wynika, np. z pisma dyrektora Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, któremu podlegały mniejsze muzea dolnośląskie, z dnia 8 lutego 1956 roku, skierowanego do Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach Śląskich Zdroju, na zasadzie "prośby", inicjowano dalszy ruch muzealiów: "(...) prosi się o niezwłoczne przekazanie zbędnych nieprzyrodniczych eksponatów następującym instytucjom (...) pkt 5 pewną ilość zbędnych w Cieplicach okazów fauny można przekazać do Muzeum w Jaworze (...)"."Należy starannie zbadać stan sprzętów (gablot, witryn, etc.) i wyselekcjonowany materiał złożyć w odrębnym pomieszczeniu. Specjalnie zwołana komisja (przy udziale delegatów Muzeum Śląskiego) zastanowi się nad sposobem zbywania zbędnego inwentarza".

Kiedy w 1963 roku, kierownictwo Muzeum Śląskiego we Wrocławiu objęła zwolenniczka specjalizacji dolnośląskich muzeów Maria Starzewska, działania te przybrały na sile. Wymieniano się całymi kolekcjami, a wszystko, co "nie pasowało" tu i ówdzie, skrzętnie przejmowało Muzeum Śląskie we Wrocławiu. Muzealnicy informowali się też wzajemnie o możliwości pozyskania dodatkowych obiektów do zbiorów zgodnie z ich specjalizacją. Często same muzea, częściowo już wyspecjalizowane, zwracały się do Muzeum Śląskiego we Wrocławiu z prośbą o pomoc w pozbywaniu się własnych "zbędnych" muzealiów. Na przykład w 1965 roku, cieplickie Muzeum pisało: "(...) kierownictwo Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach Śląskich Zdroju, zwraca się do Dyrektora Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, z propozycją umożliwienia przekazania broni myśliwskiej (37) z muzeum w Cieplicach do innej placówki. Eksponaty te nie wiążą się z tematyką przyszłych ekspozycji Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach Śląskich Zdroju".

W 1965 roku trwał remont i adaptacja tzw. Pawilonu Norweskiego na nową siedzibę Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach Śląskich Zdroju. Kierownik placówki miał nadzieję stworzenia tam kilku wystaw, w tym geologicznej (muzeum posiadało parę tysięcy okazów tego typu), dlatego starał się o przychylność zwierzchników i oddawał im "w prezencie" własne inne cenne obiekty. W maju 1967 roku, otworzono Muzeum w nowym budynku i zaraz po tym, zabytkowa broń, pojechała do Wrocławia. Okazało się jednak, że w Pawilonie Norweskim, Muzeum Przyrodnicze w Cieplicach Śląskich Zdroju, zgodnie z decyzjami władz zwierzchnich, będzie eksponowało tylko jedną wystawę przyrodniczą, nt. ornitologii, dlatego inne obiekty przyrodnicze też stały się tam "zbędne".

Takiej okazji nie mogło przepuścić Muzeum w Wałbrzychu, które miało specjalizować się w górnictwie i niemal natychmiast zaproponowało wymianę. W zamian za 101 okazów z Wałbrzycha (w tym: ssaki, ptaki, gady), chciało pozyskać ok. 2000 okazów geologicznych z Cieplic. W lutym 1968 roku, zgodę na tę wymianę dało Muzeum Śląskie we Wrocławiu. W dniu 10 kwietnia tegoż roku, z Wałbrzycha do Cieplic, przyjechały preparaty, a dzień później z Cieplic na zawsze wyjechały okazy geologiczne. Jak się później okazało, preparaty dermoplastyczne były w tak złym stanie, że nadawały się w większości tylko do utylizacji.

W ten sposób muzea dolnośląskie tworzyły na nowo swoją tożsamość, a jednym z narzędzi do tego celu była wspomniana wyżej specjalizacja. Już same nazwy tych placówek miały wskazywać z jakim muzeum i o jakim jego profilu mamy do czynienia. W tamtych latach utworzono, m.in.: Muzeum Miedzi w Legnicy, Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, Muzeum Osadnictwa Wojskowego w Lubaniu, Muzeum Rzemiosł Drzewnych w Środzie Śląskiej, Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy, Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju i wiele innych. Specjalizacja nie dotknęła tylko nielicznych muzeów na Dolnym Śląsku, m.in. Muzeum Regionalnego w Chojnowie, Muzeum Regionalnego w Jaworze i Muzeum Regionalnego w Jeleniej Górze, chociaż w latach 70. i 80. i nawet 90. XX wieku, jeśli chodzi o to ostatnie, były pomysły na wyspecjalizowanie go na Muzeum Szkła, ale ostatecznie zmieniło się ono na wzór czeskiego Muzeum Karkonoskiego we Vrchlabi, na Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze. Tylko jedno dolnośląskie muzeum nigdy nie musiało się specjalizować. Było to Muzeum Śląskie we Wrocławiu (specjalizacja – Śląsk, czyli wszystko ze Śląska). A przecież to właśnie to muzeum cały czas wdrażało i umacniało tę akcję w innych, podległych sobie, muzeach.

Specjalizacja muzeów na Dolnym Śląsku, była korzystna przede wszystkim dla obecnego Muzeum Narodowego we Wrocławiu, ponieważ dzięki niej zbiory tej placówki znacznie się powiększyły i co najważniejsze, wzbogaciły. Była ona też korzystna dla muzeów, które tworzone były praktycznie od podstaw, tak jak to było w przypadku Muzeum Miedzi w Legnicy. Na dobre wyszła też niektórym, np. Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Śląskich Zdroju. Dla innych placówek specjalizacja była złym rozwiązaniem (Lubań, Chojnów, Jawor, Jelenia Góra), a nawet szkodliwa (Świdnica, Środa Śląska), lub wręcz tragiczna w skutkach (Cieplice Śląskie Zdrój).

- Specjalizacja muzeum ogólnie nie jest niczym złym, ale powinna ona wynikać z naturalnych potrzeb regionu czy miejscowości. Narzucana odgórnie i to w celu powiększenia i wzbogacenia zbiorów jednej placówki kosztem innych była i jest nie do przyjęcia – podsumowuje Stanisław Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (5) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group